niedziela, 30 października 2016

276. Adam Brookes "Wojny szpiegów"

Adam Brookes napisał książkę o szpiegach i szpiegostwie. Jego bohater, Mangan, ukrywający się w Afryce Wschodniej, staje się sercem niebezpiecznych i niebywałych wydarzeń, dziejących się na niewidocznej dla ogółu arenie międzynarodowej. Zostając wplątanym w coś, co zdaje się przeczyć wszelkiej moralności i zasadom, postanawia dowieść prawdy.

W Wojnie szpiegów następuje wszystko to, czego może oczekiwać czytelnik od tego gatunku. To powieść napisana z rozmachem, oferująca historię, w której dzieje się dość dużo nie tylko na płaszczyźnie akcji, ale również struktury. Należy bowiem podkreślić, że Adam Brookes wybrał taki sposób obrazowania, który jest utkany z bardzo wielu elementów, wielu perspektyw, pozornie niezwiązanych, wzajemnie obcych. Obserwujemy wielu bohaterów, żyjących w różnych częściach świata, prowadzących różne, nierzadko kontrastujące ze sobą, życia, charakteryzujące się rozmaitymi wartościami i planami. Jednak, co stopniowo i nieśpiesznie następuje, wszystkie te perspektywy konsolidują się, tworząc niezwykle szeroki obraz świata, złożonego – co zostało osiągnięte dzięki wielu punktom wyjścia – z różnych barw, z różnych aspiracji i postaci. Ta integralność poszczególnych elementów, a także potoczystość w zespalaniu się tych składników ostatecznego rozwiązania, otoczona jest swoistym poczuciem enigmatyczności, co sprawia, że nastawienie czytelnika koresponduje z tym, o czym traktuje powieść. Mamy bowiem do czynienia z utworem, który opowiada o szpiegach, o siatce szpiegowskiej i tajnych operacjach, a sam czytający zaś, poznając historię, kolejne wątki, próbuje złączyć nawarstwiające się obrazy, wyglądając klucza, jakiejś definicji. Te poszukiwania, naznaczone ciągłym obcowaniem z tajemnicą, rodzi poczucie szpiegowania – zarówno tego, które prowadzą bohaterowie książki, jak i tego, które samoistnie – za sprawą wyglądania związków przyczynowo-skutkowych – uskutecznia odbiorca. 

To, co w dużej mierze stanowi o dobrym odbiorze recenzowanej powieści, to jej bogactwo fabularne. Adam Brookes proponuje historię, którą realizuje na wielu polach. Prowadzi swoich bohaterów nie tylko przez mrożące krew w żyłach wydarzenia, ale również rozmaite, niekiedy dość niespodziewane, miejsca. Akcja tej powieści – i bynajmniej nie jest to przesadzone – jawi się jako gęsta, szalenie intensywna. Wynika to przede wszystkim z mnogości zdarzeń i sytuacji, w których odnaleźć muszą się bohaterowie. Zostają porywani, przetrzymywani, bici, uwikłani w niebezpieczne znajomości oraz relacje, doznają krzywd i zmagają się z takimi okolicznościami, które wydają się tragiczne oraz graniczne. Wrażenie potęguje tło wydarzeń, a mianowicie społeczności, które bezpośrednio dotyka Wojna szpiegów. Wszystko, co ma miejsce w utworze, dotyczy elit, ludzi decyzyjnych, sprawujących władzę. To, w co uwikłał się główny bohater, wpływa nierzadko na losy całych narodów. Nawet więcej. Gra toczy się o sytuację gospodarczą i polityczną świata – wszystkich rynków ekonomicznych oraz poczucia bezpieczeństwa rzeszy ludzi. Walka o to, by spełnić własne cele i ambicje, by osiągnąć zyski i wielkie wpływy, a także kontratak, próba obrony dotychczasowego ładu, jawią się jako kanwa utworu. Jak wspominałem, oprócz wielu sytuacji i niezliczonych postaci, które przewijają się przez karty powieści, Wojny szpiegów zachwycają wachlarzem miejsc, w których rozgrywają się wydarzenia. To nie tylko podróże, ucieczki, pościgi i poszukiwania na terytorium poszczególnych krajów, ale przede wszystkim przenoszenie się akcji – oczywiście wraz z bohaterami, uwagą czytelnika – z kontynentu na kontynent. Azja, Europa, Afryka – we wszystkich tych rejonach mają miejsce istotne dla fabuły rozgrywki, a każde z tych miejsc – co stanowi niebywałą zaletę recenzowanej powieści – zostaje ukazane należycie. Relacje bohaterów z poszczególnymi krajami i obszarami, a także mieszkańcami oraz lokalnymi sytuacjami polityczno-gospodarczymi, oddają klimat i indywidualność tych lokalizacji.

Powieść Wojna szpiegów to pozycja, która niewątpliwie przypadnie do gustu czytelnikom, którzy przepadają za wątkami szpiegowskimi, pościgami, tajemnicami oraz gęstą akcją. Adam Brookes napisał książkę, która intryguje, od której trudno się oderwać. Czyta się ją w napięciu, w przekonaniu, że wykreowany świat jest rzeczywisty, że opowiedziana historia z całą pewnością się rozegrała. To utwór o imponującej strukturze, bardzo sprawnie i ciekawie napisany. Bohaterowie, miejsca akcji, fabuła, rozwój wydarzeń oraz sposób przedstawienia, wszystko to wskazuje na niebywały kunszt literacki autora, na nieograniczoną umiejętność panowania nad generowaniem opowieści. To pozycja, którą śmiało mogę polecić miłośnikom gatunku. Nie zawiedziecie się.

5/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza.

poniedziałek, 24 października 2016

275. Piotr Kitrasiewicz "Jego ekscelencja na herbatce z Göringiem"

Powieści historyczne to taki twór, który przez lata napawał mnie strachem. Nie przed konfrontacją z wydarzeniami ubiegłymi, nie z nimi w istocie, ale przed zderzeniem się z natłokiem dat, opowieści i faktów, które mnie, jako laika tej dziedziny, niechybnie mogłyby przytłoczyć. Jego ekscelencja na herbatce z Göringiem to książka, która reprezentuje ten gatunek, prezentuje jednak czytelnikowi historię podaną w sposób ciekawy, realizujący się jakże daleko od tego, co stanowiło moją obawę.

Bohaterowie Piotra Kitrasiewicza to postacie historyczne, a wydarzenia, w których biorą udział, to sytuacje, które miały miejsce. Akcja powieści toczy się przed II wojną światową, zmierzając czasowo właśnie do niej. Kanwą utworu jest dyplomacja na linii Rzeczypospolitej oraz Trzeciej Rzeszy, ukazana przede wszystkim przez pryzmat głównego bohatera, Józefa Becka.

To, co stanowi największą zaletę powieści Piotra Kitrasiewicza, to niezwykle klarownie i plastycznie odmalowane realia, a także klimat i nastroje, które stanowią o czasie, w którym rozgrywa się akcja utworu. To niesamowite, z jaką precyzją autor osadza swoich bohaterów w realiach historycznych, jak płynnie panuje nad atmosferą i myślami, tworząc nie tylko wymownie ukazaną panoramę okresu przed II wojną światową, ale także obrazując rozmaite prądy ideologiczno-kulturowe, charakterystyczne dla przedstawianych lat. Należy podkreślić, bo to niewątpliwie najznamienitsza cecha tego utworu, że to, co zostaje ukazane, jawi się czytelnikowi nie tylko jako obraz do przyswojenia, który staje się poznawany poprzez uważną lekturę, ale przede wszystkim jako nastrój, w którym może uczestniczyć. Wynika to przede wszystkim z wewnętrznego usadowienia czytającego, który obserwuje wykreowaną rzeczywistość równocześnie z samego środka, jądra wydarzeń, jak i pozycji nieco zewnętrznej. Realizuje się to dwojako, gdyż mamy do czynienia zarówno z orientowaniem się w tym, co  ma miejsce, przez głównego bohatera, jak i z informacjami, którego dochodzą do niego z zupełnie innych stron. Dość często ma miejsce niemały dysonans, a wszelkie kontrasty oraz złudy, które nieustannie musi konfrontować postać Kitrasiewicza, zdają się stanowić klucz interpretacyjny powieści.

Poczucie złudy, o którym wspomniałem, a także enigmatyczność, nadzieja oraz celowe niedostrzeganie pewnych faktów, swoiste generowanie własnej wizji rzeczywistości, to istotne elementy Jego ekscelencji na herbatce z Göringiem, swoiste punkty zaczepienia przy odczytywaniu tego utworu. Cała otoczka, która następuje wobec jądra historii (nieubłaganie zbliżającego się wybuchu II wojny światowej, zaatakowania ojczyzny bohatera), buduje w czytelniku taki stan emocjonalny oraz tak specyficzne i mocno obecne nastawienie, że nie sposób przerwać lektury, zapominając o toku dziejących się wydarzeń. Ta niewątpliwie cecha wielkich pisarzy, książek, które przechodzą w pamięć, obecna jest również w tym utworze. Mam na myśli integralność akcji z poczuciem czytelnika, jego stanem ducha. Piotr Kitrasiewicz zapraszając czytającego do rzeczywistości, którą opisuje, jednocześnie zaprasza go do świata, który przez intensywność, sugestywność i plastyczność obrazu, jaki przedstawia, na czas lektury staje się światem odbiorcy. Wszystko, czego doświadczają bohaterowie, zaczynając od konkretnych wydarzeń i obecności w czymś nieuchwytnym (m.in. w klimacie, nastroju, ideach), kończąc na tragediach, które ponoszą, udziela się czytającemu, wielce zaabsorbowanemu tym, w czym uczestniczy.

Istotna jest również struktura powieści, stanowiąca warkocz utkany z dwóch płaszczyzn: kulturowej i historycznej. W ogóle, co należy podkreślić, autor w sposób szczególny podchodzi do kreowania rzeczywistości, gdyż niemal wszystko, co przedstawia, ukazuje w dwojaki sposób. Racje jednych przeplatają się z racjami drugich, prawdy obiektywne z subiektywnymi, nadzieje z faktami, argumenty z kontrargumentami, prawda z kłamstwem, obietnice z rzeczywistością. Dzięki temu powieść postępuje w tajemnicy, prowadząc czytającego ku prawdzie, ku pełnemu rozwiązaniu, przez niejasności oraz wybiegi. Niewątpliwie buduje to nastrój nie tyle grozy, ile przekonania, że coś z pewnością nastąpi, coś granicznego, jednak – mimo wiedzy historycznej, choćby minimalnej – trudnego do zdefiniowania. Wracając do dwutorowości percepcyjnej, akcja powieści toczy się właściwie na tych dwóch wspomnianych polach (kultury i wydarzeń historycznych). Zostały niebywale splecione przez autora, umożliwiając tym poznawanie opisywanego okresu przez fakty obiektywne (agresje zbrojne, dyplomację, politykę), jak i nieuchwytne nastroje, takie jak niewypowiedziane obawy, niezdefiniowane przeczucia oraz stany społeczne. Spory wyraz tej drugiej płaszczyzny realizowany jest przez kulturę i jej relację z ludnością, z naciskiem na sferę niemiecką. Daje to – ten dualny obraz świata – czytelnikowi szersze pole poznawcze, zapewniające nie tylko większą biegłość w rozumowaniu ukazywanego świata, ale także silniejszą obecność w "duszy" powieści – w klimacie oraz nastroju.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG.

wtorek, 4 października 2016

274. Karen Foxlee "Sukienka w kolorze nocnego nieba"

Karen Foxlee przyzwyczaiła mnie do swojej specyficznej narracji poprzednią powieścią, wielokrotnie nagradzaną Kruchością skrzydeł. Tym razem zaprasza czytelnika do rzeczywistości nieco podobnej, również opowiadającej o relacjach – w tym ponownie rodzinnych – jednak realizującej się na inny sposób: we wspomnianym utworze świat bohaterów, typowej rodziny, rozlatywał się, w tym zaś, w Sukience w kolorze nocnego nieba, zdaje się zlepiać – z wielu mniejszych, na pozór kontrastujących ze sobą. 

Losy głównej bohaterki, dorastającej Rose Lovell, to historia na pozór powierzchowna, raczej typowa, dość oczywista. Przynajmniej ta, z którą przybywa do nowego, kolejnego w ciągu ostatnich lat, miasteczka. Wychowuje ją ojciec, zmagający się z alkoholizmem. Jej matka nie żyje, przez co wpływ, jaki determinuje postawę dziewczynki, wynika głównie z nierozgarniętego, enigmatycznego rodziciela. Po przeprowadzeniu się do nowego miejsca zamieszkania, bohaterka trafia do nowej szkoły, w której nawiązuje relację z jedną z uczennic. Postacie szybko się integrują, czemu niewątpliwie sprzyja wyglądane przez wszystkich wydarzenie, poprzedzane prowadzonymi już licznymi przygotowaniami oraz staraniami – coroczna parada dożynkowa. By móc w niej uczestniczyć, Rose – za namową koleżanki – udaje się do Edie Baker, z którą przygotowuje suknię. Suknię o kolorze nocnego nieba. 

Powieść Karen Foxlee to książka, którą czyta się w poczuciu tajemnicy. To właśnie ta enigmatyczność sprawia, że Sukienka w kolorze nocnego nieba jawi się czytelnikowi jako magiczna, intrygująca opowieść, ukazująca świat niebywały i pociągający na różnych polach. Z jednej strony przykuwa uwagę historią, która się w nim rozgrywa – niejasnymi poczynaniami, tajemniczo postępującą akcją, niezdefiniowanymi bohaterami; jednak z drugiej – nie wiem, czy nie z tej istotniejszej – samą rzeczywistością, która w ujęciu czasowym zdaje się nieuchwycona. Bo to, co się dzieje podczas akcji właściwej, co czytający obserwuje z wielką uwagą, choć istotnie wynika z wydarzeń aktualnych dla głównych postaci, to rozciągnięte jest znacznie szerzej, po sytuacje, które teoretycznie odeszły w zapomnienie z upływem czasu, po ludzi, których już nie ma, którzy ostali się wyłącznie w mniemaniu potomnych. I być może to, ta nieobecność pojmowana w kategoriach niebycia, fizycznego nieistnienia, przy jednoczesnej niemalże cielesnej obecności, wynikającej z myśli, percepcji, świadomości żyjących, stanowi klucz interpretacyjny do recenzowanej powieści. Bo przeszłość w tym utworze, pojmowana i odbierana jakkolwiek – jako dzieje minione, jako konkretna historia, jako wydarzenia, które wybrzmiały, jako ludzie, których już nie ma – odgrywa rolę niesłychaną, nieustanie nie tyle dopominając się czy dając o sobie znać, ile trwając – w myślach bohaterów. Wciąż powraca, wciąż ożywa, wciąż determinuje decyzje, a jej źródłem są nie tylko wspomnienia czy okoliczności, które przywołują ją z rzekomego niebytu, ale przede wszystkim miejsca i jej następcy – bohaterowie, którzy żyją, drepcząc po prochach poprzedników.

To, czego doświadcza główna bohaterka, to składowa procesu, który tożsamy jest dla każdej osoby w jej wieku – odkrywania własnej istoty, zagłębiania się we własnym człowieczeństwie, pojmowania tego, kim się jest. Otoczenie, w którym przebywa, wpływa na jej dojrzewanie w sposób kluczowy, znaczący, różnorako kierując tym procesem. Z jednej strony zmaga się z immanentną potrzebą bliskości, niekoniecznie w pełni zaspokajaną: brak matki oraz życie przy boku niezorganizowanego, nomadycznego, zmagającego się z uzależnieniem ojca, zapewne obciążają jej psychikę, nie pozwalając na wyjście poza świat, który dotąd przyswoiła, poznała. Z drugiej strony nowe otoczenie, do którego podchodzi dość sceptycznie, ze względu na własne doświadczenia, zdaje się determinować ją wiążąco, ukierunkowując w stronę przeciwną, niż robi to najintymniejsze środowisko. Gdy prywatnie podlega alienacji, zmagając się ze swoistym poczuciem piętna, obcości, zewnętrzne otoczenie wyrywa ją z osobności, próbując wtłoczyć w panującą rzeczywistość, wraz ze  wszystkimi jej zjawiskami i przedmiotami: relacjami, prawidłami, modami, pragnieniami oraz oczekiwaniami. Ze względu na młody wiek – jakże chłonny i podatny na wpływy oraz próby kształtowania – poddaje się swoistym presjom, wychodząc poza wykreowane przez siebie granice, przechodząc ciekawe przeobrażenie. Towarzyszą oczywiście temu różnego rodzaju emocje i stany, które jawią się bohaterce dość obco, niekiedy złowrogo.

Powieść Karen Foxlee to opowieść o dorastaniu, relacjach międzyludzkich oraz złudności. O tym, jak mylne potrafią być ludzkie wyobrażenia, jak daleko może iść prawda od pierwszych interpretacji oraz oczekiwań. To książka, w której różne światy – głównej bohaterki, Edie, jej rodziców, ojca Rose, przyjaciół – przenikają się, tworząc coś, co oprócz różnych związków i zawiłości, przynosi namacalny wręcz dowód na złudę: intencje oraz oczekiwania nie mają żadnego znaczenia; sięgają bruku, gdy konfrontują się z rzeczywistością. Sukienka w kolorze nocnego nieba to dość smutna historia o wkraczaniu w dorosłość, niekoniecznie z pozycji niedojrzałej, idealistycznej. Pod tym względem autorka przełamuje pewną konwencję, gdyż jej bohaterka od początku doświadcza tragizmu oraz niewiary w to, co zewsząd ją otacza. Dalszy tok wydarzeń, stanowiący kanwę recenzowanego utworu, zdaje się utwierdzać ją w tym przekonaniu, a czytelnika – zgodnie z filozoficznym stanowiskiem panta rhei – poruszać lekkością w ukazywaniu zmienności, niepoczytalności, niepewności wobec tego, co uznane za stałe, dogmatyczne.

5/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dobra Literatura