wtorek, 1 marca 2016

201. Lenz Siegfried "Minuta ciszy"

Szymborska pisała, że minuta ciszy po umarłych czasem do późnej nocy trwa. Główny bohater Minuty ciszy, Christian, jest dowodem na to, że te słowa mają racje bytu, że są absolutnie prawdziwe, a życie je w pełni uzasadnia. Strata bowiem, którą poniósł, w pełni wyrażą tę myśl.

Niemcy, lata 70. XX wieku. Grono pedagogiczne i uczniowie opłakują śmierć trzydziestoletniej Stelli, nauczycielki języka angielskiego. Wśród uczniów znajduje się nastoletni Christian, wyjątkowo przeżywający nagłe odejście kobiety. Podczas upamiętniającej ceremonii przywołuje obrazy z przeszłości, roztaczając obraz ich krótkiej, choć niezwykle żarliwej, relacji.

Minuta ciszy pod względem konstrukcyjnym to powieść ciekawa, prowadząca czytelnika przez przedstawianą historię od końca – rozpoczyna się w momencie, gdy wszystko jest dokonane, a kolejne jej etapy rozświetlają niejasności i tłumaczą czytelnikowi zastaną sytuację. To stanowi duży walor recenzowanej książki, właściwie przemawiający za jej wyjątkowością, gdyż same wydarzenia, które mają w niej miejsce, abstrahując od językowego i obrazowego sposobu ukazania, nie są w stanie mocno zaskoczyć odbiorcę. Mamy bowiem do czynienia z powieścią, w której to, co nie powinno się wydarzyć, dzieje się. Pojawia się głęboka relacja, miłość, między uczniem – głównym bohaterem – a nauczycielką angielskiego, będącą punktem wyjściowym rozważań narratora. Nie tylko to, ale również szereg kolejnych sytuacji, naznaczających losy zakochanych, kontrastują z wyobrażeniem, jakie naradza się w głowie czytającego – para zostaje rozdzielona przez tragiczne wydarzenia, a jeszcze wcześniej ograniczona przez stereotypy i powszechnie uznawane normy oraz formy – otoczenie, różnice wieku, postawy wynikające z relacji uczeń-nauczyciel. Ich jedność, zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i świadomościowej, a także to, co z niej zostało – po śmierci Stelli – stanowią przedmiot zainteresowania nie tylko samego autora, ale również główny obiekt zainteresowania odbiorcy.

Christian, mimo młodego wieku, to postać szczególna – stojąca niemal na równi pod względem mentalnościowym i psychicznym ze znacznie starszą Stellą. To bohater, którego wyróżnia wyjątkowo naszkicowana osobowość, wyrażająca się przede wszystkim niebywałą mieszanką dziewictwa, dziecięcej wręcz naiwności z jednoznacznym męstwem i dojrzałością, a także intrygującą wrażliwością, która nieustannie przenika się ze świadomością świata – realizmem i osadzeniem w rzeczywistości. Lenz Siegfried kreuje takie postacie, które czytelnik obserwuje jakby przez mgłę, przez powłokę zamazującą kontury i szczegóły, czyniącą głównym elementem obserwacji same sytuacje, nie zaś sylwetki bohaterów. Ich spotkania – zarówno te pełne namiętności i czułości, jak i te zachowawcze, mniej prywatne – mają wymiar umowny, symboliczny, stanowiący zalążek rozważań o istotę miłości – możliwości jej definiowania, ograniczania, kontrolowania i rozumowania.

Bohaterowie powieści zdają się przebywać w zupełnie innym, obcym, wymiarze, a jednocześnie niezwykle klarownym i oczywistym. To w pewnym sensie świat złudzeń, będący równolegle światem mocno obarczonym realiami i odpowiedzialnością za czyny, decyzje i postanowienia. Dzieje się tak, gdyż dostajemy historię, która, choć wydarzyć się mogła, to wydarzyć się nie powinna; historię, która skoro się wydarzyła, powinna mieć inne zakończenie; historię, która choć piękna, ma wydźwięk tragiczny; historię niezwykle ciepłą, dążącą do swoistej harmonii, a jednocześnie gorzką, niszczącą dotychczasowy ład. Nie chcę popadać w niepotrzebny patos, nie chcę uciekać w wielkie słowa, jednak ta powieść jest na tyle uniwersalna i wymykająca się jednoznacznym ocenom, że nie sposób traktować jej w sposób mniej złożony. Wymaga bowiem od czytelnika otwartości i zdolności wychodzenia poza wyznaczone granice, gdyż w innym wypadku – podczas próby dosłownej lektury – może zostać odczytana jako jedna z wielu pozycji o miłości. Minuta ciszy to opowieść o uczuciu będącym ponad konwenanse i formy, a także o tym, że znajomość, która może mieć miejsce między ludźmi, nie musi – co więcej, nie powinna – być dyktowana i determinowana przez wiek. To historia o pięknej relacji, zwieńczonej tragedią. O potrzebie bliskości tudzież dorastaniu. Intrygująca, tajemnicza, nieco alegoryczna. Warta lektury.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Dobra Literatura.

2 komentarze:

  1. Czy o związku ucznia i nauczycielki dowiadujemy się tylko z retrospekcji? Czy dochodzi do ujawnienia tego sekretu? A może nie warto zdradzać tej informacji, bo to ważny element konstrukcji fabularnej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bohater powoli rozwija obraz ich relacji. Czytelnik szybko dowiaduje się, co tak naprawdę ich łączyło. :)

    OdpowiedzUsuń