poniedziałek, 9 października 2017

322. Kara Thomas „Mroczne zakamarki”

Mroczne zakamarki to powieść z wielkimi możliwościami, z dużym kapitałem wstępnym. I choć wszystko, co początkowo zachwyca, intryguje, z czasem się rozmywa, rozlewa, ze względu na nieumiejętne prowadzenie fabuły, niewystępowanie żaru, który by podsycał napięcie, książkę Kary Thomas czyta się raczej dobrze.

Tessa, niechętnie wróciwszy do rodzinnej, niedużej miejscowości, Fayette, ponownie zostaje postawiona przed pytaniami i zdarzeniami z dzieciństwa, przed którymi przez lata próbowała uciekać. Doświadczenia, związane z morderstwem przyjaciółki, a następnie ze śledztwem i wpływem na decyzje sądu, nigdy nie wydawały się jej jasne, przejrzyste, a teraz, po powrocie na naznaczone tymi wydarzeniami miejsca, stają się jeszcze bardziej kłopotliwe i głośne – zwłaszcza ze względu na ponawiający się tok zdarzeń. W mieście ginie bowiem kolejna dziewczyna, a pytania o odpowiedzialnego za tę śmierć rodzą kolejne – o dawne morderstwa.

Mroczne zakamarki to nieumiejętnie poprowadzona opowieść o bardzo interesującej historii. Ta wyjątkowość wynika przede wszystkim z nastroju, choć raczej należałoby mówić o swoistej psychologizacji całej przestrzeni literacko-czytelniczej, związanej przede wszystkim ze sposobem budowania obrazów powieści oraz konstruowaniem narracji na bazie narastających niepewności co do toku wydarzeń. Dość wdzięcznie autorka opowiada o swoich bohaterach, skupiając się, nie mówiąc przy tym za wiele, na wielowarstwowym, złożonym lęku, z jednej strony toczącym, a z drugiej motywującym wykreowane postaci. Dostajemy do rąk książkę, która, choć powiela  znane scenariusze i rozwiązania fabularne, zwłaszcza w kontekście tego gatunku powieściowego, zaskakuje i intryguje, tworząc nie do końca przejrzystą historię. Wynika to z niedostępności głównego problemu, który – jak się wydaje – z tokiem akcji wcale nie okazuje się klarowniejszy, tylko odwrotnie – bardziej skomplikowany. Punkt wyjścia tej historii wraz z postępującą akcją staje się mglistszy, a na jego miejsce nachodzą kolejne wyzwania i zdarzenia, jednocześnie łączące i rozbijające ciągłość między konkretnymi wątkami. Bohaterowie, którzy chcąc uporać się z przeszłością, nie tylko własną, pojedynczą czy rodzinną, ale także związaną z innymi, obcymi ludźmi, muszą przebyć niełatwą podróż i w czasie, i w siebie, badając własne relacje, lęki, przypuszczenia oraz wiarygodność. Zajmując się tym, zastanawiają się, w jakim stopniu to, co doświadczyli, wyraża się w prawdzie, a w jakim we własnym wyobrażeniu rzeczywistości. Niezałatwione czy niedopowiedziane kwestie sprzed lat, naznaczające losy wielu osób, stały się jeszcze bardziej zawiłe, a czas, który sprawił, że pewne sytuacje wypłowiały, straciły konkretne kontury, w niczym nie pomógł. Wręcz odwrotnie – spotęgował niepewność wobec dawnych ruchów, determinując strach przed szeroko rozumianą przyszłością: nie tylko własną.

To, co z jednej strony jest dużą zaletą tej książki, z drugiej strony sprawia, że akcja powieści stopniowo się rozjeżdża, rozsupłuje, co z kolei zaciera napięcie i niszczy możliwość czytelniczej orientacji w literackim świecie. Ta wielowątkowość i wielopiętrowość problemów, z którymi próbują uporać się bohaterowie, początkowo zachwyca pewnego rodzaju realizmem (wszak takie jest życie; niezałatwione sprawy nigdy nie ucichają, a codzienność nie krąży wokół jednego zdarzenia czy wyzwania – wiele przeciwieństw ma miejsce w jednym czasie) i głębią. Głównie dzięki możliwości szerszego poznania bohaterów, bo ukazywanych na tle wielu wydarzeń, które, choć korespondują ze sobą, wydobywają z nich różne emocje, lęki lub pragnienia. Trudno powiedzieć, kiedy to wszystko wybucha, kiedy okazuje się, że niepodobna wyjaśnić jednej niejasności, nie zagłębiając się w inną, ale właśnie taka sukcesywność wydarzeń sprawia, że bohaterzy (a zwłaszcza główna postać), do pewnego momentu postawieni przed faktami, podyktowanymi trudnymi relacjami z innymi, nagle znajdują się w centrum pytań o przeszłość i o to, co się w niej zdarzyło. Oczywiście, nie ma w tym nic złego. Co więcej, myślę, że to niemała zaleta tej książki, że tak wiele problemów nawarstwia się, a każdy z nich stanowi osobny, a przy tym integralny wobec głównego, wątek, jednak zwrócić uwagę należy na to, jak została zrealizowana ta piętrowość. Dość często autorzy robią to tak, że gdy bohaterowie dążą do wyjaśnienia jakichś spraw, wraz z postępującą akcją dochodzą do celu, rozwikłując po drodze poszczególne wątki, tworzące ostatecznie większą całość. Odbywa się to jednak w sposób stopniowy, zwodzący lub naprowadzający czytelnika w stronę realizacji głównego wątku. Kara Thomas postawiła na nieco inną taktykę, w tym wypadku nieskuteczną, niszczącą podstawę powieści – napięcie. W jednym momencie postaci zajmują się nie tylko tragicznymi wydarzeniami sprzed lat, śmiercią wielu dziewczyn, procesem i ukaraniem wskazanego przez nie mężczyzny, ale także szeregiem innych, myślę, że równorzędnych, problemów, które można ubrać w następujące pytania: kim był ojciec i matka głównej bohaterki? dlaczego matka separowała własne dzieci od ojca? gdzie jest matka? gdzie jest siostra jednej z postaci i jakie ma znaczenie w związku ze śmiercią jednej z dziewczyn? czy aby na pewno skazany za zabójstwo był tym, za którego go wzięto? czy decyzje, które wówczas wydawały się jednoznaczne, z pewnością były słuszne? Można by tak rozebrać akcję na jeszcze wiele innych pytań, jednak te, zadawane w tym samym momencie, nie na zasadzie pogłębiania głównego wątku, a na realizowania wielu różnych, zdają się najogólniej odpowiadać fabule Mrocznych zakamarków. Piszę o tym, ponieważ ta mnogość pytań, zadawanych i bohaterom, i czytelnikom, rozprasza uwagę i rozbija akcję, dając poczucie nie gęstości, a właśnie niezorganizowania opowiadanej historii. W chwili, gdy bohaterka działa na wielu polach (szukając matki oraz siostry,  grzebiąc w policyjnej przeszłości rzekomego zabójcy, ponownie odczytując wydarzenia z dawnych lat, poznając współczesne realia zostawionej przez siebie miejscowości i społeczności, badając losy ojca, ponownie penetrując przeszłość w celu zweryfikowania dawnych decyzji oraz nazwania wątpliwości i lęków), stajemy się uczestnikami rozbijania akcji, demontażu napięcia, ponieważ zamiast dążyć do poznania finału głównego problemu, skupiamy się na doraźnych kwestiach, równie pogmatwanych i wymagających zaangażowania. Spada przez to zainteresowanie dalszymi rozdziałami, najpewniej przez brak widocznej ciągłości czy kolejności zdarzeń – zanim bohaterzy uporają się z jednym problemem, pojawiają się nowe, kolejne, więc ten pierwszy, powiedzmy, że istotniejszy dla akcji, staje się mniej aktualny, nieco zapomniany.

Powieść Kary Thomas to książka, której przeczytanie wymaga pewnego zaparcia, związanego z przekopywaniem się przez lawinę wątków i niejasności, mniej lub bardziej kluczowych dla istoty opowieści. Sięga się jednak po tę powieść chętnie, z wyraźną ciekawością, najpewniej wynikającą z klimatu oraz atmosfery, jakże gęstej i tajemniczej. Myślę, że rozłożenie w czasie licznych wątków tudzież ich realizacja poprzez hierarchizowanie i stopniowanie pomogłoby powieści, dając czytelnikowi poczucie wytchnienia i zrozumienia, a samej akcji większą potoczystość i szybsze tempo. Mroczne zakamarki to mimo wszystko książka ciekawa, tworząca w małej społeczności wielką opowieść o tym, co minione, a także o strachu i o nieuniknionej odpowiedzialności za własne oraz cudze decyzje.

4/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu MUZA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz