Przejdź do głównej zawartości

329. Barańczak nieoceniony. Stanisław Barańczak „444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku”

O Barańczaku można by mówić długo i dużo, więc myślę, że lepiej powiedzieć krótko, acz treściwie – z jego spuścizną należy się zapoznać. Już abstrahując od wartości artystyczno-estetycznych, należałoby to zrobić choćby po to, by spostrzec, jak szeroki był wachlarz jego umiejętności i talentów, jak niezwykle pracowitym był człowiekiem. Wydawnictwo Znak wydało niedawno 444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku, wielki zbiór poezji, oczywiście w przekładzie Barańczaka, a ja – tak od siebie, z zachwytu i pod wrażeniem – chciałbym zapytać poetę: kiedy?! kiedy znajdował na to wszystko czas?

Schulz pisał w Sklepach cynamonowych o wertowaniu w stanie odurzenia w [...] wielkiej księdze wakacji. Biorąc do rąk 444 wiersze, co nie sposób ukryć, można wpaść w podobne odurzenie, wynikające oczywiście z zachwytu i uznania względem nie tylko samego Barańczaka, jako niezwykle zdolnego i płodnego poety, ale również samego – jakże pięknego! – wydania recenzowanej książki –  to gruba, bardzo gruba, pozycja, po którą można sięgać bez końca, nieustannie znajdując to „coś”, co sprawi, że przysiądziemy do dłuższej lektury, niekończącego się przewracania kartki za kartką. Zdają sobie sprawę, że brzmieć to może powierzchownie, banalnie, może nieco kuriozalnie, ale tak w istocie jest. Trudno się bowiem oprzeć wrażeniu, że ta książka to skarbnica i wrażeń, i refleksji, pokazująca czytelnikowi nie tylko poezję konkretnego okresu historycznoliterackiego, ale również rozpiętość umiejętności, którymi władał Barańczak – i mam na myśli nie tylko te, które związane są stricte z poetycką techniką, czyli zdolność rymowania, frazowania, piętrzenia znaczeń, metaforyzowania czy tworzenia wierszy obrazkowych, ale również swobodnego dysponowania ogromną wiedzą historyczną i literacką, a także niezmierzonymi pokładami wyobraźni oraz zaskakujących rozwiązań słowno-obrazowych.

Zacznę może od tego, że w moim przekonaniu 444 wiersze to przede wszystkim pomnik postawiony na cześć Barańczaka. Trudno mówić o tej książce w oderwaniu od jego osoby, choć przecież tłumaczy teksty innych – aż dziesięciu – poetów języka angielskiego. Robi to jednak w sposób tak umiejętny i wyjątkowy, tak determinujący myślenie o tłumaczeniu i poezji jako takiej, że czytelnik, śledząc wiersze kolejnych twórców, podświadomie śledzi to, co barańczakowskie – jego talent oraz zdolności wysunięte zostają na pierwszy plan. Właśnie, kwestia samego tłumaczenia – jako procesu, wyzwania, realizacji i roli – w przypadku i tego zbioru, i samego autora Widokówki nie z tego świata wydaje się kluczowa. Należy tu bowiem zaznaczyć, że nie przypadkiem mówi się o Barańczaku jako o tym, który zmienił w Polsce postrzeganie zarówno roli tłumacza, jak i samej czynności. Czytając to, co po sobie zostawił, i mam na myśli w tym wypadku przełożone utwory, trudno nie spostrzec, że poprzeczkę zawiesił dość wysoko (choć przecież, co chciałbym podkreślić, poezja to nie wyścigi!) – zarówno w wymiarze jakościowym, jak i ilościowym.

To, co przede wszystkim zachwyca, i w wypadku tej konkretnej książki, i innych dzieł (nie tylko tłumaczonych, ale również własnych, w tym także tych, które nie należą do poezji) to bogactwo tematyczne oraz „manualne”, czyli, obrazowo mówiąc, tzw. warsztat poetycki. Barańczak posługuje się różnymi stylami, konwencjami, formami i sposobami myślenia o poezji, oczywiście osadzonymi w tym wypadku w kontekście historycznoliterackim, dzięki czemu cały ten zbiór zyskuje nie tylko na pewnej ciągłości, jednolitości, ale i równocześnie na widocznej różnorodności, głównie związanej ze strukturą wiersza. Tłumaczy bowiem utwory i krótsze, i dłuższe, o tematyce nie tylko egzystencjalnej (mówimy wszak o twórczości XX wieku), ale również mniej poważnej, często żartobliwej, niekiedy o narracyjnej, podchodzącej pod prozę poetycką, strukturze, a innym razem – jak w wypadku wielu utworów Dylana Thomasa – wpisujących się w konwencje wierszy obrazkowych (na przykład w kształcie rombów czy klepsydr). Tłumaczy w charakterystyczny dla siebie sposób, między innymi niebanalnie i zaskakująco rymując (na przykład: mamona / uwiedziona, niebożę / oborze), co oczywiście znamiennie wpisuje się w to, co dla Barańczaka szczególne – w wyraźną rytmiczność, dźwięczność i swoistą potoczystość tekstu. Jego przekłady, choć, co chciałbym ponownie przywołać, dotyczą poetów XX wieku, więc uwikłanych w egzystencjalizm, modernizm oraz inne, mniej lub bardziej eksperymentalne, sposoby traktowania poezji (choćby jak w przypadku twórczości Edwarde Estlia Cummingsa), tematycznie związane siłą rzeczy z refleksją nad społecznymi przemianami i kondycją człowieka, rozpraszania się podmiotu oraz gwałtownymi, groźnymi przemianami, czyta się lekko, płynnie – właśnie za sprawą niezwykłej zdolności operowanie tekstem poetyckim, absolutnym słuchem językowym  oraz umiejętnością zaskakującego rymowania.

444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku to w moim przekonaniu książka nie tylko dla tych, którzy żywo interesują poezją. To pozycja dla wszystkich i w tych słowach nie ma ani krzty komercyjnego, handlowego myślenia. Mam na myśli raczej dostępność i atrakcyjność utworów, a także ich rozpiętość, zarówno tematyczną, jak i strukturalną, sprawiającą, że nie tylko czytelnicy Barańczaka, ale i ci, którym poetyckie myślenie jest obce, dostrzegą liczne walory tych wierszy. Oczywiście, sam warsztat poety oraz to, jak traktował tekst, także przekładany, wysuwa się tu na pierwszy plan, więc, mając świadomość literacką i umiejętności związane z analizą tekstu, można zupełnie zanurzyć się w tych utworach, obserwując ich budowę, metaforykę, rytm oraz inne elementy (również znaczeniowe).


6/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak. 

Komentarze