niedziela, 29 listopada 2015

184. Gore Vidal "Julian"

Tytułowy bohater istniał. To fakt historyczny. Julian – znany również jako Julian Apostata – był cesarzem rzymskim. Nie pisał jednak pamiętników i dzienników, a te stanowią fundament powieści Gore Vidal.  

Julian to książka, od której nie sposób się oderwać. Porywa czymś, co trudno zdefiniować. W powieści nie dzieje się relatywnie dużo, a przynajmniej opisy nie prezentują wydarzeń, które zapierałyby dech w piersi. Jest to raczej pozycja, która, choć realizuje się dynamicznie, to prezentuje czytelnikowi taką wizję świata wykreowanego, która ukazuje wyłącznie wierzchołek, istotę wydarzeń i akcji, szczędząc wciągającego wiru następujących po sobie sytuacji i zaskakujących rozwiązań fabularnych. W związku z tym, że historia opowiadana jest przez pamiętnik i dziennik tytułowego bohatera, narracja jest w pewien sposób ograniczona – nie jest wszechwiedząca, stanowi wyłącznie punkt widzenia osoby opowiadającej i traktuje tylko o tych sytuacjach, o których chce lub o których wie narrator. Z drugiej strony akcja jest niezwykle śpieszna, co zostało osiągnięte za sprawą ukazywania w sposób lapidarny wydarzeń, krótkich opisów nawet tak wielkich i szerokich wydarzeń, jak konflikty zbrojne i kampanie. To, co penetruje narrator, to przede wszystkim wydarzenia związane z polityką, wojnami, ideologiami oraz religiami, które stanowią istotny element recenzowanej książki. 

Akcja powieści toczy się w czasach, kiedy wyznawcy Chrystusa – zwani przez Juliana Galilejczykami – zaczynają odgrywać coraz większą rolę, a ich wyznanie nie tylko szybko się rozpowszechnia, ale wypiera dotychczasowe poglądy religijne, na czele z wierzeniami w bóstwa mitologii rzymskiej. To, co prezentuje książka – oprócz wydarzeń dotyczących życia, władzy i kampanii zbrojnych cesarza – to niezwykle wyraźny i wymowny obraz dwóch kontrastujących ze sobą  wierzeń – chrześcijaństwa i religii antycznej – oraz sytuacji, w jakich znaleźli się ich wyznawcy w tamtych czasach. Pierwsza – zyskująca coraz większą popularność, ciesząca się uznaniem również wśród władców i ludzi uprzywilejowanych – z impetem wkracza w świat na pozór poukładany, poddany i ustawiony pod wierzenia tej drugiej, nieco podupadającej i tracącej wyznawców. Julian – początkowo konformista, ze względu na własne dobro kształtujący się na chrześcijańskiego duchownego – symbolizuje zafascynowanie tym, co zastane, oddanie dawnym wierzeniom oraz pewność w to, że tradycja, w której został wychowany, która definiuje środowisko, wartości i kulturę, powinna trwać, pozostać niezmienna, gdyż jej stabilność gwarantuje nie tylko subiektywny spokój i harmonię, ale ciągłość. Wbrew temu, co dyktuje otaczająca go rzeczywistość – wpływowi biskupi, cesarz, szerokie społeczności – pozostaje wierny dawnym ideałom, wciąż fascynując się dorobkiem kultury antycznej – Homerem, Sokratesem – a jego wierzenia pozostają niezmienne. W dalszym ciągu składa modlitwy i ofiary mitologicznym bóstwom, a po objęciu władzy – uznając wolność wierzenia – przywraca świetność dawnym obiektom sakralnym, remontując lub wznosząc je tam, gdzie zostały zrujnowane, zrabowane, zapomniane lub mocno doświadczone przez czas. Co więcej – będąc przekonanym o swoich racjach oraz ugruntowanym we własnych wierzeniach, objawiając niekiedy niebezpieczny fanatyzm, zdaje się wypowiadać otwartą wojnę chrześcijanom – usuwa ich z wielu wysokich stanowisk, w odwecie zamyka kościoły oraz umniejsza ich znaczenie. Otwarcie mówi o potrzebie powrotu do poprzednich wierzeń i wartości, uznając to, co powoli mija, za coś niewątpliwie słusznego, poprawnego i stanowiącego pryncypium. Nawet podczas kampanii wojennych – zarówno na polu walki, w trakcie podróży, jak i w czasie przygotowań – wypatruje znaków od poszczególnych bóstw, a ich ewentualną wrogość stara się udobruchać licznymi ofiarami, które powierza w napotkanych świątyniach. 

Kampanie wojenne stanowią istotny element świata przedstawionego. To właśnie im – planowaniom, przygotowaniom, przebiegom, skutkom i celom – towarzyszy najwięcej zwrotów akcji i kluczowych dla fabuły rozwiązań, a także klimat cesarskich pałaców – zamierzeń dotyczących podboju nowych lądów, poszerzania wpływów i władzy, rozwój ambicji oraz wszelkiego rodzaju knowań i podstępów. Największy z opisanych w Julianie konflikt zbrojny dotyczy wyprawy wgłąb Persji, mającej na celu podbój tychże ziemi i podporządkowanie cesarstwu społeczności tam zamieszkujących. Opisy eskapady i walk, które znajdują się w dzienniku i pamiętniku tytułowego bohatera, a także w komentarzach i listach, których autorami są Libaniusz i Priskus, ukazują w sposób niezwykle szeroki zjawisko, jakim jest kampania wojenna, nie tylko od strony stricte militarnej – najazdów, bitew, starć, artylerii – ale również logistycznej i – co ciekawe – religijnej: wpływów oraz znaków od bóstw, przepowiadających zakończenie, zwycięzców oraz ofiary wojny. Mamy więc do czynienia z różnego rodzaju przepowiedniami, sygnałami i objawieniami, do których zobowiązani są ustosunkowywać się zarządzający armią.

Opisy najazdu na Persję to porywające relacje z serca konfliktu, pochodzące wprost od osoby kierującej i decydującej tą eskapadą – samego Juliana. Bohater snuje wizję kampanii, roztaczając przed czytelnikiem obrazy podróży, zarządzania, starć, przejmowania majątków oraz nastrojów, które jej towarzyszą. To relacje zachwycające rozmachem i wiarygodnością. Przedstawiają nie tylko wzloty i sukcesy, ale również wydarzenia, które powodują spadek morałów oraz konieczność podjęcia niełatwych decyzji. Oprócz tego dostajemy soczyste opisy samych bitew (w tym tej ostatecznej, w której ginie główny bohater), przemierzanych miejsc i podejrzeń, które rodzą się w głowie Juliana. Jednym słowem: wszystko to, co towarzyszy kampaniom – począwszy od przygotowań i pierwotnych założeń, skończywszy na skutkach i podsumowaniach.

Książka Gore Vidal zachwyca również portretami psychologicznymi, które – choć poprowadzone powierzchownie – są niezwykle wymowne. Przemiana, jaka dokonała się w Julianie, obrazuje możliwości adaptacji, której dokonać może człowiek, oraz to, że tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Okoliczności, w jakich czytelnik poznaje tytułowego bohatera, oraz jego decyzje i postawy sprzed objęcia cesarskiej władzy, nie sugerują, że stanie się on w niedalekiej przyszłości jednym z najpotężniejszych władców. Jego zafascynowanie filozofią oraz późniejsze kształcenie się na chrześcijańskiego duchownego, a także uzewnętrznianie apolityczności i niezainteresowania urzędami, zdają się kontrastować z położeniem, w jakim żegnamy się z Julianem – wybitnego cesarza, reformatora, geniusza wojny. I choć zachował w sobie dawne, młodzieńcze cechy – zafascynowanie kulturą, filozofią i religią antyczną – to jego ostateczne stanowisko nie przypomina tego, w którym czytelnik go zastaje.

Julian to książka dobra. I choć próżno szukać w niej klimatu, o którym mowa w opisie, to lektura przebiega w zafascynowaniu i niegasnącym zaintrygowaniu. Jest to pozycja niezwykle obszerna, którą można rozkoszować się przez wiele wieczorów. Możliwe jest czerpanie z niej pełnymi garściami, gdyż zawiera w sobie nie tylko wiele motywów i sprawdzonych zagrywek fabularnych (takich jak dozgonna miłość, żądza zemsty, podstępy oraz zwroty akcji), ale również znacznie istotniejszą płaszczyznę – traktującą o przemijaniu dawnego, antycznego świata, o niemożności zatrzymania tego procesu. Recenzowana książka to pozycja nie tylko do rozrywkowego poczytania, ale przede wszystkim do zobrazowania sobie, że wszystko ma swój koniec, że nic nie jest trwałe. Ukazuje zastępowanie jednych idei drugimi, człowieka innym człowiekiem. Nie ma niczego, czego nie dałoby się zastąpić. Z taką smutną refleksją zostawia czytelnika Gore Vidal.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 22 listopada 2015

183. "Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką'

Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności to zapis rozmowy z Maciejem Stuhrem, cenionym polskim aktorem, przeprowadzonej przez Beatę Nowicką. Rozmowa dotyczy wielu aspektów życia aktora – przeszłości, dokonań, istotnych wydarzeń i osobowości – i zostaje dopełniona licznymi fotografiami. Poszczególne rozdziały – zazwyczaj dotyczące konkretnego okresu albo wydarzenia – są przeplatane wspomnieniami lub relacjami ludzi sztuki, przyjaciół i rodziny aktora, które traktują o znajomości z nim samym.

Maciej Stuhr to gawędziarz doskonały. Snuje opowieści w sposób porywający – pełny niesamowitych anegdot, porównań, historii oraz cytatów. Odwołuje się do swoich doświadczeń – z domu rodzinnego, wczesnej młodości, okresu nauki, pierwszych kroków na scenie, w kabarecie i w filmie – oraz sytuacji, których doświadczyli bliscy tudzież znajomi. Jego wypowiedzi dają poczucie obcowania z kimś niebywale świadomym i inteligentnym, gwarantują satysfakcję z lektury, wprowadzają od wewnątrz w świat polskiej kinematografii oraz teatru, dają świadectwo aktora, jako osoby wszechstronnej i światłej, oraz przynoszą obraz funkcjonowania środowisk aktorskich nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Rozmowa przeprowadzana przez Beatę Nowicką to rozmowa merytorycznie obszerna, niezmierzająca w żaden nazbyt wyraźny punkt, a prowadzona na kanwie ciekawości opinii i stanowiska drugiej osoby, na rozwijaniu myśli oraz anegdot. Zachwyca przede wszystkim otwartością aktora i opisywanymi oraz przywoływanymi wizjami. Nie jest to zapis rozmowy, która czytelnikowi ciążyłaby i nie wchodziłaby do głowy. Wręcz przeciwnie. Jest to rozmowa wciągająca, prowadzona ciekawie, kojarząca się bardziej z inteligentną, choć niezobowiązującą, rozmową dwóch zafascynowanych sobą osób, niż nagrywanym na dyktafon wywiadem, który niedługo po spotkaniu zostanie przelany na papier, a następnie wydrukowany w kilku tysiącach egzemplarzy. 

Beata Nowicka pyta o wiele rzeczy, uzyskując tym odpowiedzi, które nakreślają szeroki obraz osoby Macieja Stuhra. To pytania wycelowane przede wszystkim w życie artystyczne i wątki biograficzne, takie jak praca na konkretnych planach zdjęciowych, edukacja w szkole aktorskiej, znajomości oraz historie związane z poszczególnymi filmami. Dużo uwagi poświęcone zostaje tym wydarzeniom, zjawiskom i osobom, które miały znaczący wpływ na kształtowanie się osobowości i świadomości aktorskiej Macieja Stuhra. Przywoływane zostają więc historie związane z wczesnym dzieciństwem (dom rodzinny, szkoła podstawowa, harcerstwo, szkoła muzyczna), okresem dojrzewania (bunty młodzieńcze, matura, zdawanie na uczelnie wyższe), wczesną dorosłością (studia, początki w kabarecie, aktorstwo) oraz z dotychczasowym życiem. Na kartach Stuhrmówki, czyli genu wewnętrznej wolności odmalowują się rozmaite sytuacje związane z życiem aktorskim i społecznym, ukazywane zostają przebiegi pracy nad różnymi projektami oraz owoce, jakie po sobie zostawiają.

Lektura recenzowanej książki to jednak przede wszystkim okazja do tego, by z impetem wkroczyć w środowiska aktorskie i dostrzec to, co jest ukryte dla odbiorcy za kurtyną i na planie filmowym. Beata Nowicka formuje pytania dotyczące nie tylko pracy nad filmem – przygotowań, wysiłku fizycznego i intelektualnego, wczuwania się w rolę, wyzwań z nią związanych – ale również wszelkiego tła i wydarzeń, które jej dotyczą. Mowa między innymi o tym, co się robi, kiedy trzeba czekać na gotowość reszty zespołu, jaka jest różnica między pracą w teatrze a w kinie, oraz o to, co wymaga rola od artysty. Maciej Stuhr opowiada również o próbie zaangażowania się w zagraniczne, hollywoodzkie projekty, której zwieńczeniem była rozmowa z szefem wszystkich castingowców  z Universal Studio, na którym wrażenia nie zrobiły ani długa lista filmów, w których grał rozmówca Beaty Nowickiej, ani nazwiska – Kieślowski, Wajda i Holland – dla których pracował, tylko odgrywanie polskiej roli Kurczaka Małego w filmie animowanym Kurczak Mały. 

Zgodnie z tym, o czym wspominałem wyżej, Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności to sposobność nie tylko do tego, by przyjrzeć się z bliska fascynującej postaci Macieja Stuhra, ale również do tego, by wniknąć w środowiska artystyczne polskiego przemysłu filmowego i teatralnego. Podczas wywiadu padają różne nazwiska, w tym te, które stanowią o wysokim poziomie rodzimego aktorstwa. W książce jednak mowa nie tylko o społeczności aktorskiej i osób związanych z produkcją filmową i teatralną, ale również o aktorze, jako jednostce – pułapkach, jakie na niego czekają, reakcjach na krytykę, rozwoju oraz o możliwych  działaniach pozascenicznych.

Rozmowa przeprowadzana przez Beatę Nowicką to konwersacja porywająca, prowadząca czytelnika przez wiele płaszczyzn i rzeczywistości, ukazująca nie tylko osobę i życie Macieja Stuhra, ale również wiele zjawisk i wydarzeń z polskiego przemysłu filmowego i teatralnego. To książka, która pokazuje aktorską drogę rozwoju Stuhra, jego pracę na różnych planach, relacje z reżyserami, aktorami i rodziną. Ukazuje również sposób patrzenia na świat rozmówcy Beaty Nowickiej – jego poglądy, postawę w życiu prywatnym oraz wydarzenia, które go ukształtowały i wciąż kształtują. I choć Maciej Stuhr – jak sam przyznaje – jest samotnikiem i niechętnie mówi o sobie i o swoich uczuciach, to w tej rozmowie odkrywa przed odbiorcą wiele prawd o samym sobie. Czytając można nieźle odpłynąć. Odpłynąć od otaczającej nas rzeczywistości do świata aktorskiego. Do świata Macieja Stuhra.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 16 listopada 2015

182. Elżbieta Wichrowska "Twarz z lustra"


Twarz z lustra Elżbiety Wichrowskiej to opowieść o Łucji, która po poznaniu Włodzimierza – kolekcjonera sztuki, posiadacza tajemniczego portretu przedstawiającego łudząco podobną do głównej bohaterki kobietę – postanawia zmierzyć się z niejasną przeszłością rodziny, sięgającą wiele epok wstecz. Szukając odpowiedzi na nurtujące ją pytania, schodzi coraz niżej po drzewie genealogicznych oraz przemierza kolejne granice miast i państw. 

Łucja  to postać szczególna. Uważam tak, ponieważ Jej życie – natłok obowiązków, podporządkowanie życia pracy, nieudany związek – powinno dawać takie świadectwo, jakie dają osoby mocno uwikłane w rozmaite problemy, wyraźnie osadzone w rzeczywistości i zmagające się z tymi zawiłościami, które wymagają nie tylko dużych fizycznych nakładów pracy, ale również stabilności psychicznej. Jednak główna bohaterka Twarzy z lustra jawi się inaczej – jako osoba niezwykle opanowana, czerpiąca ze stoicyzmu, harmonijna, świetnie odnajdująca się w tym, co przynosi los. Wszystkie sytuacja, w których zostaje obsadzona – intymne, prywatne, związane z przeszłością, zawodowe, rodzinne, niezwykle niebezpieczne, w których narażone jest życie i zdrowie – znosi nad wyraz dobrze, przyjmując je z pokorą i odwagą. Brak w niej silnego strachu, poczucia zagrożenia i niestabilności. Wszystko, co zamierza i co pragnie wyjaśnić – realizuje. Jest zarazem przy tym delikatna, krucha i wewnętrznie podzielona – z jednej strony pragnie spenetrować dzieje rodziny, z drugiej boi się tego, woli żyć w niewiedzy. Jednak wszystkie zwątpienia i niepewności, niepowodzenia i pomyłki, upadki i błędy ze świadomości odruchowo wypiera – niezmiennie przyświeca jej poczucie misji. Właśnie ono – wynikająca z potrzeby odkrycia nie tyle konkretnych informacji o nieżyjących członkach rodziny, ile własnej tożsamości – determinuje jej działania, nakierowując na kolejne cele.  

Elżbieta Wichrowska ukazuje czytelnikowi bohaterów nieco enigmatycznych, o rozbudowanej osobowości i dobrze poprowadzonych portretach psychologicznych. To postacie nierzadko niejasne i krnąbrne, trudne do jednoznacznego zdefiniowania i ocenienia. Autorka przedstawia jednostki o różnych charakterach i systemach wartości, które zaskakują niekiedy tylko jedną, niespodziewaną i osobliwą cechą – na przykład francuski stróż prawa zajmuje się spirytyzmem, a przyjaciółka Łucji podejmuje nagłą decyzję o związku małżeńskim z czarnoskórym mężczyzną, którego zna wyłącznie za sprawą kontaktów internetowych. Świat wykreowany zachwyca jednak nie tymi zdumiewającymi, być może zabawnymi i przewrotnymi sylwetkami, a szalenie ciekawie poprowadzonymi płaszczyznami psychologicznymi. Do postaci, których autorka potraktowała niezwykle pieczołowicie, z dużą dozą uwagi, należy między innymi Irena, sprzedawczyni na bazarze Różyckiego, opoka dziecięcych lat Łucji. Właśnie do niej – na targ – udawała się główna bohaterka w chwilach, kiedy nie potrafiła poradzić sobie z ciężarem życia, kiedy potrzebowała rozmowy i wsparcia, a jej matka – niedostępna, cierpiąca, chorująca psychicznie – i babka nie były w stanie zagwarantować opieki. Łucja – podczas sentymentalnej wyprawy po miejscach wczesnego dzieciństwa – ukazuje w pełni tragizm życia Ireny, polegający na odrzuceniu matki przez córkę, które realizowało się na płaszczyźnie materialnej i społecznej – poczuciu wstydu za relatywnie ubogą rodzicielkę. Autorka ukazuje również niezwykle wymowną relację między Ireną i główną bohaterką, która stanowi wyraz potrzeby, ulokowania w kimś miłości i oparcia przez dziecko. Niekochane, niedocenione i niewysłuchane w domu, szuka uwagi i aprobaty zewnątrz – w ramionach obcej kobiety. 

W powieści dzieje się dużo, dzięki czemu nie sposób oderwać się od lektury. Bohaterowie – na czele z Łucją – często podróżują (zarówno po Polsce, jak i po Europie), nawiązują sporo relacji, zagłębiają się w treściach różnych historycznych dokumentów, spełniają się w rozmaitych relacjach międzyludzkich, popadają w konflikty i niejasne znajomości, stają się świadkami oraz uczestnikami niebezpiecznych wydarzeń, takich jak bójki, pościgi czy zamachy. Jednak wśród tych wszystkich przewidzianych dla czytelnika atrakcji, najbardziej frapujące i porywające są podróże – na czele z historycznymi: daleki i niedalekimi. Twarz z lustra to powieść, która zabiera w niebywałą podróż po dawnej, nieco zapomnianej już Warszawie, zamieszkiwanej w dużej mierze przez żydów. Praga – bo o niej mowa – ożywa we wspomnieniach Łucji i Włodzimierza, powraca w retrospekcjach, przywoływanych tekstach kultury i zakurzonych dokumentach. Traktują o niej długie ustępy recenzowanej książki, dotyczące przede wszystkim funkcjonowania społeczności, obyczajów, kultury oraz relacji. Powracają jednostkowe historie oraz następujące z czasem wydarzenia – umieszczanie żydów w gettach, wywozy i mordy. Niektóre z obrazów dawnej Pragi – miejsca, w którym dorastała Łucja, w którym żyli jej przodkowie – często wracają w snach bohaterki, prezentując odmienne oblicze.

Twarz z lustra to opowieść o tym, że przeszłość, którą niekiedy traktujemy marginalnie, której nie tylko nie penetrujemy, ale ze skutkiem staramy się o niej zapomnieć – myśląc, że nie jest istotna, że nie stanowi o naszym życiu – w dużym stopniu determinuje nasze losy, obciążając nie tylko spuścizną genetyczno-historyczną, ale również świadomościową – to, kim jesteśmy, według jakich wartości żyjemy, co uważamy za dobre i piękne, a co za niegodne pochwały i uwagi, wynika przede wszystkim z podłoża, na którym wyrośliśmy – a te zbudowane jest na poprzednich, wzniesionych przez ubiegłe pokolenia. Historia Łucji – jej poszukiwania, odkrycia, wnioski, nawiązane relacje i zdobyte dowody – to porywająca relacja z walki o prawdę, próby uratowania części siebie, tego, co ulatuje, zanika, zostaje pożerane przez czas. To opowieść, która pod rozrywkową płaszczyzną – niepozwalającą czytelnikowi oderwać się od przedstawianej rzeczywistości – ukazuje prawdę o nas samych. Prawdę na pozór niebolesną, nierażącą, niewidoczną podczas codziennego funkcjonowania, ale po głębszej refleksji – zastanowieniu się nad własnym życiem – uwierającą. Prawdę dotyczącą naszej postawy względem przeszłości i przodków, z którymi dzielimy historię i losy. To książka o człowieku w kontekście ubiegłych wieków, więzów krwi i bliskich. To powieść o tym, że nic nie dzieje się z przypadku, a historia lubi się powtarzać. Lubi – zwłaszcza w rodzinie. Twarz z lustra to porywająca opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, próbie uratowania tego, co ulotne, a także o tym, że stanowimy odbicie ubiegłych pokoleń.

4,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 12 listopada 2015

181. Iris May "Dzieci Gosi"

Dzieci Gosi to powieść, która traktuje o wielu tematach i zjawiskach, ukazując je w sposób niezwykle szeroki i pełny. To książka wielopłaszczyznowa, przedstawiająca intrygujące sylwetki bohaterów, stroniąca od powierzchowności i  oczywistości, porywająca rozmachem i dogłębnością. Zarysowuje burzliwe dzieje polsko-niemieckiej rodziny, której los nie oszczędził cierpienia: wojen, niejasnych relacji oraz tragicznych wyborów. 

Margarecie Leitl los odebrał wiele: począwszy od imienia, które konserwatywna teściowa zmieniła z niemieckiej na polską wersję, skończywszy na mężu i synu, których zabrała wojna. Wszystko to, co stanowiło o jej powodzeniu życiowym i czyniło ją szczęśliwym – wspaniały mąż, dwójka dzieci, rozrastająca się rodzina – z czasem stawało się źródłem bólu i cierpienia, nawadnianym przez dwie wojny światowe, niejasne relacje z teściową oraz niepowodzenia tudzież błędne decyzje z przeszłości. Dzieci Gosi prezentuje losy tytułowej bohaterki, ukazane przez pryzmat jej dzieci – Romka i Heli.

Akcja powieści rozpoczyna się przed I wojną światową w Berlinie. Poznajemy osiemnastoletnią Margaret, rezolutną kobietę, której życie wygląda idyllicznie – mieszka z rodzicami, z którymi ma bardzo dobry kontakt, oraz z siostrą, z którą łączy ją silna więź. Rodzeństwo – wychowywane przez nieco konserwatywnych, choć jak na ubiegły wiek normalnych, rodziców – prowadzi życie nieskalane cierpieniem, pełne rozrywek i uciech – spacerów, zabaw, bywania w kawiarniach. W jednej z nich spotykają mężczyznę, Kasimira, który z czasem – po licznych spotkaniach odbywających się w tajemnicy przed matką i ojcem – staje się partnerem, a następnie mężem Margaret. Jako małżeństwo przeprowadzają się do Poznania – będącego pod zaborem pruskim – gdzie mieszka wpływowa rodzina nowożeńca, na czele z Heleną, jedynym żyjącym rodzicem bohatera. Właśnie ona – majętna, religijna kobieta w podeszłym wieku, o zdecydowanie silnej osobowości – staje na drodze do realizacji wymarzonego życia u boku Kasimira, znacznie determinując losy młodego małżeństwa – narzuca polskojęzyczną formę imienia bohaterki, próbuje stanowić o ich życiu, wybiera imię dzieciom, które się z czasem pojawią oraz traktuje Gosię w sposób instrumentalny. Wszystkie nieprzyjemności, które spotykają bohaterkę nie tylko ze strony teściowej, ale również całej rodziny męża, są znośne, dopóki przy jej boku trwa zakochany Kasimir. Jednak z chwilą powzięcia przez niego decyzji o wyjeździe i uczestnictwie w wojnie, życie bohaterki zamienia się w koszmar, spowodowany koniecznością wyboru między przywiązaniem i miłością do dzieci – zabraniem ich do domu rodzinnego, do Berlina, gdzie aktualnie panuje bieda, a ludzie umierają z głodu – a ich fizycznym komfortem, który zagwarantować może wyłącznie zamożna babcia.

Powyższa konieczność wyboru doprowadza do decyzji, której brzmienie przynosi Gosi niewymierne cierpienie – kochająca matka musi zostawić swoje dzieci na obczyźnie, a sama wrócić do Poznania, gdzie doświadcza tragicznych warunków życiowych. Ta sytuacja poraża nie tylko ogromem bólu, jaki generuje rozłąka rodzicielki z pociechami, ale również kontrastującym obrazem życia, który nachodzi – wypierając poprzedni – na losy bohaterki. Z kobiety szczęśliwej, trwającej przy zamożnym i szarmanckim mężczyźnie, spełnionej społecznie i rodzinnie, staje się osobą nie tylko znacznie biedniejszą – a z czasem również owdowiałą – ale przede wszystkim niezmiennie nieszczęśliwą, zmagającą się z tęsknotą za dwójką dzieci. Autorka prezentuje fascynujący portret psychologiczny głównej bohaterki, obdartej z radości i obcowania z ludźmi, którzy stanowi o jej kondycji psychicznej oraz poczuciu spełnienia. Pokazuje, jak ważna jest w życiu człowieka miłość. I nie tylko ta namiętna, między dwoma ludźmi, ale również między matką a dzieckiem. Ukazuje skutki jej utracenia lub rozerwania nie tylko na przykładzie Gosi, ale również Heli i Romka. Mężczyzna – po zawirowaniach związanych z niemożnością ukończenia szkoły – opuszcza dotychczasowego opiekuna, babcię, i przyjeżdża do Berlina, gdzie zamieszkuje wraz z matką. Ich relacje dynamicznie się odbudowują, co spotyka się z dezaprobatą Heli, która nie tylko zostaje w Berlinie, ale mentalnie nie uznaje Margaret, jako swojej matki.

Dalsze losy Romka – miłość do Anneliese, poczęcie potomka, udział w II wojnie światowej, która ostatecznie go pochłania – prezentują kolejne portrety psychologiczne. Tym razem nie tylko Gosi, jako zatroskanej, ponownie cierpiącej – tym razem po śmierci syna – matki, ale również oschłej i podejrzanie obojętnej wobec śmierci mężczyzny Anneliese. Autorka ukazuje niepokojącą postawę młodej wdowy, która – być może wskutek śmierci męża – zatraca jakiekolwiek zainteresowanie dzieckiem, wyzbywając się empatii względem niego oraz przerzucając niemal całą opiekę nad nim na tytułową bohaterkę. Punktem kulminacyjnym, najbardziej wymownym obrazem tego zobojętnienia i wyobcowania stanowi opis wydarzeń, jakie miały miejsce po ataku bombowym na Berlin, gdy po zawaleniu się budynku, w którym przebywała Anneliese wraz z dzieckiem, kobieta nie rozpoczęła poszukiwań pociechy, a jedynie ewakuowała się z feralnego miejsca. Ta sytuacja – z jednej strony rażąca postawą bohaterki, z drugiej wymykająca się możliwości jednoznacznej oceny – zmusza do zastanowienia się nad tym, czy można jasno ocenić zachowania osób, które w jakimś stopniu doświadczyły wstrząsających wydarzeń, i które bezpośrednio obcowały z tragizmem wojny.

Z sytuacjami z życia Gosi – opartych zresztą na kanwie prawdziwych wydarzeń i przedstawiających prawdziwe osoby – przeplatają się prawdy historyczne, stanowiące niebywale interesujące tło. Iris May ukazuje losy ludzi, których w bardzo dużym stopniu dotknęły dwie wojny światowe, które nie tylko wpłynęły na ich życie, ale niekiedy zdefiniowały i uformowały. To opowieść o tym, do czego doprowadzają różnego rodzaju konflikty i przewroty zbrojne – w tym wypadku na przykładzie I i II wojny światowej, Powstania Warszawskiego oraz zrywów, które miały miejsca na obszarach znajdujących się pod zaborami. To książka ukazująca w pełni tragizm działań wojennych oraz ich skutki. Wyraźnie obrazuje cierpienia, jakie dotykają rodzin, które straciły członków-żołnierzy. To historia o tym, że utrata osoby bliskiej, która poległa na froncie, nie stanowi końca, a początek. Początek cierpień i bólu jego najbliższych.

Dzieci Gosi to opowieść o tym, jak decyzje i uwarunkowania zewnętrzne (sytuacja polityczna miejsca, w którym żyjemy, prowadzone konflikty zbrojne, społeczności, wśród których funkcjonujemy) stanowią o naszej przyszłości i determinują nasze losy. Na przykładzie bohaterów autorka ukazuje destrukcyjną działalność braku miłości oraz owoce, jakie zbiera wśród rodzin wojna. To książka porywająca swą prostotą i wymownością, prawdą i nadzieją. Nadzieją, która przez całą opowieść – wbrew tragicznym informacjom i złowrogim wydarzeniom – unosi się nad bohaterami, i która – mimo smutnych rozwiązań i dołujących zwieńczeń – udziela się czytelnikowi. To książka z wydźwiękiem moralizatorskim, penetrująca problemy, z którymi zmierzyć musi się każda rodzina – z istotą okazywania uczuć, gwarantowania poczucia bezpieczeństwa oraz bliskości. To wreszcie powieść o niełatwych wyborach, które stanowią nie tylko o osobie decydującej, ale również o jej otoczeniu.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 9 listopada 2015

180. Joanne M. Harris "Ewangelia według Lokiego"

Historie o bóstwach to idealna okazja do tego, by dowiedzieć się czegoś o sobie. Tak, o samym sobie. Bogowie siłą rzeczy ukazywani są w sposób wzniosły, mistyczny i sakralny, przez co my – Jednodniowi, śmiertelni i marni – postrzegamy ich w sposób pieczołowity. A ci – choćby na przykładzie mitologii greckiej – nie zawsze charakteryzują się łagodną naturą, a ich cele nierzadko odbiegają od chęci pomocy ludziom. Dzięki temu – odgórnemu obrazowi ich osobowości i postępowań – możemy przejrzeć się w zwierciadle. Nie inaczej jest w wypadku bóstw, wśród których obraca się Loki, bohater książki autorstwa Joanne M. Harris, Ewangelia według Lokiego.

Wykreowana przez Joanne M. Harris rzeczywistość zachwyca. Zachwyca, gdyż prezentuje czytelnikowi świat przygody i niebywałych wydarzeń. Świat, w którym wszystko jest możliwe, a nic nie jest oczywiste. Świat podstępów, knowań, osobliwych i porywających wydarzeń. Świat zaskakujących relacji i niejasnych zasad, w którym prym wiodą walka o wpływy i panowanie. Zarówno Loki, jak i bogowie go otaczający to postacie zdominowane przez żądzę władzy. Każdy z nich – choćby Odyn i Thor – postępują tak, by zaznaczyć swoją wielkość. Są postaciami niezwykle dumnymi, zdominowanymi przez pragnienie dyktowania własnych warunków. Są osobowościami narcystycznymi i honorowymi, o specyficznym systemie wartości, na którego czele stoi przywołany wyżej honor. Ci bogowie chętnie wchodzą w różne niebezpiecznie korelacje, współpracując  zarówno z Lokim, jak i przeciw jemu. Jedni dążą do zniszczenia tytułowego bohatera, inni – na czele ze Starym – jeśli nawet nie współdzielą z nim założeń i nie spędzają czasu, to szanują go i doceniają jego przebiegłość tudzież wiedzę. Jednak Loki – nie bez przyczyny zwany oszustem i Ojcem Kłamstw – nie pozostaje im dłużny: stawia sobie za cel ośmieszanie mieszkańców Asgardu – siedziby bogów – i doprowadzenia tego państwa–miasta do upadku. Upadku ostatecznego, pogrążającego wszystkich obywateli. Upadku, który pozwoliłby tytułowemu bohaterowi zatriumfować. I wyrównać krzywdy.

Loki to gawędziarz doskonały. Jako narrator prowadzi przez przedstawiany świat i niezliczone przygody w sposób zachwycający. Ironizuje, rozśmiesza, uwypukla negatywne cechy występujących postaci, koloryzuje, opisuje tragiczne sytuacje w sposób zabawny, kontrastuje i relacjonuje tak, że trudno oderwać się od lektury. Ewangelia według Lokiego prowadzona jest w sposób  ironiczny, a cyniczna natura bohatera potęguje efekt humorystyczny, dzięki czemu o przygodach bohaterów czytamy nie tylko z uśmiechem na twarzy i przymrużeniem oka, ale przede wszystkim obserwując ich nieporadność. A okazji ku temu jest sporo. Ośmieszony i lekceważony przez mieszkańców Asgardu Loki, wystawia na próbę niemal każdego boga, manipulując ich czujnością i wykorzystując te negatywne cechy, które mogą sprowadzić właścicieli na manowce i stanowić o ich życiowej porażce i spadku w hierarchii społecznej. Zaczyna od Frei, bogini pożądania, najbardziej próżnej i powierzchownej postaci w całym królestwie. Opowiadając jej o złocie i biżuterii – w tym o wyjątkowym naszyjniku – wykonywanym przez krasnoludów, oddziałuje na jej upodobania i próżność, przez które – by nabyć pożądaną przez siebie kolię – bogini posuwa się do czynu upodlającego – oddania własnego ciała. W sposób zbliżony postępuje z innymi bogami, wystawiając ich na próby i zmuszając do decyzji oraz wyborów, przez które zostają ośmieszani.

Ewangelia według Lokiego to powieść pełna przygód i zaskakujących wydarzeń. Osobliwe sytuacje spotykają przede wszystkim Lokiego – jest ich zarówno inicjatorem, jak i niedobrowolnym uczestnikiem – nie tylko w Asgardzie, ale również poza nim. Wraz z innymi bogami – a także samotnie, choćby po ucieczce ze Świata Podziemnego – staje się częścią zatrważających zdarzeń i historii, które nierzadko zagrażają nie tylko dobrej reputacji, ale przede wszystkim życiu. Bohaterowi dzięki sprytowi i niegasnącemu wytryskowi pomysłów udaje się nie tylko przetrwać niewesołe sytuacje, ale często zwyciężać, wychodzić obronną ręką. Wszystkie jego przygody – zarówno te, kiedy walczy z niebezpiecznymi przeciwnikami, jak i te dotyczące upokarzania bogów – to jedynie preludium do walki przeciwko Asgardowi, którą prowadzi z przebiegłą i mściwą Gullveig–Heidi.

Powieść osnuta jest wobec dwóch istotnych źródeł. Pierwszym – najważniejszym – jest mitologia nordycka, z której pochodzą zarówno bohaterowie, jak i wizja świata przedstawionego: jego początek, zasady, istota oraz obraz. Jednak Ewangelia według Lokiego nie jest wersją oficjalną – jak mówi sam narrator – tylko punktem widzenia tytułowego bohatera. To on, mając świadomość zależności, według której zwycięzcy piszą historię, opowiada. Opowiada przedstawiając własną wizję w sposób niezwykle współczesny – przede wszystkim pod względem językowym. Narrator posługuje się ironią, bezpośrednimi zwrotami do czytelnika, pytaniami retorycznymi oraz określeniami nieprzystającymi do ukazywanej rzeczywistości. Drugie źródło, wokół którego tym razem skonstruowana jest wyłącznie akcja, to przepowiednia wyroczni.

Książka Joanne M. Harris to subiektywne i uwspółcześnione spojrzenie na mitologię nordycką, porywające szybkim rozwojem akcji i interesująco wykreowaną postacią głównego bohatera. To książka pełna przygód i osobliwych wydarzeń, ukazująca przekoloryzowany i przejaskrawiony obraz bogów. To porywająca awanturnicza powieść fantasy, przedstawiająca bohaterów w zaskakujących sytuacjach i relacjach, zapewniająca nie tylko rozrywkę na wysokim poziomie, ale również powierzchowną wiedzę dotyczącą mitologii nordyckiej. To książka niezwykle interesująca i wciągająca, zachwycająca przygodami bohaterów oraz specyficznym humorem. Pozycja idealna dla tych czytelników, którzy poszukują odprężającej i ciekawej lektury osadzonej w mitologicznym świecie.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture

niedziela, 1 listopada 2015

179. Marek Suchar "Jerozolima. Miasto i ludzie"

Źródło
Są miasta, które za sprawą historii, odbicia w sztuce i literaturze stają się miejscowościami mistycznymi, przenoszącymi w inne – na przykład historyczne – wymiary. Do takich miejsc należy niewątpliwie Jerozolima.

Miasto, o którym traktuje książka Marka Suchara, to miejscowość ważna dla wielu religii i kultur. Miejsce to – naznaczone biblijnymi wydarzeniami, historycznymi uwarunkowaniami oraz religijnymi pobudkami – stanowi dziś namacalny dowód przeszłości (nie tylko dotyczącej wyznań). Nie bez przyczyny jest tak często odwiedzane. Autor – dyplomowany przewodnik po Ziemi Świętej – przedstawia te miejsca Jerozolimy, które są rzadziej zwiedzane, o których podróżujący nierzadko zapominają.

Jerozolima. Miasto i ludzie to pozycja merytorycznie obszerna. Traktuje w sposób szeroki o tym, co składa się na to wyjątkowe miejsce, przedstawiając nie tylko walory historyczno–kulturowe, ale również rozmaite społeczności. Gdyż to właśnie one – co można wyczytać z treści książki – stanowią istotę tego miasta, integralny element, nie tylko współgrający z budynkami i tradycją, ale definiujący i tworzący istotę, a być może narzucający formę. Marek Suchar przytacza wiele rozmów, które nakreślają zarys szerszych grup społecznych zamieszkujących Jerozolimę, ukazując jej bogactwo kulturowe i społeczne. Te rozmowy – którym zazwyczaj towarzyszą opisy zwyczajów, zachowań i tradycji rozmówców – są bogate w informacje i spostrzeżenia, dotyczące między innymi religii, wartości, obserwacji oraz codziennego życia. Bo Jerozolima – jak każde miasto, zarówno często odwiedzanie, jak i nie – stanowi nie tylko miejsce pielgrzymek i wycieczek, ale również obszar, na którym mieszkają, pracują i funkcjonują ludzie. Autor ukazując ich codzienny, zwyczajny rytm życia, przywołuje pełny, rzeczywisty obraz biblijnej miejscowości, wyzbyty z patosu, sakralnego i mistycznego postrzegania. 

Jerozolima to miasto osobliwe pod wieloma względami. Zachwyca przede wszystkim wielokulturowością, łącząc pokolenia, społeczności, wyznania oraz nowoczesność z tradycją. Marek Suchar przedstawia w pełnej krasie ten wielobarwny patchwork, którego najwymowniejszym odzwierciedleniem jest podział Starego Miasta – obszar, na którym znajduje się Bazylika Grobu oraz święte budowle muzułmańskie – na cztery główne dzielnice: muzułmańską, żydowską, ormiańską i chrześcijańską, a także m.in. na rosyjską, niemiecką, amerykańską, bucharską, polską i marokańską. Wszystkie te dzielnice – na co dzień współtworzące jedną miejscowość – mówią wiele o historii tego obszaru, a spacerując po nich – zarówno po obszarach częściej odwiedzanych przez turystów, jak i zapomnianych – można doszukać się nie tylko informacji dotyczących przeszłości Jerozolimy, ale również poszczególnych narodowości.

Marek Suchar w niniejszej książce stroni jednak od miejsc popularnych, będących stałym elementem wycieczek i pielgrzymek, zabierając czytelnika w te rejony i obszary, które nie stanowią o popularności miasta z kilku względów: są zapomniane, zniszczone, trudne do zlokalizowania albo pomijane przez przewodników. Są to jednak miejsca, które zobaczyć warto, o których przy zwiedzaniu powinniśmy pamiętać. Autor opisuje na przykład Machane Yehuda, lokalne targowisko, na którym – oczywiście oprócz zakupów – można podejrzeć rzeczywiste tempo życia ludzi mieszkających w Jerozolimie, nawiązać osobliwe znajomości oraz zobaczyć takie oblicze miasta, jakie – według samych mieszkańców – odzwierciedla i symbolizuje ich wyjątkową tożsamość. Przedstawione zostają również takie miejsca jak Polski Cmentarz, Ulica Proroków oraz wymagający względem klienta Hotel Hashimi, w którym między innymi nie można spożywać alkoholu, a także współdzielić pokoju z osobą, z którą nie jest się w związku małżeńskim.

Recenzowana książka to pozycja, która pozwala poznać Jerozolimę żywą, tętniącą życiem i wielokulturowością, przede wszystkim za sprawą intrygujących rozmów i ciekawych spostrzeżeń, charakteryzujących się dociekliwością oraz przenikliwością. To książka ukazująca relację między miastem a mieszkańcami, tworzącą integralność. To pozycja ciekawa, zaspokajająca nie tylko ciekawość i fascynację tym osobliwym miejscem, ale również niosąca wymierną wiedzę. Marek Suchar roztacza obrazy frapujące i  porywające, odmalowując nie tylko przestrzeń najbardziej oczywistą – społeczność, odwiedzane miejsca i historię – ale również klimat i osobliwość omawianego miejsca. Jerozolima. Miasto i ludzie to książka warta uwagi. Prezentuje bowiem to oblicze biblijnego miasta, które podczas zwiedzania może umknąć, a którego istnienie jest niezwykle ciekawe i warte poznania.


5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.