poniedziałek, 27 marca 2017

299. Jerzy Pietrkiewicz "Na szali losu"

Na szali losu to książka, którą czytać można na kilka sposobów, a każdy z nich jest równie dobry i cenny. Wynika to z faktu, że autor, prowadząc narracje autobiograficzną, nie skupia się na jednym, konkretnym, zjawisku, elemencie własnego życia, a prowadzi równocześnie opowieść o wszystkim tym, co go zajmowało i dotykało zarówno od strony wewnętrznej, jak i zewnętrznej.

Książka Jerzego Pietrkiewicza, pisarza, mniej znanego w Polsce, bardziej za granicą, to autobiografia, obejmująca istotny okres twórcy – od narodzin, w co wliczyć należy historię, tło rodziny – po wydanie pierwszej anglojęzycznej powieści, która, jak twierdzi sam twórca, stanowi swoistą granicę w jego życiu – wyznacza bowiem dwa okresy, dwie przestrzenie. Artysta, a także tłumacz, historyk literatury, profesor Uniwersytetu Londyńskiego, kreśli zarys przeszłości, uwzględniając pochodzenie, dzieciństwo, edukację, znajomości oraz zderzenie z tragizmem II wojny światowej, która wyraźnie zdeterminowała bieg zdarzeń.

Na szali losu to książka, która opowiadając o losach jednostki, w tym wypadku autora, kreśli znacznie więcej, coś uniwersalnego, a mianowicie ogólny obraz sytuacji ludzi – w tym środowisk intelektualnych – żyjących w tych niełatwych czasach – w pierwszej połowie XX wieku. To pozycja, która pokazuje człowieka w tułaczce – i nie tylko wynikającej z sytuacji politycznej, ale również prywatnej. Autor, opowiadając o swoim życiu, pokazuje, jak skomplikowana i zawiła jest jego przeszłość, jak wiele doświadczył – w tym, niestety, nieszczęścia. Pokazując czytelnikowi dzieciństwo, okres dorastania i życia na wsi, wraz z rodzicami, ukazuje świat absolutnie nieuchwytny, dziejący się wśród wspomnień zapachów, postaci, obrazów, relacji i sytuacji dawno nieistniejących, zapomnianych. Bo to, o czym opowiada, to obraz dzieciństwa w pewnym sensie spełnionego, choć zwieńczonego wydarzeniami – śmiercią rodziców, bycia sierotą – ewidentnie tragicznymi. Pietrkiewicz, mówiąc o ojcu, o matce, o tym, jak mijały dni, wskazuje na swój kontakt z naturą, sielskość – przywołuje grzybobrania, jakże obecne w pamięci, jako pewny symbol tego, co minęło, nawet po latach, kolistość czasu, wynikającą ze zmieniających się pór roku, pracy przy obejściu, na przykład przy ulach. Opowiada o sobie, o swoich doświadczeniach i o rodzinie, a przy tym roztacza panoramę całej wsi, życia tożsamego z poszanowaniem praw natury, prostoty (i piękna, które z niej wynika), historii i obyczajów – i tych religijnych, i tych świeckich.

Pisząc o własnych losach, autor nie pomija zdarzenia granicznego, jakim była śmierć rodziców. Pisarz został bowiem osierocony już jako dziecko – między śmiercią matki a ojca nie minęło wiele czasu, raptem rok. Rozpatruje tę sytuację z kilku perspektyw – także czasowych. Opowiada o tym, jak potoczyły się sprawy, o kontynuowaniu nauki i o sytuacjach, którym musiał podołać. Mówi także o tym, jak odejście rodziców, a także następstwa z tym związane, wpłynęły na jego twórczość, zaznaczając coś, co, wydaje mi się, jest niezwykle intrygujące. Pisząc o odejściu matki, zauważa, że próbował opisać swoją relację z nią w Sznurze z węzłami, spostrzegając, że w obcym języku, w którym pisał tę powieść, mógł nabrać dystansu do pamięci i uczuć. To spostrzeżenie jest istotne nie tylko ze względu na pewne świadectwo związane z tworzeniem i radzeniem sobie przez człowieka z emocjami, ale także ze względu na to, co mówi o recenzowanej książce. Jerzy Pietrkiewicz ukazuje siebie, własną przeszłość, w moim przekonaniu, nieustannie w kontekście tworzenia, pisarstwa, co zdaje się "nagromadzać", "nawarstwiać" fakty, których suma ukazuje pewną zależność, tłumaczącą moment finalny, ostatni element autobiografii – wydanie pierwszej napisanej po angielsku powieści.

Na szali losu to książka o niełatwych czasach i równie trudnych doświadczeniach, ale pisana w sposób pozbawiony goryczy, pretensji. To zapis przeżyć i obserwacji, prowadzony niezobowiązująco i w pewnym porządku – autor przywołuje fakty, zdarzenia i spostrzeżenia, snując opowieść nie tylko o sobie, ale i o rzeczywistości, o wiadomym okresie. To historia jednostki wpleciona w ogólny bieg zdarzeń, dotycząca i tego, co piękne, i tego, co tragiczne. Pietrkiewicz z poszczególnych elementów własnego życia kreśli spójną opowieść, jakże bogatą – zwłaszcza w kontekście jego twórczości. To książka, po którą warto sięgnąć, chcąc poznać nie tylko losy autora, ale również historię emigracji, utraty i tworzenia. 

4,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz