środa, 24 maja 2017

304. Magdalena Zimniak „Odezwij się”

Thrillerów o podłożu psychologicznym mamy co niemiara. Wielu pisarzy próbuje tego typu powieści, mając w planach tak urobić czytającego, by nie tylko przeżywał emocje wynikające z kryminalnej intrygi, ale także obserwował procesy zachodzące w psychice bohatera. Magdalena Zimniak postąpiła podobnie, kreując opowieść o porwaniu, podszytą szeroką narracją o emocjonalnych przeżyciach zarówno porwanych, w tym wypadku dzieci i ich rodziny, jak i porywającego.

Gdy na pierwszy rzut oka typową, szczęśliwą rodzinę dopada tragedia, jaką jest porwanie dzieci, wydaje się, że ma miejsce niezawinione cierpienie – najpewniej wynikające z cudzej nieludzkości, być może motywowanej pragnieniem nielegalnego zarobku. Z czasem okazuje się, że  prawda jest zupełnie inna, a Ada i Rafałek, rodzeństwo, ponoszą konsekwencje nieroztropnych decyzji rodziców.

Odezwij się to książka nierówna. Dotyczy to przede wszystkim sposobu prowadzenia akcji (przeskoków w napięciu oraz niekonsekwencji w opowiadaniu o kolejnych wydarzeniach) oraz uciążliwej naiwności, która zapewnia prowadzącego opowieść, że odbiorca nie połączy pojawiających się już na samym początku utworu faktów z tym, co następuje później, a co stanowi i tajemnicę, wobec której realizowana jest intryga, i punkt kulminacyjny. To nie tylko mankament powieści na poziomie jej struktury, ale także znaczne, żeby nie powiedzieć olbrzymie, utrudnienie dla czytającego, który, z racji swojej wiedzy, przedwczesnego –  dość oczywistego – poznania antagonisty, nie może uwierzyć w przedstawianą historię, gdyż identyfikacja z uczuciami i przeżyciami bohaterów, czyli z niewiedzą, obawami i niepewnością, która rozgrywa się pomiędzy skrajnymi przeczuciami – czy porwane dzieci żyją, czy nie – wymaga współdzielenia perspektywy, podobnego braku wiedzy na temat niewiadomej. W ten sposób, czytając pierwsze rozdziały, które dotyczą rozważań na temat prawdopodobnych powodów porwania i możliwych następstw, a także skupiających się na odnalezieniu osoby posiadającej motyw, oraz zgłębiając kolejne przypuszczenia, które z założenia powinny mieć charakter ślepych uliczek, mylnych tropów, potęgujących u czytelnika pragnienie poznania prawdy oraz adrenalinę, nie odczuwa się satysfakcji z podążania w kierunku rozwiązania ani rosnącego zainteresowania. Wręcz przeciwnie – odczuwa się poirytowanie, wynikające z wiedzy o tym, jak bezradni i omylni są bohaterowie. Trudno mi zrozumieć, dlaczego autorka zdecydowała się umieścić relację Joanny z istotnym dla dalszej fabuły mężczyzną już na początku, niwecząc tym poczucie grozy, tajemnicy, jakie mogłoby mieć miejsce, gdyby opis tej sytuacji został przesunięty w czasie – na przykład w ramach retrospekcji już po porwaniu dzieci. Znając przebieg romansu, wiedząc o sytuacji pociech, czytanie o tajemniczym mężczyźnie, który dokonał przestępstwa, skazując tym na cierpienia kobietę, która odrzuciła wcześniej jego propozycje, nie jawi się intrygująco – bardzo łatwo połączyć te wątki, zrozumieć, kto komu zawinił, kto jakie miał pobudki. Tajemnicze jest także to, dlaczego Joanna, rozpatrując różne możliwości, w tym dokonanie porwania przez kochankę męża, nie przypuściła, że za przestępstwo może odpowiadać jej dawny absztyfikant. 

W podobny sposób realizuje się problem z napięciem w rozwoju akcji. O ile powieść, prowadzona już po ujawnieniu porywcza, intryguje głębią psychologiczną, następującymi po sobie wydarzeniami – dziejących się w dwóch światach: ofiar (sytuacje w domu porywacza, relacja z nim, próby wydostania się, obserwacje) i poszukujących (zmieniające się stosunki między rodzicami, współpraca z policją, stan psychiczny bohaterów) – stopniowym przybliżaniem się do rozwikłania zagadki (następujące lokalizowanie podejrzanego mężczyzny, wychodzenie na jaw jego przeszłości i różnych związków), o tyle w momencie kluczowym, kulminacyjnym, czyli w chwili, gdy dzieci odzyskują wolność, napięcie zdaje się spadać, co prawdopodobnie wynika z nieroztropnego umiejscowienia tej sytuacji w akcji. Cały pobyt w miejscu, w którym przetrzymywani byli bohaterowie, został przedstawiony naprawdę interesująco. Ukazano bowiem jego sprzeczną dwutorowość: z jednej strony percepcja bohaterów zaciera się, coraz mniej tęsknią za dawną rzeczywistością, coraz bardziej integrują i zaprzyjaźniają się z porywaczem, a z drugiej, przynajmniej w świadomości i planach Ady, wzrasta poczucie konieczności ucieczki, poradzenia sobie z tragiczną sytuacją. I tak, dzięki tej wielowymiarowości, a także za sprawą zewnętrznych interwencji (m.in. śledztwa), intensywnie wzrasta napięcie i poczucie grozy. Do czasu. Moment, kiedy dziewczynka decyduje się na odważny krok, przynoszący ostatecznie wolność, rozczarowuje, burząc zaintrygowanie czytelnika. Zdaje się, że ta kluczowa dla akcji chwila dzieje się za prędko, za bardzo niespodziewanie, nieproporcjonalnie w stosunku do reszty utworu – o ile pobyt i poszukiwania trwają dość długo, o tyle moment kulminacyjny pojawia się nagle i trwa równie krótko. Tak, jakby autorkę gonił termin, jakby nagle musiała domknąć powieść, zamykając dłuższy rozwój zdarzeń w kilku stronach. 

Książka Magdaleny Zimniak korzysta głównie z obserwacji psychologicznych, stawiając tym bohaterów i to, co rozgrywa się w ich głowach, na piedestale. To postacie i ich przeżycia stanowią trzon tej literackiej rzeczywistości. Autorka zadbała o to, by wszystko, co doświadczają, miało przełożenie na ich zachowania i stan psychiczny: nie ma czynów bez konsekwencji, przeżyć bez przełożenia na przyszłość oraz cech, które nie determinują postępowania. Joanna, zdradziwszy męża, zmaga się z wyrzutami sumienia i poczuciem niemoralnego postępowania, a po poinformowaniu partnera o występku z jego reakcją – niewątpliwie spotęgowaną porwaniem. Porywacz swoimi decyzjami realizuje własne przekonania i sposób postrzegania zarówno siebie, jak i innych, a dzieci zmieniają się pod wpływem przykrych doświadczeń. Uwaga czytelnika jest skupiona przede wszystkim na Adzie i jej walce: nie tylko z traumatycznymi przeżyciami, takimi jak niewola, ale także z poczuciem odpowiedzialności za młodszego brata. Do tego, co czyni z tej postaci osobowość wielowymiarową, próbuje radzić sobie z nerwicą natręctw, znaczenie utrudniającą i zaburzającą funkcjonowanie oraz postrzeganie. Również to, co ma miejsce w czterech ścianach porywacza, czyli próby psychicznego odizolowania ofiar od przeszłości, ich uzależnienie od woli silniejszego, snucie planów na przyszłość oraz narzucanie ról i wzajemnego traktowania, prowadzone jest w sposób szeroki i głęboki – z przełożeniem na psychikę i kształtującą się tożsamość bohaterów.

Odezwij się to powieść, która traci na nierównym tempie i niestałym napięciu, a zyskuje na psychologizacji postaci tudzież ukazaniu wielu ciągów przyczynowo-skutkowych, związanych nie tylko z dojrzewaniem i tak dramatycznymi doświadczeniami, jak porwanie, ale również z relacjami międzyludzkimi, zwłaszcza z tymi w małżeństwie. To książka o rozpadzie (i odbudowywaniu) rodziny, fantazjach, niespełnionych miłościach i potrzebach bliskości. Bohaterowie, lawirując między dwoma stanami: zdrowego postrzegania oraz zdeformowanego różnymi chorobami psychicznymi, roztaczają przed czytelnikiem panoramę osobowości i niejednoznaczności, umożliwiających szerszą interpretację ich decyzji i czynów. To także powieść o następstwach, które w tym wypadku zdają się mówić jedno: wszystko, co czynimy, na co się decydujemy, niesie ze sobą konsekwencje – niezależnie i wbrew naszej woli.

3/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prozami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz