środa, 27 maja 2015

153. Lisa See "Na złotej górze"

Uwielbiam zaczytywać się w różnego rodzaju opowieści autobiograficzne, pamiętniki, biografie i relacje z życia wybitnych osób. Cenię w nich przede wszystkim możliwość dowiedzenia się więcej o postaciach, którymi się interesuje oraz poznania różnych intymnych smaczków z ich życia, a także konkretną wiedzę oraz sposobność do wyciągania wniosków na cudzych decyzjach.

Lisa See – autorka bestsellerów z listy "New York Timesa": Kwiat śniegu i sekretny wachlarz, Miłość Peonii, Dziewczęta z Szanghaju, Sieć rozkwitającego kwiatu, Marzenia Joy. Jej książki zostały przełożone na trzydzieści języków i sprzedane w wielomilionowych nakładach. Mieszka w Los Angeles.

Na złotej górze to opowieść autobiograficzna, która traktuje o losach rodziny autorki, poczynając od Jej dziadka, który w roku 1867 przybył do Ameryki, gdzie zajął się sprzedażą ziołowych mikstur robotnikom-imigrantom. Jego syn Fong See stworzył imperium handlowe (które powstało na fundamentach małego sklepiku z pamiątkami) oraz ożenił się z białą kobietą, co wówczas było nie tylko przełamaniem konwenansów, ale również rażącym pogwałceniem prawa. Autorka snuje opowieści również o dalszych członkach rodziny – Lisie dorastającej w sklepie z antykami, krewnych żyjących w biedzie w Chinach, przodkach próbujących swoich sił w amerykańskim biznesie oraz wszystkich tych, którzy mieli wpływ na kształtowanie się losów jej rodu.

Recenzowana książka to pozycja zdumiewająca, bowiem w natłoku dat, nazw własnych, obcobrzmiących imion i nazwisk, prywatnych wydarzeń oraz skomplikowanych rodzinnych relacji, nie nudzi obciążając czytelnika dużą ilością treści, a porywa i intryguje. Przytaczane przez autorkę historie traktujące o zawiłych losach jej rodziny, imponują nie tylko płaszczyzną historyczną (jako fakty, ciągi wydarzeń z zamierzchłych czasów), niebywałymi dokonaniami przodków (ich determinacją, iście filmowymi relacjami i losami), ale przede wszystkim portretem społeczeństwa chińczyków i amerykanów z XIX i XX wieku. Jest to książka, w której autorka bardzo zręcznie posługuje się faktami, płynnie przechodząc ze sfery intymnej – przedstawiając prywatną historię rodziny, w realia społeczne – kwestie związane z tolerancją, gospodarką, kulturą, uprzedzeniami, czyniąc z tych dwóch obszarów jedną porywającą całość.

Nie ukrywam, że bardziej niż przedstawione losy przodków Lisy See, interesowały mnie informacje związane ze społeczeństwem amerykańskim, z naciskiem na stosunki z masowo przybywającymi imigrantami z Chin. I tu, już podczas pierwszego etapu lektury, moje oczekiwania zostały zaspokojone. Wbrew mojemu błędnemu mniemaniu, jakoby społeczeństwo amerykańskie żywiło otwartość i tolerancje wobec wszystkich narodowości, z książki wyłania się obraz Stanów Zjednoczonych, jako zamkniętych oraz widocznie uprzedzonych na chińczyków. Masowa emigracja do USA oraz rozmaite wewnętrzne czynniki (kryzys lat siedemdziesiątych, kiedy pracę straciło 30 procent mieszkańców Kalifornii, spadek wydobycia złota oraz problemy pogodowe) sprawiły, że weszły w życie różne ustawy o charakterze antychińskim (będące często wykorzystywane w promowaniu się polityków oraz prowadzoniu kampanii), wykluczające, uniemożliwiające pobyt, emigrację oraz znalezienie pracy przez chińczyków. Polityka ta okazała się na tyle skuteczna, że w roku 1887 na Złotą Górę – bo tak Chińczycy nazywali Stany Zjednoczone, przybyło jedynie 26 emigrantów z Chin (dla porównania: kilka lat wcześniej udało się prześlizgnąć aż 39579 osobom!). Oprócz uwarunkowań gospodarczo-politycznych podjętych przez autorkę w książce, intrygującą kwestią jest również izolacja kulturowa i społeczna, czego przykładem jest nie tylko problem z asymilacją, ale również fakt utworzenia się osobnej dzielnicy, zamieszkiwanej jedynie przez imigrantów z Chin – Chinatown.

Na złotej górze to niewątpliwie pozycja interesująca, zawierająca informacje z wielu płaszczyzn, spiętych klamrą losów przodków Lisy See. Opowiedziane historie urozmaicone osobistymi refleksjami, anegdotami, gawędami i historycznymi faktami, wykraczają mocno poza schematy, czyniąc z recenzowanej pozycji książkę nie tylko dobrą, ale również szalenie użytkową (ze względu na płynącą z niej wiedzę).

5/6

5 komentarzy:

  1. Skoro nadmiar informacji nie powoduje znużenia, to mówię tak. Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie przeczytałam tylko jedną książkę Lisy See, "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz". Byłam kompletnie oczarowana lekturą. A nawet wstrząśnięta. Dlatego z wielką chęcią sięgnę po recenzowaną przez Ciebie autobiografię, tym bardziej, że zawiera tyle fascynujących informacji. Najpierw jednak sięgnę po kolejne utwory beletrystyczne autorki. Przynajmniej ze dwie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również lubię wiedzieć więcej o osobach, którymi się interesuję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jedyna książka Lisy See, która mam, a jeszcze jej nie czytałam. Z wielką chęcią poznam losy jej rodziny, tym bardziej, że zapowiada się świetna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się bardzo ciekawie, ciekawa jestem także informacji o społeczeństwie amerykańskim, chętnie sięgnę po książkę!

    OdpowiedzUsuń