Przejdź do głównej zawartości

378. Paradoks stosu. Victor Hugo „Nędznicy. Tom pierwszy”

Nędznicy Victora Hugo to bez wątpienia powieść wielka. Określenie to odnosi się w tym wypadku do bardzo wielu kwestii, nie tylko – choć wydawnictwo MG wydało ten utwór w dwóch tomach – do fizycznego rozmiaru.

To, od czego wypada zacząć, omawiając tę książkę, to wybór wydania: do rąk czytelnika nie trafia ani nowe, ani – co gorsza – pełne tłumaczenie. Wydawnictwo MG zdecydowało się na wybór przekładu z roku 1931, które umożliwia lekturę wyłącznie wersji skróconej – na podstawie publikacji Iskier z 1954 roku. Jak nie trudno zauważyć, od momentu przełożenia na język polski recenzowanego dzieła minie niedługo sto lat, więc śmiało można przypuszczać, że „tamta” wersja – jakkolwiek kanoniczna czy lubiana – wymaga poprawek lub ponownego odczytania. Wydaje się to również zasadne z tego powodu, że o ile pojawianie się na rynku klasyki zawsze wiąże się z pewną dodatnią wartością (wspieranie dawnej literatury, promocja istotnych dla historii utworów, pogłębianie świadomości czytelniczej, poszerzanie aktualnej oferty rynkowej), o tyle „wypuszczanie” czegoś, co już się na półkach w księgarniach znajduje, powinno wynikać z konkretnego powodu – świeżego tłumaczenia lub wyboru. W tym wypadku niestety tak nie jest. Wydawnictwo obrało najprostszą drogę, to znaczy wydało tytuł, który od dawna jest polskiemu czytelnikowi znany, nie tylko nie rzucając na niego nowego światła, ale powielając niepełną, skróconą edycję. Co ważne, trzeba także podkreślić, że poza stroną redakcyjną, mówiącą m.in. o autorze korekty, redaktorze, osobie składającej tekst, brakuje informacji o tym, że mamy do czynienia z niepełnym przekładem. Należy więc przypuszczać, że mniej wnikliwy czytelnik, sięgając po tę książkę, może mieć przekonanie, że obcuje z całą powieścią – a tak w istocie nie jest.

Mówiąc jednak o samym dziele, trzeba wyraźnie podkreślić: to absolutnie genialna powieść. Poznając rzeczywistość Nędzników, cały czas wracałem myślami do Ben Hura Lewisa Walleca, równie wspaniałej i spektakularnie napisanej książki. Przywołuję ten tytuł nie bez powodu, bo łatwo odnieść wrażenie, że te dwa utwory łączy kilka rzeczy, z czego najważniejsza wydaje się szeroko rozumiana rozpiętość – fabularna, stylistyczna, filozoficzna, ideologiczna. W obu razach obcujemy z idealnie skomponowanymi fabularnie utworami, udowadniającymi, że niekiedy podnoszona opozycja formy i treści to mit – by powieść naprawdę zajmowała oraz jawiła się jako dobra, te dwie „składowe” muszą iść w parze, wzajemnie się przenikać. Nędznicy jak najbardziej ten wymóg spełniają, dając czytelnikowi nie tylko rozrywkę, ale także intelektualno-artystyczną satysfakcję. Recenzowana książka pozwala bowiem na śledzenie zgrabnie prowadzonej fabuły, poznawanie wielu miejsc, grup i przedstawień (co ważne – realistycznych, pełnych), oferując przy tym intensywną zabawę: wątki przygodowe, rozboje, występki i pościgi. Te wszystkie awanturnicze elementy widocznie dynamizują akcję utworu, sprawiając, że dogłębne opisy grup społecznych, przemian moralnych i problemów filozoficznych są czytelnikowi dyskretnie i subtelnie przekazywane – co sprawia, że na pozór rozrywkowa, pełna przygód książka, ostatecznie okazuje się refleksyjna i pouczająca.

Jeżeli zwracamy uwagę na filozoficzne aspekty Nędzników, trzeba wspomnieć o paradoksie stosu, przez którego pryzmat w dużej mierze można czytać tę powieść. Przywołane zagadnienie to problem z filozofii języka, wywodzący się jeszcze ze starożytnej Grecji. Obserwując przemianę Valjeana, bohatera, który najpierw przedstawiony zostaje jako wyrodny, pozbawiony skrupułów złoczyńca, potem jako pozytywna, lubiana i szanowna postać, by ostatecznie ponownie zmagać się z łatką złoczyńcy, nie sposób uciec od terminu gombrowiczowskiej gęby. W tym wypadku czytelnik zmaga się z pytaniami o to, kto, komu i za co przypisuje zasługi lub winy, w jakim stopniu poznajemy człowieka po tym, co robi, a w jakim po tym, co o nim mówią inni. Wraz z akcją utworu, moralność Jeana Valjeana „płynie” – najpierw z premedytacją okrada miłosiernego biskupa, który jako jedyny udziela mu pomocy, a później lituje się nad losem chorej, ubogiej kobiety, uchodząc przy tym w oczach lokalnej społeczności za autorytet. W tym miejscu pojawia się pytanie nie tylko o zasadność czy prawdziwość przemian bohatera, ale również o znaczenie momentu, w którym postać przestaje być negatywna, zła (jak na początku utworu, gdy przeszłość Valjeana sprawiała, że wszyscy się od niego odcinali), a zaczyna być postrzegana jako dobra, godna podziwu. Ten problem staje  się również istotny dla samej postaci: jej myśli zaprzątają kwestie zawiązane z własną tożsamością, podatnością na czynienie zła. To właśnie owa zdolność w wielu razach staje się obiektem przemyśleń narratora: galery, na które Valjean był skazany, przyrównane są do tępego procesu przeobrażenia, zmieniającego człowieka w dzikie zwierzę, a natura – rozumiana w tym miejscu jako dusza – bohatera ukazana jest jako ta, która podnosi się i upada jednocześnie.

Pisząc o powieści Victora Hugo, trzeba zwrócić uwagę na jej bogactwo stylistyczne. Nędznicy  wykorzystują bowiem różne konwencje, hybrydy, sposoby przedstawiania rzeczywistości i techniki pisarskie, dając wrażenie „oddychania” utworu niezliczonymi gatunkami i metodami literackimi. Może się wydawać, że w tej książce jest niemal wszystko: powaga, humor, rozbój, realizm, psychologiczne studium, przygoda, rozpad wartości, nadzieja. Mieszam w tym miejscu różne płaszczyzny lektury (interpretację, analizę, recepcję) zupełnie świadomie. Victor Hugo proponuje bowiem czytelnikom taką przygodę, której nie sposób przecenić – dzieje się w niej bardzo dużo na wielu polach, a cały przedstawiony świat jawi się jako bogaty, wielobarwny i wielopoziomowy.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG.

Komentarze