piątek, 30 września 2016

273. Kamil Sipowicz "Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt"

Kamil Sipowicz recenzowaną książką zwraca uwagę na świat, który zdaje się ginąć, być pochłanianym przez nasz, większy. Mowa o świecie zwierząt, braci mniejszych.  Rzeczywistości, która, choć nieustannie trwa przy naszej, stanowiąc z nią integralną całość, postrzegana bywa jako podległa, mniej istotna. Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt to pozycja, która uwypukla jej znaczenie, stawiając znak równości między ludźmi a zwierzętami. 

Bohaterami Sipowicza, obiektem jego zainteresowań są – jak łatwo wywnioskować już z samego tytułu – zwierzęta. Przede wszystkim te, które są wiernymi – lub mniej wiernymi, przelotnymi, niezobowiązanymi – dzikimi – kompanami jego codzienności. A jest ich co niemiara, zarówno domowych, jak i nie. Twórca mieszka bowiem wraz z żoną na Roztoczu, które rozciąga się między Kraśnikiem w Polsce i Lwowem na Ukrainie. Tereny te, jakże pierwotne i nieprzebyte, zamieszkują rozmaite stworzenia i porastają różnorakie rośliny. Czas zdaje się tu toczyć zupełnie inaczej, na ewidentnie innych zasadach: w zmowie z przyrodą, porami roku, sezonami oraz porami dnia. W tej książce Sipowicz pozwala dojść do głosu wszystkim tym, którzy stanowią o jego rzeczywistości, uwypuklając znaczenie nie tylko tytułowych – predysponowanych do miana najważniejszych, na czele z  Ramoną – zwierząt, ale wszystkich, z którymi w różnych relacjach nawiązuje kontakt. Snuje spostrzeżenia i obserwacje, stawiając nie siebie, a właśnie ich – braci mniejszych – na piedestale.

Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt to książka, w której widoczne jest przede wszystkim podejście Sipowicza do zwierząt. Podejście, które nie zaskakuje, nie wywiera wrażenia, ale przywraca w mniemaniu czytelnika swoistą harmonię, równowagę w postrzeganiu świata ludzkiego oraz zwierzęcego. Bo – nie sposób nie zauważyć – zwykliśmy traktować tych, z którymi dzielimy planetę, jako nie tyle nie tak ważnych, co my, ile mniej znaczących. W świecie Ramony ma zaś miejsce zupełnie inne podejście, stojące w kontrze, a przy tym absolutnie naturalne: zwierzęta są pełnoprawnymi obywatelami, stoją dokładnie na tym samym stopniu znaczenia, co ludzie. Co więcej, Sipowicz zauważa, że to one – wbrew temu, co możemy mniemać o samych sobie – są wyżej położone w hierarchii uwzględniającej rozwój, perfekcyjność, gdyż w swojej formie – jako zwierzęta – osiągnęły doskonałość, pełnie, są istotami skończonymi, dopełnionymi, a my nie. Spostrzega również, zastanawiając się nad okrucieństwem mordu, że dopóki będziemy zabijać zwierzęta, nie mamy szans na wyższy rozwój duchowy. 

Kontemplacja braci mniejszych – ich natury, istoty, zachowań, relacji z człowiekiem – stanowi istotną składową recenzowanej książki. Kamil Sipowicz zdaje się przeglądać w opisywanych zwierzętach, wyglądając nie tylko ich prawdziwego oblicza, ale przede wszystkim znaków, obrazów, cech ludzkich. Doszukuje się tego, o czym być może niekiedy zapominamy: zwierzęta, jak ludzie, czują, potrafią okazywać radość, strach, smutek. Bywają dobre, bywają złe. Nie są wyrwane z kontekstu, są determinowane przez różne zjawiska, a ich postawa – jak u nas – wynika z wielu wpływów, takich jak otoczenie, przeszłość oraz pragnienia. Dopatrując się w nich tego, co jakże ludzkie, znamienne i tożsame z tym, czym jesteśmy, uwypukla ich znaczenie, umniejszając tym wyjątkowości człowieka. Zdaje się, że nie pisze o tym wprost, nie mówi bezpośrednio o równowartości ludzkości i zwierząt, ale z jego opisów, z tego, jak ukazuje przedstawiane istoty, wyłania się ewidentne spostrzeżenie: choć dzieli nas wiele, jesteśmy połączeni wieloma wspólnymi cechami, które powinni być gruntem pod wspólną relację. Zauważa, jak bogaty jest ich świat, przyglądając się różnorodności nie tylko charakterów czy zachowań zwierzaków, ale również niepowtarzalności związków, w jakie wchodzą. Pisze o tym, jak wygląda to pod jego dachem, doszukując się w zachowaniach tytułowych domowników m.in. zazdrości czy potrzeby uznania, oraz przełożenia na relacje z ludźmi, zaznaczając zbawienne wpływy: np. psy lub koty uszczęśliwiają swoich opiekunów, ci zaś dogadzają im, spełniając ich oczekiwania oraz zapewniając różnego rodzaju dobra. 

Kamil Sipowicz kreuje opowieść o świecie, który jawi się jako wyrwany z rzeczywistości, którą znamy. Opisuje życie wolne i naznaczone kontaktem z naturą oraz zwierzętami, zdeterminowane przez upływ czasu pojmowany w kategoriach wyłącznie przyrodniczych (zmieniających się pór dnia i roku). Zachwycają go wydarzenia i zjawiska proste, mające miejsce w otoczeniu ciszy i natury. Wszystko, co tworzy tę sielską krainę, zazębia się, przenika: człowiek ze zwierzyną, ludzki dorobek ze środowiskiem, nasza rzeczywistość z rzeczywistością braci mniejszych, nasze losy z ich losami. To obraz świata kompletnego, prawdziwego, nastawionego na przeżywanie szlachetnych wartości i piękna, które wynika z kontaktu z tym, co pierwotne. Ramona, Mila, Bobo i pięćdziesiąt sześć innych zwierząt generuje w czytelniku tęsknotę do czystych relacji ze zwierzętami, samo wydanie książki zaś – ubogacone ilustracjami Olgi Sipowicz – do nieustannego zagłębiania się w przedstawianą wizję.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

1 komentarz:

  1. Wyczerpująco przedstawiasz zalety tej książki – lubię czytać takie dokładne recenzje. Po tę książkę Sipowicza sięgnąłem kiedyś głównie ze względu na fakt, że Olga Kora Sipowicz to moja idolka, więc wszystko co jest z nią związane, przykuwa moją uwagę. lektura tej książki rzeczywiście zwraca uwagę na podejście ludzi do zwierząt. Sam jestem zdania, że człowieka można poznać po tym, jak traktuje zwierzęta. Marzy mi się w przyszłości dom pełen psów – bo to je kocham najbardziej. Cieszę się, że, podobnie jak mi, książka przypadła Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń