poniedziałek, 12 czerwca 2017

306. Arek Borowik „Z góry widać tylko nic”

Książka Arka Borowika to pozycja, która zapada w pamięć. Z wielu względów. Głównie dlatego, że korzysta z baśniowych konstrukcji, ale także – a być może przede wszystkim – dlatego, że obrazy, które przedstawia, jawią się intrygująco. To niebywałe, jak autor, łącząc różne opowieści, wykorzystuje znane schematy, nie tracąc przy tym na realności oraz oryginalności opowiadanych historii.

Strawiński, jeden z bohaterów, chcąc uchronić się przed konsekwencjami za przewinienia w pracy, snuje przełożonemu baśniowe, znacznie zmodyfikowane, historie. Przedstawia współczesne wersje Złotej Rybki, Czerwonego Kapturka oraz Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków, zawierające właściwą akcję recenzowanej książki.

Z góry widać tylko nic traktuje przede wszystkim o namiętnościach i żądzach, które z jednej strony nadają naszemu życiu szerszy wymiar, a z drugiej uprzykrzają je, prowadząc przez skomplikowane relacje oraz sytuacje, dostarczając niełatwych przeżyć. Bohaterowie Borowika to osobowości w pewnym sensie zwyczajne, poczciwe, odnajdujące się dość dobrze w świecie, w którym przyszło im żyć, pędzące niezbyt wyrazisty czy osobliwy żywot. Jednak sytuacje, w których umieszcza ich autor, wykorzystując przede wszystkim potencjał pragnień, pokus i negatywnych emocji, wydobywają z ich charakterów te cechy, które drzemią w każdym z nas, a które mogą przerażać i oburzać. To, o czym mowa w tej książce, to zachowania na poły patologiczne (odchylenia od normy, którą możemy utożsamiać ze stoicyzmem, opanowaniem oraz wszelką stabilnością), na poły naturalne, balansujące na granicy prawa i występku, moralności i zła. Do głosu dochodzą, determinując zachowania bohaterów, pierwotne instynkty i niczym nieskrępowane myśli, prędko przekuwające się w nikczemne decyzje i czyny, nieulegające konwenansom, obyczajom i przepisom, które regulują nasze życie. Jest więc w tym wszystkim, w  tej wizji, którą roztacza recenzowana książka, opowieść o nas i o tym, co dotyczy naszych relacji i przeżyć. Bohaterowie Borowika, przeglądając się wzajemnie we własnych czynach, dostarczają refleksji o tym, jak zależni jesteśmy od różnych przeżyć, oraz o tym, jak wpływają na nas znajomości i wynikające z nich emocje.

Autor, recenzowaną książką, pokazuje, jak sprawny jest jego warsztat. Z góry widać tylko nic, łącząc kilka historii, nieprzerwanie utrzymuje czytelnika w napięciu, bawiąc się nie tylko jego uwagą, przykuwając lub dając zapomnieć o poszczególnych układankach wykreowanej fikcji, ale także zmysłem literackim, wykorzystując stare, znane motywy w taki sposób, by wyłuskiwać z nich to, co nowe, odkrywcze. To zaskakujące, jak płynnie przeplata się ta wielotorowa historia, spajająca większe lub mniejsze całostki, czerpiące zarówno z kanonu, jak i tego, co współczesne. Dostajemy w ten sposób opowieść mocno zakorzenioną w tradycji, wykorzystującą – w pewnym sensie powielającą – znaną konstrukcję, poprowadzoną jednak zupełnie nieszablonowo i osobliwe. Z jednej strony opiera się na tym, co wrośnięte w naszą czytelniczą świadomość i doświadczenia, a z drugiej nie powiela tego, budując własną, odrębną tożsamość. Istotne jest także to, że nie sposób przewidzieć następstw, wydarzeń, które decydują o wymowie i fabule książki. Wszystko, mimo realizowania pewnych schematów, ma zupełnie odrębną istotę, całkowitą autonomiczność. Nie można zatem, co należy podkreślić, traktować najnowszego wydawnictwa Arka Borowika jako zależnego od innych tekstów, budującego na ich podstawie swój potencjał; koncept, który wykorzystuje pisarz, ma charakter czysto intertekstualny, będący zabawą z formą.

Myślę, że ciekawie można odczytać opowiedzianą historię, rozpatrując ją przez pryzmat konwencji, która została wykorzystana przez autora. Zdarzenia, którym muszą sprostać bohaterowie, dzieją się tu i teraz – we współczesnym świecie. Dotyczą postaw i zjawisk, które są nam znane nie tylko z opowieści i wyobrażeń, ale przede wszystkim z codziennych doświadczeń oraz obserwacji najbliższego otoczenia. Jednak, wszystko to, cała ta literacka rzeczywistość, korzysta z czegoś, co nie ma ani czasu, ani miejsca: konstrukcji baśniowych, mocno wrośniętych w naszą czytelniczą percepcję. Nałożenie tych dwóch porządków (w pewnym sensie profanum na sacrum), bez wyraźnego podziału na formę i treść (jako odrębne składowe, pokaz umiejętności dostosowywania własnej opowieści pod narzuconą konstrukcję), otwiera przed czytelnikiem szereg skojarzeń i interpretacji, związanych z mityzującym, uniwersalizującym (wszak takie cechy wykazują baśnie!) traktowaniem przedstawianej fikcji. Choć to, o czym mowa w powieści, może wydawać się straszne i niekiedy wyolbrzymione, tak naprawdę odzwierciedla ludzką naturę i pokazuje naszą bezradność oraz podatność na różne czynniki i zjawiska. Postaci Borowika postępują podług pragnień, żądz, namiętności i uczuć, malując przed czytelnikiem panoramę i współczesnych relacji, i pewnej uniwersalnej struktury, odwołującej się do wszelkich znajomości i powiązań – przyjacielskich, zawodowych, rodzinnych, partnerskich oraz wrogich. W tej książce uwypuklają się ludzkie zdolności i możliwości, nie zawsze odbierane jako korzystne. Z góry widać tylko nic to mocna, intrygująca książka, którą czyta się w niegasnącym zainteresowaniu.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Dobra Literatura.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

305. Maurice Maeterlinck „Inteligencja kwiatów”

Powrót do natury dla wielu, z racji tego, w jakich czasach żyjemy, jawi się czymś niezwykłym, bogatym w osobliwe doświadczenia. To, że dziś, porzucając na jakiś czas miasto, stajemy się częścią zupełnie innego świata, wydaje się oczywiste – mamy bowiem do czynienia z dwiema równoległymi rzeczywistościami. Inteligencja kwiatów opowiada właśnie o takim świecie, z wyraźnym uwypukleniem jego drugiej, przyrodniczej, płaszczyzny.

Inteligencja kwiatów to przepiękna książka o naturze, o kwiatach, napisana w taki sposób, by kreślić przed odbiorcą szeroką panoramę tego, o czym zapomina, zatracając się we własnych sprawach. To pozycja, która ma charakter impresyjny, filozoficzny – jednak nie moratorski. Autor nie poucza, nie nakazuje, nie determinuje, mówiąc, jak wiele tracimy, nie zwracając uwagi na roślinność, uważając, że stanowi ona wyłącznie dodatek do miejsca, w którym żyjemy. Nie raz, nie dwa porusza – wyraźnie kwestionując – stanowisko, w myśl którego my, ludzie, podlegając ewolucji i rozwojowi, dostosowaliśmy się w stopniu najwyższym do funkcjonowania. Recenzowana książka zdaje się wychodzić od tego, jak pokazuje – błędnego, założenia, pokazując szereg „zachowań” kwiatów, struktury działań, które pozwalają istnieć im w różnych środowiskach, zmieniać się podług zewnętrznych czynników. Maeterlinck pisze o pewnej celowości, o ciągłości działań natury, uwzględniającej w swym rozwoju własne dobro i bezpieczeństwo. Właśnie w tym kontekście omawiana jest tytułowa inteligencja – jako ta, która zrozumiawszy wymogi otoczenia, potrafi dopasowywać, wpisywać rośliny w środowisko, wykształcając w nich takie cechy, które zagwarantują nie tylko istnienie, ale też trwanie w sposób jak najbardziej efektywny i doskonały. Autor, pisząc o poszczególnych umiejętnościach i zaletach, umożliwiających np. swoistą manipulację innymi istotami, w tym zwierzętami, nieustannie odnosi się do człowieka, jego cech i umiejętności.

To, co przede wszystkim zwraca uwagę podczas lektury, to obraz równoległości dwóch odrębnych, a przy tym integralnych, idących w parze, światów: ludzkiego, sprowadzonego do uprzemysłowionej przestrzeni i pragnień, jakże dalekich od tych, które mieli nasi przodkowie, oraz naturalnego, dziejącego się dookoła. Maurice Maeterlinck, zauważając konieczność obcowania człowieka z przyrodą, nieskończoną potrzebę ucieczki w jej objęcia, spostrzega, jak, wbrew pozorom, tożsame są potrzeby i aspiracje tych dwóch płaszczyzn: zarówno my, jak i np. kwiaty, dążymy do przetrwania – rozumianego szeroko – oraz rozwoju. Wykorzystywane są do tego te cechy fizyczności czy inteligencji (jakkolwiek pojmowanej), które mogą zostać wykorzystane, te zaś, które okazują się zbędne, z biegiem czasu zanikają, przysposabiając istotę (i ludzką, i roślinną) do pełniejszego, w pewnym sensie adekwatniejszego, bycia. Inteligencja kwiatów skupia się zatem nie tyle na samych tytułowych kwiatach, ile na relacji natury z ludźmi. Jednak nie na zasadzie bezpośrednich podobieństw czy przeciwieństw lub, o zgrozo, ukazywaniu wyższości jednego świata na drugim, ale na ciągłym nieskończonym i nie dość poznanym rozwoju, idącym ze sobą w parze. Pokazuje, jak mylne jest stanowisko, traktujące naturę jako statyczną, niezmienną i zależną, udowadniając, że nic w niej nie jest dane na stałe (żadna cecha czy umiejętność), a to, co obserwujemy dziś, za jakiś czas okaże się inne – bardziej dostosowane do otoczenia, wychodząc naprzeciw zewnętrznym czynnikom. Zauważa przy tym, że niepodobna jest nasza pycha, marginalizująca przyrodę, gdyż ta bez wątpienia jest trwalsza od nas, a zmiany, w które w niej zachodzą, umykają ludzkiej percepcji – rozciągają się bowiem na bardzo długi czas.

Inteligencja kwiatów zyskuje za sprawą przestrzeni, którą opisuje. To, co poznajemy, czytając tę książkę, to z jednej strony świat niezauważany i niepoznany, a z drugiej bardzo bliski, na wyciągnięcie ręki. Autor, na ogół, pisze o roślinach obecnych w naszych ogrodach lub na niedalekich terenach, o naturze, którą z niewielkim wysiłkiem fizycznym (bez dalekich wypraw i eksperckich umiejętności) moglibyśmy kontemplować. Zauważając procesy, jakie zachodzą na przestrzeni epok w roślinach, celowość ich budowy oraz niektóre niezrozumiałe, niezbadane dotąd umiejętności, kreśli wielki portret przyrody, wykazującej pewną niedościgłą „mądrość”, zawierającą w sobie tajemniczą wiedzę o świecie i o przyszłości. To książka na poły biologiczna, na poły filozoficzna, niosąca afirmację istnienia i wyraźnie franciszkańską regułę, która każe nam czerpać szczęście z prostego życia, pełnego kontaktu z przyrodą. Należy także zaznaczyć, że Inteligencja kwiatów została wydana w sposób niezwykle staranny i ewidentnie kolekcjonerski.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG.