poniedziałek, 11 września 2017

318. Maurice Maeterlinck „Życie pszczół”

Doceniam zauważalną popularność książek dotyczących natury. Nie da się ukryć, że półki w księgarniach, za sprawą kilku znaczących premier, zapełniają się tego rodzaju wydawnictwami, serwując tym czytelnikom opowieści o świecie, który, choć dobrze znamy, okazuje się równie niezwykły, niejednoznaczny i enigmatyczny, co nasz, ludzki. Wśród tego typu pozycji istotną rolę odgrywają dla mnie te autorstwa Maeterlincka, noblisty, ponieważ proponują fascynującą wyprawę w świat roślin lub zwierząt, przynoszącą refleksję nie tylko nad badanym zjawiskiem czy życiem, ale także nad nami – naszą istotą i rolą.
 
Inteligencja roślin, poprzednia książka tego autora, także wydana nakładem MG, zabierała czytelnika między innymi w świat kwiatów, przedstawiając narrację o tytułowej inteligencji, o prawach, które determinują życie roślin, o przyzwyczajeniach i metodach, które pozwalają na bezpieczne istnienie i przystosowywanie się do zewnętrznych warunków. Lektura Życia pszczół, podobnie jak wspomnianej poprzedniczki, osadza nas nie tyle w roli obserwatora czy ucznia, zobligowanego do tego, by przyjmować z uznaniem przekazywaną wiedzę, ile w pozycji współuczestnika opowieści, któremu zadawane są pytania (nie zawsze wprost), odwołujące się do jego obserwacji czy doświadczeń. To ważne, bo Maurice Maeterlinck wchodzi w dyskusję z odbiorcami, w pewien sposób będącymi współtwórcami nie samej treści, ale wydźwięku tej książki. Z czego to wynika? Ano z tego, że autor, jak wspomniałem wcześniej, mówiąc o samej książce, nie jest mędrcem, postacią, która każe nam usiąść i słuchać, tylko współrozmówcą, opowiadającym nam nie akademicko, a zwyczajnie, bez nadęcia i przesady, o świecie, który jest z jednej strony tak bliski, a z drugiej tak odległy. Pszczoły, bo to one są bohaterkami, jawią się nam – i za sprawą własnych zachowań czy cech, i za sprawą sposobu narracji – wyjątkowo, jako te, którym przypisujemy nie dość inteligencji, nie dość kultury, upraszając ich rolę do podstawowych zadań, opisanych w szkolnych podręcznikach. Mało tego, autor nie tylko opowiada, ale przede wszystkim fascynuje – najpewniej za sprawą podejścia. Stawiając te dwa światy, nasz i pszczeli, w jakiś sposób na równi, tworzy szeroki obraz rzeczywistości, która roi się od pytań – o nasz sens i rolę. Bo skoro potrafimy, odpowiednio zanurzając się w temacie, wyzbywając się podejścia, w myśl którego jesteśmy najwspanialsi i najważniejsi, dostrzec już nie tylko pierwiastek idealności (który związany jest z każdym istnieniem), ale i pewnego rodzaju organizację oraz kulturę w ulu, czy nie powinniśmy przedefiniować lub choćby zastanowić się nad własnym gatunkiem, a zwłaszcza nad tym, co sobie – jako ludzie – przypisujemy? Być może dlatego autor bada pszczoły okiem człowieka, jednak nie człowieka-pana czy człowieka-wodza, ale takiego, który ani nie wyklucza, ani nie dzieli – zauważa jedynie, jak wiele w tym, czemu nie przypisujemy wielkiej inteligencji czy zamysłu, geniuszu i przemyślenia.

Życie pszczół jest tak naprawdę książką pograniczną, bo na poły naukową, biologiczną, na poły filozoficzno-humanistyczną. To przede wszystkim rzetelnie napisana pozycja, nie tylko na płaszczyźnie naukowej. Sam język, sformułowania, sposób przedstawiania obserwacji i wniosków także zachwycają – głównie wysublimowaniem i lekkością, która jest znamienna dla wielkich pisarzy, lepiących, jakby bez wysiłku, ze słów wielkie opowieści. Właśnie tak, w ten sposób, odbiera się recenzowaną książkę, gdyż czytanie owocuje nie tylko, jak już mówiłem, w informacje stricte naukowe, ale także w literacki zachwyt oraz filozoficzne przemyślenia. I tutaj należałoby się przyjrzeć tym przemyśleniom, bo do tych – co piękne – dochodzi się w niebywały sposób. Maurice Maeterlinck, opowiadając o pszczołach, kreśli dwutorową narrację, sklejoną – jakby się mogło wydawać – z dwóch odległych dziedzin, tworzącą w tym wypadku jedną integralną i przekonującą historię, rzeczywiście wpływającą na czytelnika. Co mam na myśli? A to, że obserwacje, które są prowadzone, łączą w sobie różne sposoby percepcji – w tym zdeterminowaną na konkret i otwartą na dywagacje, naukową i humanistyczną, pragnącą szczegółu i wyrażającą się w braku oczywistości. To niezwykłe, ale właśnie dzięki takiemu podejściu dostajemy dzieło, które wykracza poza zwykłe odnotowywanie faktów – co być może byłoby praktyczniejsze dla autora, bo stawiałoby to czytelnika przed czymś, co jest z góry założone, z czym niepodobna polemizować – i zahacza o niewybrzmiałe dyskusje o sens i o naszą kondycję. Autor ciągle przypomina o tym, że to, co może wydawać się nieprzemyślane, nieidealne lub przypadkowe, tak naprawdę takie nie musi być – bo gdyby postawić (a być może taki ktoś już stoi, o czym po prostu nie wiemy?) nad nami istotę wyższą w rozwoju, która oceniałaby nasze zachowania, czyż to, co dziś uważamy za genialne, nie mogłoby uchodzić za głupie? Zadane pytanie nieustannie pojawia się w książce, sprawiając, że narracja wyzbyta jest z antropocentryzmu, a nacechowana obiektywnością i słusznym założeniem, że nie jesteśmy najważniejsi.

Życie pszczół wydaje się pozycją ważną i niezmiernie ciekawą. Śledzi nie tylko los tytułowych owadów, opowiadając o ich życiu, o budowaniu ula, o zachowaniach i przyzwyczajeniach, o relacjach,  o powtarzalnych cyklach i właściwie plemiennych postawach (rywalizacjach czy walkach), ale także stara się opowiedzieć coś o ich istocie, czymś nieuchwytnym – duchu ula. To książka piękna i mądra, ważna i niezwykła. Dostarcza szeregu informacji, jednak zajmuje jak dobra powieść. I właśnie w tym, moim zdaniem, tkwi jej niezwykłość oraz urok – wznosząc się ponad detal i docierając absolutnie do jądra, choć chciałoby się powiedzieć, że do serca ula, kładzie nacisk na szczegół i konkret. Z jednej strony opowiada filozoficznie usposobioną historię o mądrych pszczołach, skupiając się i na ich cechach, i naturze, a z drugiej pozwala się przejrzeć czytelnikowi w zwierciadle, weryfikującym przekonanie o jego wyjątkowości.

6/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz