sobota, 25 czerwca 2016

222. Wisława Szymborska "Ludzie na moście"

Poezja Wisławy Szymborskiej jest dla mnie ważna. Bardzo. Za każdym razem, gdy  myślę o tym, by sięgnąć po tomik wierszy (a w ostatnim czasie zdarza mi się to czynić niebywale często), pierwszą myślą jest to, by wybrać któryś autorstwa polskiej noblistki. Upatruję w lekturze jej wierszy nie tylko niezmierzoną przyjemność estetyczno-intelektualną, ale również poczucie, że nie jestem umoralniany czy potępiany, a delikatnie, choć wymownie, ukierunkowany. Bo wartości i prawdy, które można odczytać ze spuścizny poetki, są istotne również dla mnie.

Ludzie na moście to tomik, o którym łatwo i niełatwo – równocześnie – pisać. Dzieje się tak, gdyż z jednej strony przekazy tych wierszy, kierunki myślowe, ku którym mnie popychają, są przeze mnie zdefiniowane, odczytane, z drugiej strony zmagam się z nie lada problemem, by jednoznacznie powiedzieć, co stanowi ich istotę. Nie sposób bowiem zamknąć jądra tych utworów w tak krótkiej formie, jaką jest ten tekst. Bo poezja Szymborskiej, a także sposób, w jaki do niej podchodzę, to płaszczyzny, o których mógłbym pisać, pisać i pisać.... Postaram się jednak w miarę lapidarnie wyrazić to, co najwymiernej określa mój stosunek do wierszy pochodzących z recenzowanego tomiku.

Poezja Ludzi na moście to liryka poszukująca. Człowiek, który wyłania się z utworów zebranych w tej pozycji, to człowiek umiejscowiony na drodze, w rzeczywistości, którą otacza szalenie wiele zjawisk, sytuacji i bodźców, mających bezpośredni wpływ na jego życie. Szymborska zajmuje się istotą ludzką oraz jej problemami. Pisze o tym, co stanowi o nas i o naszym życiu, kontrastując to, co wielkie, co teoretycznie znaczące dla naszego bytowania, z tym, co powierzchowne, krótkofalowe i marne. Bo rzeczy ogromne, kroki milowe, dokonania nauki i odkrycia, dotyczące zarówno tego, co bliskie lub dawne, jak i tego, co stanowi o wszechświecie, jawią się tutaj dwojako. Z jednej strony uwypuklają enigmatyczność rzeczywistości i naszego życia, z drugiej zaś obrazują, jak mało znaczymy, jak dwutorowo toczy się życie. Bo realizuje się w nas i poza nami – jesteśmy poddani zarówno upływowi własnemu, który następuje niewyobrażalnie prędko i zatrważająco, jak i przemijaniu zewnętrznemu, które również zawiera w sobie to mniejsze, bezpośrednio związane z nami. Podmiot liryczny niejednokrotnie zmaga się z miejscem, rolą i znaczeniem człowieka we wszechświecie, a także zajmuje się jego relacją z innymi, z całą wszechrzeczą. Słowa wielkie, tematy wielkie – wszystko wskazuje na to, że wiersze te muszą być wzniosłe oraz patetyczne. Otóż nie, bynajmniej. Właśnie w tym upatruję znamienitość tych tekstów – Szymborska penetruje tak istotne, tak niedefiniowalne zagadnienia w sposób tak przystępny, tak prosty. Prowadzi czytelnika ścieżką poetycką, wyraźnie wskazując palcem, na co warto spojrzeć, czemu się warto przyjrzeć. I choć nie mówi wprost, co jest prawe, a co nie, to odbiorca prędko dostrzega wartości obrazów przedstawionych, generując własne spostrzeżenia i poglądy.

Przemijalność to w moim przekonaniu słowo klucz dla tego tomiku. Płaszczyzna ta przenika niemal każdy wiersz, stając się najwymowniejszą składową utworów. Stanowi jednak o sobie w sposób dość osobliwy, nie postrzega bowiem swojej istoty jako oderwanej od innych czynników, niezintegrowanej, jako tej, która jest istotą samą w sobie. Szymborska zajmuje się nią, ale postrzega ją wyłącznie w kontekście czegoś – ciągłości wszechrzeczy, świata, innych ludzi, przedmiotów, dat czy wydarzeń. Stabilność otoczenia – nieskończoność, nieprzemijalność wszechświata, istnienia, jako takiego – zostaje przez poetkę wymownie przyrównywana do losów człowieka, które ukazane w ten sposób dostają nowy, przykry obraz – nietrwały, krótki. Wiersze zajmują się człowiekiem jako tym, który rzucony jest w czas i który nie tylko nie potrafi nad nim zapanować, ale również w pełni zrozumieć. Nie ma w nich goryczy przemijania, brak pretensji do świata o to, że nasz los dobiegnie kiedyś końca, że umrzemy. Jest świadomość tego, że to wszystko trwa absolutnie krótko, jednak wiedza ta nie jest źródłem roszczeń, a spokoju – pogodzenia ze sobą, z tym, co dookoła. I choć rzeczy, którymi się otaczamy – co ewidentnie widać w wierszu Odzież – przeżyją nas, są nam potrzebne tylko dopóki żyjemy, a wszystko, co było przed nami – świat, kosmos, istota ludzka, natura – będzie trwało również po nas (co uzmysławia nam, jak marni, jak nieznaczący jesteśmy), w wierszach brak niepokoju względem końca czy naszej chwilowości. Jest za to niezmierzona próba umiejscowienia człowieka w tym wszystkim, co przez niego zastane, oraz uwypuklenie – mimo wszystko, mimo jego kruchości i chwilowości – jego znaczenia.

Wisława Szymborka uważnie obserwuje człowieka, patrząc na niego wyłącznie w kategoriach relacji z otoczeniem. Czy zabierzemy się za lekturę Nadmiaru, Widoku z ziarenkiem piasku, Odzieży, Domu wielkiego człowieka, W biały dzień czy Dzieci epoki, we wszystkich tych wierszach dostrzeżemy żyjącego jako tego, który jest uwikłany w rozmaite relacje. Zarówno w te wielkie, egzystencjalne, jak i mniejsze, związane z przynależnością lub posiadaniem. Poetka klarownie ukazuje, że to właśnie te powiązania definiują i nadają znaczenie ludzkiemu istnieniu, że to z nich wynika wszystko to, co o nas stanowi. Bo wszechrzecz jest zupełnie obojętna na nas, na pojedyncze życie, nie spostrzegła – o ile można tak powiedzieć – że powstaliśmy, że trwamy, że umrzemy. Jesteśmy jednymi z wielu, idziemy drogą, która została wydeptana przez miliardy ludzi przez nami. Naturze również jest obojętne to, że istniejemy, ona sama zaś – w całym swym pięknie i różnorodności – nie ogranicza i nie definiuje się. Tylko my, nazwani przez bogów greckich Jednodniowymi, tak znacząco podlegamy czasowi oraz tak wielce jesteśmy ograniczani przez to, co dookoła. Próbujemy uzasadniać własny byt, tłumacząc to, co zastane, szukając własnej roli w przestrzeni, jednak nie mamy na to wystarczająco czasu – niezmiennie przemijamy. Pomimo brutalności spostrzeżeń, z którymi Szymborska zostawia czytelnika, Ludzie na moście to tomik, który zasadza w odbiorcy ziarenko spokoju oraz pewności, że to, że jest, że trwa, że żyje, ma sens. Bo przecież Nie ma takiego życia,/ które by choć przez chwilę/ nie było nieśmiertelne, a cudem jest wszystko to, co nas otacza.

6/6

Za tomik dziękuję wydawnictwu Znak.

1 komentarz:

  1. Dzień dobry. Myślę, że poezja Wisławy Szymborskiej ma wymiar filozoficzny.

    OdpowiedzUsuń