piątek, 27 maja 2016

216. Charles Dickens "Maleńka Dorrit"

Dwa określenia, w których mógłbym zamknąć swoją opinię na temat Maleńkiej Dorrit to prostota i wymowność. To słowa, które najpełniej ujmują to, co sądzę o powieści Dickensa. Odzwierciedlają całą siłę, która bije z tego utworu, która sprawia, że lektura pozostaje niezapomnianą, wyjątkową. To jedna z tych książek, które niosą olbrzymi przekaz, które uzmysławiają pewne wartości, uwypuklają istotne prawidła.

Dickens popełnił powieść niewątpliwie wielką. Taką, w której postacie są charakterystyczne, reprezentujące coś znacznie więcej, niż zbiór cech czy zachowań, które nadaje na potrzeby utworu autor. To bohaterowie z jednej strony mocno osadzeni w przedstawianej rzeczywistości, a z drugiej zawieszeni gdzieś poza nią – wśród nas. To osobowości, które reprezentują coś znamiennego i prawdziwego, co pozwala dostrzec pewne zjawiska w świecie, w którym żyjemy. Pogrążając się w lekturze Maleńkiej Dorrit, zanurzamy się w patchworku utkanym z dwóch, jakże skrajnych, realiów: tytułowej Dorrit, która reprezentuje to, co piękne, podszyte miłością, prawdą i troską, oraz światem postaci, które postępują nie tyle nieczysto, ile niejasno – mamy do czynienia z enigmatycznymi bohaterami, tajemniczymi interesami, zaborczymi charakterami. Podobna kontrastowość występuje na innych płaszczyznach, na przykład przy relacjach, jakie łączą konkretne charaktery z miejscami, w jakich żyją. Niewinna, nieskalana Dorrit przebywa w więzieniu, co przy jej postępowaniu tudzież osobowości jawi się jako osobliwe. Jej troska, opieka nad ojcem i członkami rodziny, postrzegana przez pryzmat otoczenia, w którym wyrosła, w którym trwa, zatrważa, pokazując, że o człowieku winny stanowić wyłącznie jego działania oraz to, jaki jest, a nie skąd pochodzi czy w jakich warunkach się chował. Interesująco zostaje również poprowadzony wątek nagłego wzbogacenia się rodzinny głównej bohaterki, opuszczenie murów więziennych i wyruszenie w podróż. Wywindowanie społeczne, zastrzyk gotówki, wolność, prestiż – wszystko to w jakimś stopniu – co z uwagą opisuje narrator – naznaczyło bohaterów, kształtując ich charaktery i wpływając na decyzje, jakie podejmują. Tylko Dorrit – mimo licznych uwag otoczenia, od którego tak odstawała – nie uległa świadomości o wysokiej pozycji społecznej, nie tyle nie doceniając możliwości, jakie daje, ile martwiąc się o własną nieprzydatność – skoro ojcu ponownie się wiedzie, komu jest potrzebna? 

Maleńka Dorrit to powieść wielowymiarowa. Choć fabularnie jest dość oszczędna, ukazuje czytelnikowi całą paletę charakterów, sytuacji, postaw i zachowań, które dźwigają na swych barkach jakąś wartość. Nierzadko niemałą, wyraźnie ukazującą pewną zależność lub prawdę. Obrazy, które kreuje, dotyczą przede wszystkim człowieka uwikłanego – w konkretne zjawiska, relacje, zależności. Ukazuje jednostkę, podkreślając jej znaczenie i wartość. Bo w świecie Dickensa to konkretna osoba kształtuje rzeczywistość, determinując losy drugiego człowieka. Mamy do czynienia z postaciami, które postępują w sposób szlachetny, odmieniając życie potrzebujących czy cierpiących, oraz z bohaterami, którzy przysparzają podobnymi zachowaniami krzywdę lub zadają ból. Autor nie bazuje jednak na takich skrajnościach, jednoznacznie pokazując, co jest dobre i prawe, a co ewidentnie złe, lecz uzmysławia czytelnikowi, że bycie szlachetnym i moralne postępowanie zawsze przynosi owoce oraz sprawia, że nie tylko osoba, która kieruje się sercem i troską o innych, ale również całe otoczenie, w którym żyje, czerpie z tego korzyści. Bo to powieść przede wszystkim o wartości człowieka, która wynika z jego relacji z innymi, staraniami wobec innych oraz pracy na rzecz ludzi. To opowieść traktująca o bezgranicznej miłości i prawości w działaniach oraz o tym, że niezależnie od środowiska, wydarzeń i oczekiwań, zachowanie tzw. postawy wyprostowanej jest możliwe. Tytułowa Dorrit, choć nazywana maleńką, choć działającą na rzecz najbliższych od wczesnego dzieciństwa, utożsamiana jest zarówno z dobrem i niewinnością, jak i dojrzałością. To zachwycające, niezwykle wymowne, że tak młoda – chciałoby się powiedzieć, że mała – osoba, o tak ograniczonych możliwościach, tak wymiernie i wielce świadczyła pomoc, opiekę i troskę. Skontrastowanie tak wielkich czynów z tak młodym wiekiem i dziecięcą postawą sprawia, że kwestie, które są poruszane, jawią się jako niezwykle widoczne, oczywiste wręcz – niesienie dobra, miłość, troska, świadczenie pomocy to wartości nieprzecenione, które winny stanowić o naszym człowieczeństwie, o tym, kim jesteśmy. Nie dobra doczesne, nie majątek. Jedynie to, co możemy oferować innym, ma prawdziwą wartość.

Powieść Dickensa to utwór ciepły i prawdziwy, który zasadza w czytelniku ziarenka myśli, będące punktem wyjścia do rozważań. To opowieść o nas i o tym, co stanowi o naszej przydatności i naszym znaczeniu. Książka porusza te wartości, które są pryncypialne, ponadczasowe. To historia, która powinna zakorzenić się głęboko w każdym z nas, by wydać tak duże plony, byśmy mogli zastanowić się nad tym, co tak naprawdę jest ważne. Może jednak okazać się, że ważnie nie jest to, co dotąd uważaliśmy, a to, co traktowała jako istotne tytułowa Dorrit. Książka niewątpliwie warta uwagi.

6/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG.

3 komentarze:

  1. Lubię książki proste, które jednocześnie zmuszają nas do pewnych refleksji. No i do tego to wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach. Warto tę książkę znać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dickens ciągle mnie zaskakuje, odkrywam po kolei jego książki, a każda kolejna wnosi coś ważnego do mojego życia. Tej powieści akurat nie czytałem, ale jestem przekonany, że warto. Ponadto wystarczy spojrzeć na okładkę od MG, by jej zapragnąć ;)

    OdpowiedzUsuń