Przejdź do głównej zawartości

370. Rozczarowanie. Dominic Smith „Ostatni obraz Sary de Vos”

Ostatni obraz Sary de Vos to książka przeźroczysta, pozbawiona wyrazu i punktu, o który można by się zaczepić, chcąc powiedzieć o niej coś więcej. Trudno właściwie pisać o tej pozycji, bo zarówno na polu czysto krytycznym, jak i – powiedzmy – emocjonalnym, wydaje się błaha, nijaka i mało frapująca.

Należałoby zacząć od tego, że jako czytelnik nie znajduję w tej powieści niczego, co by mogło przykuć moją uwagę na dłużej. Owszem, książka jest naprawdę dobrze napisana, jeśli chodzi o język, styl i sposób obrazowania, ale to za mało, by podtrzymać przez całą lekturę wysokie zainteresowanie. To, co okazuje się zasadniczym problemem tego utworu, to wyraźnie niestabilne napięcie, dające o sobie znać na każdym etapie fabuły. Wszystkie wydarzenia, które mają miejsce w Ostatnim obrazie Sary de Vos rozwijają się dość wolno, ale samo w sobie nie jest to oczywiście niczym złym. Śmiało można by to przekuć w walor, ale niestety w tym wypadku dzieje się zgoła inaczej. Skłonność autora do wprowadzania długich opisów oraz rozmaitych dygresji, czasem naprawdę dalekich od głównej osi fabularnej, zdaje się osłabiać (jeśli nie zupełnie rozbijać) napięcie, jakie wytwarza się na linii opowieść – czytelnik, choć pojawiają się tak podatne na stymulowanie uwagi czytającego zdarzenia – wprost z najbardziej emocjonujących kryminałów – jak kradzieże dzieł sztuki czy dokonywanie falsyfikatów. Wszystko jednak, biorąc pod uwagę tempo akcji i ilość pobocznych wątków, rozmywa się, czemu sprzyjają także liczne przeskoki czasowe. Autor, konstruując fabułę, zdecydował się na bogatą strukturę, bo uwzględniającą przejścia na przykład z epoki do epoki, co także w wielu razach wydaje się wątpliwe. Przechodzenie między kolejnymi rzeczywistościami społecznymi, uwzględniające różnice choćby w prawach kobiet i w ich obecności w różnych sferach życia, z czasem wydaje się nieciekawe – już właściwie w pierwszych etapach lektury dowiadujemy się na tyle dużo, by dalsze rozkodowywanie historii nie pochłaniało nas zasadniczo. Można w związku z tym odnieść wrażenie, że cała ta wielopoziomowa narracja, nadbudowana na dość prostym szkielecie fabularnym, nie tyle nie wywiera na czytelniku pożądanego wrażenia, ile go po prostu zanudza – właśnie niedobrymi proporcjami.

Dominic Smith nie próbuje tą książką wyważyć otwartych drzwi. Wręcz przeciwnie. Podejmuje się tematu, który jest kulturze bliski od wieków – związku sztuki z codziennym życiem. Bohaterowie recenzowanej powieści tkwią w bardzo wielu relacjach (m.in. rodzinnych, zawodowych, środowiskowych oraz artystycznych), ale to właśnie powiązania z malarstwem okazują się dla nich kluczowe, także na poziomie praktycznym, namacalnym. Sztuka determinuje ich rzeczywistość, to ona wpływa zarówno na podejmowane przez nich decyzje, jak i na ich przyszłość. Malarstwo stanowi dla nich upust emocji i przeżyć, wokół niego toczą się też codzienne rozmowy. Co ważne, obrazy, które są istotne dla przebiegu akcji, a także sam proces tworzenia (lub podrabiania) stają się dla odbiorcy filtrem, przez który poznaje wykreowaną rzeczywistość. W tym miejscu należy podnieść, że to, co wcześniej, pisząc o kompozycji, wskazałem za mankament, rozpatrywane oddzielnie okazuje się zaletą. Autorowi Ostatniego obrazu Sary de Vos oraz tłumaczce, Katarzynie Karłowskiej, udaje się za pomocą słowa oddać piękno lub tajemniczość obrazów, wraz z całą niezwykłością, ulotnością oraz ekspresywnością ich recepcji. Co ciekawe, postrzeganie dzieł sztuki przebiega w tym wypadku dwutorowo, bo z jednej strony bohaterowie czytają je w sposób kalkulacyjny, chłodny, skupiony na technicznym detalu oraz pragmatyce, a z drugiej ewidentnie emocjonalnie, twórczo. Ta dualna perspektywa przewija się zresztą przez całą powieść, dotycząc zarówno kontaktu ze sztuką, jak i procesu tworzenia (w tym podrabiania), a wszelkie opisy, które o tym traktują, nasączone są fachowością i przenikliwością. Jednak mimo interesującej płaszczyzny językowo-obrazowej, trudno polecić tę książkę – właśnie za sprawą nużącego rozwoju wydarzeń.

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Komentarze

  1. Słyszałam o tej książce i krótki opis, który mi było dane przeczytać bardzo mnie zainteresował. Wielka szkoda,że jej konstrukcja tylko częściowo zachwyca. Niemniej jednak, mimo pewnego zawodu nadal myślę o jej przeczytaniu. Jestem ciekawa czy podsumuję ją w podobny sposób. :)

    Pozdrawiam
    Zuzanna

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza