wtorek, 17 maja 2016

214. Wiesława Maciejak "A życie się toczy"

Obraz życia na wsi intryguje. Interesuje mnie na tyle intensywnie, że niekiedy jestem w stanie zaryzykować lekturę miałkiej historii, napisanej pod znak tkliwych, romantycznych wątków lub opowieści o tym, jak jakaś biedna dziewczyna chce się wyrwać z rodzinnej miejscowości, wyjechać do miasta wielkiego i obcego. Nie inaczej było w przypadku powieści Wiesławy Maciejak A życie się toczy, po którą sięgnąłem ze względu na panoramę życia na wsi, prowincjonalnej mentalności, godząc się na to, że mogę dostać opowieść, która niekoniecznie mnie interesuje.

To, co najbardziej ujęło mnie w lekturze A życie się toczy, to niezwykle szeroka, dokładna i wielopłaszczyznowa panorama wsi, jako świata, który rządzi się własnymi prawami, który definiowany i determinowany jest na podstawie własnych, jakże odrębnych, zasad oraz prawideł. To wizja w pewnym sensie mitologiczna, gdyż stanowi o rzeczywistości, którą przedstawia, jak o dogmacie, racji, która jest oczywista i jedyna. Autorka roztacza przed czytelnikiem obraz tego wszystkiego, o czym zainteresowany tematem może domniemywać – mamy codzienną rzeczywistość, naznaczoną trudną, rzetelną, rutynową pracą, życie w cieniu obrzędów kościelnych i wszystkich tych elementów wierzeń, które mogą wpływać na postawę jednostki; dostajemy konkretny, wyraźny rys zależności i relacji zarówno między osobami pochodzącymi z tej samej grupy społecznej, jak i panów ze sługami. Uwypuklona ponad wszystko jest jednak codzienność – naznaczona obowiązkami i odsuwaniem na drugi plan własnych potrzeb. A jest ich wiele i są różnorodne, gdyż bohaterowie, którzy żyją w świecie recenzowanej powieści, mocno kontrastują ze sobą – mamy zarówno ubogich, uległych względem wyżej postawionych, jak i tych, którym się powodzi, którzy stanowią o własnym otoczeniu i życiu. 

A życie się toczy rodzi w świadomości czytelnika pewną panoramę, obraz zależności i prawideł, które są znamienne dla świata, o którym traktuje powieść Wiesławy Maciejak. To świat jasny i klarowny, a jednocześnie rozdarty i podzielony. Obok tych, którym wiedzie się dobrze, żyją Ci, którzy muszą usługiwać i wyzbywać się własnego honoru tudzież własnych potrzeb – jakże przejmujące jest to dla czytelnika, zwłaszcza wydarzenia kluczowe dla recenzowanej książki – na przykład mimowolna ciąża będąca wynikiem gwałtu. Wizja roztaczana jest jednak znacznie szerzej, prezentując zarówno ogół, znamienność, istotę, jak i szczegół, detal. Obraz matki, dla której losy dziecka – poczętego w gwałcie – są obojętne na tyle, że intensywniej angażuje się w wychowanie pociechy swojej pani, ewidentnie je faworyzując, zatrważa. Podobnie na czytelnika działają m.in. wizje ucieczek i poniżania kobiet, które zostały wykorzystane, które spodziewają się nieślubnego dziecka. Bo wartości kościoła – co znamienne dla prowincjonalnej ludności – znaczenie mają tutaj niewyobrażalne nie tylko dla postawy poszczególnych osób, ale przede wszystkim dla ogólnego wydźwięku, lokalnej mentalności.

Musze przyznać, że niezupełnie roztropna była decyzja, by sięgnąć po książkę Wiesławy Maciejak. To powieść, której nie sposób zarzucić braku klimatu, charakterystycznych postaci lub intrygującego miejsca akcji – bynajmniej. To jednak pozycja, której lektura realizuje się przede wszystkim na płaszczyznach, które być może dla mnie, jako czytelnika ukierunkowanego na inne sposoby narracji, inne historie, okazały się nietrafione. To bowiem powieść dość sentymentalna, opierająca się na prostym – w pewnym sensie solidarnościowym – poczuciu współczucia i swoistej tożsamości z postaciami, które – jak mniemam – w największym stopniu mogą odczuwać kobiety o określonych czytelniczych preferencjach. Nie jest to jednak – co istotne – książka oczywista czy przewidywalna. Oferuje nutkę niepewności, niejasności, intrygująco flirtującą z sagowym podejściem do literackiej rzeczywistości.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz