poniedziałek, 5 września 2016

267. Andrzej Katzenmark "Życie to pejzaże minione"

Teza, zgodnie z którą, to, jacy jesteśmy, wynika z tego, co dotąd przeżyliśmy, jaką przeszłość mamy za sobą, stanowi kanwę wielu powieści. Takie utwory starają się dociec pewną części ludzkiej natury, udowadniając integralny związek między wczoraj a dziś. Życie to pejzaże minione należy do tego typu literatury, gdyż losy głównego bohatera zdeterminowane są przez wydarzenia z lat minionych. Podczas szkolenia Teodor –  pierwszoplanowa postać powieści – w prelegentce dostrzega bowiem dawną miłość, co sprawia, że zaczyna odżywać w nim wszystko to, co dotąd – teoretycznie – było uśpione, tkwiło w zapomnieniu. 

Powieść Andrzeja Katzenmarka to utwór, w którym wyróżnić możemy dwie, jakże kontrastujące ze sobą, jakże różne, części: gorszą i lepszą. Rozkładają się nawet w sposób zgodny z zapisem: najpierw następuje gorsza, następnie lepsza, choć – niestety – w tej drugiej niekiedy pojawiają się przebłyski tej pierwszej. Co mam na myśli? Kilka elementów, kilka niedopracowań lub zbędnych ustępów, które nie tylko nie ubogacają, nie wnoszą niczego istotnego czy pożądanego do utworu, ale znacznie go osłabiają, zanudzając i frustrując czytelnika. Nawiązuję przede wszystkim do znacznie przeintelektualizowanego sposobu pisania, narracji, która zdaje się silić wyłącznie na to, by brzmieć górnolotnie, ambitnie. Niestety, dość często tak nie jest. Zbędne patetyczne brzmienie, nagminne stosowanie określeń i słów, których zadaniem – jak mniemam – jest utrzymanie czytelnika w przeświadczeniu, że autor dysponuje niezwykle bogatym zasobem słownictwa, obciążają proces czytania, męcząc – po prostu – czytającego. Co ważne, nie chodzi tylko o samą formę tekstu. Również powiązanie między nią a treścią, przekazem, jawi się niekiedy kuriozalnie, gdyż w sposób tak kwiecisty, przesadzony, jakby na pokaz, przekazywane są opisy dość błahych lub wyprutych ze znaczenia – zarówno dla akcji utworu, jak i wiadomości czytelnika – wydarzeń lub spostrzeżeń. Mają zatem miejsce liczne, rozległe, niewarte lektury ustępy, będące przykładami fragmentów, które stanowią przerost formy nad treścią. Dość często czyta się je w niemałym poirytowaniu, zażenowaniu, gdyż na przykład po raz kolejny zawierają liczne inwersje, które, niestety, nie dają pożądanego efektu. 

Jednak, jak wspominałem, Życie to pejzaże minione to nie tylko utwór składający się z wątpliwej jakości fragmentów, ale również powieść, która momentami robi bardzo dobre wrażenie, przedstawiając taki obraz rzeczywistości, który chwyta za serce i zachwyca czytającego. Autor wykreował opowieść o mężczyźnie, którego los w sposób niezwykle determinujący naznaczył sytuacjami i relacjami, które mimo upływu czasu nie tracą na ważności, które zdają się niezależne i ponadczasowe dla postawy oraz świadomości bohatera. Stworzył postać, która zdaje się trwać dwojako: aktualnie i w przeszłości. Wydarzenia, które go dotknęły, sytuacje, jakie doświadczył, ciągną się za nim latami, nieustannie wpływając na to, kim jest. I nie mam na myśli niechcianych, natrętnych wspomnień, czy obaw wynikających z doświadczonych konsekwencji, ale taką postawę życiową, która jest bezpośrednio, całkowicie uformowana przez to, co minione. Katzenmark dokonuje bowiem portretu niezwykłego: udaje mu się ukazać relatywność życia, ludzkich decyzji, pokazując, jak wiele zależy od tego, co nas spotyka – zarówno w wymiarze dnia dzisiejszego, jak i przyszłego.

Powieść przedstawia losy bohatera, którego niezrealizowane uczucie naznaczyło go w tak wielkim stopniu, że sprawiło, że ten – mimowolnie i świadomie jednocześnie – odciął się od otaczającej go rzeczywistości, od świata uciech, prawdziwych emocji, ludzi i aktualnych wydarzeń, uciekając w zupełnie obcą, nierealną rzeczywistość... antyku. To, czym żyje, co stanowi podwaliny jego codzienności, dawno minęło, wybrzmiało, jawi się jako nieznaczące dla obecnie panujących czasów. Zachwycając się spuścizną greków, czytając rozprawy filozoficzne i utwory literackie wchodzące w skład podwaliny europejskiej tożsamości, sukcesywnie oddala się od realiów, stając się nie tylko wyalienowaną i wyobcowaną postacią, ale realizująca własne życie na zupełnie innych płaszczyznach. Jak sam podkreśla, odnajduje spokój i swoiste bezpieczeństwo oraz spełnienie, tak obce w życiu rzeczywistym. Bo w nim – wśród aktualnie żyjących – nie może spełnić własnych pragnień, przede wszystkim związanych z uczuciem. Doświadczenie, jakiego doznał na tej płaszczyźnie, całkowicie ukierunkowało celowość jego istnienia, zupełnie odwracając od świata doczesnego i tego, co zazwyczaj stanowi o jego wymiarze, przerzucając miejsce realizacji z rzeczywistości znanej (w której doznał zawodu, smutku) do dawnej, nieco sakralnej, wyidealizowanej, w której harmonia zdaje się wieść prym, a wszelkiego rodzaju zawody i trudny nie mają miejsca. To odwrócenie się od świata właściwego, świadome odejście od niego na rzecz innej płaszczyzny, spowodowane mogło być wyłącznie granicznym doznaniem, kształtującym ludzką postawę i morale. I takim była miłość, wielkie uczucie do kobiety. Losy bohatera zdają się pokazywać, jak znaczące są porywy serca, jak bardzo potrafią zdeterminować życie i naznaczyć jednostkę.

Życie to pejzaże minione to opowieść o wrażliwcu-uciekinierze, bohaterze, wobec którego los wystosował uczucie tak wielkie i tak szeroko odbierane, że bezpowrotnie odcisnęło piętno na świadomości przeżywającego. To historia tragiczna i jednoznaczna, w jakiś sposób definiująca miłość, jako siłę lub stan, który potrafi nie tyle oddziaływać na człowieka, ile definitywnie wpływać na jego życie. Andrzej Katzenmark napisał piękną powieść o smutku, nieodwzajemnionym uczuciu i o tym, jak bardzo jesteśmy podatni na różne zewnętrzne bodźce. To także książka o sposobach na radzenie sobie z trudami i wyznaczania celu w życiu. Gdyby nie to, że składają się na nią również te mankamenty, o których pisałem powyżej, mógłbym napisać, że recenzowana pozycja to niewątpliwie godne uwagi wydawnictwo, przynoszące czytelnikowi wszystko to, czego ten może pragnąć od tego typu literatury.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz