sobota, 31 stycznia 2015

132. Karolina Wiktor "Wołgą przez Afazję"

Choroba należy do tematów niezwykle trudnych, bowiem niełatwo przelać na papier myśli, wrażenia towarzyszące jej, zachowując ich istotę i emocje. Afazja, powstająca w wyniku uszkodzenia lewej półkuli mózgu (na przykład przez udar), dotknęła Karolinę Wiktor, która w poemacie poezji wizualnej zdaje relacje ze swojej choroby.

Karolina Wiktor, urodzona w 1979 roku, jest artystką wizualną, tworzącą w latach 2001-2010 razem z Aleksandrą Kubiak duet performerski Grupa Sędzia Główny. Doczekała się wielu wystaw i akcji, wśród których wymienić można między innymi Rozdział III, Telegra, program Noc artystów, Być jak Sędzia Główny. Jej prace znajdują się między innymi w kolekcjach Muzeum Narodowego w Warszawie i Fundacji Signum.

"Wołgą przez Afazję" to zapis refleksji i wspomnień autorki, dotyczących Jej metaforycznej podróży przez Afazję, wymuszonej nagłą chorobą, bardzo ostrym zakrętem na prostej szosie. Jest to nie tylko zapis wrażeń, ale przede wszystkim próba zrozumienia choroby, która dotyka bardzo wielu osób. Autorka, przy pomocy nie tylko słów, ale także szlaczków, krzywych liter, symboli i wielu graficznych treści, przedstawia kraj Afazji, dobrze poznany za sprawą tętniaka mózgu oraz dwóch udarów.

Moje pierwsze wrażenie, towarzyszące powierzchownemu zapoznaniu się z treścią, nie było dobre. Zastanawiałem się, co można zawrzeć w szlaczkach, kreśleniach, grafikach sztuki nowoczesnej i w tak krótkiej treści, przepełnionej chaotycznymi obrazami i znakami. A, jak się okazało, można. I to bardzo dużo! Dzieło Karoliny Wiktor, choć krótkie, bowiem liczące jedynie kilkadziesiąt stron, zaskakuje i porusza wizjami. Kreśląc swoją chorobę, przedstawiając kraj Afazji, drogę ku zdrowiu i refleksje jej towarzyszące, wszystkie struny percepcji i wrażliwości czytelnika zostają poruszane. Prowadząc przez metaforyczną, tytułową krainę, porównaną do intelektualnego pustkowia, autorka ukazuje problemy chorujących, polegające między innymi na trudności rozpoczynania i zakończania wypowiedzi oraz kontaktowaniu się, bowiem, jak pisze autorka, Afazja jest [...] luką w zbiorze komunikacyjnych haseł.

Ciężką recenzować niniejszą pozycję, będącą zapisem subiektywnych, jednostkowych odczuć, nie pozwalając dojść do głosu emocjom i wzruszeniu, zrodzonych podczas lektury dzieła Karoliny Wiktor. Wygenerowana treść jest jedną z najwymowniejszych, najbardziej intrygujących tekstów z jakimi w życiu dane było mi obcować. Każda kolejna wizja i opis, nie tylko dostarczają informacji o chorobie, ale pobudzają niemal wszystkie stany emocjonalne u odbiorcy, wzruszając oraz zmuszając do refleksji.

Przedstawiona przez autorkę rzeczywistość jest rzeczywistością pełną niewyraźnych, niedopowiedzianych obrazów, wywołujących nastrój tajemniczości. Forma utworu, będąca zdecydowanie przykładem literatury eksperymentalnej, stanowi z treścią spójną, kompletną jedność, bowiem łączy je nieuchwytność oraz wielowymiarowość. "Wołgą przez Afazję" jest utworem niejednoznacznym, należącym do tych dzieł, które można cały czas na nowo odczytywać, dostrzegając kolejne płaszczyzny.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

piątek, 30 stycznia 2015

131. Monika Wasowska, Grzegorz Wasowski "Starsi Panowie Dwaj. Kompendium niewiedzy"

„Panowie i Panie! Panowie i Panie! –
Mój spektakl rozpoczyna się wnet,
Wstęp gratis, naprawdę nie można już taniej,
Kto nie chce posłuchać – ten kiep…”*

Kabaret Starszych Panów, założony przez Jeremiego Przyborę i Jerzego Wasowskiego, na stałe wpisał się w świadomość polaków. Nie tylko tych, którzy mogli na bieżąco śledzić działalność artystyczną obu panów, ale także obecnych pokoleń, gdyż ich dokonania w dalszym ciągu mają się bardzo dobrze: często emitowane są w radiach (sam, kilka dni temu, natrafiłem na audycje, gdzie puszczane były ich piosenki), a wieść o nich jest permanentnie przekazywana kolejnym pokoleniom. "Starsi Panowie Dwaj. Kompendium niewiedzy" to przegląd najważniejszych dokonań współpracy Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, która miała miejsce w latach 1948-1983 (nie traktuje więc o twórczości indywidualnej czy też solowej).

Książka została podzielona na siedem rozdziałów: Skrzydło radiowe, Skrzydło kabaretowe, Skrzydło teatralne, Skrzydło telewizyjne, Baszta filmowa, Baszta płytowa oraz Westybul-ból. W każdym z nich, w sposób przejrzysty i rzetelny, zostają przedstawione kolejne dokonania Przybory i Wasowskiego, jednak, gwoli wyjaśnienia, często bez żadnych komentarzy ze strony autorów. Podstawą niniejszej publikacji są ocalałe taśmy TV, filmowe, radiowe, oryginalne scenariusze, książki oraz nuty. Dotarcie jednak do wszystkich materiałów okazało się niemożliwe, bowiem wiele tekstów i nagrań nie przetrwało do dziś, ginąc nierzadko w przedziwny sposób, gdyż, jak piszą twórcy recenzowanej książki, zgubić wszystko potrafi byle kto, natomiast zgubić większość to już wyższa szkoła jazdy, odnosząc się do sytuacji, gdy wiele materiałów nie ginie jako całość, ale w częściach – na przykład kilka stron scenariusza, sama muzyka bez tekstu, albo tekst bez muzyki (jak w przypadku audycji „Prometeusz i zapałki (Baśń mitologiczna”), z której zostało tylko 8 kartek scenariusza, nuty oraz zapowiedź.

Dla wielu osób, którzy zastanawiają się, dlaczego miała miejsca tak duża popularność twórczości Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego, odpowiadam, że dzieło Moniki i Grzegorza Wasowskich przynosi odpowiedź na to pytanie. Lata, w których wyżej wymienieni panowie działali artystycznie, nie były dla polaków latami łatwymi, bowiem borykali się z wieloma problemami. A ich twórczość, między innymi w radiowym „Eterku”, zajmowała się „na wesoło” kłopotami Polaka lat 40-tych i 50-tych. Traktowała między innymi o problemach mieszkaniowych (miasto przecież składało się jeszcze w dużym stopniu z gruzów), biurokratycznych itp.

"Starsi Panowie Dwaj. Kompendium niewiedzy" zachwyca nie tylko wartością merytoryczną – ogromnym, niewyczerpalnym źródłem twórczości Starszych Panów, które wciąż można odczytywać na nowo, czerpiąc satysfakcje z wielu płaszczyzn: estetycznej, językowej, rozrywkowej, ale także z wielu ilustracji, niesamowitego wydania oraz zawartości płyty dołączonej do książki. Zgodnie z informacją pojawiającą się na okładce, autorzy nie przedstawiają żadnych informacji z życia prywatnego Przybory i Wasowskiego. Jednak, ich dokonania są na tyle frapujące, że dzieło Moniki i Grzegorza Wasowskich jest kompletne. 

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

*fragment piosenki "Panowie i Panie"

środa, 28 stycznia 2015

130. Joanna Siedlecka "Mahatma Witkac"

mahatma witkacŚrodowiska artystyczne są jednym z tych tematów, którymi interesuje się najbardziej. Z wielkim zapałem sięgam po pozycje wydawnicze, pozwalające prześledzić życie twórców, przyjrzeć się procesowi tworzenia oraz zajrzeć do niebanalnego świata artystów. Jedną z takich pozycji, z którą miałem okazję ostatnio obcować, jest "Mahatma Witkac", Joanny Siedleckiej.

Joanna Siedlecka jest autorką bestsellerowych biografii Witolda Gombrowicza, Zbigniewa Herberta, Jerzego Kosińskiego, a także dwóch tomów "Wypominków" o pisarzach zapomnianych, przemilczanych m.in. Stanisławie Rembeku, Kazimierze Iłłakowiczównie, Jerzym Krzysztoniu. Została wielokrotnie nagrodzona, z czego najbardziej sobie ceni wyróżnienie dla "Obławy" w V edycji nagrody literackiej im. Józefa Mackiewicza.

"Mahatma Witkac" to pasjonująca reporterska opowieść o Stanisławie Ignacy Witkiewiczu, jednym z najwybitniejszych i najoryginalniejszych twórców XX wieku, który wyprzedził swoją epokę. Za życia, kiedy tworzył, został przez środowisko artystyczne odrzucony, Jego dzieła nie spotkały się z zasłużonym uznaniem, a nazwisko nie cieszyło się dobrą popularnością. Powszechnie uznawano go za niezrównoważonego dziwaka, narkomana, błazna i kobieciarza. Cały Jego dorobek, w którego skład wchodziły zarówno dramaty, wiersze, powieści, jak i obrazy (przetrzymywane przez wiele lat pod łóżkami czy za szafami, ze względu na wątpliwą wartość artystyczną), nie spotkały się ze szerokim uznaniem, a powątpiewaniem w ich istotę. Także Jego poglądy i idee, bowiem Witkiewicz parał się również filozofią, zostały uznane za nic niewarte i powierzchowne. Niedoceniony za życia, wyniesiony na piedestał po śmierci, zawsze otoczony pięknymi kobietami.

Książka Joanny Siedleckiej nie została napisana w sposób biograficzny tudzież chronologiczny. Autorka nie rozpatruje życia artysty kolejno, krok po kroku, od dzieciństwa, przez dojrzewanie po dorosłość, powielając w ten sposób idee opisywania życia twórców, ale czyni to w sposób wyrywkowy, niezobowiązujący, swobodnie przemieszczając się w czasie (do wczesnego dzieciństwa, do wybranych momentów z życia itp.), za sprawą wspomnień ludzi w jakiś sposób związanych z Stanisławem Ignacym Witkiewiczem. Dzięki tej konwencji czytelnik ma szansę poznać artystę głębiej, z wielu stron, tworząc w ten sposób szerszy, ciekawszy, wielowymiarowy portret. Jednak, wszystkie wspomnienia, tworzą jedną spójną całość, imponujący patchwork pamięci o Witkacym.

Z recenzowanej pozycji wyłania się się kilka wizerunków twórcy, w tym ten najbardziej popularny, który przedstawia artystę jako jednostkę nieszablonową, wrażliwą i cierpiącą. Wielu rozmówców Siedleckiej wspomina właśnie takiego Witkiewicza - przestraszonego, cierpiącego, zakładającego maski w towarzystwie, przybierającego różne pozy, żyjącego w obawie, że ktoś przejrzy Jego grę, dojrzy to, co się w Nim naprawdę dzieje. Drugim, być może najbardziej przemawiającym obrazem, wyłaniającym się ze wspomnień, jest Witkacy otoczony wianuszkiem kobiet, których zawsze potrzebował. Mowa tutaj nie tylko o Jego dwóch żonach: oficjalnej, Jadwidze Witkiewiczowej, która ocaliła Jego spuściznę oraz nieoficjalnej, Czesławie Oknińskiej, odratowanej po ich wspólnym samobójstwie na Polesiu, bowiem w życiu artysty pojawiały się również inne kobiety, funkcjonujące w różnych relacjach (przyjacielskich, miłosnych, artystycznych itd.).

"Mahatma Witkac" dostarcza także wielu informacji związanych z pobytem Witkiewicza w Rosji, w Lejbgwardii, o którym za życia tak mało i niechętnie mówił, a który, w pewnym stopniu, przyczynił się do Jego niespodziewanego samobójstwa. Dużo uwagi autorka poświęca także dzieciństwu oraz relacjach, jakie panowały w rodzinie i wśród najbliższych znajomych. Cieszy także fakt, że w książce zostały zamieszczone liczne fotografie oraz obrazy namalowane przez Witkacego, pozwalające na głębszą kontemplacje Jego osoby.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

wtorek, 27 stycznia 2015

129. Krzysztof Langer "Kto nie pyta - ten błądzi"

http://wfw.com.pl/images/books/1210/aqv0rnxxNz0tEp.jpgJak osiągnąć szczęście? Pytanie pojawiające się nieprzerwanie od tysięcy lat, zarówno w filozofii, sztuce, jak i literaturze. Na pozór wiele osób odnalazło odpowiedź, zatracając się w konsumpcjonizmie, dobrach materialnych i doczesnych uciechach, ale w dalszym ciągu nie pojawiła się odpowiedź jednoznaczna, która mogłaby służyć jako drogowskaz. Jest wiele koncepcji, które rzekomo gwarantują poczucie szczęścia. Jedną z nich, w książce "Kto nie pyta - ten błądzi", przedstawia Krzysztof Langer.

Krzysztof Langer, urodzony w 1959 roku w Łodzi, jest z wykształcenia lekarzem, doktorem nauk medycznych. Jest autorem książki "Jak wyciągnąć palce z wrzątku". 

Główny bohater powieści, Zenobiusz, śladem wielu przełomowych dla literatury postaci, próbuje zrozumieć ludzką egzystencje, poddając wiele frapujące go zagadnień rozmyślaniu. Interesują go nie tylko tematy związane ze szeroko pojętym szczęściem, ale również relacje międzyludzkie, przemijanie, wiara. Jego pierwszym mentorem, osobą, która pomaga w pojmowaniu życia i nakierowuje na odpowiednią drogę, jest Jego ojciec. Po jednej z wielu rozmów, kluczowych dla rozwoju bohatera, Zenobiusz dochodzi do wniosku, że większość ludzi jest "nieszczęśliwymi gąbkami", nie potrafiącymi zapanować nad własnymi myślami i życiem, których łatwo wyprowadzić z równowagi. Zauważa, że również On, mimo wykształcenia wyższego i względnego spokoju, zalicza się do nich. Postanawia to zmienić, uważnie przyglądając się swoim zachowaniom, rozmawiając z ojcem, a także skupiając się na swoim wewnętrznym głosie.

Przemiana bohatera, z złego w dobrego czy z nieszczęśliwego w szczęśliwego, jest tematem bardzo często podejmowanym w literaturze, od niepamiętnych czasów. Ludzki los, a zwłaszcza jednostkowy, od dawna intrygował twórców, stąd tak duże zainteresowanie tym zagadnieniem. Jednak, mimo obszernej oferty tego typu pozycji, temat bynajmniej nie został wyczerpany, bowiem w dzisiejszych czasach, rozdygotanych pod względem wartości oraz czasu na przebywanie z samym sobą, ludzie pragną zmian i porad, wyglądają w literaturze wzorców do naśladowania,dróg, drogowskazów, które wskazałyby odpowiedni kierunek. Zdaje się, że Krzysztof Langer postanowił wyjść im naprzeciw, pisząc swoją najnowszą książką.

"Kto nie pyta - ten błądzi" jest niedużą powieścią, podzieloną na kilkadziesiąt krótkich rozdziałów. W każdym z nich, za sprawą bodźca ze środowiska, własnej myśli, obserwacji czy rozmowy z ojcem, bohater odkrywa kolejną prawdę o życiu, która przybliża go do życia w szczęściu i spełnieniu. Dochodzi między innymi do wniosku, że niekontrolowane myśli są chaotyczne i szkodzą, dlatego należy permanentnie nad nimi panować, że pośpiech jest jedynie domeną ludzi, ponieważ natury i Stwórcy nie obowiązuje, że Bój jest wszędzie (a nie tylko w świątyniach i świętych pismach) oraz że należy wsłuchiwać się swój wewnętrzny głos i w intuicje. Niestety, postać głównego bohatera została wykreowana w taki sposób, że podczas lektury strasznie irytuje odbiorcę - swoimi zachowaniami przypomina dziecko, błądzące i naiwne, a nie dorosłego mężczyznę.

Proza Krzysztofa Langera jest prozą czystą - bez ozdobników, wysublimowanego, kwiecistego, wyszukanego języka, zawiłych form, ukrytych symboli oraz metafor. Autor pisze w sposób bardzo przejrzysty, na pierwszy plan wysuwając wartość merytoryczną, niosącą jakąś głębie i myśl, rezygnując z intrygującej formy. Świat przez Niego wykreowany jest rzeczywistością bardzo prostą i logiczną - wszystko podzielone jest na to co jest dobre i złe. Podobnie jest z wartościami, jakie podsuwa czytelnikowi. Jedne są interesujące i zmuszają do myślenia, a drugie płytkie oraz szalenie oczywiste.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 20 stycznia 2015

128. Piotr Ibrahim Kalwas "Międzyrzecz"

http://www.jankawydawnictwo.pl/ph/piotr_ibrahim_kalwas_miedzyrzecz.jpg Jedną z najcenniejszych wartości, jaką można uzyskać czytając, to świadomość tego, co można uczynić z językiem. Zabawa słowem, formą i świadomością czytelnika, poprzez treść, od zawsze mnie intrygowała. Powieść Kalwasa, "Międzyrzecz", jest jednym z tych utworów, w którym jest to nadzwyczaj widoczne.

Piotr Ibrahim Kalwas urodził się w Warszawie. Zanim został pisarzem, śpiewał w zespole punkowym, pracował jako robotnik w Skandynawii, był właścicielem sklepu z winami oraz pisał scenariusze filmowe. W 2000 roku przyjął islam i ruszył w świat, o czym napisał cztery książki: "Salam", "Czas", "Drzwi" i "Rasa mystica". Cztery lata temu osiadł w Aleksandrii, gdzie napisał "Dom", "Tarikę" i "Międzyrzecz".

Główny bohater powieści, wskutek spotkania z profesorem literatury z uniwersytetu w Lyonie, zobowiązał się do dostarczenia starego manuskryptu greckiego, Johanowi, mieszkańcowi Wysp Owczych. Po dotarciu na wskazany adres, znajdujący się na tajemniczym odludziu, okazuje się, że adresat posiada niezwykły dom, z numerowanymi drzwiami i oknami, wypełniony różnymi, przedziwnymi rzeczami. Właśnie tam rozpoczyna się mroczna wędrówka bohatera, pozbawiona wszelkich oczywistych zasad, dziejąca się na wielu płaszczyznach, ponad rzeczywistością i czasem.

Proza Kalwasa jest prozą obrazów. Wykreowana przez Niego rzeczywistość jest wypełniona wizjami, sennymi marami oraz nieprawdopodobnymi widzeniami. Każda z nich przenosi w inny, obcy, acz magiczny, wymiar ludzkiego życia, niosąc jakąś prawdę czy wartość, ukrytą w licznych symbolach. Autor subtelnie, z wielką lekkością i zręcznością, lawiruje pomiędzy różnymi sferami, płynnie przenosząc się z nudnej, przyziemnej codzienności, w sferę oniryzmu czy sacrum. Z łatwością podróżuje także w czasie. Przenosi swojego bohatera w przeszłość - tą niedaleką, do dzieciństwa, oraz tą dalszą, aż do średniowiecza, gdzie, w sposób baśniowy, rozgrywa się akcja. "Międzyrzecz" jest przede wszystkim powieścią niedokończonych obrazów, które intensywnie wzbudzają w czytelniku coraz większe zainteresowanie. Autor maluje, nierzadko sposobami ekspresjonistycznego obrazowania, pewne wizje, które zostawia niedokończone, niezrealizowane.

Akcja powieści nie toczy się równym tempem. Podczas wędrówek bohatera, zwiedzającego tajemnicze pokoje domu gospodarza, które przenoszą go w różne miejsca, niczym Kordiana w dziele Juliusza Słowackiego, akcja przebiega bardzo dynamicznie, porywając czytelnika w przedstawiony świat. Z kolei opisy tych pomieszczeń, miejsc odwiedzanych oraz snów zanurzają w nostalgii, a niekiedy, za sprawą rozbudowanych i dokładnych charakterystyk, nużą. Podczas lektury można odnieść przez to wrażenie, że siódma książka Piotra Ibrahima Kalwasa jest przegadana, że za dużo w niej zbędnych słów.

Najbardziej intrygującym elementem "Międzyrzeca" jest zdecydowanie konwencja, polegająca na igraniu, wodzeniu czytelnika i trzymanie go w ciągłej niepewności, wobec czego rozgrywa się akcja. Nie chcę za dużo zdradzać, by nie odebrać ewentualnej satysfakcji z lektury, ale informuję, że nie wiadomo co jest istotą powieści, w czyich rękach są losy i doświadczenia głównego bohatera, kto nimi kieruje.

Osobliwość książki Kalwasa można odczuć już od pierwszych stron. Nieprzewidywalność akcji, dziejącej się na wielu płaszczyznach, mnogość symboli i niedokończonych wizji, podróże w przestrzeni i w czasie, zabawa formą, rozbudowane opisy i niezliczone rodzące się pytania, po pewnym czasie zaczęły mnie męczyć. Poczułem wyraźny przesyt, przedobrzenie. Sama konwencja jest na tyle charakterystyczna i odmienna, że wszelkie ozdobniki, niektóre treści i wątki, w moim mniemaniu, są zbędne.

Recenzując "Międzyrzecz" nie można nie wspomnieć o fantastycznym wydaniu, jednym z najlepszych z jakim się spotkałem. Treść urozmaicają imponujące, klimatyczne ilustracje, motywy oraz obrazki, autorstwa Anny M. Koźbiel i Adama Walasa. Sama fizyczność niniejszej książki, abstrahując od jej treści, jest wystarczającym powodem do tego, by ją nabyć.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 18 stycznia 2015

127. Michał Gołkowski "Stalowe szczury: Błoto"

Stalowe Szczury: Błoto Z historią nigdy nie było mi po drodze. I mam tutaj na myśli nie tylko pozycje traktujące o konkretnych wydarzeniach, ale także, umieszczając je wśród nich na własny użytek, o wszelkiej maści powieściach wojennych. Rzadko po nie sięgam, a gdy już to czynię, to książka musi mnie bardzo mocno zafrapować. I tak były w przypadku najnowszej powieści Michała Gołkowskiego "Stalowe szczury: błoto", wchodzącej w skład cyklu "Stalowe szczury", wydawanej nakładem Fabryki słów.

Michał Gołkowski z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości i felietonista, z zawodu tłumacz, autor przebojowej trylogii: "Ołowiany świt", "Drugi brzeg" i "Droga donikąd".

Wiosna 1922. Wielka wojna. Kompania karna Piątego Regimentu Dwudziestej Siódmej Dywizji Piechoty, pod dowództwem kapitana Wilhelma Adriana Reinhardta, naciera na pozycje przeciwnika. W skład kompanii wchodzą najgorsze szumowiny, zdegenerowane jednostki, pozbawione zasad i wartości. Jednym z nich jest Otto, przebywający w szeregach od półtora roku, który przyczynił się do śmierci, za sprawą wysadzenia, poprzedniego dowódcy. Kolejnym, najświeższym członkiem kompani, jest Heini, zesłany za niewstawienie się do wojska. Każdego dnia, realizując polecenia kapitana, ocierają się o śmierć, między innymi biegnąc przez otwarty teren w stronę wroga czy walcząc z lepiej uzbrojonym przeciwnikiem, niekiedy w relacji człowiek-czołg. 

Jak już wspominałem na wstępie, nie jestem wielkim sympatykiem powieści wojennych. Zasiadając do lektury tejże książki, nie wiedziałem czego się spodziewać, choć, potajemnie, oczekiwałem otrzymania godnej rozrywki. I nie myliłem się. Autor, Michał Gołkowski, wykreował niesamowicie intrygującą rzeczywistość, od której nie sposób się oderwać. Dzięki zewsząd panującemu poczuciu grozy i tajemniczości, zainteresowanie czytelnika rozwojem wydarzeń nie gaśnie, a wręcz przeciwnie - rośnie. Enigmatyczność powieści objawia się także na innych płaszczyznach, między innymi w braku zmierzającej akcji, którą odbiorca mógłby uważnie śledzić, a nawet przewidzieć jej rozwój, oraz momentów przełomowych. Wszystkie wydarzenia mające miejsce w książce oraz zachowania bohaterów po prostu się dzieją (niespodziewanie, bez żadnych zapowiedzi), trudno się ich domyślić.

Zachwycający jest również kunszt pisarski autora. Uwagę zwraca przede wszystkim "soczysty", "mięsisty", niesamowicie obrazowy i przejrzysty język. Realistyczne opisy - zawierające detal, szerokie, aczkolwiek dokładne, tło wydarzeń, poszerzające w wyobraźni odbiorcy wykreowaną rzeczywistość oraz naturalistyczne - ukazujące brzydotę, trud, nieubłaganie, nieobliczalność, podłość wojny, jak i zachowań bohaterów, są także dużą zaletą najnowszej książki Michała Gołkowskiego.

Poza niebanalną i wciągającą treścią, istotnym elementem recenzowanej pozycji są również ilustracje, autorstwa Andrzeja Łaski, przedstawiające wydarzenia oraz bohaterów. Ku przestrodze, radzę nie kartkować uprzednio książki, wyglądając rysunków, gdyż przedstawiają one rozwój wydarzeń, co może odebrać wiele przyjemności z lektury.

"Stalowe szczury: błoto" mogę z pewnością zaliczyć do książkowych odkryć. Jestem przekonany, że  sięgnę po przyszłe powieści, wchodzące w skład tego cyklu, jak i po poprzednie pozycje autora.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

piątek, 16 stycznia 2015

126. Beata Hoffmann "Narkotyki w kulturze młodzieżowej"

http://impulsoficyna.com.pl/okladki/big/978-83-7850-661-4.jpg?v=0Publikacji dotyczących narkotyków jest pod dostatkiem. Ten temat, mimo wieloletnich badań i doświadczeń, w dalszym ciągu nie został dokładnie spenetrowany, gdyż na rynku pojawiają się coraz nowsze środki odurzające, o zróżnicowanym działaniu. Jednak, w przeciwieństwie do wielu naukowych zagadnień, łatwo zaobserwować wpływ narkotyków na rozwój różnych społeczności, na przestrzeni wielu dekad, o czym traktuje książka Beaty Hoffmann.

Środki odurzające znane są człowiekowi od tysięcy lat. Pojawiały się one w wielu kulturach, nierzadko jako łączność ze sferą sacrum, a przywilej używania ich należał do najważniejszych dostojników danej społeczności. Znajdowały zastosowanie w obrzędach religijnych, dzięki nim doznawano wizji, przepowiadano przyszłość, a także stawano się pośrednikami pomiędzy człowiekiem a bóstwem. Dowodem na to są malowidła, zawierające różnego rodzaju motywy geometryczne, znajdujące się miedzy innymi w jaskiniach Australii i Meksyku, z których wynika, że nasi przodkowie używali naturalnych gazów i oparów, by wywołać odmienne stany świadomości.

Postęp naukowy i techniczny, przypadający na XIX wiek, umożliwił otrzymywanie niektórych alkaloidów, zawartych w krzewie koki i maku, co doprowadziło do upowszechnienia się kolejnych środków odurzających: kokainy, morfiny i heroiny. Jeden z nich, kokaina, szybko trafiła w obieg, gdyż można było ją dostać bez recepty, używanej w różnych medykamentach, papierosach o działaniu antydepresyjnym i w tabliczkach czekoladowo-kokainowych na poprawę humoru. Do zwolenników kokainy należał między innymi Zygmunt Freud, który nie tylko zalecał ją swoim pacjentom, ale poświęcił im kilka publikacji. W następnych latach ten narkotyk stał się tak popularny i powszechny, że dodawany była do różnych środków spożywczych, między innymi napojów.

W pierwszej połowie XX wieku zmieniło się nastawienie do środków odurzających - niektóre z nich w wielu krajach zostały uznane za nielegalne, a stosunek do narkomana, który prędzej w świadomości społeczeństwa był godnym współczucia przedstawicielem klasy średniej, opierał się na postrzeganiu go jako bandytę, gangstera i degenerata. W tych latach przede wszystkim upowszechniła się amfetamina i LSD.

Za sprawą zachodzących przemian społecznych i obyczajowych, zapoczątkowanych od połowy lat pięćdziesiątych XX wieku, młodzież ukształtowała się jako odrębna kategoria, negująca wartości uznawane przez starsze generacje. W celu uwypuklenia swojej odmienności istotne okazało się demonstrowanie słuchanej muzyki, spędzania wolnego czasu, ubioru, a także przynależenia do, tworzących się wówczas, subkultur. Jedną z nich, odrzucającą konserwatywne ideały, byli bitnicy, określani nieformalnym, awangardowym ruchem literacko-kulturowym. Podczas spotkań bitników zażywano LSD i konopie, by umożliwić zniesienie wszelkich granic i poszerzenie świadomości. Z kolei w Wielkiej Brytanii, za sprawą wzrostu liczby imigrantów z Karaibów, upowszechniło się zażywanie narkotyków, jako sposobu na dobrą zabawę, I tak, w 1960 roku, w Londynie, powstała subkultura mods, której istotnym elementem było "rekreacyjne" zażywanie psychostymulantów. W tym samym czasie, a dokładnie 14 stycznia 1967 roku, w USA narodził się ruch hippie, który charakteryzował się humanitarnymi założeniami, mającymi na celu zniesienie podziałów i różnic. Niektóre narkotyki stały się istotnym elementem nowego modelu życia, co odbiło się nie tylko na poglądach hipisów, ale na sztuce - psychodelicznej muzyce, nawiązującej do stanów postnarkotycznych, poezji i dziełach plastycznych. Narkotyki cieszyły się dużą popularnością także w kolejnych dekadach, towarzysząc subkulturze punków czy skinheadów. Także w Polsce, przede wszystkim w środowiskach hip-hopowych, pojawiła się aprobata dla "miękkich" używek, czego dowodem są teksty wielu artystów, między innymi Molesty.

Niniejsza publikacja, mimo niedużej objętości, jest kompetentnym źródłem informacji dotyczących wpływów narkotyków na rozwój różnych grup społecznych, jak i samych środków odurzających. Wbrew tytułowi, gwoli wyjaśnienia, Beata Hoffmann nie rozpatruje używek tylko w odniesieniu do młodzieży, ale podaje ich kompletny zarys, sięgający aż okresu górnego paleolitu. Autorka, w sposób przejrzysty i rzetelny, przedstawia zarys dziejów narkotyków - przedstawiając te pierwotne, jak i cele w jakim zostawały zażywane, ich rozwój oraz wpływ na różne dziedziny życia. Dzięki widocznej selekcji informacji oraz przekazywaniu tych mniej ważnych, składających się na tło głównej treści, w sposób lapidarny, treść nie przytłamsza niekończącym się potokiem informacji, a intryguje i dostarcza wielu ciekawostek. 

Przedstawienie problemu zażywania narkotyków na tle młodzieży oraz rozmaitych grup społecznych, nie oceniając ich postępowania (czego autorka nie robi), dostarcza czytelnikowi wielu refleksji. Narkomania, która na ogół kojarzy się z marginesem społecznym, jednostkami zdegenerowanymi oraz środowiskami bandyckimi, po lekturze "Narkotyków w kulturze młodzieżowej" przybiera inny kształt. Jawi się nie jako problem osób bezradnych i zagubionych, ale pragnących wyeksponować własną odmienność, poszukujących własnej tożsamości oraz pragnących poczucia przynależności (co gwarantują różne subkultury, w których popularne jest zażywanie środków odurzających). Istotnym elementem potencjalnej atrakcyjności zażywania narkotyków jest również postrzeganie ich przez artystów - wychwalanie stanu postnarkotycznego (choćby w utworach Beatlesów czy Dżemu) oraz propagowanie zażywania narkotyków "lekkich" (między innymi w utworach hip-hopowców).

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 13 stycznia 2015

125. Styczniowy stosik

Zima przyszła, szybko odeszła, a za oknem, ku uciesze wielu, znowu słonecznie. Słonecznie jest także w mojej biblioteczce, bowiem powiększyła się o kolejne, ciekawe, pozycje. Nowe nabytki prezentują się następująco:
Zdjęcie, tradycyjne, w słabej jakości. Przepraszam.

1. Stephen Greenblatt "Zwrot: jak zaczął się renesans" - książka, którą udało mi się upolować w Biedronce. 
2. Cztery książki dotyczące literatury polskiej wchodzą w skład prezentu urodzinowego od mamy ;))
Egzemplarze recenzenckie (od portalu Sztukater):
3. Piotr Ibrahim Kalwas "Międzyrzec" - powieść o zwodniczej naturze znaków, która zachwyca już samym wydaniem.
4. Krzysztof Langer "Kto nie pyta - ten błądzi"
5. Karolina Wiktor "Wołgą przez afazję" - poemat poezji wizualnej, którego treść.... zaskakuje! 
6. Michał Gołkowski "Stalowe szczury. Błoto" - powieść, której premiera odbędzie się pod koniec stycznia. Jestem w trakcie lektury.
7. Beata Hoffmann "Narkotyki w kulturze młodzieżowej" 
7. Joanna Siedlecka "Mahatma Witkac" - tą pozycją zainteresowałem się już dawno, a teraz, kiedy czeka na swoją kolej na półce, frapuje mnie jeszcze intensywniej. 
8. Monika Wasowska, Grzegorz Wasowski "Starsi Panowie Dwaj. Kompendium niewiedzy" - ta książka zaskoczyła mnie swoimi rozmiarami, ale mam nadzieje, że nie będzie nużyła.

Stosik, jak widać, całkiem duży. Mam nadzieje, że uda mi się go przeczytać i zrecenzować do końca miesiąca. 

Czytaliście którąś z powyższych książek?

niedziela, 11 stycznia 2015

124. James Cañón "Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn"

Zastanawialiście się kiedyś, jak mogłoby wyglądać społeczeństwo utopijne? Społeczeństwo, w którym każdy jest równy, wszystko należy do wszystkich, a nagość i odmienność nikogo nie szokują? Ja tak, wielokrotnie, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że takie społeczeństwo pozbawione byłoby mężczyzn. A właśnie taki obraz, w swej debiutanckiej powieści, przedstawia James Cañón.

James Cañón, magister sztuk pięknych Columbia University, urodził i wychował się w Kolumbii. W 2001 roku otrzymał Henfield Prize a kategorii "beletrystyka". Mieszka w Nowym Jorku.

Mariquita, mała kolumbijska miejscowość, położona z dala od zgiełku miast. Pewnego niedzielnego poranka, kolejny raz, została najechana przez partyzantów, domagających się żywności, pieniędzy oraz mężczyzn, którzy byliby gotowi wejść w szeregi armii. Miejscowa ludność, traktująca rewolucjonistów jako bezbożnych żebraków, nie tylko nie spełniła ich wymagań, ale, na czas niespodziewanego najazdu, postanowiła zostać w domach, unikając ich towarzystwa. Zezłoszczeni partyzanci, motywując swój gniew niebezpieczną walkę w imię polepszenia warunków życia wszystkim Kolumbijczykom, powzięli decyzję o zemście, która polegała na wcielenie wszystkich mężczyzn w szeregi. Tych opornych, na oczach rodziny, zabijano, a ich żony i córki, nierzadko, brutalnie gwałcono. W ten sposób, mała Mariquita, stała się miejscowością zamieszkiwaną niemal przez same kobiety (bowiem w miejscowości ostali się ksiądz i jeden chłopiec przebrany za dziewczynkę). W podupadającym w ruinę miasteczku rządy obejmuje Rosalba viuda de Patino, żona zamordowanego sierżanta policji, która postanawia przywrócić ład i porządek, realizując ideę społeczeństwa utopijnego.

Debiutancka powieść James Cañóna jest utworem utrzymanym w stylistyce realizmu magicznego. Bohaterowie, choć pozbawieni osobliwych portretów psychologicznych, są niesamowicie wyraziści i wielowymiarowi. Każda z wykreowanych postaci, choć zarysowana w sposób lapidarny (w powieści brak rozbudowanych opisów wyglądu postaci i ich przeszłości) zapada czytelnikowi w pamięć, a ich losy niosą ze sobą jakąś wartość. Jedną z nich, będącą według niniejszej książki podstawą budowania zgodnego społeczeństwa, jest tolerancja. Poszanowanie drugiego człowieka, jego odmienności i wyborów, niesie nie tylko radość i korzyści jemu samemu, ale całemu otoczeniu. Mariquita, po zniknięciu mężczyzn, stała się miejscem, gdzie związki homoseksualne zyskały się z aprobatą wszystkich mieszkańców, co umożliwiło stworzenie miejsca zgodnego, szczęśliwego, skłonnego do kompromisów i porozumień.

Z "Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn" wyłaniają się dwa, zasadniczo różne, światy: pierwszy, zdominowany przez kobiety - ciepły, sprawiedliwy, tolerancyjny, ceniący odmienność i wolność, oraz drugi, w którym prym wiodą mężczyźni, pełen stereotypów, niepoprawnego systemu wartości (na którego czele stoi siła i przebiegłość), zdominowany przez dobra materialne. Obie rzeczywistości, choć przez siebie definiowane jako jedyne poprawne, tylko razem, w rzetelnej, uczciwej współpracy, stworzyć mogą kompletną społeczność, o czym ostatecznie się przekonają i co jest najważniejszą myślą płynącą z recenzowanej pozycji. Losy bohaterów debiutanckiej powieści kolumbijskiego autora oraz świadomość, do jakiej wraz z rozwojem wydarzeń dojdą, powinny być wyraźnym bodźcem do zaprzestania wszelkich wojen, przejawów nienawiści i pogardy wobec innych ludzi.

Niniejsza książka jest dziełem wyjątkowym, bowiem zabierając głos w istotnych sprawach (takich jak polityka, religia, filozofia, moralność, wojna, konflikt pomiędzy wolnością a tradycją), zaskakuje również niebanalnymi rozwiązaniami, kreatywnością, humorem i finezją autora. Zdecydowanie warta przeczytania.

5/6

wtorek, 6 stycznia 2015

123. Ludmiła Ulicka "Daniel Stein, tłumacz"

http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/uploads/tx_evoproducts/58/52/5852_99903945852.jpgZe wszystkich książek, piętrzących się na półkach w księgarniach i bibliotekach, najbardziej warte lektury są te, które oprócz zagwarantowania godziwej rozrywki, wnoszą jakąś wartość w życie czytelnika. Do takich książek z całą pewnością należy powieść "Daniel Stein, tłumacz", Ludmiły Ulickiej.

Ludmiła Ulicka, urodzona w 1943 roku w Baszkirii, ukończyła wydział biologii na Uniwersytecie Moskiewskim. Jest autorką wielu powieści i sztuk teatralnych, laureatką prestiżowych nagród literackich. Po polsku ukazały się m.in. "Sonieczka", "Medea i jej dzieci" oraz "Szczerze oddany Szurik".

Główny, tytułowy bohater, Daniel Stein, stanowiący centrum rozgrywającej się akcji, jest żydem, urodzonym w południowej Polsce.W skutek wojennych zawirowań (rozstania z rodzicami, rozłąka z bratem, przymusowa emigracja) trafia na Litwę, gdzie nie tylko udaje mu się przeżyć, ale uratować wielu żydów. Bohater, dzięki swojemu uzdolnieniu językowemu i szczęściu, staje się tłumaczem pracującym dla Niemców, działającym na korzyść rodaków, za co przyjdzie zapłacić mu srogą cenę. Po wojnie, w przekonaniu, że przy życiu pozostał tylko dzięki łasce Boga, przyjmuje Chrzest Święty, a następnie zostaje zakonnikiem karmelitą, działającym w Izraelu.

"Daniel Stein, tłumacz" nie jest powieścią o jednolitym ciągu narracyjnym, bowiem składa się z listów, dzienników, nagranych rozmów, oficjalnych pism, protokołów przesłuchań, dzienników, depesz, przemówień oraz artykułów. Ta niebanalna forma nie tylko zaskakuje, czyniąc recenzowaną pozycję osobliwą, ale pozwala spojrzeć na bohaterów i przedstawione historię z wielu, nierzadko skrajnie odmiennych, perspektyw. Głównym tematem, o którym traktuje utwór Ludmiły Ulickiej jest historia żydów, rozpatrzona pod wieloma względami - politycznymi, kulturowymi, mentalnymi i religijnymi. Temu ostatniemu autorka poświęciła najwięcej uwagi, kreując przede wszystkim postać głównego bohatera, wyznającego chrześcijaństwo i propagującego jego wartości.

W powieści zostały uwypuklone nie tylko kwestie religijne czy związane z prześladowaniem żydów, ale także szeroki wachlarz innych tematów. Bohaterowie Ulickiej, nacechowani odmiennością, melancholijnością oraz ludzką słabością, zmagają się z wieloma problemami i wyborami moralnymi. Do nich możemy zaliczyć historię Alexa, syna Ewy Manukian, jednej z głównych postaci, który, po wieloletnich wewnętrznych zmaganiach z samym sobą, wyznaje w liście do matki, że jest homoseksualistą, co zmusza ją do wyboru pomiędzy religią i uprzedzeniami, a matczyną miłością.

Ludmiła Ulicka, kreując losy swoich bohaterów, dotyka wielu egzystencjalnych tematów - miłości (zarówno do drugiego człowieka, jak i do ojczyzny), roli wiary i przebaczenia w życiu codziennym, istotę czynienia dobra, jak i tematów powszechnych - sytuacji politycznych w różnych krajach oraz historii. Odpowiedzią na wszystkie powstałe podczas lektury pytania, nierzadko trudne i wymagające głębszej refleksji, obarcza czytelnika. To on musi dopowiedzieć wszystko to, co zostało w powieści przemilczane i niedopowiedziane, i to on musi wysnuć z niej wnioski.

5/6