sobota, 26 grudnia 2015

189. Emil Roszewski "Na tropie srebrnego kura"

Na tropie srebrnego kura to książka, która początkowo – na przestrzeni pierwszych kartek, pierwszych trzech rozdziałów – zachwyca, jednak z czasem, wraz ze zagłębianiem się w przedstawianą historię, zadowolenie i fascynacja zaczynają systematycznie maleć, a w ich miejsce wrasta znużenie. Znużenie spowodowane dosyć naiwną fabułą oraz naciąganymi i nieprawdopodobnymi rozwiązaniami.

Powieść Emila Roszewskiego to nieskomplikowana historia, traktująca o poszukiwaniach tytułowego srebrnego kura, będącego onegdaj własnością krakowskiego bractwa kurkowego, który – wskutek historycznych zawirowań ˜– zaginął, a o jego odnalezieniu – ze względu nie tylko na sentymentalną i zabytkową, ale przede wszystkim pieniężną wartość – marzy wiele społeczności. Główny bohater – za sprawą prośby siostry – wyrusza na poszukiwania, podróżując nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie – zagłębiając się w historię. Na jego drodze pojawiają się nie tylko sprzymierzeńcy, ale również wrogowie – ludzie, którzy chcą zarobić na tytułowym kuru.

Recenzowana książka należy do tych pozycji, których lektura ani nie zachwyca, ani nie ciąży. Jest to historia dosyć uniwersalna i schematyczna, solidnie oparta na sprawdzonej formie, pewnych fundamentach, które – przenikliwy czytelnik – szybko rozszyfruje. Emil Roszewski serwuje rzeczywistość podporządkowaną jednej czynności – poszukiwaniom srebrnego kura – oraz podzieloną na dwa wyraźne obozy: dobry i zły. Są zatem bohaterowie, którzy swym postępowaniem opowiadają się po stronie prawdy, szlachetności i pomocy, oraz postacie, którym te wartości są zupełnie obce, a ich działania zdeterminowane są wyłącznie przez żądzę pieniądza. Następuje – co nieuniknione – konflikt, bezpośrednia konfrontacja, starcie, w którym zwyciężyć może wyłącznie jedna strona – prawa lub lewa. Pojawiają się różnego rodzaju zagrywki – porwania, inwigilacja, pościgi, walki, knowania, podstępy – a także niespodziewane zwroty akcji: odkrycia, zmiany postaw i zaskakujące rozwiązania. Jest to więc książka pod względem technicznym powielająca schematy, niezaskakująca czytelnika formą oraz sposobami ukazywania świata przedstawionego.

Powieść Emila Roszewskiego razi nienaturalną rzeczywistością, ugładzeniem przebiegu wydarzeń oraz niezwykłym szczęściem i powodzeniem bohaterów. To, co się dzieje w poszczególnych rozdziałach – poszukiwania złotego kura, prowadzenie śledztw, inwigilacja – realizuje się tak nienaturalnie, że podczas czytania odczuwa się niekiedy irytację. Wszystko, co otacza głównego bohatera – świat, postacie, wrogowie, przypadkowo poznani ludzie, natura – zdaje się współpracować z nim, działając wyłącznie na jego korzyść: z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką, każda sytuacja zdaje się naprowadzać go na cel, a niepowodzenia i nieszczęścia – takie jak porwanie i bycie więzionym – również w ostatecznym rozrachunku okazują się pomocne. Brak w tej książce naturalności, czegoś, co sprawiłoby, że przedstawiana historia mogłaby wyzwolić w czytelniku myśl, według której podobna sytuacja może mieć (albo już miała) miejsce w prawdziwym świecie. Brakuje jej również takich emocji, jak zawiedzenie i smutek – bo nawet, gdy bohaterom się nie wiedzie, gdy nie potrafią lub nie mogą znaleźć odpowiedzi bądź odpowiedniej drogi, to ich sytuacja jest chwilowa, powierzchowna, gdyż lada moment wszystko przybiera odpowiedni, pożądany kierunek.

Bohaterowie Na tropie srebrnego kura to postacie pozbawione interesującej osobowości, portretów psychologicznych i przewodnich cech charakteru. To poprawnie wykreowane sylwetki, obsadzone w konkretnych sytuacjach, które – determinując ich postępowania – stanowią o ocenie, jaką generuje czytelnik. Po lekturze nie sposób wyłowić z pamięci cechy bądź osobliwe własności poszczególnych postaci, jawi się wyłącznie istota głównego bohatera ˜– młodego, rozgarniętego intelektualisty, historyka–detektywa. To książka, w której postacie grają drugoplanową rolę, a ich indywidualność tonie w biegu wydarzeń, następujących faktów i okoliczności. Bohaterowie nie są prowadzeni – nie przekazują żadnej wartości, nie zostaje wybudowana żadna dramaturgia oraz nie zostaje uwypuklona jednostkowość – a jedynie traktowani w sposób utylitarny – wykorzystywani zostają do rozwoju wydarzeń, obsadzani w pewnych rolach do celów nadrzędnych (akcji powieści).

Jest jednak w tej książce coś, co stanowi jej niebywałą i nieodpartą zaletę – tło historyczne. Wykorzystanie bractw kurkowych – o których – muszę się przyznać – wcześniej nie słyszałem – okazuje się wyśmienitym pomysłem, gdyż autor nie tylko za ich sprawą buduje klimat i punkt wyjściowy kreowanej historii, ale również intryguje i przekazuje czytelnikowi wymierną wiedzę, która – za sprawą plastycznych, ciekawych dialogów – jawi się jako przystępna i klarowna.

3,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz