niedziela, 12 marca 2017

296. Marie Bennett "Hotel Angleterre"

Wielkie powieści o zwykłych, małych, szarych ludziach wliczają się w ten obszar literatury, który mówi nam wiele przede wszystkim o nas – o codziennym życiu, o tym, co rutynowe, o sprawach, które dotyczą każdego z nas. Taką książką jest Hotel Angleterre – obszerna opowieść o nieszczęściu, odkrywaniu własnej tożsamości, o radzeniu sobie w niełatwych, granicznych wręcz, okolicznościach, o zdradzie, miłości, tęsknocie i o tym, co następuje, gdy wygasa uczucie.

Marie Bennett napisała dużą powieść, nie tylko ze względu na – jakże pokaźne – rozmiary. W tej długiej opowieści zawarła niemały świat emocji, pragnień i stanów, dotyczących poczucia odtrącenia, niesprawiedliwości oraz strachu, związanego nie tylko z lękiem o własne życie (w rozumieniu fizycznym), ale również o życie emocjonalne – wewnętrzne. Autorka prowadzi taką narrację, która odsłania szeroką panoramę przeżyć i reakcji, jakie wywołują określone zachowania czy wydarzenia – zarówno wynikające z osobistych, jednostkowych decyzji, jak i podyktowanych z góry. Opowiada o tym, co przytrafia się człowiekowi w różnych okolicznościach, stawia go w obliczu szeregu zdarzeń – zazwyczaj tragicznych. Toczy historię, która porusza i wzbudza u czytelnika nie tylko zdumienie czy współczucie, ale także swoiste poczucie zrozumienia i tożsamości zdarzeń fabularnych z tym, co rzeczywiste. Wynika to przede wszystkim z tego, że książka Bennett snuje dość uniwersalną i ponadczasową opowieść, która, choć osadzona w konkretnym miejscu i w czasie, i która na tym osadzeniu opiera swój pretekst do opowiadania, dotyczy nas wszystkich w równym stopniu. I nie tylko dlatego, że widoczne są pewne podobieństwa w odbieraniu rzeczywistości czy wartości, które definiują i ustalają nasze podejście do relacji międzyludzkich i kontaktu z otoczeniem, ale również dlatego, że Hotel Angleterre opowiada historię o podstawowych, pierwotnych pragnieniach i oczekiwaniach od życia. Potrzeba akceptacji, bliskości, poczucia przynależności i zrozumienia, a także wola życia, determinują zdarzenia i losy bohaterów, co naznacza toczącą się akcję nie tylko prawdopodobieństwem zaistnienia w realnym świecie, ale również wyraźną analogicznością do natury czytelnika – wymienione potrzeby stoją wszak u jego podstaw.

Recenzowana książka to także historia o wojnie. I nie jest istotne dla jej znaczenia, której wojny dotyczy, o jakich realiach traktuje, gdyż opowiada o tym, co ponadczasowe i związane ze wszystkimi konfliktami zbrojnymi, determinującymi ludzkie życie. Autorka tocząc nieśpieszną opowieść, przedstawia tragizm wojennych okoliczności, zaczynając od obrazu przymusowego rozdzielenia zakochanych i przechodzenia ze spokojnej, znanej rzeczywistości w świat odwróconego dekalogu, chaosu oraz strachu, kończąc na ukazaniu nieodwracalnych zmian, jakie niechybnie następują po wybuchu konfliktu. To książka, w której wojenny trud – psychiczny i fizyczny – zostaje ukazany niezwykle szeroko, nie tylko powierzchownie – poprzez poświęcenie mu uwagi jako zjawisku – ale również za sprawą uważnego studium, realizującego się w relacjach między bohaterami oraz ich świadomości i mniemaniu. Czytelnik dostaje możliwość wejścia w realia, które uderzają we wszystko to, co utożsamiamy z dobrą, spokojną egzystencją. W świecie bohaterów brak bowiem możliwości i perspektyw na życie – już nawet nie na dostatnie czy bezpieczne, ale jakiekolwiek. Walczą bowiem o przetrwanie. Marie Bennett pisze o tym, co przeżywa człowiek, któremu przychodzi uczestniczyć w jakiś sposób w wojnie. Skupia się na jego emocjach, stopniowemu wkraczaniu w obojętność na to, co dookoła, oraz o zewsząd nadchodzącej śmierci i paraliżującym strachu.

Hotel Angleterre  opowiada jednak przede wszystkim nie o wojnie, jako takiej, ale o człowieku i o tym, co go spotyka – i w trakcie niej, i po. To powieść o ludziach, którzy doświadczając strachu, pustki, braku lub niespełnienia, uciekają w nowe relacje, zajmują takie perspektywy i postawy, które sprawiają, że zobligowani są do tego, by zdefiniować własną tożsamość i własne pragnienia, i wyjść im naprzeciw. Autorka prowadzi narrację o postaciach na poły opuszczonych, na poły zniszczonych. Choć mają o co i dla kogo żyć, choć teoretycznie są zakorzenieni w pewnych sytuacjach i określonej rzeczywistości, to tak naprawdę, w obliczu konkretnych zjawisk i potrzeb, okazują się nie tylko inni, ale także niezwiązani – z niczym ani z nikim. W tej książce dokonuje się wymowne przejście bohaterów z zażyłości, poczucia stałości pewnych rzeczy w to, co nieznane, ryzykowne i pokazujące brutalną prawdę o przeszłości – o złudzie, w której się żyło. Marie Bennett pisze o wojnie i jej bezsensownym przebiegu, o odchodzeniu w niepamięć uczuć i relacji, o rozpadzie (zarówno osobowości, jak i związków) oraz o poszukiwaniu prawdy o samym sobie.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

1 komentarz: