piątek, 16 stycznia 2015

126. Beata Hoffmann "Narkotyki w kulturze młodzieżowej"

http://impulsoficyna.com.pl/okladki/big/978-83-7850-661-4.jpg?v=0Publikacji dotyczących narkotyków jest pod dostatkiem. Ten temat, mimo wieloletnich badań i doświadczeń, w dalszym ciągu nie został dokładnie spenetrowany, gdyż na rynku pojawiają się coraz nowsze środki odurzające, o zróżnicowanym działaniu. Jednak, w przeciwieństwie do wielu naukowych zagadnień, łatwo zaobserwować wpływ narkotyków na rozwój różnych społeczności, na przestrzeni wielu dekad, o czym traktuje książka Beaty Hoffmann.

Środki odurzające znane są człowiekowi od tysięcy lat. Pojawiały się one w wielu kulturach, nierzadko jako łączność ze sferą sacrum, a przywilej używania ich należał do najważniejszych dostojników danej społeczności. Znajdowały zastosowanie w obrzędach religijnych, dzięki nim doznawano wizji, przepowiadano przyszłość, a także stawano się pośrednikami pomiędzy człowiekiem a bóstwem. Dowodem na to są malowidła, zawierające różnego rodzaju motywy geometryczne, znajdujące się miedzy innymi w jaskiniach Australii i Meksyku, z których wynika, że nasi przodkowie używali naturalnych gazów i oparów, by wywołać odmienne stany świadomości.

Postęp naukowy i techniczny, przypadający na XIX wiek, umożliwił otrzymywanie niektórych alkaloidów, zawartych w krzewie koki i maku, co doprowadziło do upowszechnienia się kolejnych środków odurzających: kokainy, morfiny i heroiny. Jeden z nich, kokaina, szybko trafiła w obieg, gdyż można było ją dostać bez recepty, używanej w różnych medykamentach, papierosach o działaniu antydepresyjnym i w tabliczkach czekoladowo-kokainowych na poprawę humoru. Do zwolenników kokainy należał między innymi Zygmunt Freud, który nie tylko zalecał ją swoim pacjentom, ale poświęcił im kilka publikacji. W następnych latach ten narkotyk stał się tak popularny i powszechny, że dodawany była do różnych środków spożywczych, między innymi napojów.

W pierwszej połowie XX wieku zmieniło się nastawienie do środków odurzających - niektóre z nich w wielu krajach zostały uznane za nielegalne, a stosunek do narkomana, który prędzej w świadomości społeczeństwa był godnym współczucia przedstawicielem klasy średniej, opierał się na postrzeganiu go jako bandytę, gangstera i degenerata. W tych latach przede wszystkim upowszechniła się amfetamina i LSD.

Za sprawą zachodzących przemian społecznych i obyczajowych, zapoczątkowanych od połowy lat pięćdziesiątych XX wieku, młodzież ukształtowała się jako odrębna kategoria, negująca wartości uznawane przez starsze generacje. W celu uwypuklenia swojej odmienności istotne okazało się demonstrowanie słuchanej muzyki, spędzania wolnego czasu, ubioru, a także przynależenia do, tworzących się wówczas, subkultur. Jedną z nich, odrzucającą konserwatywne ideały, byli bitnicy, określani nieformalnym, awangardowym ruchem literacko-kulturowym. Podczas spotkań bitników zażywano LSD i konopie, by umożliwić zniesienie wszelkich granic i poszerzenie świadomości. Z kolei w Wielkiej Brytanii, za sprawą wzrostu liczby imigrantów z Karaibów, upowszechniło się zażywanie narkotyków, jako sposobu na dobrą zabawę, I tak, w 1960 roku, w Londynie, powstała subkultura mods, której istotnym elementem było "rekreacyjne" zażywanie psychostymulantów. W tym samym czasie, a dokładnie 14 stycznia 1967 roku, w USA narodził się ruch hippie, który charakteryzował się humanitarnymi założeniami, mającymi na celu zniesienie podziałów i różnic. Niektóre narkotyki stały się istotnym elementem nowego modelu życia, co odbiło się nie tylko na poglądach hipisów, ale na sztuce - psychodelicznej muzyce, nawiązującej do stanów postnarkotycznych, poezji i dziełach plastycznych. Narkotyki cieszyły się dużą popularnością także w kolejnych dekadach, towarzysząc subkulturze punków czy skinheadów. Także w Polsce, przede wszystkim w środowiskach hip-hopowych, pojawiła się aprobata dla "miękkich" używek, czego dowodem są teksty wielu artystów, między innymi Molesty.

Niniejsza publikacja, mimo niedużej objętości, jest kompetentnym źródłem informacji dotyczących wpływów narkotyków na rozwój różnych grup społecznych, jak i samych środków odurzających. Wbrew tytułowi, gwoli wyjaśnienia, Beata Hoffmann nie rozpatruje używek tylko w odniesieniu do młodzieży, ale podaje ich kompletny zarys, sięgający aż okresu górnego paleolitu. Autorka, w sposób przejrzysty i rzetelny, przedstawia zarys dziejów narkotyków - przedstawiając te pierwotne, jak i cele w jakim zostawały zażywane, ich rozwój oraz wpływ na różne dziedziny życia. Dzięki widocznej selekcji informacji oraz przekazywaniu tych mniej ważnych, składających się na tło głównej treści, w sposób lapidarny, treść nie przytłamsza niekończącym się potokiem informacji, a intryguje i dostarcza wielu ciekawostek. 

Przedstawienie problemu zażywania narkotyków na tle młodzieży oraz rozmaitych grup społecznych, nie oceniając ich postępowania (czego autorka nie robi), dostarcza czytelnikowi wielu refleksji. Narkomania, która na ogół kojarzy się z marginesem społecznym, jednostkami zdegenerowanymi oraz środowiskami bandyckimi, po lekturze "Narkotyków w kulturze młodzieżowej" przybiera inny kształt. Jawi się nie jako problem osób bezradnych i zagubionych, ale pragnących wyeksponować własną odmienność, poszukujących własnej tożsamości oraz pragnących poczucia przynależności (co gwarantują różne subkultury, w których popularne jest zażywanie środków odurzających). Istotnym elementem potencjalnej atrakcyjności zażywania narkotyków jest również postrzeganie ich przez artystów - wychwalanie stanu postnarkotycznego (choćby w utworach Beatlesów czy Dżemu) oraz propagowanie zażywania narkotyków "lekkich" (między innymi w utworach hip-hopowców).

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

3 komentarze:

  1. Hmm to na pewno interesująca publikacja dla osób zainteresowanych tematem. Dla mnie niekoniecznie, mam podstawową wiedzę w zakresie narkotyków i to mi chyba wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Można powiedzieć, że jestem ignorantką w tym temacie, ale po prostu szczegółowa wiedza odnośnie narkotyków uważam, że nie jest mi do niczego potrzebna, chociaż nigdy nic nie wiadomo, jak to mówią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę muszę przedstawić moim dorastającym dzieciom za jakiś czas :) Lepiej dmuchać na zimne :)

    OdpowiedzUsuń