sobota, 25 kwietnia 2015

148. Pozdrowienia z Włoch

Wpis miał się pojawić już dawno, zaraz po moim wyjeździe, ale z kilku powodów tak się nie stało. Od dwóch tygodni przebywam w Forli, w pięknym włoskim mieście, położonym w regionie Emilia-Romania, gdzie oprócz istoty wyjazdu - uczęszczania na praktyki, zachwycam się pięknem, klimatem i kulturą Włoch. Jest świ!

Niedługo będę miał okazję zwiedzić San Marino i Florencję. Nie mogę się doczekać.

Do Polski wracam dopiero ósmego maja, tak więc recenzje pojawią się najprędzej za dwa tygodnie. Zostawiam Was z kilkoma zdjęciami, zachęcając jednocześnie do obserwowania mojego profilu na Instagramie - KLIK. Myślę, że pojawią się tam interesujące zdjęcia.




piątek, 10 kwietnia 2015

147. Ratuj PIW, blogerze!

Państwowy Instytut Wydawniczy to najbardziej zasłużona dla polskiej kultury oficyna wydawnicza, istniejąca od 1946 r. Jej dorobek to blisko 8500 tytułów literatury polskiej i światowej.

Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu zagraża likwidacja. Gdyby do niej doszło, byłaby to ogromna strata dla polskiej kultury. Przez kilka ostatnich lat PIW wykazuje zysk, a wartość aktywów Instytutu kilkakrotnie przekracza kwotę zobowiązań - niestety, największym problemem dla PIW-u okazała się nieprzyjazna polityka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

PRZYŁĄCZ SIĘ DO KOMITETU RATOWANIA PIW
Co możesz zrobić?
- podpisz apel: KLIK
- poinformuj o akcji swoich znajomych - im więcej ludzi dowie się o problemach PIW-u, tym większe zainteresowanie znajdą one po stronie mediów i ministerstwa
- udostępnij i zaproś znajomych do polubienia strony akcji na Facebooku - to tam znajdują się wszystkie informacje o obecnej sytuacji PIW-u: KLIK
- kupuj książki PIW-u - możesz to zrobić w każdej chwili za pośrednictwem księgarni internetowej: KILK
- zrób sobie zdjęcie z hasłem #ratujPIW, podziel się nim ze znajomymi lub prześlij do organizatorów akcji (oznacz je hasłem #ratujPIW) 
- jeśli jesteś przedstawicielem mediów, skontaktuj się z przedstawicielami akcji- chętnie opowiedzą Ci o celach naszej akcji. 


#RatujPIW


Powyższy wpis, jak i pomysły w nim zawarte, pochodzi od organizatorów. My, blogerzy zajmujący się literaturą, możemy wesprzeć akcję nie tylko poprzez wykonanie powyższych czynności, ale również własną inicjatywą.... Mam pewien pomysł, który z pewnością przypadnie Wam do gustu! 

Wpisy dotyczące książek, jakie w ostatnim czasie weszły w Nasze posiadanie, prezentujące tzw. stosiki, należą do tych postów, które przeglądamy i komentujemy z przyjemnością. Zachęcam Was do publikowania stosów składających się z książek Państwowego Instytutu Wydawniczego, opatrzonych krótką notatką, w której przekażecie jakie znaczenie ma dla Was ta oficyna wydawnicza. 

Przepraszam za fatalną jakość zdjęcia, ale nie mam póki co możliwości na wykonywanie zdjęć lepszym sprzętem.

Wybrałem te książki, które są dla mnie istotne nie tylko ze względu na treść czy wydanie, ale przede wszystkim przez wspomnienia i osoby, jakie na ich widok przychodzą mi do głowy. Są to książki pochodzące z bibliotek moich dziadków. Jakie konkretnie pozycje wybrałem? Między innymi "Treny" Kochanowskiego, "Zbrodnię i karę" Dostojewskiego  oraz "Dziewiątego Syna Wita Stwosza". 

Mam nadzieje, że dołączycie do akcji! 

#RatujPIW

czwartek, 9 kwietnia 2015

146. Kazimierz Nowak "Kochana Maryś! Listy z Afryki. Tom I. Libia, Egipt, Sudan"

przód mLiteratura podróżnicza jest swoistą ucieczką od znanej nam rzeczywistości, pozwalającą nie tylko na penetrację innych, być może nieznanych nam, miejsc i kultur, ale również przeżycie nieszablonowych przygód i wydarzeń, skontrastowanych z wiedzą i przenikliwością autora. Po tego typu literaturę sięgać bardzo lubię, bowiem nie tylko uczy i rozwija, ale również zapewnia rozrywkę na wysokim poziomie.

Kazimierz Nowak - urodzony w 1897 roku. Po stracie pracy w 1924 roku, w wyniku ogólnokrajowego kryzysu, staje się wędrownym fotografem, wyruszającym w coraz dalsze rejony świata. W trakcie Jego podróży po Afryce, w latach 1931 – 1936, opublikowano kilkaset reportaży spod Jego pióra, między innymi w "Kurierze Poznańskim", "Przewodniku Katolickim" orz "Kurierze Warszawskim". Zmarł 13 października 1937 roku, czyli niecały rok po powrocie do Polski.

W listopadzie 1931 roku Kazimierz Nowak wyrusza w rowerową podróż przez Afrykę, nie dysponując dużymi funduszami, gwarantującymi podróżowanie na wysokim poziomie, a posiadając jedynie niezwykle silną determinację. Przemierza na rowerze przestrzeń od leżącego na północy afrykańskiego kontynentu Trypolisu do położonego na jego południowym krańcu Kapsztadu. Następnie zawraca, pokonując ponownie całą Afrykę, inną drogę, docierając w 1936 roku do Algieru. W trakcie tej wyprawy, odbytej przede wszystkim na rowerze, pisze reportaże, fotografuje oraz prowadzi korespondencje ze swoją żoną, Marią Gorcik.

Listy, w liczbie sześćdziesięciu (choć to nieprecyzyjna liczba, bowiem Kazimierz Nowak numerował jedynie przesyłki z listami, nie same pojedyncze listy z nagłówkami i datami (ze względu na niedogodności związane z możliwością nadawania poczty). Pisał więc wiele listów, dłuższych, krótszych, obfitszych w informacje, bądź je powielające, a następnie wysyłał je w jednej kopercie, nazywając taki zbiór jednym listem), znajdujące się w recenzowanym tomie, obejmują okres podróży Nowaka przez Libię, Egipt i Sudan, mającej miejsce latach 1931–1933. Ów korespondencja dotyczy wielu rozmaitych tematów, związanych nie tylko z uczuciami (przede wszystkim tęsknotą i niezmierną miłością), ale również sprawami technicznymi podróży (problemami w przemieszczaniu się, w przekraczaniu granic czy spraw urzędowych), trudnymi warunkami życia (ciągłym borykaniem się z brakiem funduszy, niekorzystnymi warunkami pogodowymi i zdrowotnymi, trudem życia w ojczyźnie), artystycznymi (brakiem odpowiednich materiałów do wykonywania zdjęć, brakiem popytu w Polsce na materiały Nowaka) oraz płaszczyzny estetyczno-geograficznej wyprawy.

Mimo szerokiego spektrum tematycznego, lektura listów z recenzowanego tomu po pewnym czasie zaczyna ciążyć. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Ze względu na powtarzalność i monotonność zagadnień, jakich podejmuje się w listach Kazimierz Nowak. Wyprawa, zwłaszcza tak nieśpiesznie odbywająca się (ze względu na relatywnie niską mobilność środka transportu, którym podróżuje autor korespondencji), nie licząc kilku istotnych elementów – dotarć do kluczowych miejsc, niecodziennych zdarzeń, przekroczeń granic czy dłuższych postojów, odbywa się w sposób jednostajny, mało urozmaicony, co odbija się na treści listów. Podróżnik opisuje w nich przede wszystkim codzienne, rutynowe czynności, poświęcając dużo uwagi ciężkiej sytuacji materialnej w jakiej się znajduje oraz ciągłej tęsknocie, którą wywołuje rozłąka z ukochaną, Ta powtarzalność i monotematyczność listów, mimo absolutnie wysokiego poziomu literackiego tekstów (autor pisze w sposób wyrafinowany i plastyczny, na uwagę zasługują porównania i opisy wyrażającego emocje), dla osób z zewnątrz – nie znających reportaży czy samej postaci Kazimierza Nowaka, sprawia, że książkę czyta się dosyć ospale, co nakazuje mi wierzyć, że "Kochaną Maryś!" należy traktować w kategoriach uzupełnienia bądź poszerzenia wiedzy o wybitnym polskim podróżniku i jego wyprawach, a nie jako samoistną pozycję, stanowiącą kompletne źródło wiedzy o Nim.

Niewątpliwie najbardziej wymowną i interesująca płaszczyzną listów zebranych w recenzowanym tomie jest ich wartość emocjonalna i uczuciowa. Kazimierz Nowak, przebywający daleko od rodziny – żony i dwójki małych dzieci, żyjący nie tylko ze świadomością własnej trudnej sytuacji materialnej, ale przede wszystkim biedą najbliższych, borykający się z brakiem zainteresowania polskich wydawców oraz nieustanną samotnością, nacechował swoje listy dużą emocjonalnością oraz sentymentalnością. Jego ciągła troska o dzieci – zarówno pod względem warunków w jakich muszą żyć, jak i rozwoju duchowego (troska o uczestnictwo w eucharystii i wychowanie), tęsknota i miłość do Marii, niemożność bezpośredniego ingerowania w życie rodziny, nie tylko imponuje i wzrusza, ale przenosi lekturę na zupełnie inny poziom – wymagający szerszego poziomu percepcji oraz wkładu emocjonalnego czytelnika.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

wtorek, 7 kwietnia 2015

145. Tomasz Kowalczyk "Maszynopis z Kawonu"

Żyć chwilą. Cieszyć się nią. Brzmi prosto? Brzmi. Jednak, w konsumpcjonistycznym pędzie, nastawionym na powiększanie posiadanych dóbr, zapominamy o tym, poszukując kolejnych okazji do pomnażania dobytku. Wielu z nas, wybrawszy materialne ambicje i dążenia, zapomina o marzeniach, o potrzebie kontemplacji własnej natury i konieczności poszukiwania własnej drogi. W opozycji do tego ślepego pędu, prowadzącego donikąd, Tomasz Kowalczyk stawia głównego bohatera swojej najnowszej powieści, "Maszynopis z Kawonu".

Tomasz Kowalczyk – (ur. 1990) poeta, pisarz, wielbiciel sztuki. Dotychczas ukazały się dwie pozycje spod jego pióra: "Kontrasty" (tom wierszy), "Stworzenie świata" (poemat trzynastozgłoskowy).

"Maszynopis z Kawonu" to zbiór impresji, połączonych postacią głównego bohatera, będącego przenikliwym obserwatorem rzeczywistości, obserwującym nie tylko zjawiska dotyczące życia, ale przede wszystkim ludzką naturę oraz towarzyszące jej zachowania. Oceniając otaczający świat oraz wysnuwając refleksje, bohater poszukuje sensu życia. Próbując dotrzeć do najgłębszych podłoży własnego istnienia, popada w rozmaite stany emocjonalne i dociera do odpowiedzi na fundamentalne pytania.

Proza Tomasza Kowalczyka nie jest prozą jednoznaczną, realizującą się na jednej, ściśle określonej, płaszczyźnie. Jest to proza mocno refleksyjna, wymagająca chęci poznania i otwartego umysłu, w której prym nie wiodą bohaterowie, ciąg przyczynowo-skutkowy, a pojedyncze obrazy i wizje, nierzadko wymykające się podstawowym narzędziom ludzkiej percepcji. Na własny użytek definiuję ją jako prozę wizji, bowiem właśnie pojedyncze obrazy i sytuacje, nierzadko niedopowiedziane, wymagające własnej interpretacji, stanowią fundament powieści.

Autor "Kontrastów" nie tylko pod względem kreowania rzeczywistości kroczy osobliwą drogą, zaskakując bądź przerażając czytelników (recenzowana pozycja wielu osobom może nie przypaść do gustu, zwłaszcza tym, którzy oczekują od autora klarownych, jasnych powieści, w których nie trzeba wyłuskiwać sensów i interpretować treści), ponieważ również sam język okazuje się niebywały i niecodzienny. "Maszynopis z Kawonu" został napisany iście barokowym językiem, nacechowanym indywidualnością, licznymi metaforami, symbolami, synestezjami oraz neologizmami. To, co początkowo zaskakuje i zachwyca (zwłaszcza osoby lubujące się w prozie, którą czytać należy powoli, którą powinno się kontemplować), po pewnym czasie zaczyna męczyć. Każde zjawisko, każda składowa wykreowanej rzeczywistości, każde zachowanie bohaterów jest dokładnie penetrowane i opisywane w sposób poetycki. Powyższa nieobojętność narratora, bądź nagminna potrzeba wypowiadania się,  pomimo niedużej objętości powieści, z czasem zaczyna ciążyć, zasypując czytelnika bogactwem, wyszukanością i osobliwością języka.

Wszystkim zainteresowanym lekturą recenzowanej powieści należy się pewne wyjaśnienie, dotyczące niepoprawnej kwalifikacji tego tytułu. W wielu recenzjach można się spotkać ze stwierdzeniem, że "Maszynopis z Kawonu" jest powieścią poetycką, co jest nieprawdą (powieść poetycka powinna zawierać elementy liryki, epiki i dramatu, pisana powinna być wierszem, mimo posiadania narratora). Niniejszą książkę zakwalifikować możemy co najwyżej do prozy poetyckiej, co jest jak najbardziej uzasadnione i na miejscu.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję autorowi.