wtorek, 30 sierpnia 2016

266. Ed Stafford "Poza cywilizacją"

Ed Stafford, były kapitan armii brytyjskiej, kontra samotność, walka o przetrwanie oraz dzicz, czyli sześcdziesięciodniowy pobyt na bezludnej wyspie Olorua na Oceanie Spokojnym. Książka, o której traktuje ta recenzja, to zbiór zapisków, pamiętnik z tej wyprawy, traktujący o wszystkich znojach, wydarzeniach i spostrzeżeniach, które towarzyszyły niebezpiecznym i wymagającym walkom z naturą oraz samym sobą.

Poza cywilizacją to książka, którą odczytywać możemy nie tylko w kategoriach zapisu dotyczącego przetrwania, ale również jako swoisty wyraz tego, czym jest oderwanie od cywilizacji, tytułowe bycie poza nią. Okres, który autor spędził w przedstawianym miejscu, to z jednej strony czas świadomego i planowanego wyautowania od znanej, zdającej się mieć monopol, rzeczywistości, na rzecz zupełnie innej, tak mocno stojącej w kontrze. To swoista ucieczka, oderwanie się od dogmatu, od czegoś, w co – jako współcześni – jesteśmy wrośnięci, w coś, co nie tylko jest nam obce, ale tak szeroko przeczy temu, co uważamy za normalne, za codzienne. I nie mam na myśli wyłącznie odcięcia się od dóbr, które ułatwiają lub uprzyjemniają nam życie, ale również ograniczenie wszelkich bodźców i oderwanie się od zjawisk tudzież stanów, które świadczą o tym, kim w dzisiejszych czasach jesteśmy. Bo recenzowana pozycja opowiada właśnie o oderwaniu i trwaniu w całkowitej opozycji, o psychicznym i fizycznym bytowaniu wbrew temu, co stoi u podstaw naszego świata. O trudach, znojach i problemach, jakie namnażają się, gdy następuje konieczność odnalezienia się w rzeczywistości znacznie innej, niż ta, którą się zna. To książka o przełamywaniu barier wynikających z przyzwyczajenia do innego życia, o pokonywaniu trudności i radzeniu sobie ze wspomnianymi zawiłościami – zarówno tymi zewnętrznymi, jak i tymi, które mają miejsce w głowie, w świadomości autora.
 
Kwestie związane z uwarunkowaniami natury psychicznej oraz świadomościowej to te składowe opowieści Stafforda, które zdają się najdotkliwiej przemawiać. To głęboka i dotkliwa historia z pobytu na obcej wyspie, podczas którego przeciwstawić należało się nie tylko temu, co nieprzychylne ze strony otoczenia. Sytuacja wymagała bowiem walki przede wszystkim ze sobą, z tym, co drzemie głęboko w ludzkiej naturze – ze wszelkimi przyzwyczajeniami, strachami, obawami i lękami. Przebywając w samotności, w miejscu, które jest obce nie tylko ze względu na odległość od znanych miejsc, ale przede wszystkim na istnienie na zupełnie innych prawach i zasadach, autor doświadcza czegoś, co jawi się jako graniczne. Musi bowiem uporać się z własnym strachem i sprzecznymi emocjami. Zrozumienie siebie, opanowanie tego, co przecież tak wielce determinuje ludzkie zachowania – często na niekorzyść, wbrew zdrowemu rozsądkowi – to jedyne sposoby, by przetrwać, by nie popaść w niepożądane stany, które skutecznie mogą zniweczyć plany i cele. Samotność, świadomość zdania wyłącznie na siebie, przeciwności tak mocno obecne w dniu codziennym, nie tylko utrudniają realizowanie obranego celu, ale przede wszystkim znacznie zaniżają morale, oddalając to, co stanowi istotę wyprawy, a wyolbrzymiając to, co stanowi wyraz złej chwili – niezrozumienie decyzji, powątpiewanie nie tylko w celowość działań, ale przede wszystkim we własną wartość. To przykłady problemów, z którymi zmierza się Stafford, kreśląc czytelnikowi obraz walki z wieloma przeciwnościami, których źródło pochodzi zarówno z płaszczyzny obiektywnej, jak i subiektywnej. 

Poza cywilizacją to mocna opowieść o przetrwaniu realizująca się na dwóch zasadniczych polach. Pierwszym jest zapis walki stricte fizycznej, dotyczącej starań o zaspokajanie potrzeb niezbędnych do przetrwania, takich jak pożywienia czy woda. Drugim – w moim przekonaniu ważniejszym, gdyż od niego w dużej mierze zależał przebieg wyprawy – jest obraz stanu psychicznego autora, który określa zarówno jego samopoczucie i stosunek do otoczenia oraz samego siebie, jak i to, jak wpływa dzicz oraz samotność na funkcjonowanie jednostki. Ed Stafford popełnił książkę dosadną, ciekawie poprowadzoną. Opowiada o tym, jak wygląda życie w pojedynkę, z dala od cywilizacji, oraz o tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy musi liczyć wyłącznie na siebie.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 27 sierpnia 2016

265. dr Danuta Adamska-Rutkowska "Związek ducha i materii. Naukowe dowody na istnienie rzeczywistości równoległych"

Mierzenie się ze zjawiskami, które znaczenie przekraczają nasze percepcje i możliwości jednoznacznego udowodnienia, stanowią swego rodzaju podziemie nauki, obszar badań, który w sposób trwały wyklucza niektóre płaszczyzny z jego głównego nurtu. Związek ducha i materii. Naukowe dowody na istnienie rzeczywistości równoległych odważnie penetruje jeden z takich tematów, zajmując się duchem – integralną częścią człowieczeństwa, której od początku istnienia ludzie przypisują ogromne znaczenie.

Dr Danuta Adamska-Rutkowska napisała książkę, która dotyczy poważnego tematu, który, choć powszechny i głęboko zakorzeniony w naszej codzienności, ze względu na jego nieuchwytność i niemożność jednoznacznego zdefiniowania, zdaje się pomijanym. Mowa oczywiście o duszy, o tym, co na podstawie wielu systemów filozoficznych, wierzeń czy religii stanowi podstawę istnienia, najważniejszą składową człowieka. Badaczka rozpatruje ten temat z wielu perspektyw, podchodząc do niego zarówno z czysto naukowego punktu widzenia, jak i tego, którego kanwą są systemy moralne, etyczne oraz pierwotne założenia i obserwacje. W swojej książce przeplata obie te płaszczyzny, próbując uwypuklić słuszność tez o związku ducha i materii, o duchu, jako immanentnej cesze materii.

Szymborska w jednym z felietonów w Lekturach Nadobowiązkowych, pisząc o pewnym wydawnictwie naukowym, podręczniku, zapewniła, że nie ma szacunku dla uczoności, która nie potrafi się jasno i foremnie wypowiedzieć. Zabierając się za czytanie recenzowanej książki – będąc wielce zainteresowany, gdyż niezmiernie frapuje mnie wszystko to, co stanowi o człowieku – mimochodem przypominałem sobie te słowa, obawiając się, że po prostu nie podołam. Planowałem przecież przeczytać pozycję stricte naukową, referującą na konkretny, złożony i niełatwy temat, który dla mnie, laika i osoby niewtajemniczonej, ze względu na branżowe słownictwo czy nieznane mi fakty, mógł okazać się absolutnie niezrozumiały tudzież niepojmowalny. I – muszę przyznać – czytając wstęp, który w dużej mierze opierał się na różnych fizycznych teoriach, naukowych dorobkach badaczy, konkretnych wnioskach i obserwacjach, umocnił się we mnie wspomniany lęk. Szybko jednak, za sprawą kolejnych rozdziałów, spostrzegłem, że ta książka bynajmniej nie aspiruje do miana niezrozumiałej, gdyż w sposób klarowny i przystępny przedstawia omawiane przez siebie kwestia, nie stawiając czytelnika w podbramkowej sytuacji – niezrozumienia czy przytłoczenia lawiną informacji. Autorka świadomie i stopniowo omawia kolejne kwestie, zachowując swoistą kolejność i logiczność przedstawianych wniosków oraz obserwacji, tak, by kolejne treści wynikały z poprzednich, co sprawia, że lektura przebiega potoczyście, stopniowo – czytelnik, zbierając kolejne informacje, sukcesywnie przesuwa się w głąb omawianego zagadnienia.

To, co w stopniu największym przykuło moją uwagę oraz najmocniej zaintrygowało, to rozdziały, które dotyczą różnych wierzeń, religii oraz postaw moralnych, które dotyczą postrzegania duszy. Związek ducha i materii niezwykle szeroko ukazuje rozmaite wyobrażenia o "człowieku w człowieku", zawierając w swojej panoramie zarówno te pierwotne, stojące u podstaw naszej obecności na Ziemi, jak i te, które na przestrzeni epok zniknęły lub przekształciły się w te, które znamy dziś. Autorka opisuje również wzajemne relacje różnych wierzeń i poglądów, ich wpływy na inne systemy moralne oraz postawy jednostki. Spostrzega wszystko to, co determinowało lub wciąż determinuje wyobrażenia o materii, zaznaczając jak różne, a przy tym, jak tożsame ze sobą, są w różnych miejscach, w różnych kręgach kulturowych. Interesuje ją jednak przede wszystkim to, jak ideologie definiują i jaką rolę przypisują duszy, oraz to, jak odnoszą się do tytułowego związku – między duszą a materią.

Recenzowana książka to pozycja, po którą powinni sięgnąć ci, którzy interesują się zarówno nauką, jak i człowiekiem w kontekście duchowym. To pozycja, która stara się nie tyle zdefiniować, ile zrozumieć duszę przez pryzmat tego, co wiemy lub jakimi wyobrażeniami o niej dysponujemy. Autorka operuje naukowymi badaniami, obserwacjami, spostrzeżeniami, religijnymi lub filozoficznymi założeniami, starając się w sposób klarowny udowodnić słuszność własnych tez. Nie jestem pewny, czy jestem przekonany do przedstawianych wniosków, ale po lekturze czuję się znacznie bogatszy.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 20 sierpnia 2016

264. Wilkie Collins "Córki niczyje"

Dickens Maleńką Dorrit sportretował wielką miłość córki do ojca. Miłość, dla której możliwe jest nie tylko poświęcenie, ale absolutne wycofanie, pozwalające na poświęcenie własnego życia, własnych dóbr, na rzecz rodziciela. Wilkie Collins, powieścią Córki niczyje, kreśli podobny obraz, jednak jego bohaterowie – z naciskiem na jedną z tytułowych córek – choć postępują w sposób mający nieść dobro rodzinie, jawią się zupełnie inaczej. Oprócz miłości i poświęcenia, które motywują ich działania, przepełnieni są gamą negatywnych emocji, które determinują zachowania oraz postawy, które trudno jednoznacznie ocenić. 

Rzeczywistość, w której zastajemy bohaterów powieści – Magdalen i Norę Vanstone – jawi się jako idylliczna. Ich życie zdaje się przypominać życie nieco odrealnione, realizujące się na zupełnie innej – mniej ziemskiej – płaszczyźnie, niż innych. Mieszkają w pięknej, ze wszech miar dogodnej, posiadłości, którą dzielą ze wspaniałymi rodzicami, wykazującymi wielką troskę, zainteresowanie oraz niezmierną miłość do dzieci. Każdy ich dzień przepełniony jest przyjemnościami i zajęciami, których istota polega na rozwijaniu własnych pasji, zainteresowań oraz skupianiu się na własnych potrzebach. Jako wrażliwe młode kobiety, nie znają szeroko rozumianego cierpienia, ciesząc się dostatkiem, radością oraz zdrowiem. Ten – jakże baśniowy – stan przerywa niespodziewana śmierć ojca, ginącego w wypadku kolejowym, która prędko pociąga za sobą kolejną – jego żony, matki Magdalen i Nory. Córki pozostają na świecie same, a majątek, który zapewniał im dotąd wygodne życie, przechodzi do innych – na niekorzyść bohaterek, wrogich – rąk, co zmusza je nie tylko do wyprowadzki z dotychczasowego miejsca zamieszkania, ale przede wszystkim zaniżenia poziomu życia oraz konieczności podjęcia pracy zarobkowej. O ile Nora, charakteryzująca się stoickim podejściem, swoistym dystyngowaniem, odnajduje się w zaistniałej sytuacji, z pokorą podchodząc do nowego położenia, o tyle jej siostra, Magdalen, jakże niezależna i honorowa, postanawia odzyskać utracony majątek, decydując się na różnej natury czyny. 

Córki niczyje to obszerna powieść, napisana z wielkim rozmachem, łącząca w sobie elementy wielu gatunków powieści, kreując tym utwór, którego lektura obfituje w przeżywanie różnych emocji oraz różnych nastrojów. Jest to przede wszystkim powieść społeczno-obyczajowa, ukazująca głębie wielu problemów i zjawisk, tożsamych nie tylko z XIX wiekiem, ale również z postawami i zachowaniami, które są zakorzenione w rzeczywistości do dziś. Dotyczy przede wszystkim człowieka oraz jego honorowości, a także tego, do czego jest zdolny, by zapewnić szeroko rozumiane dobro – zarówno dla siebie, jak i najbliższych. Ukazuje rozmaite struktury oraz sytuacje, które przekładają własny interes – niekoniecznie odbierany w kategoriach chęci posiadania; również utożsamiany z ideą, wartością – nad obiektywną moralność i prawość, wynikającą ze społecznych przyzwoleń czy reguł prawnych, które wyznaczają normę. Wobec takich granic, mierzących obszary, po których poruszanie się uchodzi za możliwe lub nie, buntuje się jedna z bohaterek, tytułowych sióstr, przypominając swoim zachowaniem Antygonę, postać z antycznego dramatu Sofoklesa, która w imię wartości wyższych, pochodzących ze sfery sacrum, ośmieliła się złamać prawa ludzkie. Podobny schemat realizuje Magdalen, która dopuszczając się kłamstw, prób manipulacji oraz kradzieży – w ten sposób można śmiało nazwać jej cel – daje wyraz wiary w wartości wyższe, pryncypialne, takie jak honor, sprawiedliwość, oddanie rodzinie oraz swoista ciągłość pokoleniowa. Kontynuowanie myśli oraz woli ojca jest tak głęboko zakorzenione w świadomości bohaterki, że nie dostrzega w swoim zachowaniu niczego niemoralnego, a przecież – co należy wyraźnie podkreślić – jej postawa według obiektywnych mierników jest ewidentnie niesłuszna. Łamie bowiem rozmaite przepisy prawne i społeczne, a także wykorzystuje naiwność innych i swoją przebiegłość do własnych celów. Nie sposób jednak ocenić jej zachowań, gdyż trudno o jednoznaczny, obiektywny wybór: prawo ducha (rozumiane jako wola ojca, moralna praworządność, sprawiedliwość) czy prawo ludzkie? 

Dzieło Collinsa to także dobrze poprowadzony wątek sensacyjno-detektywistyczny, realizujący się świetnymi i niebanalnymi intrygami. Autor osadza swoich bohaterów w sytuacjach niejednoznacznych i nieoczywiście rozwijających się, wywołując tym u czytelnika zaskoczenie i poczucie tajemnicy. W kreowaniu wspomnianych wątków posługuje się metodami dość prostymi, choć owocnymi i wymownymi. Brak w powieści nagłych zwrotów akcji czy skomplikowanych pomysłów. Mają zaś miejsce dalekobieżne intrygi, skrupulatnie przeprowadzane i stopniowo rozwijane. Bohaterka, Magdalen, wraz ze swoimi współtowarzyszami, pozostaje niezmiennie wierna własnym celom, nie bacząc na to, czy uskuteczniane przez nią postanowienia spotykają się ze spodziewanymi skutkami. Wciąż determinuje nowe wybiegi, realizując kolejne zamiary, co nieustannie przybliża ją do upragnionego celu. Jawi się jako niezwykle przebiegła i światła, umiejąca nie tylko skutecznie działać, ale przede wszystkim obserwować innych, dostrzegając ciemne i jasne strony. Córki niczyje prezentują bowiem gamę osobowości i charakterów. Wilkie Collins z niebywałą plastycznością i uwagą kreśli swoich bohaterów, dokonując kilku zasadniczych portretów. Po pierwsze, ukazuje ich indywidualność, nieprzeciętność, obdarzając każdą z postaci charakterystyczną tylko dla niej osobowością czy płaszczyzną związaną z pragnieniami i potrzebami. Po drugie, tworzy obrazy zachowań i postaw, które wynikają z bezpośrednich kontaktów z sytuacjami lub innymi postaciami. Obserwujemy, jak w świadomości i nastawieniu bohaterów zachodzą rozmaite przemiany, determinowane aktualnym położeniem (np. ubóstwem, możliwością realizacji zamiarów), zewnętrznymi wpływami oraz własnymi nastawieniami. 

6/6

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 9 sierpnia 2016

263. Petra Ramsauer "Pokolenie dżihadu"

Na wstępie muszę zaznaczyć, że obawiałem się spotkania z recenzowaną książką, gdyż nosiłem w sobie dużą wątpliwość, czy jest to pozycja, która została napisana rzetelnie, niosąc podparte obserwacjami i badaniami spostrzeżenia, czy wydawnictwo, które napisano nagle, na raz, w związku z wydarzeniami, które w ostatnim czasie wstrząsnęły opinią publiczną. Gdy w końcu przemogłem lęki i zasiadłem do lektury, szybko nabrałem przekonania, że jest to książka, która zajmuje się omawianym zagadnieniem zupełnie na poważnie i jak najbardziej rzetelnie. 

Pokolenie dżihadu pozwala przede wszystkim zrozumieć zjawisko, jakim jest tzw. Państwo Islamskie. Książka nakreśla to zagadnienie w sposób niezwykle pełny, szeroki, ukazując rozmaite zależności i prawdy z różnych perspektyw. Dostajemy zarówno obraz tego, co realizuje się wewnątrz, jak i tego, co na zewnątrz. I dotyczy to nie tylko samego ISIS – jako organizacji – ale również wszystkiego tego, co jest w jakimś stopniu związane z rzekomą walką w imię Boga. Recenzowana książka kreśli bowiem wiele portretów i panoram, czyniąc czytelnym i klarownym to, co skomplikowane i wynikające z bardzo wielu płaszczyzn. Zajmuje się jednak przede wszystkim tematami związanymi z człowiekiem: zarówno tym, który walczy, jak i tymi, którzy dopiero zamierzają, przechodząc przez procesy zwabiania czy wchodzenia w szeregi armii. Dotyczy także tych, którzy stanowią wyraz krzywdy, które wynikają bezpośrednio z agresji oraz działań terrorystycznych.

Petra Ramsauer popełniła książkę, która pozwala odnaleźć się w problemie, z którym musimy zmierzać się na co dzień. Zamachy, które niedawno dotknęły Stary Kontynent, a także tzw. Państwo Islamskie, które ciągle rośnie w siłę oraz dokonuje coraz krwawszych i straszniejszych czynów, stały się realnym zmartwieniem, wobec którego jesteśmy bezradni. Jednak rzeź, która dzieje się na naszych oczach, bynajmniej nie sprawia, że organizacje typu ISIS cieszą się mniejszą popularnością wśród tych, którzy marzą o tym, by zasilić ich szeregi. To wstrząsające, ale autorka wyraźnie pokazuje, jak wielu m.in. Europejczyków pragnie walczyć w imię niejasnych, podpartych założeniami religijnymi, idei, czyniąc krzywdę nie tylko innym, ale również sobie. Dokonane zostają wymowne i szczegółowe portrety kilku zjawisk, które bezpośrednio dotyczą członków tych organizacji terrorystycznych. Pierwszym, umożliwiającym zrozumienie ich istoty, jest ogólny, obiektywny, pokazujący, co jest głównym celem ich istnienia oraz tłumaczącym podstawowe zasady i działania, na których się opierają. Autorka poszerza jednak panoramę tego opisu, ukazując ich początki oraz podwaliny, na których wybudowały swoje potęgi. Wszystko, co omawia, odnosi szerzej, uwypuklając rozmaite zależności, zarówno z innymi organizacjami, ideami czy sytuacjami, jak i decyzjami oraz skutkami, będącymi składowymi procesu, którego jesteśmy nie tyle naocznymi świadkami, ile mimowolnymi uczestnikami. Bo dżihad, o którym pisze Petra Ramsauer, to nie tylko zamachy i walka o wpływy, ale również o swoisty rząd dusz. Wszystko, co dzieje się w związku z wydarzeniami, których inicjatorami są terroryści, ma swój realny cel, a propaganda i postrach, które sieją, należą do nich. Wykorzystują do tego nie tylko artylerię i sprzęt wojskowy, ale również – czemu dokładnie przygląda się badaczka – social media, w których także toczona jest wojna. Pokolenie dżihadu portretuje jednak przede wszystkim jednostkę rzuconą w różne środowiska i warunki. Zajmuje się świeżymi, jak i wprawionymi w bój dżihadystami, oraz tymi, którzy przez ich działania cierpią. I dotyczy to zarówno ludzi spoza miejsc, w których toczą się realne, stałe konflikty, jak i tych, którzy w nich żyją. Okrucieństwo, które ma tam miejsce, przeraża i wydaje się nierealne tudzież niemożliwe, jednak dzieje się – jest faktem, co również zajmuje autorkę.

Petra Ramsauer obserwuje także ludzi, którzy pragną dołączyć na przykład do tzw. Państwa Islamskiego, opuszczając własne rodziny i dotychczasowe życie, zawierzając własne losy nie tyle ideom, ile mylnym wyobrażeniom o nich. Bo ci, którzy dołączają do organizacji terrorystycznych, wyjeżdżając m.in. do Syrii, obarczeni są zazwyczaj podobną historią, podobnymi przeżyciami oraz wizjami możliwej rzeczywistości, która znacznie kontrastuje z tym, co prawdziwe. Brak poczucia przynależności, wyalienowanie, niedocenienie, marzenia dotyczące innego życia, wychowywanie się w niepełnych rodzinach, odrębność kulturowa i społeczna, utopijna wizja ważności i rozkoszy (np. seksualnych) – to jedne z cech, które autorka wyodrębnia jako znamienne dla tych, którzy decydują się na zasilanie np. szeregów ISIS. Możliwość uczestnictwa w czymś, co jawi się dla nich jako ważne, a także usprawiedliwianie własnej agresji i niewyżycia szlachetnymi ideami, to również powody dołączania do szeregów złoczyńców. Co ważne, wizje, które naradzają się w głowie tych, którzy rozważają możliwość walki lub są na nią podatni, nie bierze się znikąd, wynika ze skutecznej propagandy i procesów zwabiania nowicjuszy, motywowanych wspomnianymi "walorami" oraz znaczną koloryzacją i idealizacją warunków.

Pokolenie dżihadu to książką, którą warto przeczytać. Tłumaczy w sposób przystępny istotę wydarzeń, w których siłą rzeczy uczestniczymy, i trafnie pokazuje, jak mylne potrafią być wyobrażenia zarówno tych, którzy pragną dołączyć do niszczących współczesny ład, jak i tych, którym wydaje się, że to, co ma miejsce, wynika bezpośrednio z przesłanek religijnych. To książka portretująca wiele zjawisk i postaw, które ukazuje w prawdziwym świetle. Odnosi się do tego, co ma aktualnie miejsce, ale tłumaczy to przez pryzmat historii, rozmaitych zależności oraz zamiarów.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA.

niedziela, 7 sierpnia 2016

262. Agnieszka Pruska "Literat"

Literat to powieść tajemnicza. Owa enigmatyczność realizuje się na wielu poziomach, gdyż na przykład zupełnie nie wiadomo, kto mógłby być mordercą – ze względu na brak jakichkolwiek śladów. Morderstwa jednak sekretem nie są, gdyż sam przestępca – jakże wyraźnie – akcentuje dokonane przez siebie zbrodnie, zostawiając w miejscach publicznych własne ofiary, na przykład w postaci.... mumii. By uchronić mieszkańców przed kolejnymi atakami seryjnego mordercy, a także rozwiązać intrygującą sprawę, wszelkich starań dokładają lokalni śledczy, chwytając się wszystkich możliwych punktów zaczepiania oraz alternatyw, które z czasem zaczynają przynosić wymierne informacje.
 
Agnieszka Pruska napisała książkę, która w istocie kuluje. Prezentuje bowiem historię, której nie tylko treść, ale i forma stanowią o najbardziej powierzchownym postrzeganiu powieści kryminalnej. Wszystko to, co potrzebne, by w stopniu najmniejszym stworzyć aurę kryminału, czyli przestępstwo, poszukujących rozwiązania oraz przestępcy, nieobliczalnego czarnego charakteru, ma miejsce, jednak potraktowane jest dość naiwnie, jakby z przekonaniem, że to wystarczy, by wykreować świat porywający i intrygujący. Niestety, nie jest tak. Literat przede wszystkim nie zaciekawia, nie stwarza w świadomości czytelnika takiej wizji, by ten, niesiony zainteresowaniem i silnym poczuciem potrzeby poznania rozwiązania wątków, czuł potrzebę nieustannego penetrowania opowiadanej historii. Wszystko, o czym czyta, jawi się dość sztampowo i tak, jakby brakło pomysłów lub możliwości na rozciąganie wątków i założeń. Bo debiut Pruskiej realizuje się wyłącznie na drodze głównego nurtu, tocząc się wciąż jedną dróżką fikcji literackiej, sukcesywnie poznawaną przez bohaterów. Brak tu zaskoczenia czy charakterystycznego dla wielkich powieści kryminalnych dreszczyku emocji, wyróżnić możemy zaś typowe postacie w typowym dla tego gatunku świecie. 

Bohaterowie powieści uwikłani są w wydarzenia, które tego typu literatura – kryminalna – zdaje się znać na wylot. Mówię przede wszystkim o pomyśle, podstawie powieści, a mianowicie złoczyńcy, który przekłada książkowe zbrodnie na rzeczywistość, dokonując nie tylko makabrycznych w pojęciu moralnym czynów, ale również dosłownym – sposoby oraz metody, którymi uśmierca i traktuje swoje ofiary, przerażają. Śledztwo, prowadzone również przez dość typowe postacie, w oczach czytelnika realizuje się zbyt płynnie, zbyt prędko. Z punktu wyjścia, którym była mumia i kolejne zbrodnie, które nie dawały żadnych konkretnych informacji tudzież żadnych punktów zaczepienia, przez domysły oraz dopowiedzenia ludzi z zewnątrz, bohaterom udało się skroić nie tylko rzetelne poszlaki, ale również ostateczny plan namierzenia i schwytania rozpoznanego złoczyńcy. Niektóre z elementów tej literackiej układanki, choć logicznie i sprytnie złożonej, podają w wątpliwość opowiedzianą historię, naznaczając ją nieprawdopodobieństwem i przesadnym naciąganiem dość nierealnych wydarzeń na rzecz fabuły. Oczywiście możemy uznać, że w śledztwie, które bazuje na nikłych poszlakach, jak w debiucie Pruskiej, zaczną pojawiać się osoby, które dysponują informacjami, które ostatecznie szczęśliwie doprowadzą do mordercy, ale nie sposób nie zauważyć, że jest to dość nieprawdopodobne.
 
Jedną z tych płaszczyzn, która zdaje się nieco ratować powieść, a która i tak nie została należycie wykorzystana, jest fascynacja śmiercią. Bohater, który dopuszcza się występków, popełnia zbrodnie nie w imię walki, zemsty czy innej – chciałoby się powiedzieć chorej – idei, ale jako wyraz własnej fascynacji tym, co związane z odbieraniem życia. Jest wielce zaintrygowany i pogrążony w możliwości bezpowrotnego zabierania tego, co najcenniejsze, próbując dokonywać tego aktu na wiele sposobów, o czym prędko przekonują się prowadzący śledztwo, dostrzegając w kilku zbrodniach – rozbitych na lata – wspólny element, wyrażający się jako swoiste eksperymentowanie ze śmiercią. Agnieszka Pruska, mimo możliwości, nie popełnia jednak szerszej analizy psychiki swojego bohatera, definiując go wyłącznie jako tego, który jest ogarnięty żądzą odbierania życia. Nie tłumaczy, nie zagłębia się w jego świadomość – konfrontuje czytelnika z bohaterem, który zdaje się odciętym od tego, co minione, co naznaczyło jego psychikę i sposób odbierania rzeczywistości. Oczywiście ze względów fabularnych wyjaśnia źródło popełnianych zbrodni, ale to tyle – nie wykracza ponad, czyniąc swojego mordercę niezłożoną postacią, wyzbytą z tego, co ludzkie, czyli zależności, zgodnie z którą to, kim jesteśmy, wynika z bardzo wielu zjawisk i płaszczyzn, w tym z naszej przeszłości. 

3/6
 
Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 3 sierpnia 2016

261. Andrzej Strzelecki "Człowiek z parawanem"

Człowiek z parawanem to książka wspominkowa, którą czyta się w przekonaniu, że wysłuchuje się ciekawej opowieści kogoś, z kim rozmawia się przy kawie. To opowieści, które zostały poprowadzone w sposób przystępny i miły czytelnikowi, co sprawia, że przyswaja się je tak, jakby wysłuchiwało się ich od kogoś, kogo dobrze znamy. Autor obrazuje własne przeżycia tak barwnie i tak płynnie, że czytając nie sposób nie spostrzec nie tylko faktu, jak szybko przyswajamy kolejne strony, ale przede wszystkim swobody, z którą poruszamy się po świecie przedstawianym przez Andrzeja Strzeleckiego. A jest, że tak powiem, po czym się przemieszać. Zdecydowanie. Płaszczyzn, sytuacji, wydarzeń i miejsc, którymi stoi rzeczywistość recenzowanej pozycji, a także ludzie, którzy o niej świadczą, jest dużo. Bardzo dużo. To niewyczerpalne źródło historii, anegdot i przeżyć, którymi żyje nie tylko autor, ukazując jakiś wycinek swojego życia, ale również świat kultury, sztuki, teatru, który możemy poznać, z nieco innej perspektywy (bo od środka, z punktu widzenia Andrzeja Strzeleckiego).

Opowieść, którą prezentuje wydawnictwo, opowiedziana jest monologiem, podpartym inteligentnym humorem, aluzyjnością oraz takim sposobem obrazowania, w którym forma jest niezwykle charakterystyczna. Bo Strzelecki decyduje się na narrację dość osobliwą, nieco kontrastującą z rzeczywistością, którą ukazuje. Z jednej strony mamy do czynienia ze światem, jakby się mogło wydawać, poważnym, być może patetycznym, nastawionym na przeżywanie wyłącznie szlachetnych wartości, oddanym temu, co wzniosłe i ważne, a z drugiej – za sprawą wybranego sposobu przedstawiania – niezobowiązującym, przewrotnym, spontanicznym oraz lekkim. Wszystko, o czym czytamy, jawi się dwojako: zabawnie i poważnie. Zabawnie, bo śmieszy i zadziwia na poziomie języka oraz umiejętności operowania faktami lub sytuacjami, dzięki której to, co zostaje opowiedziane, jawi się jako niezwykłe tudzież niebywałe. Poważnie, ponieważ dotyczy świata kultury oraz ludzi, którzy go tworzą. Ta mieszanina, skomponowana z odpowiednio dobranych proporcji, sprawia, że poznaje się tę rzeczywistość w sposób płynny, zaskakujący. Bo nic nie jest w niej oczywiste, co dotyczy zarówno treści, jak i formy.

Andrzej Strzelecki popełnił książkę gawędziarską i anegdotyczną. To pozycja pełna zabawnych historii i sytuacji, traktująca rzeczywistość i to, co spotyka człowieka, humorem oraz podejściem, zgodnie z którym wszystko jest po coś. Wydarzenia, które przytacza autor, choć istotne i niewątpliwie wyróżniające się na tle szarej rzeczywistości człowieka, nie są hiperbolizowane czy otaczane aurą legendarności. A mogłyby, niewątpliwie. Dotyczą bowiem ludzi, miejsc i sytuacji pochodzących ze świata kultury, który przez wielu jest podziwiany i traktowany niemal jako sfera sacrum. Autor jednak nie podchodzi do niego w ten sposób i nie ukazuje go jako rzeczywistości ponad naszą lub jako płaszczyzny życia, która stoi wyłącznie intelektualistami i wielkimi osobowościami. Zdaje się traktować go mniej poważnie, próbując dostrzec i uwypuklić w nim to, co niezwykłe, ale nie w związku z opozycją do szarej rzeczywistości, a z osobliwością sytuacji i barwności wydarzeń. To książka, w której kładziony jest nacisk na niezwykłe chwile i znajomości, a także na to, co zdefiniować możemy jako umiejętność obserwowania i dostrzegania tego, co ulotne i nietrwałe. Bo Człowiek z parawanem to na swój sposób zapis takich chwil. Andrzej Strzelecki nie podsumowuje własnej historii, nie tworzy kompletnej biografii czy pozycji dotyczącej jednej ze składowej własnego życia. Przytacza i opisuje relacje i wydarzenia, które jawią się jako niebywałe i interesujące. Plastycznie nimi operując, tworzy ciekawy obraz nie tylko własnych przeżyć, ale również świata kultury – w tym teatru.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.