Przejdź do głównej zawartości

Plejady gwiazd i czyste niebo. Igor Newerly „Wzgórze Błękitnego Snu”

Jeżeli w opisie „Wzgórza Błękitnego Snu” czytamy, że to powieść o spiskowcu skazanym na katorgę i wieczne zesłanie, to może nam przyjść do głowy jedna z najbardziej osobistych książek Fiodora Dostojewskiego – „Wspomnienia z domu umarłych”. Może, choć już w trakcie lektury okaże się, że to skojarzenie niezbyt trafne, bo obie narracje zdecydowanie się od siebie różnią: utwór rosyjskiego mistrza stanowi przede wszystkim zapis psychologiczno-społecznych obserwacji i przegląd zachowań skazańców, a „Wzgórze...” to powieść o odnajdywaniu się na – choć należałoby raczej powiedzieć: „w” – zesłaniu.

Igor Newerly przedstawia historię Bronisława Najdarowskiego, przedstawiciela lewicowej partii Proletariat, który został skazany na katorgę za próbę zabicia rosyjskiego cara. Choć w powieści śledzimy przede wszystkim jego syberyjskie doświadczenia, to w retrospekcjach poznajemy dzieciństwo, dawną aktywność polityczną oraz wszystko to, co sprawiło, że był gotów podnieść rękę na władcę. Po trwającej cztery lata przymusowej pracy bohater zaczyna układać sobie życie na przymusowym zesłaniu, czego symbolem staje się budowa dużego, pięknego, drewnianego domu. Zanim jednak do tego dojdzie, Najdarowski musi przyzwyczaić się do warunków panujących w tajdze, nauczyć się polować, obserwować przyrodę oraz odnaleźć się w syberyjskich realiach.

Zapanować nad przestrzenią

„Wzgórze Błękitnego Snu” jest nie tyle powieścią o zesłaniu i realiach katorgi, ile książką traktującą o Syberii, przeżywaniu jej piękna oraz o możliwościach, jakie daje nowy – choćby i trudny, odgórnie narzucony – początek. Już od pierwszych stron czytelnik może nabrać takiego przekonania, gdyż Newerly rozpoczyna swoją książkę od rozpisanych na kilkanaście stron przygotowań Najdarowskiego pod życie na przymusowym przesiedleniu. Narrator skrupulatnie opisuje liczne zakupy bohatera, który, opuściwszy katorgę, dosłownie niczego – żadnej rzeczy – nie posiadał. Dlatego też, oczekując na pociąg, który powiezie go „na wieczne osiedlenie”, dostaje od porucznika trzy godziny wolności, w trakcie których zaopatruje się między innymi w tytoń, fajkę („Ustnik oryginalny jantar, a drzewo mandżurska aralia”), koperty, znaczki, czajniczek, imbryk, komplet talerzy (bo, jak przyznaje, „może ktoś do mnie zawitać, jakiś gość”), koszule nocne i kalesony. Wymieniam te przedmioty nie bez powodu, bo zawarte na początku powieści wyliczenia zakupów zapowiadają niejako całą dalszą narrację, która skupia się na porządkowaniu syberyjskiej przestrzeni, szykowaniu sobie w niej miejsca, wznoszeniu wspaniałego domu, analizowaniu natury, poznawaniu lokalnej społeczności oraz przysposabianiu się do życia w nowych warunkach. Choć początkowo Najdarowski odczuwał lęk, myśląc o życiu w tajdze („Zgroza zdjęła go na myśl, że znajdzie się sam wśród tego bezkresu leśnego, który równy jest oceanowi”), to z czasem oswoił różne niepokoje i „z wolna wchodził” do porządku wyznaczanego nie przez ludzkie kaprysy i plany, tylko przez prawidła przyrody. Mogłoby się wydawać, że w takiej fabule trudno znaleźć coś porywającego – wszak opowieść o tym, jak człowiek mierzy się z naturą, jak próbuje znaleźć własne miejsce w niezmierzonych połaciach lasu nie brzmi przesadnie ciekawie, jednak we „Wzgórzu...” Newerly proponuje czytelnikowi coś więcej: wątki przygodowe, awanturnicze, patriotyczne i historyczne. Dużo w związku z tym w tej powieści podróży i ruchu, choć paradoksalnie najważniejszy okazuje się bezruch – tworzenie społeczności, „czynienie sobie ziemi poddaną” (co znajduje wyraz w licznych polowaniach, wycinaniu lasu), wznoszenie domu i przymusowe osiedlanie się w nieznanym.

Utajone prawdy

Przyroda we „Wzgórzu...” nie jest niczym dzikim ani strasznym. Newerly nie demonizuje tajgi, nie straszy groźnymi zwierzętami, nie traktuje natury jako tła, ale też jej nie idealizuje – ukazany w powieści obraz świata wykreowanego stanowi wyraz większej, niepojętej dla bohaterów, całości, jakiejś niedostępnej dla nich prawdy: „(...) jak człowiek stoi tak na ganku z głową zadartą do góry i patrzy na ten pęd [ptaków] z dalekich krajów na północ, i myśli dlaczego i jakim sposobem? – to dreszcz go przenika mistyczny nad tą zagadką bytu”; „W fantastycznym krajobrazie wszystko zdawało się żyć inaczej, prawdziwym swoim życiem. (...) Działy się rzeczy niewidzialne, utajone (...)”. Jednocześnie ten zupełnie wyjątkowy świat wpisuje się w zrozumiałe, regularne cykle: czas polowań, pracy, uczt, kolejnych pór roku. Newerly opowiada zatem historię, w której to, co niezrozumiałe (przyroda, jej precyzja i ogrom) przechodzi w to, co pojęte i racjonalne – i właśnie z tej harmonii zdaje się wynikać zachwyt narratora nad tajgą, która – jak to dobrze wydawnictwo ujęło w opisie na pierwszej stronie okładki – miała „być więzieniem”, a stała się „z czasem bliską raju krainą szczęśliwości”.

Książka Newerlego jest w końcu opowieścią o życiu Polaków na Syberii, o historii, jej tragizmie i przewrotności, a także o radzeniu sobie z przeciwnościami losu. Dla ludzi, którzy zostali rzuceni z różnych powodów (głównie politycznych) w mroźną tajgę, życie wcale się nie kończyło – choć tęsknota za ojczyzną pozostawała z nimi do śmierci, to musieli przecież odnaleźć się w nowych warunkach, stworzyć dom, nawiązać nowe przyjaźnie. I o tym procesie „Wzgórze Błękitnego Snu” traktuje. 

Komentarze

Publikowanie komentarza