czwartek, 7 lipca 2016

224. Mateusz Kotlarski "Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik"

Książki podróżnicze to nieodzowny element wakacyjnego ekwipunku. Nie tylko, takie pozycje czyta się przecież z rumieńcem na polikach przez cały rok, jednak latem, gdy czasu i sposobności niewątpliwie więcej, po tego typu wydawnictwa sięga się jakby chętniej. Przynajmniej ja tak mam. Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik zaintrygowało mnie wielce, gdyż traktuje o rejonach świata, którymi ja, jako podróżnik amator, jestem zainteresowany, oraz przedstawia formę podróżowania autostopem, czyli tą, która dla wielu jawi się jako zupełnie obca. 

Mateusz Kotlarski popełnił taką książkę, którą czyta się nie tylko z przyjemnością, ale przede wszystkim z niebywałą ciekawością tego, co dalej, co kartkę, rozdział później. Trudno to wyrazić, bazując wyłącznie na własnych odczuciach, najpełniej bowiem widać to podczas lektury recenzowanej pozycji, ale Kotlet na wynos zasysa, motywuje czytelnika na dalszą, nieprzerwaną wyprawę. Wynika to zapewne z tego, że opisy z podróży nie są długie, nie są nużące. Wręcz przeciwnie. Spisane są w sposób zwięzły, obrazowy, dynamiczny i prędki. To, co autor przeżywa, doznaje i obserwuje podczas podróży, ukazane jest w sposób nieco impresyjny – nie roztacza szerokich i przesadzonych relacji, ma miejsce natomiast lapidarny rzut, wyrażający jednak nie to, co powierzchowne, a to, co stanowi istotę. Kotlarskiego intryguje podróż jako możliwość poznawania czegoś innego, rozumianego bardzo szeroko – miejsc, ludzi, kultur, tradycji, mentalności. Zajmuje go zarówno to, co widoczne od razu – warunki bytowania, sposoby odnoszenia się społeczności poznawanych zarówno do tubylców, jak i obcych, codzienne rytuały, relacje z otoczeniem i miejscem zamieszkania, a także to, co ukryte, a znamienne – postrzeganie rzeczywistości czy siebie w kontekście innych. Widoczne jest wyraźne zaintrygowanie dwoma płaszczyznami: człowiekiem, jako tym, do którego warto podróżować (można odnieść wrażenie, że cała ta podróż odnosi się wobec człowieka) oraz podróżą, jako czynnością. Z jednej strony, co charakterystyczne dla przemieszczania się autostopem, poświęcany jest ogrom uwagi stopniowemu zbliżaniu się do wyznaczonych miejsc, przy czym należy wspomnieć, że relacje z przejazdów są niezwykle szerokie – Mateusz Kotlarski przygląda się i tym, którzy zdecydowali się go zabrać, i temu, co podczas podwózki doświadcza. Zajmuje go zarówno towarzystwo, jak i nastrój towarzyski – czego dotyczą rozmowy, jak przebiegają, jak zachowuje i odnosi się wobec Niego kierowca. Z tych relacji wyłaniają się poszczególne typy nie tyle ludzi, którzy podróżują, ile obywateli konkretnych państw. Możemy zaobserwować ich naturę oraz kontrastowość, która występuje zarówno w stosunku do nas, ludzi zachodu, jak i tych, których autor podczas swojej wyprawy spotkał prędzej. Ten dualizm dostarcza odbiorcy niewątpliwie szeroką panoramę, zawierającą przede wszystkim człowieka – w całej jego istocie.

Kotlet na wynos zawiera opis z podróży, w której zwiedzający integruje się z napotkanymi podczas przemierzania społecznościami. To ważne, gdyż czytający doświadcza nie tylko ogólnego obrazu tego, jak wygląda życie, jak się żyje w obcych miejscach, ale przenika do znacznie głębszych struktur, do jądra – codzienności, mentalności i sytuacji, które podejrzeć można wyłącznie wtedy, gdy zostanie się w pełni przyjętym, zaakceptowanym przez tubylców. Mateusz Kolarski zamieszkuje na przykład z mongolską rodziną w jurcie, nie tylko obserwując ich zachowania czy rytuały, ale przede wszystkim stając się częścią ich świata – przejmuje nawyki, dostosowuje się do warunków i panujących tam zasad, pracuje, wyprowadza owce. On sam, a w rezultacie i odbiorca relacji, nasiąka klimatem i istotą odwiedzanych miejsc. Kotlarski podróżuje bez ograniczeń czasowych, pozwala sobie zatem na dłuższe pozostawania w jednym miejscu, a co za tym idzie – szersze poznanie i głębszą penetrację tego, co nowe.

Recenzowana książka to pozycja, którą czyta się jednym tchem. Dostarcza nie tylko wymownych wizji i obrazów tego, jak wygląda świat, jak toczy się życie w miejscach przez autora odwiedzonych, ale również wymiernych informacji, ciekawostek i spostrzeżeń. Kotlet na wynos przyczynia się do wygenerowania niesamowicie bogatego wyobrażenia o świecie przedstawianym, sprawiając, że czytelnik odkłada to wydawnictwo na półkę w równie wielkim zaintrygowaniu, co trwa podczas lektury. Polecam wszystkim tym, którzy interesują się podróżami na wschód, oraz tym, którzy cenią dobrze napisaną, niewymagającą literaturę podróżniczą.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz