Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2020

Plejady gwiazd i czyste niebo. Igor Newerly „Wzgórze Błękitnego Snu”

Jeżeli w opisie „Wzgórza Błękitnego Snu” czytamy, że to powieść o spiskowcu skazanym na katorgę i wieczne zesłanie, to może nam przyjść do głowy jedna z najbardziej osobistych książek Fiodora Dostojewskiego – „Wspomnienia z domu umarłych”. Może, choć już w trakcie lektury okaże się, że to skojarzenie niezbyt trafne, bo obie narracje zdecydowanie się od siebie różnią: utwór rosyjskiego mistrza stanowi przede wszystkim zapis psychologiczno-społecznych obserwacji i przegląd zachowań skazańców, a „Wzgórze...” to powieść o odnajdywaniu się na – choć należałoby raczej powiedzieć: „w” – zesłaniu.

Igor Newerly przedstawia historię Bronisława Najdarowskiego, przedstawiciela lewicowej partii Proletariat, który został skazany na katorgę za próbę zabicia rosyjskiego cara. Choć w powieści śledzimy przede wszystkim jego syberyjskie doświadczenia, to w retrospekcjach poznajemy dzieciństwo, dawną aktywność polityczną oraz wszystko to, co sprawiło, że był gotów podnieść rękę na władcę. Po trwającej cz…

Katedra w czasie. Pico Iyer „Sztuka bezruchu. Przygody w podróżowaniu donikąd”

To symptomatyczne, że muszę po raz drugi napisać recenzję akurat „Sztuki bezruchu”. Dlaczego po raz drugi? Pierwsze omówienie nieroztropnie skasowałem, nie zapisując nigdzie wersji zapasowej. Dlaczego symptomatyczne? Bo filozofią Iyera, wyrażoną tytułowym bezruchem, jest dłuższa chwila refleksji, spokojna medytacja nad sobą lub jakimś zagadnieniem – a przysiadając ponownie do pisania, muszę zastanowić się nad tą książką na nowo.

O czym traktuje „Sztuka bezruchu”? Myślę, że najlepiej oddać głos samemu autorowi: „o próbie zajmowania się ukochanymi osobami, wykonywaniu swojej pracy i utrzymywania kierunku w tym niewiarygodnie szybkim świecie. Jest to krótka opowieść i jest taka nie bez przyczyny. Chodzi o to, by można ją było przeczytać za jednym posiedzeniem i szybko powrócić do swojego (...) życia”. Brzmi dość coachingowo, jednak w istocie tak nie jest – „Sztuka bezruchu” nie udziela żadnych rad, nie moralizuje, tylko pokazuje czytelnikowi zalety, które przemawiają za re…

Pomnik trwalszy niż ze spiżu. Jerzy Illg „Mój znak”

„Mija dziesięć lat od pierwszego wydania tej książki (...). Gdy ukazała się w 2009 roku na 50-lecie Znaku, żyli jeszcze (...) Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Andrzej Szczeklik, Seamus Heaney” – pisze w przedmowie do drugiego wydania „Mojego znaku” Jerzy Illg. Przywołuję te słowa nie bez powodu – pokazują one bowiem, jak zmieniła się (a przy tym: jak musiała się zmienić) na przestrzeni kilkunastu lat recepcja tej publikacji: wydawnictwo nabrało charakteru bardziej refleksyjnego i retrospektywnego.
„Mój znak” to zbiór kilkudziesięciu opowieści, szkiców i zapisków biograficznych, które w sposób anegdotyczny opowiadają o twórcach, z którymi w trakcie swojego życia zawodowego zetknął się Illg. Mamy zatem w omawianej książce przedstawione między innymi historie rozgrywające się w siermiężnych latach PRL-u (oczywiście z dużym naciskiem na drugi obieg wydawniczy), wspomnienia związane z Tygodnikiem Powszechnym i wydawnictwem Znak, a także obrazy z polskiego życia akademickiego i lit…

Jeśli nie na dole, to na górze. Emma Adbåge „Dołek”

„Dołek” Adbåge  odwołuje się do sytuacji, którą wszyscy doskonale znamy z autopsji: najlepsze jest to, co zakazane. A już w oczach dziecka – zwłaszcza.
Wyobraźmy sobie coś takiego: za szkołą znajduje się duży dołek, czyli wielka dziura, powstała  „dlatego, że ktoś kiedyś wybrał stamtąd dużo ziemi”, w której da się przyjemnie i aktywnie spędzać czas. Jak? Można na przykład bawić się w „mamę niedźwiedzicę, szałas, kryjówkę, kiosk”. Oczywiście, jak to w świecie dorosłych bywa, nie wszystko, co najmłodszym miłe, jest przez starszych rozumiane i akceptowane. Jak czytamy, „Dorośli nienawidzą Dołka. Nie chcą, żebyśmy się w nim bawili, bo możemy się zabić” lub „przynajmniej się przewrócić i zrobić sobie krzywdę”. By uprzykrzyć  najmłodszym życie (lub – po dorosłemu – wyprzedzić potencjalny wypadek) nauczyciele podejmują decyzję najpierw o zakazie wchodzenia do dziury (w rezultacie sprytni uczniowie organizują sobie rozrywki na jej krawędzi), a następnie – o jej całkowitym zakopaniu. Oba polec…

Mówię, więc słuchaj. Wiesław Myśliwski „Ucho igielne”

Refleksja nad „Uchem igielnym” to refleksja nad fenomenem samego Wiesława Myśliwskiego. Czytając książkę Mistrza, jak zwykli określać dziennikarze i krytycy autora „Traktatu o łuskaniu fasoli”, należy się zastanowić z jednej strony nad tym, co sprawia, że każda kolejna książka pisarza przyjmowana jest z takim entuzjazmem, a z drugiej, czy ta czytelniczo-krytyczna przychylność jest zasłużona. Wydaje się bowiem, że w wypadku najnowszej, a przy tym – jak zapewnia sam Myśliwski – ostatniej, powieści w recepcji ważniejszy od utworu okazał się sam autor – jego pozycja, uznanie i status. Choć „Ucho igielne” rozczarowuje banalnością i nudzi, nie doczekało się szerszych krytycznych analiz.
Książka rozpoczyna się śmiercią – starszy mężczyzna spada ze schodów, choć schodził po nich powoli i bardzo ostrożnie. Jedynym świadkiem – a w rezultacie potencjalnym oskarżonym – jest narrator, który chwilę przed tragicznym zdarzeniem rozmawiał ze zmarłym bohaterem. W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że n…

Bez pretensji i nadęcia. Urszula Stokłosa „Cichoborek”

Polska prowincja wróciła do głównego nurtu literatury z impetem – co rusz słyszymy o kolejnej powieści, która realizuje motyw małych ojczyzn, traktuje o wsi i jej mieszkańcach. Żeby daleko nie szukać, wystarczy przypomnieć świetną „Zimowlę” Dominiki Słowik, która otrzymała kilka dni temu Paszport Polityki. Urszula Stokłosa w swojej debiutanckiej książce „Cichoborek” także opisuje życie na prowincji; robi to bez pretensji i tendencji do mitologizowania. Mankamenty To, od czego należy zacząć, mówiąc o recenzowanej powieści, to podkreślenie jej nierówności. Wydaje się, że Stokłosie trudno panować nad napięciem, niekiedy również nad narracją – choć niektóre fragmenty czyta się z dużym zainteresowaniem, to wiele ustępów postrzega się jako niepotrzebne, przegadane, nużące (można to dostrzec przede wszystkim pod koniec lektury, gdy autora musi zamknąć wiele pootwieranych wcześniej wątków). Wprawdzie w „Cichoborku” widać, że Stokłosie naturalnie przychodzi opowiadanie, że z dużą swobodą snuje…

Niesamowity świat. Andrés Ruzo „Wrząca rzeka. Historia niebywałego odkrycia”

Andrés Ruzo w epilogu konstatuje: „świat (...) jest znacznie bardziej niesamowity, niż mi się to kiedykolwiek wydawało”. Ta z pozoru błaha refleksja wydaje się dobrze podsumowywać prowadzone we „Wrzącej rzece” rozważania. Wyraża bowiem sens całego namysłu nad tytułowym zjawiskiem, prowadzonym na różnych polach – naukowym, antropologicznym i filozoficznym.
„Wrząca rzeka” to książka ciekawa z kilku względów. Po pierwsze, interesująca wydaje się już jej przynależność gatunkowa: nie sposób jednoznacznie orzec, czy to pozycja naukowa, czy eseistyczna. Powiedziałbym raczej, że to zapis wykładu, prelekcji, może dłuższy popularnonaukowy artykuł – taki, który z jednej strony dość szeroko ukazuje omawiane zjawisko, a z drugiej nie wymaga od czytelnika specjalistycznej wiedzy czy cierpliwości do analitycznych opisów. Ruzo snuje narrację o prowadzonych przez siebie badaniach niezobowiązująco, niekiedy nawet w sposób felietonowy – pozwala sobie na rozliczne dygresje, retoryczne pytania, literacki…