Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2017

321. Michał Gołkowski „Komornik. Rewers”

Tak jak nie przepadam za fantastyką, tak uwielbiam książki Gołkowskiego. To niebywałe, ale cała ta opowieść, którą proponuje kolejna część Komornika, choć w pewnym stopniu wymija się z moimi czytelniczymi preferencjami, absolutnie mnie urzeka i intryguje – uniwersum wykreowanego świata, językiem, poczuciem humoru, sposobem obrazowania... no, wszystkim. Michał Gołkowski to niezwykle sprawny pod względem warsztatu pisarz, tworzący zupełnie nieprzeciętnie i oryginalnie.

Apokalipsa, ta straszna, pisana dużą literą, strasząca i budząca przerażenie od wieków, krzycząca na grzesznych ludzi ze świętych ksiąg, nie wyszła. Po prostu. Nie udała się, nie wybrzmiała, nie dokonało się to, co dokonać się miało. Co teraz? Nic. Właśnie nic. Dobro i Zło jeszcze mocniej rywalizują ze sobą, a pozycja Góry, zwłaszcza jej niezachwiany autorytet oraz dominacja, jest zagrożona.  W tym świecie, na poły nieżywym, zgładzonym, na poły trwającym, ocalonym, przetrwanie okazuje się nie lada wyzwaniem, zwłaszcza dla…

320. Johanna Mo „Tak sobie wyobrażałam śmierć”

Nie tak sobie wyobrażałem śmierć. Oczywiście tę, o której mowa w tytule recenzowanej książki. Nie tak, inaczej. Zupełnie. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem rozczarowany, niezadowolony z tego, że poświęciłem trochę czasu tej pozycji, jednak musiałbym skłamać, mówiąc, że polecam ten kryminał.
Helena Mobacke, policjantka, wraca do pracy po długiej przerwie, spowodowanej tragedią rodzinną. Bohaterka, wciąż zmagając się z traumą, którą ów wydarzenie wywołało, mimo dawnego zaangażowania w dochodzenia oraz wysokiej pozycji zawodowej, nie do końca radzi sobie z zadaniami, które ponownie stawia przed nią zawód w policji. Walcząc z wewnętrznym załamaniem i głosami przeszłości, wyjaśnia sprawę wtrącenia pod metro młodego chłopaka, którego śmierć niesie ze sobą nie tylko chaos w mieście, ale także kolejne morderstwa.
Tak sobie wyobrażałam śmierć to książka typowa dla swojego gatunku. Niestety, niepoprawnie typowa. Wszystko, co się dzieje, realizuje się podług scenariusza czy planu, którego tre…

319. Ołeksij Czupa „Dziesięć słów o ojczyźnie”

Problemem Dziesięciu słów o ojczyźnie jest budowanie prawdziwego obrazu na zupełnie nierealnym fundamencie, oderwanej od rzeczywistości podstawie. To frapujące, ale tak w istocie jest. Narracja snuta przez autora kieruje się w stronę aktualnego portretu zarówno – powiedzmy – konkretnego ukraińskiego problemu, jak i pewnych wyobrażeń, krocząc po drodze zupełnie dalekiej od tego, co możliwe. Bo wszystko, co opowiedziane, choć sili się na to, by brzmieć wiarygodnie, obraca się w przerysowaną historię, niekoniecznie zakończoną wnioskiem czy morałem.

Ołeksij Czupa napisał powieść jak najbardziej na czasie. I nie tylko ze względu na to, że dotyczy wyzwań, przed którymi stoi współczesna Ukraina, ale także dlatego, że porusza temat emigracji i wszystkiego tego, co związane z ojczyzną. Samo pojęcie ojczyzny, rozumiane tutaj naprawdę szeroko, zdaje się słowo-kluczem, przewijającym się na kilku płaszczyznach: konkretnego znaczenia, tożsamości, wyobrażenia oraz pochodzenia. Wszystkie te perspekty…

318. Maurice Maeterlinck „Życie pszczół”

Doceniam zauważalną popularność książek dotyczących natury. Nie da się ukryć, że półki w księgarniach, za sprawą kilku znaczących premier, zapełniają się tego rodzaju wydawnictwami, serwując tym czytelnikom opowieści o świecie, który, choć dobrze znamy, okazuje się równie niezwykły, niejednoznaczny i enigmatyczny, co nasz, ludzki. Wśród tego typu pozycji istotną rolę odgrywają dla mnie te autorstwa Maeterlincka, noblisty, ponieważ proponują fascynującą wyprawę w świat roślin lub zwierząt, przynoszącą refleksję nie tylko nad badanym zjawiskiem czy życiem, ale także nad nami – naszą istotą i rolą. Inteligencja roślin, poprzednia książka tego autora, także wydana nakładem MG, zabierała czytelnika między innymi w świat kwiatów, przedstawiając narrację o tytułowej inteligencji, o prawach, które determinują życie roślin, o przyzwyczajeniach i metodach, które pozwalają na bezpieczne istnienie i przystosowywanie się do zewnętrznych warunków. Lektura Życia pszczół, podobnie jak wspomnianej pop…

317. Julian Hardy „Jazda na rydwanie”

Z naprawdę dużą przyjemnością zasiadłem do lektury Jazdy na rydwanie. Wynikało to zapewne z pokaźnych rozmiarów tej książki, liczącej – przy dość dużym formacie – aż 550 stron. Prędko się jednak okazało, że powieść nie do końca mi odpowiada, co sprawiło, że czas czytania był proporcjonalny do długości samej powieści. 
Myślę, że należałoby powiedzieć to na początku, by wyciągnąć karty na stół, demaskując główny mankament tej książki: widoczny jest brak redaktora. Takiego, który powiedziałby, co jest złe lub niepotrzebne, co sprawia, że czytanie może nastręczać trudności, zniechęcających lub nudzących czytelnika. Nie da się ukryć, że Julian Hardy prezentuje odbiorcy dużo. Właściwie – za dużo. Jego opowieść to szeroka historia, płynąca nie tyle pokaźnym, dużym korytem, ile zupełnie poza formą, rozlewająca się niekontrolowanie poza właściwą sobie przestrzeń. Ta metafora w moim przekonaniu dość dobrze obrazuje to, co ciąży Jeździe na rydwanie – nadmiar i niepanowanie nad sytuacją. Pierwszy…