sobota, 9 lipca 2016

225. Jan W. "Niedopieszczeni"

O tym, jak jest w korporacji, powiedziano już wiele. Naprawdę dużo, nierzadko treściami, które stoją do siebie w mocnej kontrze: jedni chwalą, uwypuklają zalety, możliwość rozwoju, inni ewidentnie krytykują, wytykając wyścig szczurów i negatywne wpływanie na człowieka. Jan W., książką Niedopieszczeni, również zajmuje w tej sprawie stanowisko, opowiadając się po stronie drugich – tych, którzy w korporacji się nie odnaleźli, którzy powzięli decyzje, by się od niej uwolnić.

Główny bohater Niedopieszczonych to postać, która korporację zna od podszewki. I właśnie po niej – brutalnej, wymagającej, tajemniczej – oprowadza czytelnika, pokazując zarówno to, co piękne i godne pozazdroszczenia, jak i to, co straszne, deprawujące. 

Na wstępie należy zaznaczyć, że nie jest to powieść dobra. Z kilku względów. Pierwszym, a zarazem najważniejszym, jest fakt, że traktuje o zjawisku, które przedstawia, w sposób niezwykle schematyczny, powielający wszystko to, co zostało dotąd powiedziane. Właściwie ta pozycja nie ma wymiernej racji bytu, gdyż nie wnosi niczego nowego, nie rzuca innego światła, nie pozwala dojrzeć nieznanych dotąd płaszczyzn czy struktur korporacji i jej wpływu na jednostkę, a jedynie przedstawia wizję świata takiego, który czytelnik zdążył już poznać w innych tekstach kultury. Konwencja jest prosta: korporacja jest zła, korporacja wyniszcza, korporacji należy się strzec. I to istota tejże powieści, najpełniej wyrażająca treść. Autor stara się w sposób dość impresyjny, prędki ukazać tę rację, jednak ze względu na kruchy, kulejący zarys fabularny, na mizernie prowadzoną akcję, wychodzi to kiepsko. Obserwujemy bowiem bohatera, który daje się poznać jako ten, któremu praca w "korpo" nie jest na rękę, gdyż niesie za sobą szereg niepożądanych, uwłaczających i niszczących psychicznie zjawisk, mających realny wpływ na jego życie. Ponadto, co jest związane z zawodem, zmaga się z niejasną relacją z pewną kobietą. Przez całą akcję utworu snuje retrospekcje, enigmatyczne wizje, prowadząc luźne, pourywane kreacje obrazów i wydarzeń, stopniowo składających się na jedną panoramę rzeczywistości. Jest to jednak dość niezgrabne, chaotyczne i nade wszystko powierzchowne. To tak brutalnie powielone spostrzeżenia i prawdy, że aż trudno w pełni zanurzyć się w czytaniu. Bohater odkrywa, co go wyniszcza, kto ma na niego zły wpływ, czemu powierzył swoje życie i od czego powinien się uwolnić, by móc odzyskać nie tylko kontrolę nad sobą, ale i szczęście. Zdaje się, że autor prowadzi swoją postać przez korporacyjną rzeczywistość bez większego pomysły czy zamierzenia, opierając się przede wszystkim na pseudoodkrywczych spostrzeżeniach i prawdach. Bo nie ma w tej książce niczego, co mogłoby nie tylko czytelnika zaskoczyć, ale przede wszystkim zaintrygować. O wszystkim, o czym pisze Jan W., napisano lub powiedziano wcześniej. 

O ile wymowa Niedopieszczonych pozostawia wiele do życzenia, o tyle język i wydanie sprawiają dobre wrażenie. Narrator – główny bohater – powieści przedstawia swoją historię w sposób mocno ekspresyjny, świetnie wyrażając własne nastawienie do sytuacji, które go dotyczą. Jest to narracja wielce ironiczna, nacechowana uprzedzeniem do konsumpcjonizmu i powierzchowności, skupiająca swoją uwagę przede wszystkim na świecie zastanym, czyli nastawionym na dobra doczesne, szybki zysk i życie zgodne z dyktowanymi trendami. Bohater gardzi wszystkim tym, wyśmiewając zarówno tych, którzy postępują w sposób podobny, jak i tych, którzy zarabiają na powyższych tendencjach. Nie jest to jednak postać z poczuciem wyobcowania. Postrzega siebie jako immanentną część świata zastanego, wyraźnie dystansując się od zasad, które go definiują. W sposób charakterystyczny ocenia nie tylko wyzysk, szalony konsumpcjonizm, wyścig szczurów, powszechne zakłamanie, ale i siebie – zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo (jako część pewnych społeczności). Niedopieszczeni to jednak powieść, która zawodzi. Szkoda czasu na czytanie czegoś, co tak mocno powiela treści i spostrzeżenia. Brak w tej książce elementów, wobec których można przycupnąć na dłużej, które mogą spowodować, że czytelnik poczuje się zaintrygowany, prowadzony w kierunku nowych wniosków i refleksji. To pozycja, która jawi się jako jedna z wielu. Brak w niej osobliwości i elementów, dla których mógłbym ją zarekomendować.
 
2/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz