niedziela, 17 stycznia 2016

193. Michał Piedziewicz "Dżoker"

Dżoker należy do tych powieści, które nie tylko ukazują konkretną historię, uwypuklają prawdy czy myśli, ale również mocno osadzają czytelnika w jakiejś rzeczywistości, przenosząc do krainy, do czasów, których już nie ma. To opowieść, która sprawia, że czytający staje się bezpośrednim obserwatorem frapujących wydarzeń, naznaczonych tętnem życia miasta. 

Główni bohaterowie powieści to Łucja, pracownicza poczty, młody dziennikarz Adam Grabski oraz Krzysztof Wilczyński, zajmujący się przemytem alkoholu. Życie tej trójki, toczące się na terenie prężnie rozwijającej się Gdyni, plącze się ze sobą, przynosząc niesamowite wydarzenia oraz relacje, które – po ludzku – należą do zagmatwanych. Stanowią bowiem wyraz wielu ludzkich pragnień, determinujących postępowania. 

Jest w tej książce coś, co sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury, od zagłębiania się w wykreowaną przez Michała Piedziewicza rzeczywistość. To klimat. Bohaterowie, których powołał do życia, zdają się żyć w symbiozie, w integralnej relacji z miastem – Gdynią – które, podobnie jak postacie, zaczyna dopiero stawać na nogi, naradzać się, przechodzić na wyższy poziom istnienia, funkcjonowania. Bo miejscowość ma w tej powieści duże znaczenie, nie tylko ze względu na miejsce akcji, liczne odwołania historyczne i walory klimatotwórcze – autor dokonuje jego portretu, uwiecznia coś ulotnego, trudnego do dojrzenia – duszę. To opowieść, w której przestrzeń ożywa, zdaje się wychodzić na główny plan, bezpośrednio przed czytelnika, tworząc z bohaterami coś kompatybilnego, niemożliwego do rozdzielenia – postacie są mocno związane z Gdynią, miasto jest istotnym elementem ich losów, a z kolei te – jakże zagmatwane – stanowią esencję Dżokera. Właśnie ta niesamowita relacja, powiązanie, ta zależność, decyduje o tym, że powieść chwyta za serce, że pochłania, w pełni przenosi do ukazywanej rzeczywistości. Czytelnik czuje się tak, jakby dyskretnie, choć z wyśmienitej perspektywy, podglądał losy szukających odpowiedniej drogi ludzi, mając jednocześnie podgląd znacznie szerszy – na miasto – na jego najgłębsze warstwy, w te elementy, które podlegają ciągłym przemianom, przeobrażeniom. 


Gdynia w recenzowanej powieści dopiero się naradza. Powstaje, buduje się, unowocześnia, stając się miastem bynajmniej nie standardowym – wyjątkowym, będącym dla wielu ucieleśnieniem marzeń, symbolem czegoś nadchodzącego, nowych czasów. I właśnie taki obraz udziela się czytającemu; odbiera ją jako miejsce, które nie tylko się przebudowuje, wznosi, ale przede wszystkim tętni życiem – za sprawą różnych wydarzeń, relacji, spotkań, historii. To książka, która z niezwykłą pieczołowitością przygląda się miastu, w którym rozgrywa się akcja, ukazując to, co stanowi jego istotę – zarówno tę obiektywną, pełniącą obiekt zainteresowania wszystkich, jak i tę subiektywną, ważną dla bohaterów z różnych, nierzadko mocno prywatnych lub sentymentalnych, powodów. Autor uwypukla jej fizyczność, przytaczając wydarzenia związane z powstawaniem ważnych, znaczących miejsc – takich jak gmach poczty, w którym pracuje główna bohaterka – oraz podkreślając relacje, podejście wykreowanych bohaterów do Gdyni – ich przywiązanie, powody zafascynowania oraz opinie. To wszystko zostaje uzupełnione licznymi fotografiami, dopełniającymi tworzący się w głowie czytelnika obraz miasta. 

Bohaterowie, których losy poznajemy, to postacie realistyczne, dające wyraz tego, że warto poszukiwać nie tylko własnego miejsca na ziemi – i w wymiarze przyziemnym, jak i tym bardziej duchowym – ale również drogi, którą możliwe jest dojście do stanu spełnienia i szczęścia. To postacie ciekawie wykreowane, niosące wyraźną przeszłość, która – w wypadku wielu z nich – nie tylko wciąż pobrzmiewa echem, ale przede wszystkim determinuje wydarzenia. To osobowości na pozór proste, jednoznaczne i łatwe do pojęcia, jednak – co obrazuje rozwój wydarzeń – kryjące tajemnicę, coś, co uwypuklić może wyłącznie konkretna sytuacja. To postacie naznaczone przeszłością oraz silną potrzebą realizacji marzeń i zamiarów, pragnące tego, czego i my, żyjący w realnym świecie, oczekujemy – realizacji, stabilności, wzajemności. Michał Piedziewicz kreuje bohaterów, których postępowanie, choć nie daje świadectwa, nie niesie samo w sobie przekazu, to zdaje się ilustrować zarówno nas samych, jak i ludzi żyjących w odmalowywanych latach. To osobowości różne – kruche, delikatne, jednoznaczne, niejasne, zdecydowane, postępujące niemoralnie i nieetycznie – spojone wspólnym celem – osiągnięciem zamiarów, względnego szczęścia. 

Nad powieścią unosi się nie tylko klimat lat 20. i 30. XX wieku, ale również złudne poczucie, że wszystko się uda, że jest nadzieja... no, właśnie – nadzieja. To w pewnym sensie słowo klucz, wyraz wyrażający istotę Dżokera. I choć nie dla wszystkich bohaterów jest jednoznaczna, każdy interpretuje ją inaczej, reprezentując tym nie tylko odmienne postawy, ale nierzadko grupy społeczne, najczęściej jednak osobne interesy, to pełni kolejny spójny element wszystkich postaci, przewodnią myśl utworu. Książka reprezentuje stanowisko, według którego wszystko musi się udać, a przeciwności losu – takie jak finanse, niepowodzenia w miłości, rozstania, świadomość, że nadchodzi konflikt zbrojny, tęsknota – można pokonać. To tytuł przepełniony przekonaniem, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki, a jego osiągnięcie jest możliwe wyłącznie w Gdyni – w mieście cudów. Polecam.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz