sobota, 5 listopada 2016

278. Mona Eltahawy "Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie"

Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie – mówiąc kolokwialnie – uderza. Od pierwszych stron nieprzerwanie po ostatnie zdanie. Uderza, gdyż ukazując okrucieństwo i barbarzyństwo, jakie ma miejsce na Bliskim Wschodzie (przede wszystkim względem kobiet), przeczy temu wszystkiemu, co uważamy za fundamentalne i naturalne dla człowieka XXI wieku.

Recenzowana książka dobitnie uzmysławia czytelnikowi, jak daleko od humanitarności, poszanowania, wolności, równouprawnienia i wszystkiego tego, co zdaje się stanowić immanentną cechą ludzkiego istnienia, znajdują się społeczności, którymi zajmuje się autorka. To, co niniejsza pozycja przedstawia, zatrważa i budzi nie tyle oburzenie, ile absolutne przerażenie, świadomość niemożności pojęcia czy zrozumienia tego, co ma miejsce na Bliskim Wschodzie, w krajach, które podporządkowują kobietę mężczyźnie, których obywatele determinowani są przez prawa natury rzekomo boskiej. Trudno właściwie obrazowo wysłowić się, czyniąc konkluzję lub nakreślając główną myśl zjawiska, o którym traktuje Bunt, gdyż jest to wydawnictwo, które niezwykle szeroko i dogłębnie zajmuje się omawianym tematem, penetrując go z wielu stron. Mona Eltahawy przedstawia cały problem z kilku perspektyw. Przede wszystkim uwypukla ogólny obraz, obserwując ogół zjawiska, chwytając tym w ramy kulturowo-socjologiczne społeczną mentalność, powszechne obawy i przyzwyczajenia, a także stereotypy oraz tradycje. Na drugim torze, realizowanym równocześnie z pierwszym, nieustannie zajmuje się jednostkowymi doświadczeniami i refleksjami, przytaczając własne przemyślenia oraz obserwacje, lub relacje tudzież opinie innych – znajomych, uczonych, pisarzy, polityków. Ta wielowymiarowość narracyjna, kreśląca nie tylko szerszy obraz, ale umożliwiająca wypowiedzenie się większej rzeszy osób – zarówno tych, którym panująca sytuacja pasuje, jak i tych, którzy z wielu względów opowiadają się przeciw – niewątpliwie stanowi wielką zaletę omawianej książki, gdyż treść, którą odbiorca mógłby uznać za realizacje odmiennego kodu kulturowego, zostaje uzasadniona faktami i argumentami, co sprawia, że ewidentnie jawi się jako wyraz bestialskiego i niepodpartego sensowną ideologią prześladowania pewnej grupy społecznej.

Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie zdaje się nie tylko przedstawiać rzeczywisty obraz sytuacji kobiet w krajach, w których o ich prawach stanowią fanatycy posługujący się niezrozumiałym, konserwatywnym poglądem, nacechowanym uprzedzeniami i nieludzkimi ideami, ale przede wszystkim realizować założenia, które stoją u jej podstaw. Mona Eltahawy jako feministka zaangażowana w walkę o prawa kobiet w kulturze arabskiej podkreśla konieczność dyskusji i podejmowania różnego rodzaju decyzji, które mogą rzutować na realia. I ta książka, zgodnie z tym, o czym w niej pisze, przedstawiając obszary działań – różnego rodzaju protesty, organizacje, debaty, występy, postawy  – wielu środowisk zajmujących się działaniem na rzecz kobiet, pełni właśnie taką funkcję. Tak otwarte i niezakłamane mówienie o męskiej tyrani oraz niezawinionych cierpieniach i poniżaniach płci pięknej, o codzienności na Bliskim Wschodzie, nie tylko niesie ten zatrważający obraz w świat, co niewątpliwie jest już wartością samą w sobie (uświadamia bowiem szerokie społeczności), ale przede wszystkim zmusza opinię publiczną – zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną – do żarliwej dyskusji, zwracając uwagę na omawiane problemy. To istotne nie tylko dlatego, że kobiety, które doświadczają tak trudnej sytuacji, dostrzegają wybór, niełatwą alternatywę, ale dlatego, że pobudzona zostaje szersza, światowa dyskusja, co nie sprzyja milczeniu wielu organizacji i rządów, które – w co trudno uwierzyć – świadomie nie zabierają głosu w sprawie wiadomej, przekładając relacje gospodarcze nad humanitarność.

Książka Mony Eltahawy to pozycja, która w sposób brutalny i pełny ukazuje ogrom zjawiska, jakim jest uprzedmiotowienie, fizyczne wyzyskiwanie i nieludzkie traktowanie kobiet na Bliskim Wschodzie. Zjawisko to, o charakterze ciągłym, stanowi nie tylko niewymowne źródło cierpienia, poniżania i bólu ogromnej rzeszy kobiet na rozległym obszarze, ale również bezpośredni powód niezliczonych śmierci – zarówno tych, które wynikły z obrażeń fizycznych (związanych z obrzezaniem, przedwczesnym stosunkiem seksualnym, przemocą, gwałtem), jak i psychicznych. Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie jednoznacznie obrazuje, że sytuacja, w jakiej znajdują się kobiety z opisywanych obszarów, to nie kwestia kodu kulturowego, tradycji czy religii, które powinny zostać niezależne, niezmącone naszą ingerencją. Nie powinniśmy zezwalać na trwanie tej męskiej dominacji, niewątpliwej mizoginii, powołując się na wielokulturowość czy tolerancję. Nie sposób się na to powoływać, gdy dzieje się krzywda, gdy człowiekowi odbierane jest człowieczeństwo oraz wszystko to, co stanowi o nas, jako o istotach ludzkich. Nie powinniśmy na to zezwalać. Zarówno na to, co opisuje Mona Eltahawy, jak i na ciszę, którą traktujemy przedstawiane społeczności.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

1 komentarz:

  1. Pozostaje mi tylko zgodzić się z Twoją opinią. Książka Eltahawy jest wstrząsająca, bolesna i, co istotne, silnie zaangażowana : autorka nie bawi się w piękne zdania, eufemizmy. Wali prosto w twarz, prowokuje do działania, do wyrobienia sobie zdania. Mocna rzecz.

    OdpowiedzUsuń