wtorek, 4 lipca 2017

307. Laura Akkot „Moje życie z OCD”

Moje życie z OCD to książka ważna i potrzebna. Nie tylko dlatego, że stanowi źródło wiedzy o chorobie i cierpieniach, z którymi zmaga się niemała grupa osób, ale także ze względu na pewną odrębność w ukazywaniu istoty zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych. Jest bowiem pozycją nie tyle dydaktyczną czy opisującą, ile prowadzącą wstrząsającą narrację, która dotyczy bardzo wielu aspektów życia z tą chorobą.

Czytając, trudno się umiejscowić, odnaleźć w przedstawianej rzeczywistości, zająć na tyle komfortowe stanowisko, by z jednej strony obserwować wszystko wygodnie, dość obiektywnie, a z drugiej nie uwikłać w rozterki czy emocje, targające prowadzącą relację. Właściwie – nie sposób. To jedna z tych książek, które zacierają granicę między przeżyciami bohatera/narratora/autora a doświadczeniami czytającej osoby. Wszystko, co opisywane, nie tylko udziela się adresatowi literackiej wypowiedzi, wpływając na jego nastrój czy nastawienie, ale zdecydowanie kształtuje, wskazując pewne perspektywy i kierunki nie tyle interpretacyjne, ile poznawcze. Bo, tak naprawdę, trudno w tym wypadku mówić o odczytywaniu czy rozgryzaniu tego, co opowiadane. Laura Akkot pisze wprost i jednoznacznie, i właśnie tą otwartością tudzież szczerością poraża, bombardując osobę pogrążoną w lekturze emocjami oraz nieobojętnymi treściami. Jest w tej relacji coś, co sprawia, że tekst przestaje być opowieścią o chorobie, toczącej się wokół kwestii związanych z bólem, strachem czy pragnieniem życia, a przybiera absolutnie wyraziste oraz znaczące kształty i rysy, zupełnie zmieniające odbiór. Nie czyta się tej książki w kategoriach historii o trudach i znojach, o tyrtejskiej postawie czy zmianach dokonywanych przez chorobę; postrzega się ją raczej jako dogłębną opowieść, choć przedstawioną powierzchownie, raczej na zasadzie impresji, luźnych – co istotne, jeżeli zaczniemy analizować tę pozycję pod względem relacji formy z treścią – opisów i świadectw, o funkcjonowaniu po drugiej stronie – obcej, choć poznanej, rządzącej się całkowicie innymi prawami. Obraz głównej postaci, którą poznajemy, budujemy na podstawie jej relacji i ze światem, i z innymi, dzięki czemu perspektywa, którą przyjmujemy, usadawia ją w samym centrum, co pozwala na pełniejszą recepcję – zarówno taką, która wynika z postrzegania odrębności bohaterki, jak i jej kontaktów z rzeczywistością oraz otoczeniem. Pierwsza możliwość pozwala skupić się na tym, co stanowi o istocie zjawiska, jakim jest tytułowa choroba, a także na wsłuchaniu się w jednostkową opowieść, przedstawiająca pokrótce przebieg i doświadczenie OCD. Druga daje znacznie szerszy obraz całej sytuacji, gdyż tworzy swoistą topografię przeżyć i kontaktów, równie wiele mówiących o przedstawianym zjawisku. Przestrzeń, którą wyposaża rozmaitymi zażyłościami i zachowaniami, odzwierciedla ograniczony (a przy tym jakże wielowymiarowy) świat chorującej, co niezwykle dobitnie pokazuje głębię przeżyć – trudu, który przysparza choroba, zniekształcając – po prostu – życie człowieka. 

Już sam początek lektury, umiejscawiany przy odczytywaniu dedykacji, zdaje się wprowadzać czytelnika w odpowiedni poziom emocjonalny. Książka, dedykowana mężowi, bez którego, jak sama autorka pisze, mogłoby mnie już nie być, realizuje się na pograniczu kilku, wzajemnie przenikających się, wrażeń i stanów emocjonalnych, oczywiście związanych i wypływających z przeżyć Laury Akkot. To przede wszystkim strach i wszystko to, co wynika z niemożności zapanowania nad własnymi, niekiedy drobnymi, decyzjami, a w rezultacie nad całym życiem, istnieniem. Opisy, którymi naszpikowane jest Moje życie z OCD, wyrażają, dzięki swej strukturze, istotę przeżyć, pozwalając czytelnikowi odczuć to, co, oczywiście w niewątpliwie większym stopniu, odczuwa autorka. Mowa głównie o mnogości i brzmieniu doświadczeń, dobrze wyrażonych pewną niekonsekwencją narracyjną, urywanymi i niepełnymi zapiskami, będącymi swoistym odzwierciedleniem wewnętrznej rzeczywistości, ucieleśnieniem nieokiełznanego strumienia myśli. Autorka, pisząc tę relację, koncentruje się głównie na opozycji dwóch płaszczyzn: pragnień, zdrowego, rozsądnego myślenia i zaburzonej perspektywy, istotnie wynikającej z zaburzeń. Opisuje to, co doświadcza, kontrastując zdarzenia z przebłyskami innego, własnego, postrzegania, oraz prawdą, wyrażającą się i z perspektywicznego widoku, i z postawy życiowego partnera, będącego z jednej strony pewnym odniesieniem, a z drugiej żywym uczestnikiem przeżyć. Ta panorama pokazuje szereg zniekształceń w postrzeganiu, wynikających z choroby, ale także to, jak osoba doświadczająca zaburzenia odnajduje się w relacji  ze światem oraz to, jak zewnętrzny świat odnosi się do takiej postaci. Dedykacja, na którą zwróciłem uwagę, odbija się w tekście także bardziej dosłownie – postacią męża, któremu, według jej treści, Laura Akkot niemało zawdzięcza. Rzeczywiście, relacja między chorującą a partnerem to przykład niełatwego związku, funkcjonującego niemal na granicy. Bo sytuacje, które opisuje autorka, związana przecież z codziennym życiem, a zatem regularne, powtarzające się, dotyczą niezwykle silnych i wymagających wysiłku z obu stron zdarzeń, ewidentnie niszczących spokój i ład. Sprawiają, że zwykłe funkcjonowanie zostaje absolutnie zaburzone – i nie tylko osoby, która bezpośrednio zmaga się z przykrym doświadczeniem, ale całego jej otoczenia.

Moje życie z OCD to pozycja o dużym ładunku emocjonalnym, będąca zarazem i chłodnym świadectwem o chorobie, i napiętą, poruszającą opowieścią, pisaną i czytaną emocjami. Ta książka przynosi nie tylko możliwość dokładnej obserwacji i refleksji, ale także szczególnego rodzaju odbioru, związanego z głębokim przeżywaniem. To bez wątpienia tytuł istotnie przyczyniający się do poznania opisywanej choroby oraz do pobudzenia społecznej dyskusji na jej temat.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz