poniedziałek, 29 czerwca 2015

160. Agnieszka Tomczyszyn "Ezotero. Córka wiatru"

Ezotero_KDCEzotero. Córka wiatru, debiutancka książka Agnieszki Tomczyszyn, zaintrygowała mnie przede wszystkim enigmatyczną okładką oraz obiecującym opisem. W bezpośredniej konfrontacji z wykreowaną przez młodą autorkę rzeczywistością – rzecz jasna podczas lektury, początkowo odnosiłem wrażenie, że treść nie ustępuje estetycznym walorom pozycji, jednak im bardziej poznawałem świat głównej bohaterki, tym większa była moja konsternacja, spowodowana niestabilnym poziomem książki.

Agnieszka Tomczyszyn – absolwentka języka biznesu oraz prawa Uniwersytetu Opolskiego. Wnikliwa obserwatorka życia, psychologii człowieka i ludzkiej natury. Inspiruje ją sztuka, pasjonują podróże i rozmowy.

Główna bohaterka powieści, Latte, dorastała bez ojca. Opiekę nad nią sprawowała matka, wychowująca córkę w odizolowaniu od społeczeństwa i w przekonaniu, że powinny trzymać się wyłącznie razem, nie szukając oparcia w nikim z zewnątrz. Wraz z upływem czasu, kształtującym osobowość młodej dziewczyny, poznawaniem nowych ludzi, zacieśnianiem się osobliwych więzi Latte zaczęła dostrzegać niecodzienne zachowania i postępowania matki, które nie tylko doprowadziły do naturalnych w okresie dojrzewania kłótni, ale ostatecznej wyprowadzki bohaterki. Śmierć Fi (rodzicielki) zapoczątkowała duże zmiany w życiu Latte, umiejscawiając ją na zupełnie innej drodze, zmuszającej do zmierzenia się nie tylko z przeszłością, ale również ezoteryką.

Ezotero. Córka wiatru to utwór z pogranicza kryminału, fantasy i powieści obyczajowej, z wyraźną dominacją ostatniego gatunku. Wątek kryminalny realizuje się powierzchownie i mimochodem, gdzieś w tle. Dotyczy pierwotnie śledztwa prowadzonego przez policje, w którym udział brała Fi, a po jej śmierci sama Latte. Jednak ta zostaje szybko od niego odsunięta, wskutek czego, z pomocą niecodziennych umiejętności i znajomości, główna bohaterka rozpoczyna samodzielne poszukiwania odpowiedzi na nurtujące ją pytania, związane z niejasną przeszłością rodziców. Sprawa dotyczy tajemniczej śmierci ojca Latte oraz Tomasza Falesse, a jej rozwiązanie jest możliwe tylko przy pomocy odziedziczonych przez bohaterkę zdolności ezoterycznych. Akcja wątku kryminalnego toczy się niezauważalnie, aczkolwiek dynamicznie. Odnalezienie sprawcy, połączone z zakończeniem wszystkich wątków, a w rezultacie całej historii, nie tyle zaskakuje rozwiązaniem fabularnym, co wpływem na osobliwą konstrukcję powieści.

Agnieszka Tomczyszyn swoją debiutancką książką prowadzi czytelnika przez dwa światy, nierozłącznie ze sobą powiązane, tworzące jedną spójną całość. Pierwszy, najbardziej oczywisty, stanowi naszą rzeczywistość, a jego istotą są relacje międzyludzkie. Drugi – mający zdolność ingerencji w pierwszą płaszczyznę, to świat magii, ezoteryki, którego symbolem i punktem centralnym jest góra Brocken, na której mają miejsca spotkania potomków Sybilii. Przemieszczanie się bohaterki pomiędzy dwoma rzeczywistościami – swoistą strefą sacrum i profanum, przywodzi na myśli sceny mitologiczne i zmusza do refleksji nad istotą mistyki oraz jej rolą w dzisiejszym świecie. Tomczyszyn snuje rozważania o tym, czy jesteśmy w stanie wpływać na własną przyszłość oraz do czego jesteśmy zdolni, w odniesieniu nie tylko do własnego życia, ale przede wszystkim losów przyjaciół i rodziny, mogąc kształtować losy bliskich nam osób.

W recenzowanej powieści istotnym elementem jest portret rodzinnego domu głównej bohaterki, a przede wszystkim jej intensywnej więź z Fi, ograniczającej kontakt z otoczeniem oraz oddalającej od społeczeństwa i realiów życia wśród ludzi. Sposób w jaki matka Latte wychowywała swoją córkę – w odizolowaniu od nieprzychylnej rzeczywistości, ograniczający, a właściwie uniemożliwiający, dostęp do przeszłości i prawdy, nad wyraz opiekuńczy i dbały, nie miał na celu uwiązania emocjonalnego dziecka do samotnej matki, a ochronienie pociechy przed brutalnym światem i niewygodną, być może destrukcyjną, prawdą. Losy Latte pokazują jednak, że nie ma ucieczki przed przeznaczeniem i przeszłością, a próby umknięcia z góry zdane są na porażkę. Jest to zatem opowieść o konieczności konfrontacji każdego z Nas z rzeczywistością, niekoniecznie przyjemną i satysfakcjonującą, oraz potrzebie stopniowego usamodzielniania się dziecka od rodziców.

Książka Agnieszki Tomczyszyn jest jednak niekiedy nużąca i rozczarowująca. Wykreowana przez autorkę rzeczywistość rozgrywa się w sposób niestabilny, nieco wahadłowy. Niektóre rozdziały czyta się bardzo namiętnie – z dużym naciskiem na początek i koniec powieści, zaś inne rozwlekają się w czasie, rażą nienaturalnymi dialogami i zbędnymi dygresjami. Podobnie toczy się akcja powieści: raz dynamicznie, dostarczając czytelnikowi coraz to nowszych podniet literackich, raz nieśpiesznie, zmuszając do śledzenia mało interesujących wydarzeń.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

czwartek, 25 czerwca 2015

159. Robert Schneider "Pierwsze damy Francji"


Osoby z pierwszych stron gazet, pełniące istotne funkcje, będące w ciągłym zainteresowaniu mediów, na pozór wydają się szczęśliwe. O ich spełnieniu i zadowoleniu, według opinii publicznej, stanowić powinna pełniona funkcja. Robert Schneider, książką Pierwsze damy Francji, udowadnia, że niekoniecznie piastowane stanowisko jest powodem do radości, przedstawiając historię ośmiu kobiet, którym na pierwszy rzut oka los sprezentował życie wyjątkowe, pełne zaszczytów i przywilejów.


Robert Schneider był kierownikiem działu politycznego czasopisma "L'Express", zastępcą dyrektora redakcji rozgłośni radiowej France Inter, potem redaktorem naczelnym i kierownikiem działu politycznego "Nouvel Observateur". Obecnie pełni funkcję doradcy dyrekcji tego tygodnika. Opublikował kilka książek.

Pierwsze damy Francji to książka przedstawiająca portrety ośmiu pierwszych dam Francji, których życie u boku republikańskiego monarchy mocno odbiegało od wyobrażeń społeczeństwa. To historie traktujące o kobietach obsadzonych w określonej roli, od której – w większym lub mniejszym stopniu, próbowały uciec. Losy Yvonne de Gaulle, Claudie Pompidou, Danielle Mitterrand czy Bernadette Chirac – kilku z opisanych w recenzowanej książce kobiet, oprócz jednostkowych historii przedstawiają pół wieku najnowszej historii Francji. 

Claudie Pompidou stwierdziła, że Pałac Elizejski jest dla Niej domem nieszczęścia. To spostrzeżenie, wydające się na pierwszy rzut oka niedorzecznością – bo jak można czuć się nieszczęśliwie na świeczniku, pełniąc jedną z najbardziej reprezentacyjnych funkcji w państwie, śmiało podtrzymywały inne kobiety, którym przypadła funkcja pierwszej damy Francji. Tak, to nie żart. Na przykład Yvone de Gaulle, małżonka Charlesa de Gaulle, traktowała swój pobyt w Pałacu Elizejskim jako uciążliwy obowiązek, zaś Claude Pompidou, po objęciu przez Georges'a władzy, nie chciała w ogóle tam zamieszkać, woląc pozostać w dawnym miejscu zamieszkania. Jednak, niechęć wielu kobiet do mieszkania w reprezentacyjnym budynku to tylko wierzchołek góry lodowej, jaką jest prezydentura męża. Do innych składowych ich nieszczęścia zaliczał się między innymi dyplomatyczny protokół, utrata swobody na rzecz licznych obowiązków i zasad oraz poczucie zniewolenia.

Książka Roberta Schneidera to przede wszystkim fascynujące studium najnowszej historii Francji, przemian w obyczajowości, zmian w społeczeństwie oraz w postrzeganiu roli kobiety. W przytoczonych przez autora portretach widać stały progres w istocie i znaczeniu pierwszej damy Francji, rozpoczynający się w przebywającej w cieniu męża Yvonne de Gaulle, przez Cecilie Sarkozy, która jako pierwsza powiedziała szefowi państwa "nie", zmuszając go tym do rozwodu, po Carle Bruni-Sarkozy, która zapisała się na kartach historii jako wyemancypowana żona prezydenta, utożsamiana z rozbawioną elitą oraz swobodą obyczajową. Ta ewolucja rzetelnie odzwierciedla nie tylko szereg zmian w społeczeństwie francuskim, ale również światowym.

Pierwsze damy Francji to książka niewątpliwie interesująca, przedstawiająca najnowszą historię Francji w sposób nieszablonowy, gdyż nie od strony rządzących, a pierwszej damy. Jest to pozycja, która powinna zaciekawić osoby zainteresowane Francją, prywatnym życiem elit oraz poszerzaniem się praw i przywilejów kobiet. 

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA SA

poniedziałek, 15 czerwca 2015

158. A.M. Homes "Niech będzie nam wybaczone"

Niech będzie nam wybaczone to książka obfita pod wieloma względami, zaczynając od najbardziej widocznego – ilości stron, kończąc na zawartości – ilości wątków, bohaterów czy wydarzeń. Jest to powieść napisana z wielkim rozmachem, zdumiewająca mnogością elementów wykreowanej rzeczywistości oraz pokaźnym wachlarzem tematycznym.

A. M. Homes jest autorką pięciu powieści, redaktorką "Vanity Fair" oraz wykładowczynią na Uniwersytecie Princeton. Publikuje między innymi w "New Yorkerze" i "New York Timesie". Jej książki przełożono na dwadzieścia dwa języki, a za Niech będzie nam wybaczone otrzymała w 2013 roku Women's Prize for Fiction.

Harold Silver przez całe życie obserwował sukcesy młodszego brata. Z zazdrością, jako bezdzietny akademicki wykładowca, bezowocnie piszący od lat książkę o Nixonie, odnosi się w stosunku do George'a, widząc nie tylko sukcesy w Jego życiu zawodowym, ale również prywatnym. Wszystko zmienia się w chwili, gdy George doprowadza do śmiertelnego wypadku samochodowego, a niedługo później posuwa się do morderstwa żony. Kontrolę nad Jego sprawami, w tym opieką i wychowaniem dwójki dzieci, przejmuje Harold, co całkowicie zmienia Jego dotychczasowe życie.

Powieść Niech będzie nam wybaczone to książka interesująca i ważna z wielu powodów. Jednym z nich jest niewątpliwie porywająca, fascynująca i niezwykle wymowna panorama społeczeństwa amerykańskiego, a w rezultacie – za sprawą amerykanizacji oraz globalizacji, całego społeczeństwa XXI wieku. W postępowaniach bohaterów można doszukiwać się wielu nawiązań do Naszych reali, naznaczonych ślepym biegiem konsumpcjonistycznym, zanikaniem mocnych więzi rodzinnych oraz nasilaniem się zachowań, które bynajmniej nie można zaliczyć do godnych naśladowania. Postacie wykreowane przez A.M. Homes to jednostki wyraziste oraz osobliwe, przedstawiające nie tylko konkretne postawy, ale również szerokie grupy społeczne funkcjonujące w obecnych czasach. Dzieci George'a – osierocone przez matkę, opuszczone przez ojca (przebywającego w szpitalu), będące pod opieką głównego bohatera, odzwierciedlają istotę swojego pokolenia: biernego wobec spraw egzystencjalnych, niechętnego do wyrażania własnych emocji, jednak zdolnego do empatii. Ich postępowanie, z jednej strony oschłe i wstrząsające – względna obojętność wobec śmierci matki, zadziwiające zachowanie podczas pochodu pogrzebowego (korzystanie z urządzeń multimedialnych służących do grania), a jednocześnie niezmiernie empatyczne – zainteresowanie chłopcem, który uczestniczył w wypadku samochodowym spowodowanym przez ich ojca, potrzeba towarzystwa i rozmowy z Haroldem (m.in. na tematy dotyczące dojrzewania (miesiączkowanie itp.)) wymyka się jednoznacznej ocenie, zaskakuje, zmusza do refleksji (traktującej o istocie rodzicielstwa, problemach związanych z dojrzewaniem), a także stanowi fascynujący portret psychologiczny nastolatków. Sam Harold – wpisany w gombrowiczowską formę, realizujący się jako opiekun, zastępczy ojciec i przyjaciel dzieci, również intryguje portretem psychologicznym. Jego postępowanie, nie zawsze łatwe do zdefiniowania, a także skomplikowane relacje z otoczeniem – z kobietami poznanymi w internecie, z bratem, byłą żoną, matką i jej nowym partnerem, stanowią wymowny przekrój społeczeństwa amerykańskiego, nastawionego na krótkie, płytkie relacje, w pewnym sensie hedonistycznego, dążącego do zaspokajania własnych żądz.

A.M. Homes stworzyła powieść, w której treść trafnie współgra z formą, a ta stanowi integralną część treści. Obraz konsumpcjonistycznego społeczeństwa, skontrastowany ze stereotypami oraz zamierzonymi przerysowaniami i wyolbrzymieniami, zostaje dopełniony tempem akcji (niezwykle śpiesznym (co zostało osiągnięte między innymi za sprawą lapidarnych, acz częstych dialogów)), językiem oraz wysublimowanym poczuciem humoru. Autorka, by uwypuklić sylwetki postaci, posługuje się groteską (choćby podczas pochodu pogrzebowego, gdy dzieci zmarłej grają w gry), a także specyficznym, czarnym humorem.

Niech będzie nam wybaczone opiera się na dosyć odważnej konstrukcji, wymagającej od autora umiejętności długofalowego podtrzymywania czytelnika w zainteresowaniu. Wszystkie przełomowe wydarzenia – wypadek samochodowy, śmierć żony George'a, rozpad pożycia małżeńskiego głównego bohatera, mają miejsce w pierwszej połowie książki, co sprawia, że od tych wydarzeń akcja powieści toczy się jakby z góry, po wyznaczonych torach, systematycznie zwalniając. By podtrzymać jej tempo, a nawet więcej – podwyższyć, autorka wplątuje bohaterów w skomplikowane relacje (rodzinne, przyjacielskie, miłosne, motywowane poczuciem winy lub obowiązku), stawia ich przed rozmaitymi wyborami, zamykającymi bądź otwierającymi nowe drogi. Wszystko to – mnogość rozwiązań i wydarzeń pojawiających się sukcesywnie w późniejszej fazie lektury, sprawia, że powieść zaczyna stopniowo nużyć oraz męczyć czytelnika. Książka zdecydowanie powinna być o połowę krótsza, pozbawiona wielu niepotrzebnych wątków, które nie tylko nie urozmaicają, ale przywodzą na myśl niekończące się seriale.

3,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

157. Grażyna Mączkowska "Powiedz, że mnie kochasz, mamo"

POWIEDZ MAMO web
Do książek traktujących o trudnym dzieciństwie, braku rodzicielskiej miłości oraz traumatycznych wspomnieniach z domu rodzinnego podchodzę ostrożnie. Wiem bowiem, że w tego typu pozycjach łatwo o przesadzę, przekroczenie granicy między tym co poruszające i wymowne, a tym co nad wyraz sentymentalne i w złym guście. Powieść Grażyny Mączkowskiej Powiedz, że mnie kochasz, mamo zaliczyłbym niestety do tej drugiej grupy. 

Grażyna Mączkowska urodziła się w Nowym Mieście Lubawskim, a od kilkunastu lat mieszka koło Szczytna. Zanim napisała tę debiutancką powieść, przez wiele lat była właścicielką stajni i prowadziła rekreacje konną. 

Powiedz, że mnie kochasz, mamo to historia życia głównej bohaterki, ukształtowanego za sprawą trudnego, naznaczonego alkoholem, brakiem miłości i przemocą domu rodzinnego, w którym potrzeby dzieci zostały zepchnięte na dalszy tor, a za najważniejsze zostały obrane uciechy zaborczych rodziców. To opowieść o tym, jak duży wpływ na osobowość i przyszłość ludzi mają ich rodzice oraz o niemożności wymazania z pamięci traumatycznych wspomnień z dzieciństwa. 

Główna bohaterka – nazywana pieszczotliwie przez przyjaciół Gabi, to obecnie
ponadpięćdziesięcioletnia kobieta, dobrze odnajdująca się w roli matki, pani domu oraz żony. Jej przeszłość – a konkretnie dzieciństwo, w niczym nie przypomina aktualnej sytuacji. Wychowywana przez nieodpowiedzialnych rodziców, dla których chlebem powszednim były libacje alkoholowe oraz częste kłótnie (zazwyczaj zwieńczane groźnymi aktami przemocy), nie miała szansy doświadczyć szczęśliwego dzieciństwa, w którym istotną rolę odgrywałoby poczucie bezpieczeństwa oraz bliskości z najbliższymi. Poniżana przez rodziców – spychana, niedoceniania, bita, wyzywana, pozbawiana miłości oraz uwagi, wychowała się w niezmierzonym poczuciu lęku i strachu, które nie tylko obniżyły jej samoocenę w dzieciństwie, ale również wpłynęło na kształtowanie się fundamentów dorosłej osoby.

Debiutancka książka Grażyny Mączkowskiej, mimo interesującego portretu rodziny patologicznej, nie zachwyca. Co więcej – nuży. Trudne dzieciństwo, niezaspokojona potrzeba bliskości z rodzicami oraz poczucie odrzucenia są przez główną bohaterkę ciągle rozpamiętywane – w rozmowach, retrospekcjach, wiadomościach oraz dygresjach, z nadzieją na wzbudzenie w czytelniku współczucia. Snute przez bohaterkę wspomnienia prowadzą donikąd, wciąż zapętlają koło jednej historii, przedstawionej na dodatek w sposób powierzchowny. Autorka nie stawia pytań o rolę rodzicielstwa, nie zmusza czytelnika do rozszerzania lektury o własne przemyślenia i refleksje, nie ukazuje głębszej zależności między poszczególnymi etapami życia – dzieciństwem a dorosłością, argumentując to losami bohaterki. W powieści nie został nakreślony topograficzny zarys ludzkich przeżyć, a jedynie powierzchowny szkic. Losy głównej bohaterki nie skłaniają do zadumy i przemyśleń, powielają bowiem historię bohaterów tego typu literatury.

2/6

Za książkę serdecznie dziękuje wydawnictwu AKURAT

sobota, 6 czerwca 2015

156. M.A. Trzeciak "Dwa życia Kiki Kain"

Dwa życia Kiki Kain
Zabawa konwencją może mieć dwojaki finał: albo zaskoczy, wywrze wrażenie i wprawi odbiorcę w oniemienie, albo sprawi, że będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o przeczytanej książce, zachodząc w głowę, co autor miał na myśli i dlaczego porwał się na coś, czego nie jest w stanie udźwignąć. M.A. Trzeciak zdecydowanie udała się zabawa formą, czego owocem jest wymykająca się konwencjom powieść Dwa życia Kiki Kain

M.A. Trzeciak – pisarka oraz naukowiec. Prowadzi warsztaty kreatywnego pisania i myślenia, robi doktorat na międzynarodowych studiach, pisze w nurcie realizmu magicznego. Trenerka oraz sędzia Odysei Umysłu, stypendystka Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska, zdobywczyni wyróżnienia COSTERINA. 

Dwa życia Kiki Kain to historia Karoliny Klementyny, zwanej również Kiki Kain,  która po traumatycznych doznaniach we własnej miejscowości, wyprowadza się, znajdując swoje miejsce w obcym mieście, wśród ludzi związanych z osobliwą knajpą Uszy Jamnika. Właśnie tam poznaje Radona i Teodora – wybitnych pisarzy, którzy decydują się pomóc zagubionej dziewczynie – znajdując pracę oraz lokum, a także walcząc o pozyskanie jej względów. 

Proza M.A. Trzeciak jest prozą wymykającą się podstawowym narzędziom percepcji, lawirującą pomiędzy tym, co znane, wyraźnie widoczne i oczywiste, a tym, co nierealne nienamacalne. Główną bohaterkę poznajemy za sprawą trzecioosobowej narracji, często korzystającej z wiedzy oraz odczuć czytelnika, zwracającej się do niego bezpośrednio, czyniącej go częścią literackiej rzeczywistości, co w rezultacie prowadzi do niewymuszonego uczestnictwa odbiorcy w rozwoju akcji oraz przeniesienia lektury na zupełnie inny poziom. Początek, w którym przybliżone zostaje aktualne położenie Kiki Kain – pochodzenia z artystycznej rodziny, współtworzenia duetu scenicznego Kain i Abel (oraz ostatecznego rozpadu), drogę rozwoju duchowego i wydarzeń następujących po kłótni z Izabelą, w kolejnych rozdziałach książki przeistacza się w narrację jednego z bohaterów, Radona, która – w następnych częściach powieści, przechodzi zamiennie z rąk jednego bohatera do rąk drugiego. Zabieg ten, trzymający czytelnika w ciągłej niepewności, wodzący go stale za nos, osadzający go w pozycji biernego obserwatora, zmuszonego do zastanawiania się nad istotą i sensem książki, wyjaśnia się dopiero przy samym końcu, dzięki czemu lektura przebiega w napięciu i niegasnącym zainteresowaniu. 

Oprócz zabawy formą, autorka oferuje również rozważania na temat ludzkiej egzystencji, sensu istnienia, miłości oraz istoty tworzenia. Losy głównej bohaterki, bezstresowo wychowanej, od której wymagało się od dnia narodzin tworzenia, zainteresowania sztuką oraz uskuteczniania aktu twórczego, wpisują się w gombrowiczowskie pojęcie formy jako narzucania osobie sposobu bycia, życia, myślenia oraz postępowania. To, co ukształtowało osobowość Kiki Kain – ciągły nacisk na obudzenie w niej zmysłu twórczego oraz wychowywanie w imię sztuki, stanowi nie tylko fascynujące studium ludzkiej psychiki, ale również swoistą przestrogę. Samo zakończenie, abstrahując od faktu, że nietrudno przewidzieć je nawet w połowie książki, rzuca na powieść zupełnie inne światło, zmuszające czytelnika do ponownej refleksji. 

Powieść M.A. Trzeciak to również niebanalna historia o miłości. Miłości, która nie tylko uskrzydla i uszczęśliwia bohaterów, ale również działa destrukcyjnie, stawiając dwóch przyjaciół – Radona i Teodora – po przeciwnych stronach barykady. Wojnę, jaką toczą o względy głównej postaci, obrazuje jak wiele można poświęcić w imię uczucia i jak wiele można stracić, nierzadko bezpowrotnie. 

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje Redakcji Essentia oraz wydawnictwu Novae Res.

czwartek, 4 czerwca 2015

155. Simone De Beauvoir "Pewnego razu w Moskwie"


Krótka, acz treściwa. Tym skromnym, a być może i banalnym, zdaniem mógłbym najrzetelniej oddać istotę noweli Simone De Beauvoir, "Pewnego razu w Moskwie". Opowieść, powstała w latach 1966-1967, zachwyca wieloma płaszczyznami, absorbując, czarując oraz zmuszając do refleksji.

Simone De Beauvoir (1908–1986) – francuska pisarka i filozofka, związana życiowo z Jeanem-Paulem Sartre'em. Jedna z najważniejszych postaci feminizmu lat siedemdziesiątych. W swoich inspirowanych egzystencjalizmem pracach stawiała pytania o sens życia w pełnym absurdów świecie, na który człowiek został skazany. Autorka m.in. "Drugiej płci", "Mandarynów" oraz "Kobiety zawiedzionej". 

"Pewnego razu w Moskwie" to opowieść o Nicole i André, którzy podczas podróży do stolicy Związku Radzieckiego przeżywają kryzys. Ich wyprawa, stojąca pod znakiem córki bohatera  – bowiem właśnie do niej przyjechało małżeństwo, mimo początkowego entuzjastycznego przebiegu, toczy się wokół egzystencjalnych zagadnień, zmuszających bohaterów do poszukiwań odpowiedzi na pytania dotyczące życia, przyszłości oraz łączących ich relacji. 

Recenzowana nowela korzysta z motywu podróży. Wraz z fizycznym, namacalnym wyjazdem – opuszczeniem stałego miejsca zamieszkania, Paryża, zwiedzaniem Moskwy oraz innych miejscowości Związku Radzieckiego, bohaterowie odbywają mentalną wędrówkę w głąb własnej natury oraz własnych myśli i potrzeb. To, co przedtem wydawało się dla nich oczywiste, na obczyźnie staje się powodem do powątpiewanie i refleksji. Kryzys małżeński, motywowany brakiem zainteresowania i potrzeby bliskości, przeplata się z kryzysem egzystencjalnym, który nie tylko potęguje rozpacz Nicole (bo to ona przede wszystkim cierpi) umożliwiając czytelnikowi obserwację rozpadu osobowości i rdzewienia uczucia, ale również zmusza go do zmierzenia się z pytaniami o sens życia. Bohaterowie Simone De Beauvoir to postacie o niezwykle wyraźnie nakreślonych charakterach i potrzebach, odzwierciedlające istotę pielęgnowania relacji międzyludzkich oraz stanowisko człowieka wobec kwestii egzystencjalnych. Próba bohaterów zmierzenia się ze starością – jakże istotnym tematem w dorobku autorki niniejszej opowieści, stanowi fascynujący i niezwykle wymowny wyraz bierności wobec procesu przemijania, uświadamiającym potrzebę samorealizacji oraz wykorzystywania wszystkich pojawiających się sposobności i możliwości do realizowania własnych celów i marzeń.

Podróż – realizowana w noweli na dwóch płaszczyznach, została wyraźnie nakreślona również pod względem kulturowo-obyczajowym. Przedstawia bowiem kwintesencje funkcjonowania w Związku Radzieckim. Wrogość wobec obcokrajowców, problemy z przemieszczaniem się, wszechogarniająca bieda, brak logiki w postępowaniu oraz niwelująca jakąkolwiek nadzieję na poprawę biurokracja, to niektóre z obrazów, jakie roztacza przed czytelnikiem autorka. 

Simone De Beauvoir dotykając wielu istotnych tematów – przemijania, przyjaźni, miłości, wykreowała opowieść, która zachwyca nie tylko kunsztem literackim oraz trafnością spostrzeżeń, ale również prostotą, oszczędnością słowa i obrazowością. Jednak, zamknięcie historii Nicole i André w tak krótkiej formie literackiej, dusi jej potencjał. Szybkie zakończenie wątków, zrozumienie przez bohaterów swojego postępowania i zmienienie swojego zachowania, nagłe uporanie się ze swoimi myślami i cierpieniami – wszystko to zostało "przyduszone" czy "przycięte" przez formę, przez co nie zachwyca tak, jak mogłoby w powieści. 


5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.