środa, 16 listopada 2016

280. Tomasz Pospieszny "Zapomniany geniusz. Lise Meitner - pierwsza dama fizyki jądrowej"

Zapomniany geniusz. Lise Meitner - pierwsza dama fizyki jądrowej to biografia niezwykła. Muszę o tym wspomnieć na wstępie, bez żadnych szerszych zapowiedzi, gdyż to stwierdzenie, obecne we mnie już podczas lektury, najpełniej oddaje jej naturę. To książka genialna nie tylko dlatego, że przedstawia losy genialnej kobiety, ale również ze względu na niemałe umiejętności autora, który z wielu faktów, wydarzeń i zjawisk, jakie miały miejsce zarówno bezpośrednio w życiu bohaterki, jak i w czasach, w których żyła, tworzy klarowny, jednolity, choć wielowymiarowy, portret. Portret, który intryguje, wzrusza, wzbudza wzburzenie, żal i współczucie, a równocześnie niezmierzoną motywację. Wynika to przede wszystkim z wyraźnego obrazu, jaki następuje podczas czytania książki Tomasza Pospiesznego. Mam na myśli ukazanie Lise Meitner jako tej, która nieustannie i nieustępliwie, wbrew przeciwieństwom, konwenansom oraz różnego rodzaju  trudom, którymi była traktowana zarówno przez środowisko naukowe, jak i ogół społeczeństwa i wydarzenia historycznie, dążyła do postawionych sobie zadań. Nie zwątpiła bowiem w wartość nauki, we własną celowość i znaczenie, na przekór brnęła w to, co odbierała zarówno jako własną pasję i rolę, jak i swoistą powinność. Ten intrygujący portret przemagania niemożności oraz uczciwej – co należy podkreślić wielkimi literami – walki, jawi się czytelnikowi jako ewidentna realizacja myśli, jakoby wszystko było możliwe, jeśli pragnienie podparte jest rzetelnym działaniem i staraniami. 

To, co zajmuje autora, to nie tylko ogrom pracy, która właściwie zdeterminowała i ułożyła życie Meitner, ale również wszelki odbiór na jej działania. Gdy świat zachwycał się wynikami badań i przełomowymi odkryciami, za którymi stał zespół naukowy, w którego skład wchodziła bohaterka Pospiesznego, środowisko naukowe oraz różnego rodzaju komisje, będące decyzyjne wobec przyznawania prestiżowych i znaczących nagród, wyrażało nie tylko nieufność względem Meitner, ale wyraźną ignorancję i pogardliwość. Czasy, w których żyła, nie tylko zostały naznaczone straszliwymi wojnami – które stanowią znaczący okres w życiu uczonej – ale również krzywdzącą pozycją kobiet, które zostały podporządkowane mężczyznom oraz wyrzucone przez nich ze wszystkich ważnych obszarów. Tak więc austriacka badaczka, mimo wielkiej, przeogromnej inteligencji, wiedzy oraz zdolności, wbrew sukcesom, które odnosiła na płaszczyźnie odkryć i spostrzeżeń, nieustannie bywała spychana poza główny nurt nauki, co realizowało się nie tylko jako niechętne uznawanie wyników jej prac, ale głównie jako wyalienowanie z najbardziej widocznej części tego środowiska, a mianowicie z różnego rodzaju elit oraz miejsc, w których naukowcy bywali doceniani – ze społeczności akademickich oraz wąskich tytułowanych odpowiednimi nagrodami grup. Mimo celowemu nietraktowaniu Meitner jako osoby wybitnej, znaczącej dla świata nauki, mimo nierównemu postrzeganiu jej dorobku przez pryzmat ogólnego stanu nauki tamtych lat, kariera badaczki nabierała rozpędu, a znaczenie jej osoby rosło z roku na rok. Owocowało to nie tylko szerszym uznaniem, ale również przełamywaniem pewnych stereotypów – uchodzących dotąd za dogmaty, za święte racje. 

Książka Pospiesznego to w równym stopniu obraz kobiety, która pokonuje różnego rodzaju bariery, udowadniając tym własną wartość oraz wartość własnej pracy, co obraz osoby, która na wielu polach poniosła swoistą porażkę. Hitlerowska polityka kraju, z którym związała znaczną część naukowego życia, nie oszczędziła samej badaczki. Prześladowana za żydowskie pochodzenie, w obawie o własne bezpieczeństwo, musiała przymusowo wyemigrować, odcinając się tym nie tylko od dotychczasowych kompanów nauki, ale również od niej samej. Przebywając na wygnaniu, doświadczyła głębokiej depresji, wynikającej z braku możliwości przeprowadzania badań, realizacji tego, co dotąd stanowiło o jej istnieniu – naukowych poszukiwań oraz rozstrzygnięć. Korespondencja, jaką wówczas prowadziła, a także obserwacja jej losów i poczynań, ewidentnie ukazują, jak istotna  była dla Meitner fizyka. Jej brak, a także nieobecność w środowisku, o przynależność do którego tak intensywnie walczyła, pozostawił na bohaterce książki niemałe piętno. Równie smutno, co obraz cierpienia na wygnaniu, jawią się wydarzenia związane ze zrozumieniem zjawiska rozszczepiania jądra atomowego, które zostało przypisane wyłącznie wieloletniemu przyjacielowi i współpracownikowi badaczki, mimo jej ogromnego współudziału. 

Zapomniany geniusz. Lise Meitner - pierwsza dama fizyki jądrowej to książka smutna i wymowna. Ukazuje czytelnikowi niewątpliwie intrygujące losy wybitnej austriackiej uczonej, naznaczone z jednej strony smutkiem i niesprawiedliwością, która wynikała z prześladowań i społecznych przekonań, a z drugiej strony wielką radością i pięknem, które realizowało się za sprawą ogromnej pasji i naukowych sukcesów. To biografia, która w pełni pokazuje, jakim geniuszem, a przy tym pokornym, moralnym człowiekiem, była Lise Meitner, dla której nawet najokrutniejsze czasy nie były powodem do porzucenia fizyki, do odejścia od celów i marzeń. To pozycja, która kreśli wielowarstwowy portret pierwszej damy fizyki jądrowej, ukazujący zarówno życie naukowe, jak i prywatne. Wydawnictwo niewątpliwie godne polecenia. 

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 13 listopada 2016

279. Rosario Gomez Alfonso "Opowieści z duszą"

Opowieści z duszą to zbiór historii, które zdają się stanowić nie tyle komplet tekstów do przeczytania, ile źródło natchnienia i początek drogi, którą czytelnik może podążać, by odkryć to, co ważne, by naznaczyć własne życie szlachetnością. Brzmi to dość patetycznie, jednak takie jest zadanie tej książki – co potwierdza m.in.opis wydawnictwa. Co więcej, różnorakie reakcje odbiorców zdają się to potwierdzać.

Owszem, można doszukać się wielu źródeł inspiracji i ewidentnych postaw, które winny jawić się nam, poszukującym odpowiedzi na egzystencjalne pytania, jako wzorcowe, jednak dość często – o czym należy wspomnieć – można odnieść wrażenie, że przedstawiane opowieści nie tylko nie determinują niczego szlachetnego, ale przede wszystkim zawodzą. Zawodzą płytkością, powierzchownością, przewidywalnością i rzekomo moralizatorskim brzmieniem, które tak naprawdę nie jest w stanie zebrać żadnych owoców. Wynika to głównie z tego, że teksty, które proponuje Rosario Gomez Alfonso, dość często brzmią niezwykle infantylnie, zupełnie nieadekwatnie do wymagań odbiorcy. Bo o ile w wielu opowieściach można dostrzec kunsztowność literacką, ciekawy zamysł, intrygujące przesłanie i zdolność do zwrócenia uwagi odbiorcy na konkretne zjawisko czy postawę, o tyle w wielu z nich uwypukla się wyłącznie jakkolwiek rozumiana powierzchowność – zarówno na płaszczyźnie struktury tekstu, jak i jego relacji z czytelnikiem. Kuriozalność niektórych opowieści realizuje się właśnie na tej płaszczyźnie, gdyż albo przedstawiają coś, co jest oczywiste i wręcz powszechne, albo coś, co nie niesie za sobą żadnej wartości poznawczej. Można jednak dyskutować, podkreślając, że jest to relatywne, że dla każdego odbiorcy co innego może być odkrywcze, jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że niektóre z przytaczanych utworów traktują o takich oczywistościach, o których właściwie nie da się nie wiedzieć, żyjąc w naszej cywilizacji, w naszej kulturze.

Nie jest jednak tak, że Opowieści z duszą to książka, którą zupełnie nie warto się zainteresować. Bynajmniej. Zawiera bowiem wiele tekstów, które rzeczywiście otwierają oczy, mają wartości kształtujące, zmuszają czytelnika do refleksji. Jednym z takich utworów jest Połówka koca, wstrząsająco spuentowana historia o tym, jak odtrącamy naszych rodziców, ludzi starszych, brutalnie spychając ich na margines życia, pozbawiając opieki i bliskości, skazując tym samych siebie – paradoksalnie – na taki sam los. Właśnie taki zabieg, wymowna i porażająca przekazem puenta, to znamienny sposób na budowanie nie tylko obrazów, ale całych tekstów, które proponuje czytelnikowi recenzowana książka. Zakłada bowiem jako punkt wyjścia przedstawianie lapidarnych, nieskomplikowanych fabularnie czy opisowo historii, o dość uniwersalnym przekazie, podsumowanych esencjonalną mądrością, konkluzją lub morałem. To zabieg zdecydowanie prosty, jednak ze względu na swą oczywistość, z całą pewnością mocno wpływa na odbiorcę, a także umożliwia szersze dotarcie – do różnorakiego grona czytelników. 

Rosario Gomez Alfonso przedstawiając zebrane opowieści, decyduje się jednak na coś, co zdecydowanie budzi mój sprzeciw. Dostawia bowiem do wielu tekstów różnego rodzaju komentarze, dłuższe lub krótsze, omawiające przesłanie utworu. Tak więc, przy tak prostych konstrukcjach, jakimi są zebrane opowiastki, o tak widocznym i klarownym morale, doświadczamy niezrozumiałego i zupełnie niepotrzebnego streszczenia, dziwacznej próby powtórzenia tematu, albo – w gorszym wypadku – wyrazu założenia, że czytelnik mógł nie zrozumieć tego, co jest istotą konkretnego tekstu. Nawet jeśli takie założenie nie zostało przyjęte, a wspominane "dodatki" mają jedynie na celu uwypuklenie przekazu, należy spostrzec, że mogą mocno zawężać znaczenie, jakie wyłuska z nich odbiorca, narzucając mu odmienne. Opowieści z duszą to mimo to książka, która rzeczywiście wypełnia swoje zadanie, gdyż zwraca uwagę odbiorcy na konkretne zjawiska i problemy. Dzięki swej uniwersalności, zawieszeniu poza przestrzenią i czasem, możliwa jest lektura w każdej sytuacji, przez każdego, niezależnie od kontekstu i wieku (opowieści te nadadzą się bowiem zarówno dla dzieci, jako sposób przekazywania wartości, jak i dla starszych).

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 5 listopada 2016

278. Mona Eltahawy "Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie"

Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie – mówiąc kolokwialnie – uderza. Od pierwszych stron nieprzerwanie po ostatnie zdanie. Uderza, gdyż ukazując okrucieństwo i barbarzyństwo, jakie ma miejsce na Bliskim Wschodzie (przede wszystkim względem kobiet), przeczy temu wszystkiemu, co uważamy za fundamentalne i naturalne dla człowieka XXI wieku.

Recenzowana książka dobitnie uzmysławia czytelnikowi, jak daleko od humanitarności, poszanowania, wolności, równouprawnienia i wszystkiego tego, co zdaje się stanowić immanentną cechą ludzkiego istnienia, znajdują się społeczności, którymi zajmuje się autorka. To, co niniejsza pozycja przedstawia, zatrważa i budzi nie tyle oburzenie, ile absolutne przerażenie, świadomość niemożności pojęcia czy zrozumienia tego, co ma miejsce na Bliskim Wschodzie, w krajach, które podporządkowują kobietę mężczyźnie, których obywatele determinowani są przez prawa natury rzekomo boskiej. Trudno właściwie obrazowo wysłowić się, czyniąc konkluzję lub nakreślając główną myśl zjawiska, o którym traktuje Bunt, gdyż jest to wydawnictwo, które niezwykle szeroko i dogłębnie zajmuje się omawianym tematem, penetrując go z wielu stron. Mona Eltahawy przedstawia cały problem z kilku perspektyw. Przede wszystkim uwypukla ogólny obraz, obserwując ogół zjawiska, chwytając tym w ramy kulturowo-socjologiczne społeczną mentalność, powszechne obawy i przyzwyczajenia, a także stereotypy oraz tradycje. Na drugim torze, realizowanym równocześnie z pierwszym, nieustannie zajmuje się jednostkowymi doświadczeniami i refleksjami, przytaczając własne przemyślenia oraz obserwacje, lub relacje tudzież opinie innych – znajomych, uczonych, pisarzy, polityków. Ta wielowymiarowość narracyjna, kreśląca nie tylko szerszy obraz, ale umożliwiająca wypowiedzenie się większej rzeszy osób – zarówno tych, którym panująca sytuacja pasuje, jak i tych, którzy z wielu względów opowiadają się przeciw – niewątpliwie stanowi wielką zaletę omawianej książki, gdyż treść, którą odbiorca mógłby uznać za realizacje odmiennego kodu kulturowego, zostaje uzasadniona faktami i argumentami, co sprawia, że ewidentnie jawi się jako wyraz bestialskiego i niepodpartego sensowną ideologią prześladowania pewnej grupy społecznej.

Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie zdaje się nie tylko przedstawiać rzeczywisty obraz sytuacji kobiet w krajach, w których o ich prawach stanowią fanatycy posługujący się niezrozumiałym, konserwatywnym poglądem, nacechowanym uprzedzeniami i nieludzkimi ideami, ale przede wszystkim realizować założenia, które stoją u jej podstaw. Mona Eltahawy jako feministka zaangażowana w walkę o prawa kobiet w kulturze arabskiej podkreśla konieczność dyskusji i podejmowania różnego rodzaju decyzji, które mogą rzutować na realia. I ta książka, zgodnie z tym, o czym w niej pisze, przedstawiając obszary działań – różnego rodzaju protesty, organizacje, debaty, występy, postawy  – wielu środowisk zajmujących się działaniem na rzecz kobiet, pełni właśnie taką funkcję. Tak otwarte i niezakłamane mówienie o męskiej tyrani oraz niezawinionych cierpieniach i poniżaniach płci pięknej, o codzienności na Bliskim Wschodzie, nie tylko niesie ten zatrważający obraz w świat, co niewątpliwie jest już wartością samą w sobie (uświadamia bowiem szerokie społeczności), ale przede wszystkim zmusza opinię publiczną – zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną – do żarliwej dyskusji, zwracając uwagę na omawiane problemy. To istotne nie tylko dlatego, że kobiety, które doświadczają tak trudnej sytuacji, dostrzegają wybór, niełatwą alternatywę, ale dlatego, że pobudzona zostaje szersza, światowa dyskusja, co nie sprzyja milczeniu wielu organizacji i rządów, które – w co trudno uwierzyć – świadomie nie zabierają głosu w sprawie wiadomej, przekładając relacje gospodarcze nad humanitarność.

Książka Mony Eltahawy to pozycja, która w sposób brutalny i pełny ukazuje ogrom zjawiska, jakim jest uprzedmiotowienie, fizyczne wyzyskiwanie i nieludzkie traktowanie kobiet na Bliskim Wschodzie. Zjawisko to, o charakterze ciągłym, stanowi nie tylko niewymowne źródło cierpienia, poniżania i bólu ogromnej rzeszy kobiet na rozległym obszarze, ale również bezpośredni powód niezliczonych śmierci – zarówno tych, które wynikły z obrażeń fizycznych (związanych z obrzezaniem, przedwczesnym stosunkiem seksualnym, przemocą, gwałtem), jak i psychicznych. Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie jednoznacznie obrazuje, że sytuacja, w jakiej znajdują się kobiety z opisywanych obszarów, to nie kwestia kodu kulturowego, tradycji czy religii, które powinny zostać niezależne, niezmącone naszą ingerencją. Nie powinniśmy zezwalać na trwanie tej męskiej dominacji, niewątpliwej mizoginii, powołując się na wielokulturowość czy tolerancję. Nie sposób się na to powoływać, gdy dzieje się krzywda, gdy człowiekowi odbierane jest człowieczeństwo oraz wszystko to, co stanowi o nas, jako o istotach ludzkich. Nie powinniśmy na to zezwalać. Zarówno na to, co opisuje Mona Eltahawy, jak i na ciszę, którą traktujemy przedstawiane społeczności.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 2 listopada 2016

277. Maria Stepan "Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć"

Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć to reportaż szczególny, możliwy do odczytu na niezwykle piorunującej i naznaczającej płaszczyźnie, związanej z taką perspektywą i takimi wartościami, które czynią tę relację zapisem czegoś, co jawi się jako nadrzędne, nieuchwytne. Maria Stepan opisuje wydarzenia na Ukrainie, którymi nie tak dawno wszyscy żyliśmy, prezentując takie perspektywy i punkty wyjścia, które nie tylko wydają się warte poznania, ale przede wszystkim odkrywcze. Ukazują bowiem prawdę o tym, co ze względu na odmienne relacje i niejasności, wydawać się może zagmatwane. 

Sytuacje, które rozegrały się na Ukrainie, które mają swoje źródło w wielu zjawiskach, a fizycznie nabrały masy na Majdanie, stanowią punkt centralny opowieści Marii Stepan. Opowieści, która przytacza wszystkie te trudne dla ukraińskiego narodu wydarzenia, podlane krwią, bezwzględną miłością i oddaniem.  Bo opisy i relacje, które popełnia autorka, związane są z trudami i wyzwaniami, które zostały postawione przed naszym wschodnim sąsiadem, w związku z walką o postęp, rozwój i przynależność do lepszego świata, a następnie o suwerenność, niezależność i wierność ideałom. Bohaterowie, których prezentuje, a także postawy, które wyłaniają się z obserwacji wielu konkretnych postaci, zdają się wyrażać ducha tego narodu, skonfrontowanego z niełatwą, najgorszą z możliwych sytuacji – z wojną. Obserwując to, w co został uwikłany ten naród, Stepan prezentuje czytelnikowi przejmujące historie, które zdają się potwierdzać słuszność walki o pryncypia, udowadniając tym, że Ukraina to kraj silny, pełny woli walki i szlachetny. To książka, w której realia kreślą niewymowny obraz cierpienia, naznaczony patriotyzmem i przynależnością.

Marii Stepan udało się oddać coś, bez czego ta pozycja w moim przekonaniu nie miałaby sensu. Pisząc o wydarzeniach, w których uczestniczyła, które zmieniły bieg historii, opisując spotkania, w których uczestniczyła, obserwując to, co miało miejsce w tym straszliwym czasie, uwypukliła charakterystyczność, immanentność, nastrój – jądro sytuacji, które dotknęły ukraiński naród. Sportretowała wzajemną relację między tym, co spotkało ogół, a mianowicie wszelkie zmiany polityczno-ideologiczne, społeczne zrywy i ich konsekwencje, a tym, co związane z jednostką – odbiorem dziejących się wydarzeń, oceną następujących po sobie sytuacji, nastawieniem oraz oczekiwaniami i  nadziejami. Autorka buduje kreowany przez siebie obraz na jednostkowych relacjach i postawach, podpartych dość obiektywną i neutralną pod względem narracyjnym panoramą. Kreśli perspektywę, składającą się ze swoistych impresji, urywków doświadczeń, emocji oraz relacji, nieustannie mając na pierwszym planie człowieka. Człowieka, który walczy i w swej nieugiętości stawia ojczyznę oraz honor ponad własne życie, a równocześnie tego, który naznaczony wszystkimi słabościami, wyraża skruchę i wielkie przerażenie wobec ogromu cierpienia i niepojętej niemożności. Tą dwutorowością buduje nastrój omawianego zjawiska, pokazując, jak wielce determinuje i wpływa takie doświadczenie, jak wojna. Z jednej strony wyzwala wszystko, co szlachetne, nastawiając na postawę tyrtejską, wyprutą z wątpliwości, a z drugiej wyciąga wszystkie lęki i obarcza strachem, czyniąc człowieka bezbronnym – zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i mentalnej. 

Człowiek to człowiek, a śmierć to śmierć oprócz obrazów walki oraz patriotyzmu, ukazuje przede wszystkim moralny, filozoficzny aspekt wydarzeń, w których pogrążyła się Ukraina. Maria Stepan przejrzyście pisze o zbiorowym i jednostkowym poczuciu klęski, o poczuciu konieczności walki, o nadrzędnych wobec życia wartościach, o niezrozumieniu i współczuciu, które nie jest współmierne dla wszystkich. Kontrastując sytuacje, które rozegrały się w zbliżonym czasie, a które miały miejsce w Paryżu i na Ukrainie, brutalnie ukazuje rozbieżność w postrzeganiu rozmiaru cierpienia i utożsamianiu się z bólem. Z jednej strony mamy ogrom niezrozumienia i medialnego odzewu, z drugiej lapidarne współczucie, nieidące w parze ze zbiorowym żalem. To nieprawdopodobne, niezrozumiałe – jak pisze sama autorka – zjawisko, zdaje się mówić wiele o nas samych. Wiele, niestety złego – świadczącego o tym, że jednych stawiamy ponad drugich; że jedne ofiary są dla nas ważniejsze, niż inne. Tak jakby człowiek mógł mieć mniejszą lub większą wartość. Niepojęte. 

W recenzowanym reportażu mieszają się nie tylko postawy, dobro i zło, walko o coś i walka przeciw czemuś, ale także poziomy dojrzałości, świadomości, cele i wartości, które kierują ludźmi. Dzięki szerokiej panoramie obserwacyjnej czytelnik zatapia się w problemie całkowicie, dostrzegając rozmaite rozdźwięki i podobieństwa, oraz różnice w postrzeganiu tego samego problemu przez osoby, które żyją w tym samym miejscu, w takich samych warunkach. To frapujące, ale idealnie obrazuje, jak różni potrafią być ci, którzy uchodzą za jedność, jak wiele stanowi o nas jednostkowa historia, więzi rodzinne czy poczucie przynależności. To opowieść o ludziach, którzy postanowili stanowić o miejscu, w którym żyją, którzy sprzeciwili się uciskowi oraz niesprawiedliwości. To historia tych, którzy rozpoczęli drogę do lepszego jutra, do wolności, do uczestnictwa w lepszym świecie. To obraz krwawy i przerażający, wyodrębniający jako nadrzędną wartość ojczyznę. Książka dla tych, którzy pragną zrozumieć, czym tak naprawdę jest współczesna Ukraina, a także dla tych, którym nie jest obojętne to, co dzieje się dookoła. 

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.