piątek, 24 lutego 2017

294. Leopold Tyrmand "Cywilizacja komunizmu"

Jak przewrotnie napisał Tyrmand, życie w komunizmie polega w jakiś sposób na niemożliwości życia. Myślę, że to spostrzeżenie odnosi się nie tylko do zjawiska i realiów, które opisuje, ale również do samej książki – Cywilizacji komunizmu. Pozycja ta zdaje się konstruować narrację wokół tego spostrzeżenia, próbując nie tylko przedstawić fakty zgodne z zacytowanym spostrzeżeniem, ale również ukazać podobną przewrotność. 

Tyrmand, który szczerze pogardzał komunizmem, nie kryjąc własnych poglądów i uprzedzeń, napisał tę książkę, by pokazać, na czym naprawdę polega i w czym tkwi zło tego systemu, tłumacząc demokratycznemu Zachodowi jego istotę oraz wszystko to, co o nim stanowi. Uważnie obserwując jego przebieg oraz społeczeństwo, wysnuwa szereg spostrzeżeń i obserwacji, w jakiś sposób oddających realia, w których musiał żyć. 

Cywilizacja komunizmu to książka, która traktując o komunizmie, o szarej, siermiężnej, trudnej, pozbawionej nadziei i manipulującej świadomością tudzież percepcją rzeczywistości, opowiada nie tylko bezpośrednim przekazem tekstu, informacjami, jakie zawiera i które czytelnik przyswaja, ale również formą – operowaniem specyficznym sposobem narracji, korzystającym z ironii, przewrotności, swoistej prześmiewczości oraz niedosłownym definiowaniem komunizmu jako coś, co nie tylko jest złe i z wielu powodów niemoralne, ale również – po prostu – kuriozalne. Tyrmand porusza bardzo poważny temat i nie chodzi wyłącznie o sam system – jako ogólne zdarzenie czy umiejscowione w przestrzeni i w czasie zjawisko – ale przede wszystkim o poszczególne zagadnienia i elementy, które tak rzetelnie i wymownie go definiują. Bo recenzowana książka drąży komunizm od dwóch, jakże skrajnych, stron: od środka i od zewnątrz. Skupia się zarówno na ogólnikach, większych tendencjach czy szerokich, nieco powierzchownych, spostrzeżeniach i teoriach, stopniowo zagłębiając się w kolejne elementy i mniejsze, podparte codziennością i licznymi przykładami, obserwacje. Dotyczy z jednej strony tego, co może wydawać się nadrzędne lub ogólne, a przy tym starannie penetruje wąskie przestrzenie i płaszczyzny, takie jak konkretne sytuacje czy zdarzenia.

Tyrmand skupia się przede wszystkim na tym, co codzienne, powszechne, czyli na doświadczeniach ludzi, obywateli, których życie jest nieustannie determinowane na wszystkich płaszczyznach przez system. Przygląda się ich relacji z władzami oraz z wszystkim tym, co tożsame dla komunistycznej rzeczywistości. Mamy zatem obrazy rutynowych czynności, takich jak praca, zakupy czy nauka, społecznych ról i powinności, w których uwzględniona jest szeroko zakrojona propaganda, oraz rozbieżność między przyziemnymi potrzebami a możliwościami. Leopold Tyrmand opisuje człowieka w procesie, czyli jednostkę – na tle grupy, niekiedy za sprawą grupy – która od najmłodszych lat – od urodzenia – podlega z góry zaplanowanemu procesowi urabiania, który ma na celu kształtowanie w obywatelu takiej postawy, by wpisywał się w założenia komunizmu, by funkcjonował i istniał tak, jak wymaga od niego nadrzędna idea. Czytając, obserwujemy zmieniającą się tożsamość i świadomość jednostki, determinowaną przez szkoły, uczelnie, propagandę, doświadczenia oraz schematy i postawy, wpajane za pomocą wielu praktyk i działań. Pisarz pokazuje jednak – co ważne – nie tylko sam przebieg, ale również różne komplikacje, kontrowersje, niejasności czy opory, mówiące wiele zarówno o komunizmie, jak i o samej naturze człowieka. 

Niewątpliwie istotna jest wielotorowość narracji o tytułowym zjawisku, realizująca się na wielu polach, wśród których należy wymienić między innymi socjologię, etykę, sztukę, religię, ekonomię i politykę. Cywilizacja komunizmu porusza wszystkie te zagadnienia i tworzy w ten sposób szeroki obraz komunizmu, nie tyle obiektywny, co wypośrodkowany. Tyrmand snuje obserwacje i spostrzeżenia, które pochodzą ze zderzenia dwóch biegunów: pierwszego, stanowiącego opisywaną rzeczywistość, z drugim, o którym stanowi świadomość innego życia, toczącego się w wolności i demokracji. Dzięki temu – tym dwóm widzeniom – możliwa jest nie tylko refleksja płynąca od środka, ale również relatywna – odnosząca się do czegoś. Dziś, czytając ten tekst jako swoiste świadectwo czasów, mamy możliwość porównania opisanych zdarzeń i zjawisk w odniesieniu do własnych doświadczeń i przemyśleń, które niemal zawsze idą w parze z osądami i zauważeniami samego autora. 

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 22 lutego 2017

293. Marcel Woźniak "Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka, jak moje życie"

Marcel Woźniak napisał książkę, która zdaje się przedstawiać takiego Tyrmanda, jakim był w rzeczywistości. Ukazuje tę postać w sposób obiektywny i z takiej perspektywy, która nie sili się na wydawanie wszechwiedzących sądów tudzież spostrzeżeń, a uwzględnia niejednoznaczność i respektuje trudności w jednoznacznym przedstawianiu pisarza, wynikające z wielu niewiadomych oraz tajemnic.

Moja śmierć będzie taka, jak moje życie próbuje opowiedzieć historię życia Tyrmanda, które było pełne dwuznaczności oraz trudnych doświadczeń, wynikających nie tylko z prywatnych, związanych zarówno ze sprawami osobistymi, jak i kwestiami zawodowymi, zdarzeń, ale również z bardziej zewnętrznych, związanych z sytuacją polityczną, społeczną oraz kulturową. Marcel Woźniak, kreśląc losy pisarza, zahacza m.in. o szeroki rynek wydawniczy i kulturowy, ukazując rozmaite zależności między bohaterem książki a postaciami, instytucjami i postawami, które determinowały lub miały znaczenie w tamtych czasach.

Recenzowana pozycja zalicza się do grona tych biografii, które nie tylko przedstawiają ciąg wydarzeń i ukazują zależności oraz przemiany, jakie dokonywały się na przestrzeni lat w portretowanej osobie, ale także intrygują czytelnika, opowiadając przedstawiane życie w taki sposób, by wydawało się w równym stopniu prawdziwe, co niezwykłe lub z wielu powodów ciekawe. Kreśli bowiem losy człowieka, który w swej naturze jawi się tajemniczo, i którego losy,  mimo widocznej potoczystości, ciągu przyczynowo-skutkowego, zdają się niejasne i pogmatwane. Bo – co należy podkreślić – Tyrmand, wbrew sytuacji, która teraz ma miejsce, czyli popularności jego twórczości, za życia niekoniecznie spotykał się z uznaniem i szacunkiem innych. Zmagał się z licznymi opresjami i swoistym prześladowaniem, wynikającym nie tylko z opozycyjnego czy krytycznego stanowiska względem wielu postaci, idei oraz zdarzeń, ale również z odwagi do bycia innym, nieustępliwym w stosunku do własnych racji oraz poglądów. Mówimy, co należy zaznaczyć, o człowieku, który w niełatwych czasach postawił na niezależność i inność, decydując się na taką postawę – nie tylko w sensie ideologicznym, społecznym czy moralnym, ale również estetycznym lub modowym (nawet jego wygląd powodował poruszenie!) – która dla pewnych osób była po prostu nie do przyjęcia lub  kategorycznie zła i szkodliwa – odnosi się to zwłaszcza  do sprawujących władzę oraz piastujących decyzyjne stanowiska. Moja śmierć będzie taka, jak moje życie siłą rzeczy opowiada o skomplikowanej relacji między samym Tyrmandem a – ogólnie mówiąc – środowiskiem, dotyczącej nie tylko różnicy na wielu polach, ale również bezpośrednich, widocznych walk, realizujących się w obrębie uniemożliwiania publikowania czy społecznej alienacji. Ta walka, nieustannie toczona, związana z wyłączaniem z rynku wydawniczego, umniejszaniem zasług jako pisarza, inteligenta czy osoby, która aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym i społecznym, ukazywana jest z kilku perspektyw i uwzględnia nie tylko bezpośredni wpływ na konkretną sytuację czy postawę, ale również na przyszłość i trudy, których przyjedzie doświadczyć pisarzowi. 

To także, co nieuniknione w wypadku biografii pisarza, zapis twórczych zmagań, tym razem związanych nie tyle z niemocą, co z brakiem reakcji lub możliwości wydawania. Cała narracja o Tyrmandzie jest podparta właściwie opowieścią o pisaniu, życiu między słowami i różnego rodzaju blokadami oraz przeciwnościami, które motywowane były wieloma czynnikami. Nieprzystający wygląd i osobliwa postawa, jakże alienująca w tak konserwatywnym i wymagającym środowisku, jakim jest środowisko pisarskie, oraz uciskanie ze strony władz i wydawnictw nie raz, nie dwa doprowadzały bohatera Woźniaka do niełatwych sytuacji, związanych i z bardziej doczesnymi, wręcz fizycznymi, problemami, takimi jak zła pozycja społeczna, brak środków do godnego życia, i psychologicznymi, rzutującymi na postrzeganie samego siebie oraz innych. To, co uwypukla się zarówno z poszczególnych rozdziałów i wydarzeń, jak i całej książki, obrazu pełnego życia, to przede wszystkim pragnienie tworzenia, wypowiadania się i poświęcania życia pisaniu. Tyrmand, mimo licznych pasji i zainteresowań, mimo wielu podróży, związków i sytuacji, które niejedną osobę by złamały, do końca pozostał wierny wyobrażeniu własnego powołania i powinności – tworzeniu. Widać to nie tylko po braku rezygnacji czy ciągłych staraniach o to, by móc wydawać, ale również po codziennych czynnościach, nieustających obserwacjach, przelewaniu myśli i doświadczeń na papier, zbieranych nie tylko mimochodem, ale – jak można by pomyśleć – celowo, odgórnie. Życie Tyrmanda podporządkowane zostało sztuce, a wszystko to, co go dotykało i spotykało, miało swoje przełożenie na to, co powoływał do życia w świecie tekstu pisanego – w literaturze.

Książka dotyczy również dość chaotycznego, złożonego życia prywatnego, intymnego i rodzinnego, toczącego się na wielu polach i w wielu znajomościach oraz relacjach. Środowiska, które odbijają się w tekście, to nie tylko społeczności  przyjazne, do których należał Tyrmand, ale również różnego rodzaju opozycje oraz przeciwnicy, którzy przecież tak intensywnie opowiadali się przeciw pisarzowi. To również próba zrozumienia Tyrmanda jako tego, który wdawał się w liczne relacje z kobietami, nierzadko ewidentnie źle dobranymi. Marcel Woźniak przygląda się również tym znajomościom, które wykraczają poza tak wąską zażyłość, opisując liczne kontakty z zagranicznymi wydawcami, inteligentami oraz różnymi pisarzami i twórcami. Umieszcza tym Tyrmanda w licznych środowiskach i stosunkach, obrazując, jak nieprzystający był do pewnych miejsc w pewnym czasie.

Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka, jak moje życie to pozycja ciekawie i przystępnie napisana, w rzetelny sposób oddająca osobowość i życie Tyrmanda, kreśląca taki portret, który trafnie odzwierciedla jego losy – niejednoznaczne, wielopłaszczyznowe oraz złożone. To książka, która ukazuje Tyrmanda nie tylko jako twórcę, ale również jako człowieka. Po prostu. Uwypukla w nim to, co dotyczy każdego z nas – uczucia, niejasności, zmartwienia oraz walkę z przeciwnościami. Marcel Woźniak wydobywa w ten sposób jednolity obraz osoby niezwykle złożonej, determinowanej różnymi wewnętrznymi i zewnętrznymi czynnikami.

6/6

 Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 18 lutego 2017

292. Jarosław Abramow-Newerly "W cieniu paryskiej Kultury"

Elity intelektualne czy środowiska artystyczne to społeczności, o których czytanie – w moim przekonaniu – może być niezwykle inspirujące oraz motywujące. Przede wszystkim na płaszczyźnie samorozwoju oraz poszerzania wiedzy związanej ze sztuką, tworzeniem oraz wszystkim tym, co tożsame z postrzeganiem procesu twórczego.

W cieniu paryskiej Kultury to książka, która ukazuje kilka zależności, kilka płaszczyzn, z których najciekawsze wydają się dwie. Po pierwsze, zróżnicowanie mentalności i wyobrażeń, roztaczanych zarówno po jednej, jak i drugiej stronie muru, powstałego w wyniku zimnej wojny. Obraz tej sytuacji, wymownej relacji, realizującej się w ramach kontaktu tych, którzy funkcjonowali i działali w myśli, że zachód, elity przebywające we Francji, nie tylko różnią się sposobem życia czy ideologiami, ale przede wszystkim wartościami czy postawami, które postrzegane były jako niepoprawne, złe. Wizja świata obcego, nieznanego, żyjącego jakby innym życiem, innymi prawami, podług innych wartości oraz sposobów percepcji, intryguje przede wszystkim zetknięciem z rzeczywistością, poznaną w trakcie podróży. Uwypuklone zostają wszystkie mylne wyobrażenia i złudne postawy, tak jednoznacznie traktujące to, co nieznane, a co tak wielce w obiegu społecznym determinowane było przez ludzi decyzyjnych. To książka, która pokazuje to, zarówno niepoprawność osądów, jak i proces ich weryfikacji, niezwykle dobitnie, traktując właściwie przejście – od kłamstwa do prawdy, od złudy do opinii motywowanych poznaniem, od stereotypu do naocznej obserwacji i wyciągnięcia odpowiednich wniosków – jako coś nadrzędnego, współtworzącego główną oś narracyjną z drugą płaszczyzną – ukazaniem środowisk artystycznych i inteligenckich, skupionych wokół paryskiej Kultury. Jak sam autor mówi, snując refleksje i spostrzeżenia, miejsce ich pracy, ich postawy oraz to, jak zachowywali się zarówno wobec siebie, wykonywanych czynności, jak i gości z Polski, były nie tylko zaskakujące, ale również zdumiewające. Postępowali bowiem i wyrażali takie stanowiska wobec świata i innych, które stały w opozycji do wyobrażeń, którymi nasiąkł autor książki, mieszkając w Polsce. Zaskakiwało go wszystko, począwszy od miejsca, w którym pracowali, przez sam tryb i sposób pracy, po osobowości i charaktery. To pod tym względem pozycja absolutnie frapująca i przynosząca wymierny obraz sytuacji tamtych lat, uwzględniająca nie kontrasty i niepoprawne wyobrażenia, ale także izolację mentalną i ograniczenia percepcyjne.

Jarosław Abramow-Newerly pisze także bezpośrednio o ludziach, których poznaje, których spotyka, dzięki czemu obserwujemy swobodnie przewijające się tak znamienite osoby, jak Czesław Miłosz czy Agnieszka Osiecka. Autor bardzo wyraźnie portretuje społeczności, w których się obraca, ukazując nie tylko ich swoistość, naturę oraz charakterystyczne cechy, ale również swoje nastawienie oraz postawę. Przedstawia działalność, aktywność oraz wszystko to, co związane z życiem zawodowym, a także to, co należy do prywatnej, towarzyskiej sfery życia. Pisząc o tym, jak odnalazł się w środowisku paryskiej Kultury, odsłania realia oraz związki, a także to, co związane z twórczą czy publicystyką: motywacje, pragnienia, problemy i różnego rodzaju wyzwania, wynikające nie tylko z ambicji, ale również z rzeczywistości, stawiającej różne wyzwania i piętrzącej problemy. Recenzowana książka przybiera kolejne znaczenie i pozwala się odczytać na nowo, na inny sposób, w świetle ostatnich  ustępów, które przedstawiają ostatnie tygodnia życia Hertza, i które pokazują relację między nim a autorem. W świetle tych zdarzeń oraz emocji, jakie im towarzyszą, W cieniu paryskiej Kultury można zinterpretować znacznie szerzej, jako manifest, obraz przyjaźni i współpracy ze wspomnianą, istotną nie tylko dla autora, ale także dla portretowanej społeczności oraz kultury, postacią, zawierający w sobie nie tylko zapis znajomości, ale również przemian i wszystkiego tego, co nastąpiło w autorze pod wpływem tej zażyłości.

Ta książka otwarcie zaprasza do świata, który choć przeminął, nieustannie pobrzmiewa. To relacja pisana wspomnieniami, traktująca o inspirujących i ważnych dla naszej kultury osobach. To narracja niekiedy sentymentalna, choć częściej wiernie odzwierciedlająca sytuacje, których dotyczy, dostarczająca czytelnikowi nie tylko konkretnej wiedzy, zapisów sytuacji, znajomości oraz wglądu w zdarzenia z życia i działalności pewnej sfery społecznej, do której należeli wybitni twórcy, ale także źródło ciekawych opowieści oraz anegdot, dotyczących cenionych postaci.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 15 lutego 2017

291. "Franciszek Walicki we wspomnieniach Anioła Stróża"

O dość ciekawym sposobie podchodzenia do wspomnień, takim, by wychodził poza ramy typowego snucia refleksji i wydobywania minionych wydarzeń, można by napisać niemało, przywołując wiele tytułów czy postaci. Franciszek Walicki we wspomnieniach Anioła Stróża mogłoby wpisywać się w zbiór pozycji, które podejmują się wspominania nieco inaczej, specyficznie, o czym mówi już sam tytuł. Tytułowe wspomnienia przywoływane są bowiem przez Anioła Stróża, który prowadzi narrację o swoim podopiecznym – Franciszku Walickim. 

Książka ta ma charakter albumowy i prezentuje się – co pragnę podkreślić – niezwykle ładnie. Dołożono wszelkich starań, by jej wydanie przyniosło czytelnikowi poczucie satysfakcji i spełnienie potrzeb estetycznych. Została wydana w dużym formacie, w twardej oprawie, a jej wnętrze zdobią liczne ilustracje, fotografie oraz skany. Zaprezentowane zostają zdjęcia z różnych okresów życia Walickiego, związane zarówno z jego działalnością zawodową, jak i sferą bardziej prywatną – przyjaciółmi, rodziną oraz środowiskiem. Fotografie rzetelnie ilustrują kolejne etapy rozwoju i dorastania, dzięki czemu obserwować możemy wymowny przebieg życia artysty, zaczynając od wczesnego dzieciństwa – zdjęcia rodziców, domu rodzinnego – przez edukację i dorastanie po dorosłość. Ostatniemu etapowi poświęcono najwięcej uwagi, najwięcej też ilustracji wyraża ten okres, w tym czasy związane z żeglarstwem, podróżami oraz życiem prywatnym. Bogato zobrazowana zostaje także sfera artystyczna, m.in. kolejno powstających zespołów oraz rozmaitych współprac i relacji, które mocno zdeterminowały nasz rynek muzyczny oraz kulturę. 

Franciszek Walicki we wspomnieniach Anioła Stróża to jednak nie tylko liczne fotografie i ilustracje, ale również informacje, podawane czytelnikowi przez tytułową – nieziemską – postać. Wspomniany Anioł Stróż przywołuje Walickiego w sposób dość osobliwy, nieco ironiczny i przewrotny, wykorzystujący lekko komediowy obraz zastępów anielskich i  sfery niebiańskiej, nie raz, nie dwa wywołujący uśmiech na twarzy czytelnika. To opowieść snuta raczej niezobowiązująco, która nie pretenduje do tego, by stanowić  obszerne źródło wiedzy na temat wspominanej postaci. To raczej książka, która jest pretekstem do przywołania postaci Walickiego, która jedynie upamiętnia lub zachęca do zagłębienia się w jego przeszłość i historię, bardzo atrakcyjnie – choć powierzchownie – opowiadająca o jego życiu. Przedstawiane wydarzenia, sytuacje, fakty i osoby, ukazywane są dość pobieżnie, na zasadzie przywołania lub uwypuklenia, i realizują się w ramach opowiadania o pewnych kluczowych, jednak stanowiących  swoisty wycinek, zdarzeniach z życia artysty. Wskazuje na to nie tylko ogólny, wybiórczy zarys biograficzny, ale również przywołany stosunek wspominającego Anioła Stróża, który koncentruje się raczej na poszczególnych cechach czy sytuacjach, a nie na ujednoliconym obrazie wspominanej postaci. 

Recenzowana książka to przede wszystkim wgląd w artystyczną działalność Walickiego, głównie w aktywność związaną z tworzeniem zespołów oraz relacji owocujących nie tylko ciekawymi i twórczymi znajomościami, ale również konkretnymi współpracami. Obserwujemy powoływanie do życia – jakże kluczowych zarówno dla tamtych lat, jak i polskiej sceny muzycznej – zespołów, takich jak Rhythm and Blues, Czerwono-Czarni czy Niebiesko-Czarni. Dostajemy także do rąk wybór tekstów autorstwa Walickiego, które wykonywali najwięksi rodzimi artyści, wśród których należy wymienić Niemena, Kubasińską oraz Rusowicz. Do wszystkich utworów, opatrzonych zdjęciem, załączone zostały uwagi lub ciekawostki, co pozwala na szersze poznanie oraz interpretację. Zgodnie z zapewnieniem samego Anioła Stróża, czas, który przeznaczymy na ich lekturę, z pewnością nie okaże się czasem straconym.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 9 lutego 2017

290. Mariusz Ziomecki "Umierasz i cię nie ma"

Mariusz Ziomecki napisał powieść kryminalną, która prezentuje dość pokrętną historię przestępstw, za którymi stoją rozmaite przekręty i wojny polityczne, pokazujące, jak zagmatwanym i brudnym środowiskiem są sfery polityczne. Ukazuje zdarzenia, które rzeczywiście mogły się wydarzyć, które nie byłyby dla nas zaskoczeniem. Autor kreuje taką opowieść, która brzmi realistycznie, gdyż podporządkowana jest takim zachowaniom i postawom, które są tożsame z tym, co znamy, do czego przywykliśmy, obserwując współczesną rzeczywistość. 

Umierasz i cię nie ma to książka, która przedstawia losy dwóch nieaktywnych, emerytowanych gliniarzy – byłej policyjnej psycholog oraz byłego śledczego z wydziału zabójstw. Postawiwszy własne bezpieczeństwo finansowe na jedną kartę, przeprowadzili się nad Zalew Zegrzyński, nad którym powoli wznosili niewielki pensjonat, mający zapewnić nie tylko materialne zabezpieczenie na lata, ale również niezmierzony spokój i stabilność. Wizja błogiego życia zaczyna okazywać się odległa, gdy w pobliżu dochodzi do przerażającego wydarzenia – zamordowany zostaje burmistrz miasteczka oraz dwie młode kobiety z organizacji ekologicznej. Młodzi policyjni emeryci zostają wplątani w niejasne śledztwo, które prędko pokazuje, że wszystko to, co do tej pory było wiadome, to tylko elementy tajemniczej układanki, znacznie wykraczającej poza domniemywania i oczekiwania śledczych. 

Obraz, jaki kreuje główny bohater, a przy tym narrator (powieść wykorzystuje narrację pierwszoosobową), budowany jest na dość prostej konstrukcji, a mianowicie na kontraście. Z jednej strony dostajemy wizję świata, o jaką walczą główni bohaterowie, która utożsamiana jest z wytchnieniem, spokojem, odpoczynkiem, stabilnością oraz wolnością, a z drugiej obserwujemy, jak zostają wplątani w tragiczny wir wydarzeń, przynoszący nie tylko strach, niepewność i niebezpieczeństwo, ale przede wszystkim ofiary. To mimowolne uczestnictwo w śledztwie (i tym oficjalnym, policyjnym, i tym prywatnym, prowadzonym na własną rękę) całkowicie pochłania głównego bohatera, podporządkowując jego życie niejasnym okolicznościom i wydarzeniom, które po nich następują. To historia naszpikowana poszkodowanymi, trupami oraz różnymi krzywdami, tocząca się na kilku szczeblach. Pierwszym z nich są prowadzone poszukiwania, próby odkrycia prawdy i źródła zdarzeń, który realizuje się bezpośrednio w obrębie wydarzeń właściwych, czyli tropienia, śledzenia, niebezpiecznych konfrontacji oraz domniemywania i łączenia faktów. Właśnie ten stopień, stanowiący kanwę akcji, zaskakuje najbardziej, gdyż prowadząc do kolejnego – nieczystych zagrywek w wysokich sferach ˜– odsłania kolejne tajemnice i zmusza do wnikania w różnego rodzaju następstwa oraz powiązania, ukazujące, jak niełatwa i wielowymiarowa jest badana sprawa. Drugim, wspomnianą już grą wśród wysoko postawionych postaci, okazuje się coś, co podporządkowane jest dość oczywistym zjawiskom, jakże tożsamym z naszą rzeczywistością. Przedstawiana opowieść rozgrywa się również wśród sytuacji, które dotyczą problemów rodzinnych oraz skrywania tragedii przed światem, celem utrzymywania dobrej opinii o bliskich, o własnym środowisku. Dotyczy to nie tylko tak małej jednostki społecznej, jaką jest rodzina, ale także znacznie szerszej – dobra ogółu. Zamordowane kobiety z organizacji ekologicznej, a także wszystko to, co za tym idzie (zarówno za tragicznie zmarłymi, jak i tymi, którzy taki wyrok wydali), niesie pewien wyraźny manifest czy raczej obraz – tego, jak gradacji i hierarchizowaniu ulegają rzeczy czy zjawiska, które nie powinny podlegać wartościowaniu. 

Autor tworzy skomplikowaną relację, która jest jednocześnie fundamentem kryminalnej intrygi, między sferami społecznie wysokimi (osobami decyzyjnymi, dzierżącymi władzę, dysponującymi rozległymi wpływami oraz niemałymi majątkami) i między tymi, którzy są pod wieloma względami mali. Pokazuje, jak niesprawiedliwość, pragnienie zemsty oraz gra interesów dotyka idei i osób relatywnie nieważnych, i jak, wbrew społecznej świadomości o tym, że wszyscy są równi (zarówno w świetle prawa, jak i relacji międzyludzkich), jedni potrafią wpływać czy decydować za drugich. To powieść kryminalna, która rozgrywa się w świetle takich wydarzeń i takich postaw, która przynosi tożsamą z powyższymi zależnościami panoramę. Umierasz i cię nie ma intryguje czytelnika i częstuje porządnie wykreowaną historią, przynoszącą spotkania z niejasnymi, tajemniczymi i groźnymi sytuacjami, które z jednej strony dotyczą sfery osób, które są nieuchwytne, które działają w tajemnicy, a z drugiej rozgrywają się wśród bohaterów niewpływowych, postawionych przeciw całemu mechanizmu rozgrywających się zdarzeń. Mariusz Ziomecki napisał kryminał nieoderwany od rzeczywistości i interesujący, zapewniający udział we frapującym dochodzeniu, przynoszącym przy tym pewną społeczną refleksję. 

4,5/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat

czwartek, 2 lutego 2017

289. Janina Lesiak "Dobrawa pisze cv"

Wśród książek, które traktujemy jako przepustkę do przeszłości, do świata na poły wybrzmiałego, znajduje się niemało pozycji, które oprócz zatopienia nas w tym, co minione, oferują znacznie więcej – głębokie przeżycie ukazywanej rzeczywistości i wydarzeń, które miały w niej miejsce. Książka Janiny Lesiak, Dobrawa pisze cv, to właśnie tego typu wydawnictwo – zajmuje się  tym, co obiektywne, czyli historycznymi wydarzeniami, a przy tym subiektywnymi odczuciami, wewnętrznym życiem tytułowej bohaterki.

Dobrawa  Przemyślidka, córka czeskiego księcia Bolesława Srogiego, żona Mieszka I, matka Bolesława Chrobrego oraz Świetosławy, to postać, która trwale zapisała się w pamięci potomnych. Średniowieczni kronikarze przypisali jej nakłonienie męża, księcia Polskiego z dynastii Piastów, do przyjęcia chrztu w 966, a jako władczyni została nazwana Matką Chrzestną Polaków. Wydała na świat pierwszego króla Polski oraz królową Szwecji i Dani. W książce Janiny Lesiak wydarzenia z życia Dobrawy, które dziś trudno jednoznacznie zinterpretować czy odczytać, ze względu na to, że są otoczone aurą tajemnicy, łączą się w jeden ciąg, przedstawiając taki obraz tej kobiety, który pozwala przyjrzeć się nie tylko temu, co mogła doświadczyć, ale przede wszystkim temu, co mogło mieć miejsce w jej wnętrzu – w psychice i w sercu. 

Dobrawa pisze cv nakłania czytelnika do tego, by zatrzymał się przy postaci Dobrawy, by powziął decyzję o próbie zrozumienia tej postaci oraz podjęciu refleksji związanej z jej życiem i znaczeniem. To książka, która stara się przybliżyć tak odległą czasowo osobę, nie tylko nakreślając ogólny przebieg zdarzeń, znany z kronik czy encyklopedii, ale przede wszystkim uzewnętrznić jej osobowość i przeżycia, a także wszystko to, co w odniesieniu do najogólniej rozumianej przeszłości mogło uchodzić za mniej ważne, znajdujące się poza zainteresowaniem spisujących czy analizujących historię. Janina Lesiak zajmuje się swą bohaterką tak, jakby nie pochodziła z odległej, nieco zakurzonej i zapomnianej epoki, a z rzeczywistości, którą dobrze znamy czy rozumiemy. Bo w tej książce wszystko to, co trudne, niejasne i oderwane od naszego pola poznawczego, jawi się klarownie i zrozumiale. Wynika to z postawy, którą przyjmuje autorka, i którą traktuje Dobrawę. Polega ona na takim podejściu, które odrzuca legendarność czy historyczność tejże postaci, czyni ją mniej mityczną i oderwaną, traktując tym, co dotyczy każdego z nas, a co odbierane jest przez podręczniki historycznym bohaterom – zrozumieniem i postrzeganiem przez pryzmat empatii i zrozumienia. Właśnie to, ten punkt wyjściowy, ta postawa, na której zbudowana jest cała opowieść, przynosi poruszający i intrygujący obraz Dobrawy, jako tej, która oprócz szeregu wydarzeń, mniej lub bardziej spektakularnych, doświadczyła wielu rozterek, smutków, radości, tęsknot czy niespełnionych pragnień, które przecież tak wielce – co znamienne dla nas wszystkich – determinują postępowanie. Autorka stara się zgłębić jej naturę oraz ukazać zależności między doświadczeniami, takimi jak rozstania, porody, rozłąki, a tym, jak ją zapamiętaliśmy. Kreśli obraz przepełniony smutkiem i dobrocią, granicznymi emocjami. Postrzega Dobrawę bez otoczki legendarności, ściągając ją z piedestału czy muzealnych gablot, i zauważa ją jako kobietę – córkę, matkę, żonę. 

Kobiece pojmowanie bohaterki jest znamienne dla książki Lesiak, stanowi właściwie główną oś prowadzonej opowieści oraz centralny punkt, na którym skupia uwagę czytelnik. Dobrawa pisze cv, oprócz kontekstów historycznych czy politycznych, przede wszystkim opowiada o wszystkich tych rolach, które odgrywała żona Mieszka I, a które bezpośrednio wynikały z jej płci i osobowości. To opowieść o kobiecie, która do swoich powinności (bycia matką tudzież żoną) podchodziła w sposób niezwykle staranny i odpowiedzialny, nie tylko wywiązując się z tego, wobec czego została lub sama się zobowiązała, ale pragnąc znacznie więcej. Jako kobieta doświadczyła i mocno przeżyła porody, a następnie tragiczne rozstania z dziećmi, o których nie tylko, co oczywiste, nie mogła zapomnieć, ale które nieustannie stanowiły powód jej rozterek i lęków. Sytuacje, które postawił przed nią los, wydarzenia, którym musiała stawić czoła, rozgrywały się zarówno poza nią, jak i w niej. Autorka rzetelnie i wyraźnie kreśli obraz kobiety zmartwionej, cierpiącej z powodu miłości i matczynych rozterek, która nie tylko pragnęła dobra dla swoich dzieci, ale również innych – w tym realizacji powinności, do jakich według niej została zobowiązana. Jako przykładna matka i żona dbała także o to, by niesione było słowo Boże, by powstawały kościoły i miały miejsca nawrócenia. Postawiony przed sobą cel realizowała skrupulatnie i rzetelnie, przynosząc tym wiele dobrego miejscu, w którym mieszkała. 

Dobrawa pisze cv to pozycja, która umożliwia zatopienie się w osobowości, przeżyciach oraz doświadczeniach, które dotyczyły Dobrawy, oraz we wszystkim tym, co determinuje postępowanie. To opowieść o niełatwym życiu i o kobiecości, a zatem o byciu matką, żoną oraz moralną przewodniczką narodu. To historia wymiernie poruszająca i intrygująca, przynosząca nie tylko refleksję nad postacią tytułowej bohaterki, ale również nad początkiem naszego kraju, dawnymi wydarzeniami oraz historią. Janina Lesiak napisała książkę, która pokazuje Dobrawę z perspektywy ludzkiej, duchowej, uwypuklając pewną prawdę: mimo upływu czasu, przeobrażeń i przemian, niezmienne zostaje w nas jedno – życie wewnętrzne oraz podatność na różnego rodzaju doświadczenia. 

6/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG.