poniedziałek, 11 lipca 2016

256. Maciej Żurawski "Czarna wołga"

Bohater powieści Macieja Żurawskiego, kapitan Kazimierz Zgrobel, musi stawić czoło serii przerażających zabójstw, które wstrząsają Wrocławiem. W swoim śledztwie natrafia na mnóstwo niejasności i enigmatycznych poszlak, a punktami wyjściowymi do poszukiwań stają się knajpy i speluny, w których spędza coraz więcej czasu.

Czarna wołga to kryminał sprawnie napisany. Choć nie przedstawia historii, która onieśmielałaby czytelnika osobliwością na poziomie kreowanej opowieści, to czyta się ją naprawdę dobrze, w lekkim zaintrygowaniu i poczuciu wtajemniczenia, a także w przekonaniu, że należy dotrzymać towarzystwa głównemu bohaterowi do końca, do rozwiązania wszystkich wątków. Jest to jednak powieść przede wszystkim zatopiona w klimacie PRL-u, i właśnie to, aura tego okresu, daje się odczuć jako pierwsza, jako główna płaszczyzna. Śmiem nawet stwierdzić, że sama fabuła i bohaterowie schodzą na dalszy plan, wypełniając jedynie przestrzeń: mieszkania, ulice, miejsca zbrodni i komisariaty, by pozwolić odbiorcy całkowicie zatopić się w dusznym klimacie tamtych lat. 

Postacie Żurawskiego żyją i funkcjonują w skomplikowanych, choć i tak nieco uproszczonych (nierozproszonych, skupionych na poszczególnych zjawiskach lub cechach, uogólniających niekiedy), relacjach. Zmagają się z różnymi pragnieniami, wydarzeniami i kłopotami, dźwigając na barkach nie tylko własną przeszłość, ale przede wszystkim tajemnice innych. Bo w świecie, w którym toczy się akcja, choć wiele spraw jest oczywistych, klarownych dla czytającego (na przykład kto jest mordercą, dość szybko dowiadujemy się o tym (i to od samego bohatera!)), brakuje swobodnej przejrzystości, ewidentnego podziału na prawych i lewych, bandytów i zbawicieli. Charaktery i osobowości mieszają się, nie tylko między sobą jako nagromadzenie postaci o różnych priorytetach czy celach, ale również w sobie, wewnątrz bohaterów – ktoś zamierza tępić zło, ścigać złoczyńców, sam ostatecznie popełnia coś, co jest jednoznacznie niemoralne; ktoś inny skrywa straszliwą prawdę, o której niewiedza determinuje losy wielu osób; względna prawość nie jest przeszkodą, by podejmować decyzje, które obiektywnie uznawane są za nieprzyzwoite. Inne przypadki, tym razem odwrotne – wszystko wskazuje na to, że bohater postąpi źle, a jego prawdopodobna decyzja ma uzasadnienie, byłaby motywowana i pewnym sensie usprawiedliwiona, to ostatecznie postępuje wbrew podświadomym oczekiwaniom odbiorcy, przynosząc nie tylko zaskoczenie pochłoniętemu lekturą, ale przede wszystkim zgoła inne rozwiązania fabularne, niż wskazują na to okoliczności. 

Klimat PRL-u, o którym wspominałem powyżej, jest niezwykle istotną składową Czarnej wołgi. Rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja, do cna przesiąknięta jest tym, co stanowiło o tamtych czasach, co wyraża się nie tylko okolicznościami, miejscami i czasem akcji, czy specyficznym nastrojem tudzież wykorzystywaniem konkretnych adresów czy elementów, ale również intrygującą aurą, spowijającą rozgrywające się wydarzenia. To świat brudny, niejasny i szary, przepełniony mglistymi postępowaniami i ludźmi, których nie sposób jednoznacznie rozszyfrować. Autor w dużej mierze nadaje klimat utworu prowadząc bohaterów przez speluny, podejrzane i budzące wątpliwości lokale, wypełniając ich żołądki dużo ilością alkoholu, co, jakby nie patrzeć, jawi się jako znamienne dla tamtych lat.

Czarna wołga to typowo skonstruowana powieść kryminalna, mocno obsadzona historycznie, dająca się poznać przede wszystkim jako ta, której istotą jest klimat. I choć tło historyczne nie jest rozwinięte, ważne wydarzenia czy daty pojawiają się sporadycznie, jedynie w postaci informacji, to odnosi się wrażenie, że obcuje się z idealnie osadzonym w jakimś czasie światem. To zapewne zasługa nastrojowości i obrazowości utworu. Sama fabuła nie zaskakuje, jednak wzbudza zainteresowanie odbiorcy. Książka, choć nie jawi się jako ta, do której będzie się wracać po latach, stanowi dobry pomysł na miłe spędzenie czasu.

3,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

3 komentarze:

  1. Opowieści o czarnej wołdze pamiętam z dzieciństwa. Małe dzieci w latach 70. ubiegłego stulecia straszono, że jak będą niegrzeczne, zabierze ich czarna wołga. Nie wiedzieliśmy dlaczego czarna i dlaczego wołga, ale baliśmy się. Dopiero później dowiedziałam się, że czarnymi wołgami jeździli ubecy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybierasz się na studia polonistyczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Na filologię polską lub praktykę tekstu. Skąd pytanie, znamy się? :)

      Pozdrawiam

      Usuń