środa, 11 maja 2016

213. Helena Kowalik "Miłość, zbrodnia, kara"

Helena Kowalik proponuje czytelnikowi obszerny zbiór krótkich reportaży. Reportaży wstrząsających, gdyż ukazujących w pełni okrucieństwo, którego jest w stanie dopuścić się człowiek. Są to historie przerażające, ukazane w sposób pełny i prosty. Autorka na warsztat bierze wydarzenia, których wspólnym punktem jest miłość – niestety taka, która pozbawiona jest happy endu. Miłość zwieńczona strachem, krwią i skomplikowanym procesem.

Recenzowana książka przedstawia szerokie spektrum okrucieństw tudzież krzywd, które spotkały ludzi w związkach. To sytuacje, w których jedna ze stron – nierzadko żyjąca w mylnym przeświadczeniu co do osoby, z którą przeżyła jakiś okres – doznaje niewyobrażalnego cierpienia, zazwyczaj odbierającego to, co najcenniejsze – życie. To pozycja, w której uwypuklają się wszystkie chore, prowadzące do klęsk emocje i postawy, takie jak niezmierna zazdrość czy przekonanie, że można decydować o życiu drugiej osoby. Właśnie, decydowanie. To chyba słowo klucz, gdyż bohaterowie reportaży popełniają decyzje względem osób – zazwyczaj tragiczne i nieodwracalne. To książka, w której wszystko to, co niezdrowe w związku, a także owoce, które są efektem ślepej miłości, stałego zaufania, wychodzą na pierwszy plan. Wychodzą i przerażają, bo jak – zadajmy sobie te pytania – można igrać na czyiś uczuciach, licząc wyłącznie na szybki zysk? Jak można konfabulować, przekonywać o wielkiej miłości, a tak naprawdę uprawiać brutalną grę? Jak można jednocześnie "kochać" kilka osób? I wreszcie pytanie, na które odpowiedź najtrudniej znaleźć: jak można kogoś zabić?

Miłość, zbrodnia, kara to studium wielu tragicznych przypadków, które nie powinny się nigdy wydarzyć. To wgląd do świadomości tych, którzy w imię miłości krzywdzili, dokonywali mordu, lub tych, którzy pod pozorem wielkiego uczucia osiągali własne, najczęściej stricte materialne, korzyści. Nie sposób w pełni ukazać rozmachu okrucieństw, którym przygląda się czytelnik podczas lektury, gdyż jest ich bardzo dużo, jednak prościej mówić – obraz wyłania się sam – o ogólnej panoramie tego, co opisuje autorka. To sytuacje skrajne, kontrastujące ze wszystkim tym, co powszechnie uznajemy za dobre, moralne i prawe. To wydarzenia szokujące swym okrucieństwem i wydźwiękiem, pokazujące, że zło to zjawisko, które dotyczy każdego – nas, sąsiadów za ścianą lub płotem, ludzi przypadkiem spotkanych na ulicy, znajomych, nieznajomych. Większość bohaterów, którzy przewijają się przez karty książki, uchodziło za ludzi, których nie sposób podejrzewać o żadną patologiczną aktywność. To osoby sukcesu, wspaniali ojcowie i małżonkowie, wykształcone jednostki, dobre i niewzbudzające podejrzeń otoczenia postawy. Ci, którzy ostatecznie dają się poznać, jako ucieleśnienie źródła krzywd, bynajmniej nie jawią się z początku podobnie. To ludzie, którzy robią wrażenie przynajmniej dobre – mili, troskliwi, interesujący, dobrzy, cierpliwi, zaangażowani, normalni. Żadna z tych osób nie przypomina katów, morderców, żadna z nich także – co jest do przewidzenia – nie wspomina na pierwszym spotkaniu, w pierwszych fazach relacji, że zdolna jest zabić, zadać ból, oszukać. Nie wspomina – być może z wielu powodów. Raz, że wyjawienie prawdziwych planów, prawdziwej natury, nie sprzyja realizacji założeń – na przykład wzbogacania się cudzym kosztem. Dwa – być może taka osoba sama nie wie, co w niej siedzi, do czego jest zdolna. Bo przecież – jak to pisała Szymborska – tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. A miłość sprawdza jak nic. Wyciąga na wierzch nie tylko to, co dobre, wspaniałe, ale także to, co wolelibyśmy ukryć, schować na dnie osobowości – między innymi zazdrość.

Na początku było uczucie. Wielkie, niczym nieskrępowane. Uczucie, które wzięło się teoretycznie z przypadku. Do osoby, która idealistycznie poszukiwała drugiej połówki na jednym z portali, zgłosiła się inna. Napisała krótką wiadomość, wyrażającą chęć bliższego poznania, zapewniającą, że pod wieloma względami ich oczekiwania są tożsame, że warto poświęcić chwilę, bo być może to przeznaczenie. Po tym szło z górki: wymiana treści, zdjęć, spotkanie, zrodzenie się uczucia, zaufania. Dalsze scenariusze różnią się nieco, jednak zwieńczone są łzami, utratą dóbr materialnych lub... życia. To schemat. Niełatwy do pojęcia – no bo jak tak można? – ale prawdziwy. Na tyle prawdziwy, że zrealizowany wielokrotnie, że doświadczony przez wiele osób. Miłość, zbrodnia, kara przedstawia mnóstwo takich sytuacji, obrazując zarówno ból, który powoduje strata, jak i emocjonalną oraz psychiczną płaszczyznę. Bo przecież nie mówimy o pionkach ani o wyprutych z życia wewnętrznego manekinach, ale o ludziach. Tych samych, którzy pięknie, namiętnie kochają, ale równie intensywnie cierpią. A postacie, które opisuje Helena Kowalik, mają powodów do łez bez liku – zostały oszukane, zranione, wykorzystane, odepchnięte, poniżone, skrzywdzone. Wszystko, co najgorsze do przeżycia w związku, stało się w ich życiu faktem. Niezwykle brutalnym.

Książka Kowalik to sposobność do analizy postaw i psychiki osób, które krzywdzą i doznają krzywdy. Niezwykle klarownie zostaje ukazany sposób wzbudzania zaufania, owijania ofiary wokół palca, przy jednoczesnym pokazaniu zaangażowania i uczucia, którym pała poszkodowana. To także obraz ogromu emocji i całej sytuacji, która ma miejsce po odkryciu prawdy. To obrazy brutalne, realizujące się na sali sądowej, przy przytaczaniu wszystkich faktów i całej przeszłości, których zrozumienie w pełni wyjaśnia motywy, które kierowały złoczyńcą. A mamy ich wielu. Tak jak wspominałem, zazwyczaj takich, których trudno na pierwszy rzut oka o coś posądzić. Bo czy ojciec, wzorowa głowa rodziny, gorliwy katolik, który w ogrodzie modli się do kapliczki, który przewodniczy kółkom religijnym, którego dzieci uczęszczają na poranne msze, może okazać się tyranem, wymierzającym dzieciom przerażające kary? Albo czy mężczyzna, który jawi się jako bogaty biznesmen, o wielu pasjach i nieskazitelnym charakterze, może okazać się oszustwem? Otóż tak, mogą. Helena Kowalik pokazuje to na wielu – proszę mi wierzyć, naprawdę wielu – przykładach. I choć wierzyć się nie chce, tak było.

Miłość, zbrodnia, kara me jednak pewien mankament. Mam na myśli jej obszerność, treść – powierzchownie bogatą. Większość reportaży opiera się na tych samych zasadach, na podobnych motywach. Przy lekturze bardziej zaangażowanej, dłuższej, imiona (nierzadko zmienione) i fakty zacierają się, tracąc swoje kontury, indywidualność, a w świadomości czytelnika pozostają pojedyncze obrazy (np. ojca-tyrana-katolika, mężczyzn, którzy z zimną krwią zamordowali emerytkę, a następnie nogą "dopchali" jej w gardło szkło), ogólna panorama. Być może taki był zamysł autorki, by ukazać wydźwięk, istotę, coś znamiennego dla opisywanych zjawisk, jednak dla mnie, czytelnika ceniącego szczegóły, zacieranie się treści reportaży było sporym problemem.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję Business&Culture oraz wydawnictwu Muza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz