poniedziałek, 28 grudnia 2015

190. Piotr Pogorzelski "Ukraina. Niezwykli ludzie w niezwykłych czasach"

Autor dwukrotnie – ku mojemu zdziwieniu – wspomina we wstępie, że jego pozycja nie jest kolejną książką o Majdanie. I tak, ma racje. To nie jest książka o Majdanie, choć istotnie traktuje o wiadomych wydarzeniach. Jest to bowiem wydawnictwo, które penetruje niezwykle głęboko kwestie najnowszej historii Ukrainy, ukazując nie tylko zagadnienia polityczne, ale również przemiany społeczno–obyczajowe.

To, co przez ostatnie miesiące działo się za naszą wschodnią granicą, na Ukrainie, niewątpliwie miało wpływ na kształtowanie się nowych postaw tudzież idei społeczeństwa. Wydarzenia na Majdanie, aneksja Krymu, liczne demonstracje, wybory, ofiary – wszystko to sprawiło, że dosyć uśpiony, bierny naród, w krótkim okresie przeszedł istotną przemianę, walcząc o to, co dotąd nie stanowiło większego obiektu zainteresowania – o ojczyznę. Piotr Pogorzelski recenzowaną książką niezwykle rzetelnie i szeroko ukazuje tę transformację, uwypuklając nie tylko przeobrażenia w postawach i zachowaniach, ale przede wszystkim ożywienie – a być może zrodzenie się – duszy ukraińskiej. Ukraina. Niezwykli ludzie w niezwykłych czasach daje bowiem wyraz solidarności, patriotyzmu i walki – nierzadko przepłaconej krwią – o cele wyższe, o pryncypia. 

Książka Piotra Pogorzelskiego to swoiste kompendium wiedzy o wiadomych sytuacjach na Ukrainie, stojące w opozycji do tego, czym karmią nas media oraz zasłyszane donosy. Przekazy informacyjne, na podstawie których wyrabiamy sobie opinię, nierzadko stanowią źródło zamieszania i niejasności, jakie następują w świadomości odbiorcy w okresie, kiedy z wielu stron dochodzą go różne bodźce, a mętlik, z którym mimowolnie musi się zmierzać, nie pozwala na wygenerowanie jasnego, klarownego i zrozumiałego obrazu. Niniejsza książka – nie tylko ze względu na przejrzysty układ, czytelną i praktyczną formę – umożliwia to, prezentując czytelnikowi cały wachlarz informacji, faktów, obserwacji, wyrażających istotę wydarzeń, punkt wyjściowy do rozważań i oceny sytuacji na Ukrainie. Traktuje bowiem o nich w sposób szeroki i lapidarny jednocześnie, stopniowo naświetlając sytuację: od pierwszych, nieśmiało zapowiadających przewrót, okoliczności, przez Majdan, pierwsze ofiary, rosnące wsparcie, zaangażowanie różnych grup społecznych, po skutki oraz dzisiejszą sytuację. 

Ukraina. Niezwykli ludzie w niezwykłych czasach to pozycja poświęcona przede wszystkim obywatelom, ludziom, którzy na różne sposoby walczyli – i dalej walczą – o to, by żyć w lepszym kraju. To świadectwo zrodzenia się woli walki, poczucia, że o ojczyznę należy zabiegać, a jej dobro zależy wyłącznie od mieszkańców. Piotr Pogorzelski zdaje się odpowiadać na pytania Co? Kto? Kiedy? Jak?, gdyż Jego książka rozwiewa wszystkie wątpliwości, rozjaśnia i ukazuje w pełni to, z czym czytelnik mógł mieć problem. To książka niezwykle merytoryczna i przystępna, przeprowadzająca odbiorcę nie tylko przez najważniejsze zagadnienia, ale znacznie wypływająca od suchych faktów, jednoznacznych wydarzeń, ukazująca obserwacje społeczne, rodzące i ginące nastroje, kształtujące się postawy i zjawiska. To wydawnictwo, które ukazuje, że Ukraińcom nie jest jednak wszystko jedno, że nie jest to naród bierny, a ich wola walki, potrzeba zmian i śmiałego dążenia do lepszego jutra jest w stanie unieść się ponad podziały, połączyć tych ludzi – te środowiska – które w innych kwestiach działają wbrew sobie. Autor przywołuje ludzi niezrzeszonych, artystów, duchownych, organizacje, polityków, dziennikarzy, jednostki i szersze społeczności, ukazując ich założenia, zaangażowanie, sposoby walki oraz sukcesy. Piotr Pogorzelski tworzy portret – portret ludzi, którzy na naszych oczach dokonują czegoś wyjątkowego. Czegoś, czemu warto się przyglądać. Zdecydowanie.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 26 grudnia 2015

189. Emil Roszewski "Na tropie srebrnego kura"

Na tropie srebrnego kura to książka, która początkowo – na przestrzeni pierwszych kartek, pierwszych trzech rozdziałów – zachwyca, jednak z czasem, wraz ze zagłębianiem się w przedstawianą historię, zadowolenie i fascynacja zaczynają systematycznie maleć, a w ich miejsce wrasta znużenie. Znużenie spowodowane dosyć naiwną fabułą oraz naciąganymi i nieprawdopodobnymi rozwiązaniami.

Powieść Emila Roszewskiego to nieskomplikowana historia, traktująca o poszukiwaniach tytułowego srebrnego kura, będącego onegdaj własnością krakowskiego bractwa kurkowego, który – wskutek historycznych zawirowań ˜– zaginął, a o jego odnalezieniu – ze względu nie tylko na sentymentalną i zabytkową, ale przede wszystkim pieniężną wartość – marzy wiele społeczności. Główny bohater – za sprawą prośby siostry – wyrusza na poszukiwania, podróżując nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie – zagłębiając się w historię. Na jego drodze pojawiają się nie tylko sprzymierzeńcy, ale również wrogowie – ludzie, którzy chcą zarobić na tytułowym kuru.

Recenzowana książka należy do tych pozycji, których lektura ani nie zachwyca, ani nie ciąży. Jest to historia dosyć uniwersalna i schematyczna, solidnie oparta na sprawdzonej formie, pewnych fundamentach, które – przenikliwy czytelnik – szybko rozszyfruje. Emil Roszewski serwuje rzeczywistość podporządkowaną jednej czynności – poszukiwaniom srebrnego kura – oraz podzieloną na dwa wyraźne obozy: dobry i zły. Są zatem bohaterowie, którzy swym postępowaniem opowiadają się po stronie prawdy, szlachetności i pomocy, oraz postacie, którym te wartości są zupełnie obce, a ich działania zdeterminowane są wyłącznie przez żądzę pieniądza. Następuje – co nieuniknione – konflikt, bezpośrednia konfrontacja, starcie, w którym zwyciężyć może wyłącznie jedna strona – prawa lub lewa. Pojawiają się różnego rodzaju zagrywki – porwania, inwigilacja, pościgi, walki, knowania, podstępy – a także niespodziewane zwroty akcji: odkrycia, zmiany postaw i zaskakujące rozwiązania. Jest to więc książka pod względem technicznym powielająca schematy, niezaskakująca czytelnika formą oraz sposobami ukazywania świata przedstawionego.

Powieść Emila Roszewskiego razi nienaturalną rzeczywistością, ugładzeniem przebiegu wydarzeń oraz niezwykłym szczęściem i powodzeniem bohaterów. To, co się dzieje w poszczególnych rozdziałach – poszukiwania złotego kura, prowadzenie śledztw, inwigilacja – realizuje się tak nienaturalnie, że podczas czytania odczuwa się niekiedy irytację. Wszystko, co otacza głównego bohatera – świat, postacie, wrogowie, przypadkowo poznani ludzie, natura – zdaje się współpracować z nim, działając wyłącznie na jego korzyść: z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką, każda sytuacja zdaje się naprowadzać go na cel, a niepowodzenia i nieszczęścia – takie jak porwanie i bycie więzionym – również w ostatecznym rozrachunku okazują się pomocne. Brak w tej książce naturalności, czegoś, co sprawiłoby, że przedstawiana historia mogłaby wyzwolić w czytelniku myśl, według której podobna sytuacja może mieć (albo już miała) miejsce w prawdziwym świecie. Brakuje jej również takich emocji, jak zawiedzenie i smutek – bo nawet, gdy bohaterom się nie wiedzie, gdy nie potrafią lub nie mogą znaleźć odpowiedzi bądź odpowiedniej drogi, to ich sytuacja jest chwilowa, powierzchowna, gdyż lada moment wszystko przybiera odpowiedni, pożądany kierunek.

Bohaterowie Na tropie srebrnego kura to postacie pozbawione interesującej osobowości, portretów psychologicznych i przewodnich cech charakteru. To poprawnie wykreowane sylwetki, obsadzone w konkretnych sytuacjach, które – determinując ich postępowania – stanowią o ocenie, jaką generuje czytelnik. Po lekturze nie sposób wyłowić z pamięci cechy bądź osobliwe własności poszczególnych postaci, jawi się wyłącznie istota głównego bohatera ˜– młodego, rozgarniętego intelektualisty, historyka–detektywa. To książka, w której postacie grają drugoplanową rolę, a ich indywidualność tonie w biegu wydarzeń, następujących faktów i okoliczności. Bohaterowie nie są prowadzeni – nie przekazują żadnej wartości, nie zostaje wybudowana żadna dramaturgia oraz nie zostaje uwypuklona jednostkowość – a jedynie traktowani w sposób utylitarny – wykorzystywani zostają do rozwoju wydarzeń, obsadzani w pewnych rolach do celów nadrzędnych (akcji powieści).

Jest jednak w tej książce coś, co stanowi jej niebywałą i nieodpartą zaletę – tło historyczne. Wykorzystanie bractw kurkowych – o których – muszę się przyznać – wcześniej nie słyszałem – okazuje się wyśmienitym pomysłem, gdyż autor nie tylko za ich sprawą buduje klimat i punkt wyjściowy kreowanej historii, ale również intryguje i przekazuje czytelnikowi wymierną wiedzę, która – za sprawą plastycznych, ciekawych dialogów – jawi się jako przystępna i klarowna.

3,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater. 

sobota, 19 grudnia 2015

188. Dariusz Michalski "Poletko pana Fogga"

Poletko pana Fogga należy do tych książek, które zachwycają wielowymiarowością. To, co zawarł w niej Dariusz Michalski, przybliżając czytelnikowi losy Mieczysława Fogga, porywa rozpiętością oraz mnogością perspektyw i źródeł. Ukazuje bowiem nie tylko losy artysty, którym się zajmuje, oraz ludzi z nim związanych, ale cały wachlarz społeczności i osób, które w jakimś stopniu determinowały bądź wpływały na życie Fogga tudzież środowisko, w którym się obracał. To książka o życiu człowieka, którego kochały tłumy, o chęci pomocy i dobroci, którą można nieść w każdych warunkach, oraz o estradzie i polakach, którzy kochali muzykę. To książka-świadectwo ukazująca to, co choć przeminęło lub mocno się zdeformowało, warte jest nie tylko podkreślenia, ale stanowczego uwypuklenia. Opowiada o tym, jak funkcjonowała polska estrada w dwudziestoleciu międzywojennym, czasach okupacji oraz PRL-u, stawiając za głównego bohatera Mieczysława Fogga – charyzmatycznego artystę, dobrego człowieka oraz bożyszcze tłumów. 

Nie ma gorszej ewentualności w związku z recenzowaną książką, niż odrzucenie bądź odłożenie jej za sprawą monumentalności, dużej ilości stron, które – przy pierwszym spotkaniu – zwłaszcza dla laików lub osób niezainteresowanych tą konkretną postacią – rodzą obawy. Uważam tak, gdyż ta pozycja – licząca niemal 600 stron (bez indeksu oraz różnego rodzaju spisów) – to nieocenione źródło informacji, potok faktów oraz postaci, w który czytelnik wchodzi, zachwycając się jego urokiem i dając się porwać jego szybkiemu prądowi. To książka niezmiernie ciekawa, poprowadzona interesująco i rzetelnie, charakteryzująca się stoickim sposobem opisywania i wybierania informacji – we wszystkim panuje umiar, zdaje się dominować zasada złotego środka. Autor pisze bardzo przystępnie, podając czytelnikowi wręcz bezpośrednio do wiadomości fakty i historie, które zaświadczają zarówno o samym bohaterze książki, jak i o środowisku artystycznym opisywanych lat. Dariusz Michalski lawiruje pomiędzy cytatami, publikacjami, relacjami i faktami, tworząc fascynujący portret Mieczysława Fogga: jego kariery, osobowości, życia prywatnego, relacji z otoczeniem i działalności. W książce płynnie przeplatają się dwie płaszczyzny: jednostkowa (dotycząca tytułowej postaci) oraz grupowa (ukazująca innych artystów, estradę muzyczną, trendy oraz preferencje, warunki itp.), tworzące niezwykle frapujący i dosadny obraz.

Mieczysław Fogg jawi się jako wybitna postać polskiej sceny muzycznej, zachwycająca nie tylko w Polsce, ale również za granicą, gdzie bardzo często grywał dla licznie gromadzącej się Polonii. Muzyk zadebiutował w Chórze Dana na deskach sceny warszawskiego teatru Qui Pro Quo, w którym – nie znając języka hiszpańskiego – wykonywał utwory w tym języku, stylizując się i uchodząc za wielką gwiazdę, członka chórku, który stanowi ucieleśnienie zagranicznego sukcesu. Występy chóru cieszyły się niebywałą popularnością, wypełniając po brzegi sale, w których odbywały się koncerty. Zarówno krytycy, jak i słuchacze, wyrażali zachwyt występami i nagraniami kwintetu, zauważając nie tylko liczne walory muzyczne, ale również niezwykle gorący odbiór publiczności. Największym uznaniem cieszył się właśnie obiekt zainteresowania książki Dariusza Michalskiego, o którym – w recenzji występu chóru – "Nowy Kurier Poznański" napisał następująco: ozdobą zespołu jest popularny piosenkarz p. Mieczysław Fogg, dysponujący niewielkim, ale dobrze postawionym, o niezmiernie miłej barwie tenorem. Solowy jego występ należał do najgoręcej oklaskiwanych numerów programu.  Chór Dana koncertował przede wszystkim w Polsce, jednak odbywał trasy po innych krajach, między innymi w Niemczech, Estonii, ZSRR, Finlandii, Norwegii, Austrii oraz USA. Jego popularność nie malała, czego dowodem są wspomniane wyżej, niesłychanie żarliwie przyjmowane, koncerty, a postawienie na karierę solową – która rozpoczęła się odejściem z chóru w marcu 1938 – bynajmniej nie spowodowała spadku popularności Fogga.  Jego kolejne poczynania – trasa z Mirą Zimińską, solowe płyty i koncerty – zostały także docenione przez słuchaczy.

Poletko pana Fogga traktuje również o tej działalności muzyka – można by rzecz: tyrtejskiej – która przyczyniała się do wspierania walczących oraz ich rodzin, między innymi w trackie II wojny światowej. Śpiewał bez przerwy. Od rana do nocy, śpiewał patriotyczne piosenki, umacniał ducha walczącej Warszawy. To była pierwsza linia frontu. Wolał być na powierzchni, niż siedzieć w piwnicach! – napisał po latach Wiesław Budzyński. Umacniał duchem w trakcie Powstania Warszawskiego,  podczas którego – w różnych okolicznościach i miejscach – zagrał 104 koncerty. Grywał w szpitalach, kawiarniach, gettach i podziemiach. Wszędzie, gdzie się zjawiał, umacniał w walce, napełniał nadzieją i motywował. Pomagał.

Książka Dariusza Michalskiego to również niebywała sposobność do tego, by poznać – zatapiając się bez pamięci – polską estradę XX wieku: jej gwiazdy, trendy, zależności, kwestie techniczne. To fascynujący obraz tego zjawiska, przedstawiający je od strony kulis – przez pryzmat Mieczysława Fogga. Autor odmalowuje szereg istotnych wydarzeń kulturalnych oraz ukazuje blask i renomę osobistości, stanowiących o świetności muzyki ubiegłego wieku. To książka, w której ożywa przeszłość – powracają dawne przeboje, nazwiska i teksty (przytaczane zazwyczaj w całości), w której uwypuklone zostaje nawet to, co dla słuchaczy omawianego okresu estrady było niedostępne. Mam na myśli przede wszystkim kwestie techniczne rejestrowania dźwięku oraz wydawania muzyki, na czele z Fogg-Record – wytwórnią założoną przez Mieczysława Fogga w Warszawie w 1946 roku.

Recenzowana pozycja jest niewątpliwie warta uwagi. Zawiera bowiem to, co może okazać się ciekawe dla wielu społeczności – zainteresowanych polską muzyką, postacią Mieczysława Fogga, estradą XX wieku, kulturą, teatrem, historią. To książka obszerna, poprowadzona rzetelnie i treściwie. Autorowi udało się ukazać nie tylko życie wybitnego artysty, ale również wszystkie płaszczyzny, które w jakimś stopniu współgrały lub współistniały z muzyką opisywanych dekad. To tytuł wyjątkowy, stanowiący nie lada gratkę dla tych, którzy cenią merytoryczne pozycje, odkrywające minione lub zapomniane dzieje. Poletko pana Fogga przedstawia wszystko to, co chciałby wiedzieć zainteresowany czytelnik: życie prywatne, rozwój artystyczny, karierę, znajomości oraz środowisko, w którym obracał się Mieczysław Fogg. Gorąco polecam.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 13 grudnia 2015

187. Mariola Pryzwan "Lilka. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach"

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska to niebywałe zjawisko poetyckie. Jej wiersze cieszą się niesłabnąca popularnością, a zainteresowanie jej osobą nie maleje. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach zdaje się odpowiadać na te pytania, które czytelnik chciałby zadać, a także na te, które mogą okazać się pomocne przy odczytywaniu i interpretowaniu jej spuścizny.

To, o czym opowiada książka Marioli Pryzwan, to przede wszystkim dualna osobowość Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, wyrażająca się w postawie życiowej oraz niemożności wygenerowania jednoznacznego portretu nie tylko Jej osoby, ale również Jej życia. Wspomnienia, które przywołuje autorka, choć zazwyczaj spójne i wyrażające wspólną myśl, tożsame duchem, niekiedy kontrastują ze sobą, nie tyle szokując czytelnika, ile wyprowadzając go z powrotem do punktu wyjścia, do chwili, kiedy zaczynał budować w swojej wyobraźni dowolny obraz poetki. Lektura tej książki tak naprawdę  nie wykształca żadnego konkretnego stanowiska, choć dostarcza bardzo wielu informacji i bodźców. Jednak, co wynika z niejednoznacznej osobowości artystki, przytaczane wspomnienia nie mówią jednym głosem, często się wzajemnie wykluczają, tak jak opinia co do postawy Pawlikowskiej wobec ludzi – jedni uważają, że była postacią empatyczną, skromną, sympatyczną, z kolei drudzy wyrażają opinię, jakoby funkcjonowała jako osoba wyniosła, powierzchowna, nieprzyjazna i odstraszająca potencjalnych przyjaciół.

Lilka. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach to próba uchwycenia tego, co stanowiło na kolejnych etapach życia – a także we wszystkich jednocześnie, jako wspólny mianownik, trzon osobowości – znamienną cechę, esencję Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Mowa więc nie tylko o poezji, która dla wielu stawała w opozycji do sposobu bycia i postępowania poetki, ale również o przykrościach i radościach, które istotnie determinowały życie bohaterki Marioli Pryzwan. Nawiązuję przede wszystkim do ułomności, z którą borykała się artystką – do krzywicy. To właśnie jej pod wieloma względami artystka podporządkowała swoje życie, ubierając się w taki sposób, by ukryć wadę postawy oraz zamaskować to, co mogłoby nie tylko przykuwać uwagę ludzi, ale przede wszystkim zaniżać samoocenę poetki. Za pomocą różnego rodzaju rozwiązań stylizacyjnych – narzutek, tiuli, szali, wielowarstwowych kreacji, długich, puszystych włosach – starała się ukryć swój największy mankament, przez co – w ocenie znajomych, przyjaciół oraz bliskich – wyglądała jak motyl, jak coś nieuchwytnego, zwiewnie sunącego przez powietrze. Dla wielu właśnie wygląd – któremu Maria Pawlikowska-Jasnorzewska poświęcała dużo czasu – stanowił niemałe zaskoczenie, gdyż wyrażał się raczej w stylu mieszczańskim, a nie – jak mogli przypuszczać ci, którzy znali artystkę wyłącznie za sprawą twórczości – w sposób oryginalny i niezwykle odmienny.

Ułomność, z którą zmagała się poetka, wyraźnie zaznacza się na kartach recenzowanej pozycji. Stanowiła ona nie tylko przykrość stricte fizyczną (estetyczną i zdrowotną), ale również duże obciążenie psychiczne, znaczny mankament, który niekiedy determinował postępowania poetki. Pierwsze małżeństwo, które zawarła w młodym wieku, wychodząc za mąż za porucznika Władysława Janotę Bzowskiego, wynikało między innymi z kompleksu dotyczącego uwarunkowań cielesnych, a co za tym idzie – próby udowodnienia zarówno sobie, jak i rówieśniczkom, że ułomność nie definiuje jej jako kobiety, a ona sama wciąż ma powodzenie u mężczyzn. Mężczyznom – których przecież w życiu Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej było tak wielu – Mariola Pryzwan poświęca należytą uwagę. Wspomnienia oraz materiały źródłowe, które przytacza autorka, prezentują w sposób obiektywny to, z czym musiała zmierzać się poetka: z nieudanymi związkami, rozwodami, zakochaniami oraz ostateczną, wielką miłością. Artystka próbowała związać swoje życie z trzema partnerami, z czego pierwszy związek – o którym mowa powyżej – okazał się niepowodzeniem, a drugi – na pierwszy rzut oka doskonały, wynikający z idealnego dobrania – zakończył się między innymi za sprawą licznych zdrad małżonka. Dopiero trzeci wybranek – Lotek, Stefan Jerzy Jasnorzewski – okazał się tym jedynym; tym, który towarzyszył poetce aż do śmierci.

Mariola Pryzwan przywołuje również te wspomnienia i relacje, które traktują o pobycie pisarki za granicą, wynikającym z wybuchu II wojny światowej. Właśnie te ustępy – stanowiące jedne z najmocniejszych, najbardziej zapadających w pamięć fragmentów książki – w dużej mierze tłumaczą, kim była – a może kim się stała – Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, oraz pokazują, jak jej twórczość była powiązana z życiem osobistym. Emigracja, której towarzyszyła poważna choroba (liczne operacje, złe samopoczucie), okazała się dla poetki na tyle intensywnym przeżyciem, że nie tylko miała wyraz w jej twórczości tudzież w prowadzonej korespondencji, ale wpłynęła również na jej osobowość, o czym wspomina Zofia Starowieyska-Morstionowa, mówiąc, że dopiero w ostatnim okresie życia zaczęła dostrzegać różnice społeczne, trudne sytuacje, w których los obsadzał ludzi, a których wcześniej – za sprawą uprzywilejowania i braku zainteresowania ˜– nie dostrzegała. Lilka. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach przedstawia również niezwykle przykre, choć fascynujące zarazem, zjawisko, jakie rozegrało się w życiu bohaterki Marioli Pryzwan. Nawiązuję do degradacji twórczej, którą wyzwoliła u poetki II wojna światowa. Degradacji, którą niektórzy nazywają "ofiarą wojny".

Życie Pawlikowskiej daje świadectwo tego, że niezależnie od sytuacji, zawsze można prowadzić się godnie, iść z podniesioną głową. Zdaję sobie sprawę, że nie brzmi to ciekawie, że może odstraszać – w końcu to wyświechtany frazes – ale tak jest. Taką refleksję zrodziła we mnie lektura recenzowanej pozycji i właśnie nią chciałbym się podzielić. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach to książka obiektywna, utkana z niejednomyślnych głosów, zdań, które dzięki temu, ze kontrastują że sobą, tworzą obraz szerszy, bardziej wiarygodny i przemawiający. Nie jest to książka, która w pełni zaspokaja ciekawość, wyczerpuje temat, ale w sposób rzetelny odmalowuje postać wybitnej poetki. Nie jest to też książka, która mogłaby posłużyć za rzetelne opracowanie życia lub twórczości artystki. Przedstawia ona bowiem coś znacznie istotniejszego – ducha. Zebrane przez Mariolę Pryzwan wspomnienia wyrażają i określają te aspekty życia Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, które definiowały ją jako człowieka, które rzutowały na jej twórczość i które umiejscawiały ją wśród ludzi. To książka o poetce i o jej wewnętrznej przemianie. O jej duszy, o tym, kim była, jak postępowała, jak zapamiętali ją inni. To barwny patchwork utkany ze wspomnień. Barwny, gdyż składa się z wielu odcieni, nierzadko wyraźnie kontrastujących ze sobą.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG.

sobota, 5 grudnia 2015

186. Igor Sokołowski "Spokojnie. To tylko Rosja"


Rosja jest wielka. A człowiek mały – tymi słowami Igor Sokołowski rozpoczyna tę porywającą opowieść o Rosji; kraju, w którym to, co dla ludzi zachodu osobliwe, stanowi coś oczywistego, codziennego. To zbiór tekstów z podróży autora po Rosji, prezentujący nie tyle sam kraj, ile obywateli – ich mentalność, poglądy, usposobienie, styl życia, patriotyzm i stanowiska wobec zachodu oraz polityki i historii. Sokołowski pokazuje ten obraz ojczyzny Dostojewskiego, który możliwy jest do dostrzeżenia wyłącznie podczas bezpośredniego spotkania. To książka o tym, że Rosję można albo kochać, albo nienawidzić – trudno wobec niej zachować neutralność, gdyż jest to miejsce charakterystyczne. Wyjątkowe zarówno pod względem geograficznym, jak i polityczno–społecznym.

Igor Sokołowski podczas swojej wyprawy przygląda się przede wszystkim człowiekowi. To właśnie on – obywatel Federacji Rosyjskiej – stanowi punkt zaczepienia recenzowanej książki, fundament, na którym stoi Spokojnie. To tylko Rosja. To opowieść o obywatelu tego kraju, o tym, co kształtuje jego mentalność, co zadaje mu ból, a co czyni szczęśliwym, spełnionym, i co pozwala mu wierzyć nie tylko w wyjątkowość własnej ojczyzny, ale również w jej wyższość nad innymi. To frapująca panorama społeczeństwa, obraz życia i portret rosjanów. Portret, który naradza się podczas rozmowy i obserwacji, a nie – czego powinniśmy się wystrzegać – na kanwie stereotypów, skrótów myślowych i tych kłamstw, w które wierzymy, i w które z wielu względów chcemy wierzyć.

Rosjanin to człowiek dumny. Należy nawet powiedzieć więcej: człowiek niezwykle dumny. Dumny z tego, że jest obywatelem kraju, który wydał na świat tych ludzi, którzy zmienili jego bieg – wielkich twórców, polityków, przywódców oraz naukowców. Dumny z tego, że jego ojczyzna jest powierzchniowo największa na świecie, że arena międzynarodowa musi się liczyć z jej istnieniem, a pod względem militarno–politycznym stanowi istotny punkt na mapie świata. Igor Sokołowski w sposób lekki i pozbawiony patosu ukazuje to poczucie wyjątkowości i wyższości, nie tylko portretując i dostarczając czytelnikowi szerokiego obrazu, ale pozwalając mu – co w moim mniemaniu niezwykle istotne – na własną analizę i ocenę. Autor nie próbuje wmówić odbiorcy – choć przez książkę przewija się kilka powierzchownych myśli o tym raju – konkretnego stanowiska i opinii, nie komentuje w sposób subiektywny, nie porywa się na wygłaszanie jednoznacznych ocen. Wszystko to zostawia czytelnikowi, a sam usuwa się w cień, nie stawiając swojej postaci w centrum. Przyjmuje pozycję osoby, która obserwuje, podróżuje i dostarcza informacji, i która nie pretenduje do roli mówcy, osoby predysponowanej do kształtowania poglądów innych osób. Ta postawa – obowiązkowa – przynajmniej w moim mniemaniu – w tego typu pozycjach – sprawia, że książka jest obiektywna, że traktuje w sposób pełny, nienaznaczony prywatą i przekonaniem o słuszności własnych racji.

Igor Sokołowski na swojej drodze spotyka ludzi, których wypowiedzi generują pewien tok myśleniowy o mieszkańcach Rosji. Jego rozmówcy oddają ducha rosyjskiego i prostują błędne wyobrażenia oraz informacje, które są albo nieprawdziwe, albo znacznie przekoloryzowane. To rozmowy, w których duma z przynależności do narodu przeplata się z prawdą o życiu w przedstawianym kraju, a lekkość życia z tragizmem. Bo Rosja, co również wyłania się z recenzowanej pozycji, to kraj zaniedbany i biedny. W dużej mierze wynika to z zasady przewróciło się, niech leży. Miejsca, które odwiedza podróżnik – przede wszystkim małe miejscowości – to obszary, na których podróżowanie jest nierzadko nie lada wyzwaniem – ze względu na niską jakość (albo brak) dróg – a usługi, które są obecne w niemal każdym miejscu w krajach zachodnich, nierzadko stanowią jedynie marzenie. To samo dotyczy zabudowań – domów, mieszkań, różnych budynków, hoteli – które zazwyczaj nadają się wyłącznie albo do kapitalnego remontu, albo do rozbiórki. Również Soczi – ubiegłoroczne miasteczko olimpijskie – na które władze Rosji wydały bardzo duże pieniądze (były to najdroższe igrzyska olimpijskie w historii) popadają w ruinę, a wzniesione obiekty są nie tylko niewykorzystywane, ale zostawione samopas.

To, co zatrważa, to opisy świątyń i cerkiew, które, za sprawą dawnej polityki ZSRR, niszczeją. Szerzenie ateizmu oraz wrogie nastawienie wobec jakichkolwiek formy wierzeń, doprowadziły do znacznego spadku liczby wyznawców, a co za tym idzie – niszczenia obiektów sakralnych. Te – wznoszone niegdyś z niesamowitą częstotliwością, obecne niemal w każdej – nawet małej – miejscowości – dziś często chylą się ku upadkowi, nie przypominając w niczym dawnej świetności. Jednym z najbardziej wymownych obrazów, jaki przytacza Igor Sokołowski, i który wywarł na mnie największe wrażenie, jest opis soboru św. Mikołaja, znajdującego się w miejscowości Kalazin, który – wskutek polityki stalinowskiej – znalazł się pod wodą – z wystającą ponad taflę wody wieżą, służącą jako punkt orientacyjny. Zimą, kiedy woda zamarza, można przyjrzeć się budynkowi z bliska, a w okresach suszy, kiedy woda ustępuje, można zobaczyć sobór w pełni. Zapadające w pamięć, nieprawdaż?

Spokojnie. To tylko Rosja stanowi interesujący portret rosjanów, uwzględniający to, co jako naród przejść musieli, co przechodzą i jak się odnoszą do tego, co się dzieje poza ich krajem. To książka o ludziach, którzy po upadku ZSRR zostali nadzy. Poczucie bezradności, oszukania i w pewnym sensie bezdomności, doprowadziło nie tylko do kształtowania się różnych postaw, ale przede wszystkim do zrodzenia się różnych nurtów i zjawisk, takich jak wróżbiarstwo, znachorstwo oraz ludowe wierzenia. Religie, które próbowały wypełnić lukę, jaką zrodził rozpad ZSRR, upatrując w tym szansy na odbudowanie swojej pozycji, nie były w stanie, za sprawą skutecznej stalinowskiej polityki, zyskać ponownie rzeszę wyznawców, co również przyczyniło się do wzrostu popularności – która, co ciekawe, niezmiennie trwa do dziś – różnych wierzeń i osobliwych praktyk. Igor Sokołowski portretuje jednak nie tylko tych ludzi, których doświadczyła historia. Porusza również kwestie młodszego pokolenia, które – choć dumne z tego, kim jest, choć pragnące kontynuować tradycję i utrzymywać wizję, jaką świat traktuje Rosję – żyje w sposób iście zachodni. I choć zdaje sobie sprawę, że życie w takich krajach, jak Polska, pod wieloma względami jest łatwiejsze i przyjemniejsze, to postrzega swój naród z wyższością.

Książka Igora Sokołowskiego to pozycja ciekawa. Przedstawia bowiem Rosję w sposób szeroki, ukazując ją przez pryzmat ludzi. To książka przede wszystkim o nich – o dumnych obywatelach Federacji Rosyjskiej. Dumnych z wielu powodów – historycznych, politycznych, społecznych. Autor ukazuje to, co stanowi esencję tego narodu – niezachwianą wiarę we własną wyjątkowość, niegasnący ogień patriotyzmu, przekonanie o własnej potędze i znaczeniu. To książka, która pozwala zrozumieć rosyjską mentalność. I ducha.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje wydawnictwu MG. 

wtorek, 1 grudnia 2015

185. Fiodor Dostojewski "Biesy"


Biesy to książka, która sprawiła mi wielką przykrość. I nie mam na myśli szczerego, obnażającego ludzkie wady przekazu, który mógłby ugodzić w moją godność. Nie nawiązuje do historii, która mogłaby mieć na mnie na tyle silny wpływ, że uroniłbym przez nią łzy. Nie przywołuję ze wspomnień ludzi, którzy odeszli, a których przypomina mi któryś z bohaterów. Nie, to nie to. Chodzi o coś zupełnie innego. Do powieści Fiodora Dostojewskiego podchodziłem dwukrotnie. I właśnie ten pierwszy raz, nacechowany wielkim zainteresowaniem i dobrym wrażeniem poprzednimi pozycjami, z którymi miałem okazję obcować – Zbrodnia i kara, Gracz, Wspomnienia z domu umarłych – przyniósł mi smutek. Dlaczego? Niesiony zachwytem nad spuścizną Dostojewskiego, onieśmielony prawdą o człowieku, która bije z jego utworów, pełny wrażenia wielowymiarowymi postaciami, z którymi kontrastuje czytelnika, zasiadłem do lektury, mając nadzieję, że tę obszerną książkę przeczytam w mig, jednym tchem. Szybko okazało się, że moje zamiary mogą się nie ziścić, a lektura książki stoi pod dużym znakiem zapytania. Dlaczego? Gęsta – niesłychanie gęsta – atmosfera, specyficzny klimat oraz niezwykle nieśpieszna akcja ostudziły mój zapał, a przedstawiana rzeczywistość nie zachwyciła w sposób zbliżony do poprzednich przygód z prozą Fiodora Dostojewskiego. Zmartwiony odłożyłem książkę na półkę. Powróciłem do niej po kilkunastu dniach. Dziś wiem, że postąpiłem słusznie. 

Powieść czyta się trochę tak, jakby obcowało się z inną, zupełnie obcą, zapomnianą rzeczywistością. To świat na pozór znany, zarządzany dokładnie tymi samymi zasadami, które determinują nasz. Jednak za sprawą języka, sposobu opisywania i definiowania świata przedstawionego, ujmowania myśli i spostrzeżeń, czytelnik dostaje do rąk książkę, która daje świadectwo czegoś, co upłynęło, co przeminęło, co choć trwało, to – jak wszystko – się skończyło. Piszę nieco enigmatycznie, więc uważam, że jestem zobowiązany do tego, by podkreślić myśl, która zarówno podczas lektury, jak i teraz – długo po niej – przyświeca mi w głowie: niełatwo pisać o tej pozycji. Niełatwo, gdyż cała jej istota – treść, bohaterowie, wydarzenia, klimat, sens – jest nieco nieuchwytna, tkwiąca gdzieś obok, poza moją świadomością. A z drugiej strony – głęboko we mnie. Dziwne, nieprawdaż?

Dzieło Fiodora Dostojewskiego traktuje o rewolucji. Przedstawia ją jednak w sposób zgoła odmienny, niż można się spodziewać. Ukazuje próbę odsunięcia od władzy dotychczasowych rządzących, początkowo za sprawą relatywnie niegroźnych posunięć – nadgryzienie ucha przez Nikołaja Stawrogina czy rozbicie festynu – a następnie przez coraz groźniejsze wybryki i decyzje. Dostojewski pokazuje, jak idee – zarówno te szczytne, jak i o wątpliwym podłożu moralnym, nieco powierzchowne – przejmują świadomość ludzi, ukierunkowując ich postępowanie i plany w niebezpieczną nie tylko dla innych, ale i dla nich samych stronę. Biesy stanowią krytykę tego, co dla niektórych bohaterów brzmi utopijnie i realizuje się jako szczyt marzeń oraz wizja idealnego świata. 

To, co niewątpliwie stanowi cechę charakterystyczną twórczości Dostojewskiego, ma miejsce również w recenzowanej pozycji. Pisarz roztacza przed czytelnikiem nie tylko porywającą i niezwykle wymowną wizję omawianego i rozpatrywanego przez siebie tematu, ale ukazuje fascynujące osobowości, szerokie i głębokie portrety psychologiczne wykreowanych przez siebie bohaterów. To opowieść o tym, jak idee doprowadzają do upadku moralnego, więc pisarz takowe uwypukla. Kreuje postacie, które w sposób zrozumiały, na oczach czytelnika osiągają pewien pułap niepowodzenia lub konkretnej sytuacji życiowej, co daje odbiorcy świadectwo i obraz skutków, które mają miejsce w życiu człowieka po podjęciu rozmaitych decyzji lub zaangażowaniu się w pewne idee. Dostojewski ukazuje paletę charakterów i osobowości, które posuną się daleko, by osiągnąć – często kosztem innych – własne cele.

Biesy to powieść szczególna. Czyta się ją z zachwytem, choć niekiedy przez łzy, niezrozumienie i niechęć. Jest to pozycja trudna, nie do przebrnięcia w mig. Wymaga nie tylko skupienia, ale  również odpowiedniego podejścia, nastroju i cierpliwości. To fascynujący portret dziewiętnastowiecznej Rosji, pełny absurdalnych, komicznych i tragicznych scen. To w końcu opowieść o złudnych marzeniach, o tym, jak idee zasysają i przejmują kontrolę nad człowiekiem. To książka, która nie każdemu podejdzie. Jednak – jak mniemam – każdy powinien po nią sięgnąć.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 29 listopada 2015

184. Gore Vidal "Julian"

Tytułowy bohater istniał. To fakt historyczny. Julian – znany również jako Julian Apostata – był cesarzem rzymskim. Nie pisał jednak pamiętników i dzienników, a te stanowią fundament powieści Gore Vidal.  

Julian to książka, od której nie sposób się oderwać. Porywa czymś, co trudno zdefiniować. W powieści nie dzieje się relatywnie dużo, a przynajmniej opisy nie prezentują wydarzeń, które zapierałyby dech w piersi. Jest to raczej pozycja, która, choć realizuje się dynamicznie, to prezentuje czytelnikowi taką wizję świata wykreowanego, która ukazuje wyłącznie wierzchołek, istotę wydarzeń i akcji, szczędząc wciągającego wiru następujących po sobie sytuacji i zaskakujących rozwiązań fabularnych. W związku z tym, że historia opowiadana jest przez pamiętnik i dziennik tytułowego bohatera, narracja jest w pewien sposób ograniczona – nie jest wszechwiedząca, stanowi wyłącznie punkt widzenia osoby opowiadającej i traktuje tylko o tych sytuacjach, o których chce lub o których wie narrator. Z drugiej strony akcja jest niezwykle śpieszna, co zostało osiągnięte za sprawą ukazywania w sposób lapidarny wydarzeń, krótkich opisów nawet tak wielkich i szerokich wydarzeń, jak konflikty zbrojne i kampanie. To, co penetruje narrator, to przede wszystkim wydarzenia związane z polityką, wojnami, ideologiami oraz religiami, które stanowią istotny element recenzowanej książki. 

Akcja powieści toczy się w czasach, kiedy wyznawcy Chrystusa – zwani przez Juliana Galilejczykami – zaczynają odgrywać coraz większą rolę, a ich wyznanie nie tylko szybko się rozpowszechnia, ale wypiera dotychczasowe poglądy religijne, na czele z wierzeniami w bóstwa mitologii rzymskiej. To, co prezentuje książka – oprócz wydarzeń dotyczących życia, władzy i kampanii zbrojnych cesarza – to niezwykle wyraźny i wymowny obraz dwóch kontrastujących ze sobą  wierzeń – chrześcijaństwa i religii antycznej – oraz sytuacji, w jakich znaleźli się ich wyznawcy w tamtych czasach. Pierwsza – zyskująca coraz większą popularność, ciesząca się uznaniem również wśród władców i ludzi uprzywilejowanych – z impetem wkracza w świat na pozór poukładany, poddany i ustawiony pod wierzenia tej drugiej, nieco podupadającej i tracącej wyznawców. Julian – początkowo konformista, ze względu na własne dobro kształtujący się na chrześcijańskiego duchownego – symbolizuje zafascynowanie tym, co zastane, oddanie dawnym wierzeniom oraz pewność w to, że tradycja, w której został wychowany, która definiuje środowisko, wartości i kulturę, powinna trwać, pozostać niezmienna, gdyż jej stabilność gwarantuje nie tylko subiektywny spokój i harmonię, ale ciągłość. Wbrew temu, co dyktuje otaczająca go rzeczywistość – wpływowi biskupi, cesarz, szerokie społeczności – pozostaje wierny dawnym ideałom, wciąż fascynując się dorobkiem kultury antycznej – Homerem, Sokratesem – a jego wierzenia pozostają niezmienne. W dalszym ciągu składa modlitwy i ofiary mitologicznym bóstwom, a po objęciu władzy – uznając wolność wierzenia – przywraca świetność dawnym obiektom sakralnym, remontując lub wznosząc je tam, gdzie zostały zrujnowane, zrabowane, zapomniane lub mocno doświadczone przez czas. Co więcej – będąc przekonanym o swoich racjach oraz ugruntowanym we własnych wierzeniach, objawiając niekiedy niebezpieczny fanatyzm, zdaje się wypowiadać otwartą wojnę chrześcijanom – usuwa ich z wielu wysokich stanowisk, w odwecie zamyka kościoły oraz umniejsza ich znaczenie. Otwarcie mówi o potrzebie powrotu do poprzednich wierzeń i wartości, uznając to, co powoli mija, za coś niewątpliwie słusznego, poprawnego i stanowiącego pryncypium. Nawet podczas kampanii wojennych – zarówno na polu walki, w trakcie podróży, jak i w czasie przygotowań – wypatruje znaków od poszczególnych bóstw, a ich ewentualną wrogość stara się udobruchać licznymi ofiarami, które powierza w napotkanych świątyniach. 

Kampanie wojenne stanowią istotny element świata przedstawionego. To właśnie im – planowaniom, przygotowaniom, przebiegom, skutkom i celom – towarzyszy najwięcej zwrotów akcji i kluczowych dla fabuły rozwiązań, a także klimat cesarskich pałaców – zamierzeń dotyczących podboju nowych lądów, poszerzania wpływów i władzy, rozwój ambicji oraz wszelkiego rodzaju knowań i podstępów. Największy z opisanych w Julianie konflikt zbrojny dotyczy wyprawy wgłąb Persji, mającej na celu podbój tychże ziemi i podporządkowanie cesarstwu społeczności tam zamieszkujących. Opisy eskapady i walk, które znajdują się w dzienniku i pamiętniku tytułowego bohatera, a także w komentarzach i listach, których autorami są Libaniusz i Priskus, ukazują w sposób niezwykle szeroki zjawisko, jakim jest kampania wojenna, nie tylko od strony stricte militarnej – najazdów, bitew, starć, artylerii – ale również logistycznej i – co ciekawe – religijnej: wpływów oraz znaków od bóstw, przepowiadających zakończenie, zwycięzców oraz ofiary wojny. Mamy więc do czynienia z różnego rodzaju przepowiedniami, sygnałami i objawieniami, do których zobowiązani są ustosunkowywać się zarządzający armią.

Opisy najazdu na Persję to porywające relacje z serca konfliktu, pochodzące wprost od osoby kierującej i decydującej tą eskapadą – samego Juliana. Bohater snuje wizję kampanii, roztaczając przed czytelnikiem obrazy podróży, zarządzania, starć, przejmowania majątków oraz nastrojów, które jej towarzyszą. To relacje zachwycające rozmachem i wiarygodnością. Przedstawiają nie tylko wzloty i sukcesy, ale również wydarzenia, które powodują spadek morałów oraz konieczność podjęcia niełatwych decyzji. Oprócz tego dostajemy soczyste opisy samych bitew (w tym tej ostatecznej, w której ginie główny bohater), przemierzanych miejsc i podejrzeń, które rodzą się w głowie Juliana. Jednym słowem: wszystko to, co towarzyszy kampaniom – począwszy od przygotowań i pierwotnych założeń, skończywszy na skutkach i podsumowaniach.

Książka Gore Vidal zachwyca również portretami psychologicznymi, które – choć poprowadzone powierzchownie – są niezwykle wymowne. Przemiana, jaka dokonała się w Julianie, obrazuje możliwości adaptacji, której dokonać może człowiek, oraz to, że tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Okoliczności, w jakich czytelnik poznaje tytułowego bohatera, oraz jego decyzje i postawy sprzed objęcia cesarskiej władzy, nie sugerują, że stanie się on w niedalekiej przyszłości jednym z najpotężniejszych władców. Jego zafascynowanie filozofią oraz późniejsze kształcenie się na chrześcijańskiego duchownego, a także uzewnętrznianie apolityczności i niezainteresowania urzędami, zdają się kontrastować z położeniem, w jakim żegnamy się z Julianem – wybitnego cesarza, reformatora, geniusza wojny. I choć zachował w sobie dawne, młodzieńcze cechy – zafascynowanie kulturą, filozofią i religią antyczną – to jego ostateczne stanowisko nie przypomina tego, w którym czytelnik go zastaje.

Julian to książka dobra. I choć próżno szukać w niej klimatu, o którym mowa w opisie, to lektura przebiega w zafascynowaniu i niegasnącym zaintrygowaniu. Jest to pozycja niezwykle obszerna, którą można rozkoszować się przez wiele wieczorów. Możliwe jest czerpanie z niej pełnymi garściami, gdyż zawiera w sobie nie tylko wiele motywów i sprawdzonych zagrywek fabularnych (takich jak dozgonna miłość, żądza zemsty, podstępy oraz zwroty akcji), ale również znacznie istotniejszą płaszczyznę – traktującą o przemijaniu dawnego, antycznego świata, o niemożności zatrzymania tego procesu. Recenzowana książka to pozycja nie tylko do rozrywkowego poczytania, ale przede wszystkim do zobrazowania sobie, że wszystko ma swój koniec, że nic nie jest trwałe. Ukazuje zastępowanie jednych idei drugimi, człowieka innym człowiekiem. Nie ma niczego, czego nie dałoby się zastąpić. Z taką smutną refleksją zostawia czytelnika Gore Vidal.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 22 listopada 2015

183. "Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką'

Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności to zapis rozmowy z Maciejem Stuhrem, cenionym polskim aktorem, przeprowadzonej przez Beatę Nowicką. Rozmowa dotyczy wielu aspektów życia aktora – przeszłości, dokonań, istotnych wydarzeń i osobowości – i zostaje dopełniona licznymi fotografiami. Poszczególne rozdziały – zazwyczaj dotyczące konkretnego okresu albo wydarzenia – są przeplatane wspomnieniami lub relacjami ludzi sztuki, przyjaciół i rodziny aktora, które traktują o znajomości z nim samym.

Maciej Stuhr to gawędziarz doskonały. Snuje opowieści w sposób porywający – pełny niesamowitych anegdot, porównań, historii oraz cytatów. Odwołuje się do swoich doświadczeń – z domu rodzinnego, wczesnej młodości, okresu nauki, pierwszych kroków na scenie, w kabarecie i w filmie – oraz sytuacji, których doświadczyli bliscy tudzież znajomi. Jego wypowiedzi dają poczucie obcowania z kimś niebywale świadomym i inteligentnym, gwarantują satysfakcję z lektury, wprowadzają od wewnątrz w świat polskiej kinematografii oraz teatru, dają świadectwo aktora, jako osoby wszechstronnej i światłej, oraz przynoszą obraz funkcjonowania środowisk aktorskich nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Rozmowa przeprowadzana przez Beatę Nowicką to rozmowa merytorycznie obszerna, niezmierzająca w żaden nazbyt wyraźny punkt, a prowadzona na kanwie ciekawości opinii i stanowiska drugiej osoby, na rozwijaniu myśli oraz anegdot. Zachwyca przede wszystkim otwartością aktora i opisywanymi oraz przywoływanymi wizjami. Nie jest to zapis rozmowy, która czytelnikowi ciążyłaby i nie wchodziłaby do głowy. Wręcz przeciwnie. Jest to rozmowa wciągająca, prowadzona ciekawie, kojarząca się bardziej z inteligentną, choć niezobowiązującą, rozmową dwóch zafascynowanych sobą osób, niż nagrywanym na dyktafon wywiadem, który niedługo po spotkaniu zostanie przelany na papier, a następnie wydrukowany w kilku tysiącach egzemplarzy. 

Beata Nowicka pyta o wiele rzeczy, uzyskując tym odpowiedzi, które nakreślają szeroki obraz osoby Macieja Stuhra. To pytania wycelowane przede wszystkim w życie artystyczne i wątki biograficzne, takie jak praca na konkretnych planach zdjęciowych, edukacja w szkole aktorskiej, znajomości oraz historie związane z poszczególnymi filmami. Dużo uwagi poświęcone zostaje tym wydarzeniom, zjawiskom i osobom, które miały znaczący wpływ na kształtowanie się osobowości i świadomości aktorskiej Macieja Stuhra. Przywoływane zostają więc historie związane z wczesnym dzieciństwem (dom rodzinny, szkoła podstawowa, harcerstwo, szkoła muzyczna), okresem dojrzewania (bunty młodzieńcze, matura, zdawanie na uczelnie wyższe), wczesną dorosłością (studia, początki w kabarecie, aktorstwo) oraz z dotychczasowym życiem. Na kartach Stuhrmówki, czyli genu wewnętrznej wolności odmalowują się rozmaite sytuacje związane z życiem aktorskim i społecznym, ukazywane zostają przebiegi pracy nad różnymi projektami oraz owoce, jakie po sobie zostawiają.

Lektura recenzowanej książki to jednak przede wszystkim okazja do tego, by z impetem wkroczyć w środowiska aktorskie i dostrzec to, co jest ukryte dla odbiorcy za kurtyną i na planie filmowym. Beata Nowicka formuje pytania dotyczące nie tylko pracy nad filmem – przygotowań, wysiłku fizycznego i intelektualnego, wczuwania się w rolę, wyzwań z nią związanych – ale również wszelkiego tła i wydarzeń, które jej dotyczą. Mowa między innymi o tym, co się robi, kiedy trzeba czekać na gotowość reszty zespołu, jaka jest różnica między pracą w teatrze a w kinie, oraz o to, co wymaga rola od artysty. Maciej Stuhr opowiada również o próbie zaangażowania się w zagraniczne, hollywoodzkie projekty, której zwieńczeniem była rozmowa z szefem wszystkich castingowców  z Universal Studio, na którym wrażenia nie zrobiły ani długa lista filmów, w których grał rozmówca Beaty Nowickiej, ani nazwiska – Kieślowski, Wajda i Holland – dla których pracował, tylko odgrywanie polskiej roli Kurczaka Małego w filmie animowanym Kurczak Mały. 

Zgodnie z tym, o czym wspominałem wyżej, Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności to sposobność nie tylko do tego, by przyjrzeć się z bliska fascynującej postaci Macieja Stuhra, ale również do tego, by wniknąć w środowiska artystyczne polskiego przemysłu filmowego i teatralnego. Podczas wywiadu padają różne nazwiska, w tym te, które stanowią o wysokim poziomie rodzimego aktorstwa. W książce jednak mowa nie tylko o społeczności aktorskiej i osób związanych z produkcją filmową i teatralną, ale również o aktorze, jako jednostce – pułapkach, jakie na niego czekają, reakcjach na krytykę, rozwoju oraz o możliwych  działaniach pozascenicznych.

Rozmowa przeprowadzana przez Beatę Nowicką to konwersacja porywająca, prowadząca czytelnika przez wiele płaszczyzn i rzeczywistości, ukazująca nie tylko osobę i życie Macieja Stuhra, ale również wiele zjawisk i wydarzeń z polskiego przemysłu filmowego i teatralnego. To książka, która pokazuje aktorską drogę rozwoju Stuhra, jego pracę na różnych planach, relacje z reżyserami, aktorami i rodziną. Ukazuje również sposób patrzenia na świat rozmówcy Beaty Nowickiej – jego poglądy, postawę w życiu prywatnym oraz wydarzenia, które go ukształtowały i wciąż kształtują. I choć Maciej Stuhr – jak sam przyznaje – jest samotnikiem i niechętnie mówi o sobie i o swoich uczuciach, to w tej rozmowie odkrywa przed odbiorcą wiele prawd o samym sobie. Czytając można nieźle odpłynąć. Odpłynąć od otaczającej nas rzeczywistości do świata aktorskiego. Do świata Macieja Stuhra.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 16 listopada 2015

182. Elżbieta Wichrowska "Twarz z lustra"


Twarz z lustra Elżbiety Wichrowskiej to opowieść o Łucji, która po poznaniu Włodzimierza – kolekcjonera sztuki, posiadacza tajemniczego portretu przedstawiającego łudząco podobną do głównej bohaterki kobietę – postanawia zmierzyć się z niejasną przeszłością rodziny, sięgającą wiele epok wstecz. Szukając odpowiedzi na nurtujące ją pytania, schodzi coraz niżej po drzewie genealogicznych oraz przemierza kolejne granice miast i państw. 

Łucja  to postać szczególna. Uważam tak, ponieważ Jej życie – natłok obowiązków, podporządkowanie życia pracy, nieudany związek – powinno dawać takie świadectwo, jakie dają osoby mocno uwikłane w rozmaite problemy, wyraźnie osadzone w rzeczywistości i zmagające się z tymi zawiłościami, które wymagają nie tylko dużych fizycznych nakładów pracy, ale również stabilności psychicznej. Jednak główna bohaterka Twarzy z lustra jawi się inaczej – jako osoba niezwykle opanowana, czerpiąca ze stoicyzmu, harmonijna, świetnie odnajdująca się w tym, co przynosi los. Wszystkie sytuacja, w których zostaje obsadzona – intymne, prywatne, związane z przeszłością, zawodowe, rodzinne, niezwykle niebezpieczne, w których narażone jest życie i zdrowie – znosi nad wyraz dobrze, przyjmując je z pokorą i odwagą. Brak w niej silnego strachu, poczucia zagrożenia i niestabilności. Wszystko, co zamierza i co pragnie wyjaśnić – realizuje. Jest zarazem przy tym delikatna, krucha i wewnętrznie podzielona – z jednej strony pragnie spenetrować dzieje rodziny, z drugiej boi się tego, woli żyć w niewiedzy. Jednak wszystkie zwątpienia i niepewności, niepowodzenia i pomyłki, upadki i błędy ze świadomości odruchowo wypiera – niezmiennie przyświeca jej poczucie misji. Właśnie ono – wynikająca z potrzeby odkrycia nie tyle konkretnych informacji o nieżyjących członkach rodziny, ile własnej tożsamości – determinuje jej działania, nakierowując na kolejne cele.  

Elżbieta Wichrowska ukazuje czytelnikowi bohaterów nieco enigmatycznych, o rozbudowanej osobowości i dobrze poprowadzonych portretach psychologicznych. To postacie nierzadko niejasne i krnąbrne, trudne do jednoznacznego zdefiniowania i ocenienia. Autorka przedstawia jednostki o różnych charakterach i systemach wartości, które zaskakują niekiedy tylko jedną, niespodziewaną i osobliwą cechą – na przykład francuski stróż prawa zajmuje się spirytyzmem, a przyjaciółka Łucji podejmuje nagłą decyzję o związku małżeńskim z czarnoskórym mężczyzną, którego zna wyłącznie za sprawą kontaktów internetowych. Świat wykreowany zachwyca jednak nie tymi zdumiewającymi, być może zabawnymi i przewrotnymi sylwetkami, a szalenie ciekawie poprowadzonymi płaszczyznami psychologicznymi. Do postaci, których autorka potraktowała niezwykle pieczołowicie, z dużą dozą uwagi, należy między innymi Irena, sprzedawczyni na bazarze Różyckiego, opoka dziecięcych lat Łucji. Właśnie do niej – na targ – udawała się główna bohaterka w chwilach, kiedy nie potrafiła poradzić sobie z ciężarem życia, kiedy potrzebowała rozmowy i wsparcia, a jej matka – niedostępna, cierpiąca, chorująca psychicznie – i babka nie były w stanie zagwarantować opieki. Łucja – podczas sentymentalnej wyprawy po miejscach wczesnego dzieciństwa – ukazuje w pełni tragizm życia Ireny, polegający na odrzuceniu matki przez córkę, które realizowało się na płaszczyźnie materialnej i społecznej – poczuciu wstydu za relatywnie ubogą rodzicielkę. Autorka ukazuje również niezwykle wymowną relację między Ireną i główną bohaterką, która stanowi wyraz potrzeby, ulokowania w kimś miłości i oparcia przez dziecko. Niekochane, niedocenione i niewysłuchane w domu, szuka uwagi i aprobaty zewnątrz – w ramionach obcej kobiety. 

W powieści dzieje się dużo, dzięki czemu nie sposób oderwać się od lektury. Bohaterowie – na czele z Łucją – często podróżują (zarówno po Polsce, jak i po Europie), nawiązują sporo relacji, zagłębiają się w treściach różnych historycznych dokumentów, spełniają się w rozmaitych relacjach międzyludzkich, popadają w konflikty i niejasne znajomości, stają się świadkami oraz uczestnikami niebezpiecznych wydarzeń, takich jak bójki, pościgi czy zamachy. Jednak wśród tych wszystkich przewidzianych dla czytelnika atrakcji, najbardziej frapujące i porywające są podróże – na czele z historycznymi: daleki i niedalekimi. Twarz z lustra to powieść, która zabiera w niebywałą podróż po dawnej, nieco zapomnianej już Warszawie, zamieszkiwanej w dużej mierze przez żydów. Praga – bo o niej mowa – ożywa we wspomnieniach Łucji i Włodzimierza, powraca w retrospekcjach, przywoływanych tekstach kultury i zakurzonych dokumentach. Traktują o niej długie ustępy recenzowanej książki, dotyczące przede wszystkim funkcjonowania społeczności, obyczajów, kultury oraz relacji. Powracają jednostkowe historie oraz następujące z czasem wydarzenia – umieszczanie żydów w gettach, wywozy i mordy. Niektóre z obrazów dawnej Pragi – miejsca, w którym dorastała Łucja, w którym żyli jej przodkowie – często wracają w snach bohaterki, prezentując odmienne oblicze.

Twarz z lustra to opowieść o tym, że przeszłość, którą niekiedy traktujemy marginalnie, której nie tylko nie penetrujemy, ale ze skutkiem staramy się o niej zapomnieć – myśląc, że nie jest istotna, że nie stanowi o naszym życiu – w dużym stopniu determinuje nasze losy, obciążając nie tylko spuścizną genetyczno-historyczną, ale również świadomościową – to, kim jesteśmy, według jakich wartości żyjemy, co uważamy za dobre i piękne, a co za niegodne pochwały i uwagi, wynika przede wszystkim z podłoża, na którym wyrośliśmy – a te zbudowane jest na poprzednich, wzniesionych przez ubiegłe pokolenia. Historia Łucji – jej poszukiwania, odkrycia, wnioski, nawiązane relacje i zdobyte dowody – to porywająca relacja z walki o prawdę, próby uratowania części siebie, tego, co ulatuje, zanika, zostaje pożerane przez czas. To opowieść, która pod rozrywkową płaszczyzną – niepozwalającą czytelnikowi oderwać się od przedstawianej rzeczywistości – ukazuje prawdę o nas samych. Prawdę na pozór niebolesną, nierażącą, niewidoczną podczas codziennego funkcjonowania, ale po głębszej refleksji – zastanowieniu się nad własnym życiem – uwierającą. Prawdę dotyczącą naszej postawy względem przeszłości i przodków, z którymi dzielimy historię i losy. To książka o człowieku w kontekście ubiegłych wieków, więzów krwi i bliskich. To powieść o tym, że nic nie dzieje się z przypadku, a historia lubi się powtarzać. Lubi – zwłaszcza w rodzinie. Twarz z lustra to porywająca opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, próbie uratowania tego, co ulotne, a także o tym, że stanowimy odbicie ubiegłych pokoleń.

4,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 12 listopada 2015

181. Iris May "Dzieci Gosi"

Dzieci Gosi to powieść, która traktuje o wielu tematach i zjawiskach, ukazując je w sposób niezwykle szeroki i pełny. To książka wielopłaszczyznowa, przedstawiająca intrygujące sylwetki bohaterów, stroniąca od powierzchowności i  oczywistości, porywająca rozmachem i dogłębnością. Zarysowuje burzliwe dzieje polsko-niemieckiej rodziny, której los nie oszczędził cierpienia: wojen, niejasnych relacji oraz tragicznych wyborów. 

Margarecie Leitl los odebrał wiele: począwszy od imienia, które konserwatywna teściowa zmieniła z niemieckiej na polską wersję, skończywszy na mężu i synu, których zabrała wojna. Wszystko to, co stanowiło o jej powodzeniu życiowym i czyniło ją szczęśliwym – wspaniały mąż, dwójka dzieci, rozrastająca się rodzina – z czasem stawało się źródłem bólu i cierpienia, nawadnianym przez dwie wojny światowe, niejasne relacje z teściową oraz niepowodzenia tudzież błędne decyzje z przeszłości. Dzieci Gosi prezentuje losy tytułowej bohaterki, ukazane przez pryzmat jej dzieci – Romka i Heli.

Akcja powieści rozpoczyna się przed I wojną światową w Berlinie. Poznajemy osiemnastoletnią Margaret, rezolutną kobietę, której życie wygląda idyllicznie – mieszka z rodzicami, z którymi ma bardzo dobry kontakt, oraz z siostrą, z którą łączy ją silna więź. Rodzeństwo – wychowywane przez nieco konserwatywnych, choć jak na ubiegły wiek normalnych, rodziców – prowadzi życie nieskalane cierpieniem, pełne rozrywek i uciech – spacerów, zabaw, bywania w kawiarniach. W jednej z nich spotykają mężczyznę, Kasimira, który z czasem – po licznych spotkaniach odbywających się w tajemnicy przed matką i ojcem – staje się partnerem, a następnie mężem Margaret. Jako małżeństwo przeprowadzają się do Poznania – będącego pod zaborem pruskim – gdzie mieszka wpływowa rodzina nowożeńca, na czele z Heleną, jedynym żyjącym rodzicem bohatera. Właśnie ona – majętna, religijna kobieta w podeszłym wieku, o zdecydowanie silnej osobowości – staje na drodze do realizacji wymarzonego życia u boku Kasimira, znacznie determinując losy młodego małżeństwa – narzuca polskojęzyczną formę imienia bohaterki, próbuje stanowić o ich życiu, wybiera imię dzieciom, które się z czasem pojawią oraz traktuje Gosię w sposób instrumentalny. Wszystkie nieprzyjemności, które spotykają bohaterkę nie tylko ze strony teściowej, ale również całej rodziny męża, są znośne, dopóki przy jej boku trwa zakochany Kasimir. Jednak z chwilą powzięcia przez niego decyzji o wyjeździe i uczestnictwie w wojnie, życie bohaterki zamienia się w koszmar, spowodowany koniecznością wyboru między przywiązaniem i miłością do dzieci – zabraniem ich do domu rodzinnego, do Berlina, gdzie aktualnie panuje bieda, a ludzie umierają z głodu – a ich fizycznym komfortem, który zagwarantować może wyłącznie zamożna babcia.

Powyższa konieczność wyboru doprowadza do decyzji, której brzmienie przynosi Gosi niewymierne cierpienie – kochająca matka musi zostawić swoje dzieci na obczyźnie, a sama wrócić do Poznania, gdzie doświadcza tragicznych warunków życiowych. Ta sytuacja poraża nie tylko ogromem bólu, jaki generuje rozłąka rodzicielki z pociechami, ale również kontrastującym obrazem życia, który nachodzi – wypierając poprzedni – na losy bohaterki. Z kobiety szczęśliwej, trwającej przy zamożnym i szarmanckim mężczyźnie, spełnionej społecznie i rodzinnie, staje się osobą nie tylko znacznie biedniejszą – a z czasem również owdowiałą – ale przede wszystkim niezmiennie nieszczęśliwą, zmagającą się z tęsknotą za dwójką dzieci. Autorka prezentuje fascynujący portret psychologiczny głównej bohaterki, obdartej z radości i obcowania z ludźmi, którzy stanowi o jej kondycji psychicznej oraz poczuciu spełnienia. Pokazuje, jak ważna jest w życiu człowieka miłość. I nie tylko ta namiętna, między dwoma ludźmi, ale również między matką a dzieckiem. Ukazuje skutki jej utracenia lub rozerwania nie tylko na przykładzie Gosi, ale również Heli i Romka. Mężczyzna – po zawirowaniach związanych z niemożnością ukończenia szkoły – opuszcza dotychczasowego opiekuna, babcię, i przyjeżdża do Berlina, gdzie zamieszkuje wraz z matką. Ich relacje dynamicznie się odbudowują, co spotyka się z dezaprobatą Heli, która nie tylko zostaje w Berlinie, ale mentalnie nie uznaje Margaret, jako swojej matki.

Dalsze losy Romka – miłość do Anneliese, poczęcie potomka, udział w II wojnie światowej, która ostatecznie go pochłania – prezentują kolejne portrety psychologiczne. Tym razem nie tylko Gosi, jako zatroskanej, ponownie cierpiącej – tym razem po śmierci syna – matki, ale również oschłej i podejrzanie obojętnej wobec śmierci mężczyzny Anneliese. Autorka ukazuje niepokojącą postawę młodej wdowy, która – być może wskutek śmierci męża – zatraca jakiekolwiek zainteresowanie dzieckiem, wyzbywając się empatii względem niego oraz przerzucając niemal całą opiekę nad nim na tytułową bohaterkę. Punktem kulminacyjnym, najbardziej wymownym obrazem tego zobojętnienia i wyobcowania stanowi opis wydarzeń, jakie miały miejsce po ataku bombowym na Berlin, gdy po zawaleniu się budynku, w którym przebywała Anneliese wraz z dzieckiem, kobieta nie rozpoczęła poszukiwań pociechy, a jedynie ewakuowała się z feralnego miejsca. Ta sytuacja – z jednej strony rażąca postawą bohaterki, z drugiej wymykająca się możliwości jednoznacznej oceny – zmusza do zastanowienia się nad tym, czy można jasno ocenić zachowania osób, które w jakimś stopniu doświadczyły wstrząsających wydarzeń, i które bezpośrednio obcowały z tragizmem wojny.

Z sytuacjami z życia Gosi – opartych zresztą na kanwie prawdziwych wydarzeń i przedstawiających prawdziwe osoby – przeplatają się prawdy historyczne, stanowiące niebywale interesujące tło. Iris May ukazuje losy ludzi, których w bardzo dużym stopniu dotknęły dwie wojny światowe, które nie tylko wpłynęły na ich życie, ale niekiedy zdefiniowały i uformowały. To opowieść o tym, do czego doprowadzają różnego rodzaju konflikty i przewroty zbrojne – w tym wypadku na przykładzie I i II wojny światowej, Powstania Warszawskiego oraz zrywów, które miały miejsca na obszarach znajdujących się pod zaborami. To książka ukazująca w pełni tragizm działań wojennych oraz ich skutki. Wyraźnie obrazuje cierpienia, jakie dotykają rodzin, które straciły członków-żołnierzy. To historia o tym, że utrata osoby bliskiej, która poległa na froncie, nie stanowi końca, a początek. Początek cierpień i bólu jego najbliższych.

Dzieci Gosi to opowieść o tym, jak decyzje i uwarunkowania zewnętrzne (sytuacja polityczna miejsca, w którym żyjemy, prowadzone konflikty zbrojne, społeczności, wśród których funkcjonujemy) stanowią o naszej przyszłości i determinują nasze losy. Na przykładzie bohaterów autorka ukazuje destrukcyjną działalność braku miłości oraz owoce, jakie zbiera wśród rodzin wojna. To książka porywająca swą prostotą i wymownością, prawdą i nadzieją. Nadzieją, która przez całą opowieść – wbrew tragicznym informacjom i złowrogim wydarzeniom – unosi się nad bohaterami, i która – mimo smutnych rozwiązań i dołujących zwieńczeń – udziela się czytelnikowi. To książka z wydźwiękiem moralizatorskim, penetrująca problemy, z którymi zmierzyć musi się każda rodzina – z istotą okazywania uczuć, gwarantowania poczucia bezpieczeństwa oraz bliskości. To wreszcie powieść o niełatwych wyborach, które stanowią nie tylko o osobie decydującej, ale również o jej otoczeniu.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 9 listopada 2015

180. Joanne M. Harris "Ewangelia według Lokiego"

Historie o bóstwach to idealna okazja do tego, by dowiedzieć się czegoś o sobie. Tak, o samym sobie. Bogowie siłą rzeczy ukazywani są w sposób wzniosły, mistyczny i sakralny, przez co my – Jednodniowi, śmiertelni i marni – postrzegamy ich w sposób pieczołowity. A ci – choćby na przykładzie mitologii greckiej – nie zawsze charakteryzują się łagodną naturą, a ich cele nierzadko odbiegają od chęci pomocy ludziom. Dzięki temu – odgórnemu obrazowi ich osobowości i postępowań – możemy przejrzeć się w zwierciadle. Nie inaczej jest w wypadku bóstw, wśród których obraca się Loki, bohater książki autorstwa Joanne M. Harris, Ewangelia według Lokiego.

Wykreowana przez Joanne M. Harris rzeczywistość zachwyca. Zachwyca, gdyż prezentuje czytelnikowi świat przygody i niebywałych wydarzeń. Świat, w którym wszystko jest możliwe, a nic nie jest oczywiste. Świat podstępów, knowań, osobliwych i porywających wydarzeń. Świat zaskakujących relacji i niejasnych zasad, w którym prym wiodą walka o wpływy i panowanie. Zarówno Loki, jak i bogowie go otaczający to postacie zdominowane przez żądzę władzy. Każdy z nich – choćby Odyn i Thor – postępują tak, by zaznaczyć swoją wielkość. Są postaciami niezwykle dumnymi, zdominowanymi przez pragnienie dyktowania własnych warunków. Są osobowościami narcystycznymi i honorowymi, o specyficznym systemie wartości, na którego czele stoi przywołany wyżej honor. Ci bogowie chętnie wchodzą w różne niebezpiecznie korelacje, współpracując  zarówno z Lokim, jak i przeciw jemu. Jedni dążą do zniszczenia tytułowego bohatera, inni – na czele ze Starym – jeśli nawet nie współdzielą z nim założeń i nie spędzają czasu, to szanują go i doceniają jego przebiegłość tudzież wiedzę. Jednak Loki – nie bez przyczyny zwany oszustem i Ojcem Kłamstw – nie pozostaje im dłużny: stawia sobie za cel ośmieszanie mieszkańców Asgardu – siedziby bogów – i doprowadzenia tego państwa–miasta do upadku. Upadku ostatecznego, pogrążającego wszystkich obywateli. Upadku, który pozwoliłby tytułowemu bohaterowi zatriumfować. I wyrównać krzywdy.

Loki to gawędziarz doskonały. Jako narrator prowadzi przez przedstawiany świat i niezliczone przygody w sposób zachwycający. Ironizuje, rozśmiesza, uwypukla negatywne cechy występujących postaci, koloryzuje, opisuje tragiczne sytuacje w sposób zabawny, kontrastuje i relacjonuje tak, że trudno oderwać się od lektury. Ewangelia według Lokiego prowadzona jest w sposób  ironiczny, a cyniczna natura bohatera potęguje efekt humorystyczny, dzięki czemu o przygodach bohaterów czytamy nie tylko z uśmiechem na twarzy i przymrużeniem oka, ale przede wszystkim obserwując ich nieporadność. A okazji ku temu jest sporo. Ośmieszony i lekceważony przez mieszkańców Asgardu Loki, wystawia na próbę niemal każdego boga, manipulując ich czujnością i wykorzystując te negatywne cechy, które mogą sprowadzić właścicieli na manowce i stanowić o ich życiowej porażce i spadku w hierarchii społecznej. Zaczyna od Frei, bogini pożądania, najbardziej próżnej i powierzchownej postaci w całym królestwie. Opowiadając jej o złocie i biżuterii – w tym o wyjątkowym naszyjniku – wykonywanym przez krasnoludów, oddziałuje na jej upodobania i próżność, przez które – by nabyć pożądaną przez siebie kolię – bogini posuwa się do czynu upodlającego – oddania własnego ciała. W sposób zbliżony postępuje z innymi bogami, wystawiając ich na próby i zmuszając do decyzji oraz wyborów, przez które zostają ośmieszani.

Ewangelia według Lokiego to powieść pełna przygód i zaskakujących wydarzeń. Osobliwe sytuacje spotykają przede wszystkim Lokiego – jest ich zarówno inicjatorem, jak i niedobrowolnym uczestnikiem – nie tylko w Asgardzie, ale również poza nim. Wraz z innymi bogami – a także samotnie, choćby po ucieczce ze Świata Podziemnego – staje się częścią zatrważających zdarzeń i historii, które nierzadko zagrażają nie tylko dobrej reputacji, ale przede wszystkim życiu. Bohaterowi dzięki sprytowi i niegasnącemu wytryskowi pomysłów udaje się nie tylko przetrwać niewesołe sytuacje, ale często zwyciężać, wychodzić obronną ręką. Wszystkie jego przygody – zarówno te, kiedy walczy z niebezpiecznymi przeciwnikami, jak i te dotyczące upokarzania bogów – to jedynie preludium do walki przeciwko Asgardowi, którą prowadzi z przebiegłą i mściwą Gullveig–Heidi.

Powieść osnuta jest wobec dwóch istotnych źródeł. Pierwszym – najważniejszym – jest mitologia nordycka, z której pochodzą zarówno bohaterowie, jak i wizja świata przedstawionego: jego początek, zasady, istota oraz obraz. Jednak Ewangelia według Lokiego nie jest wersją oficjalną – jak mówi sam narrator – tylko punktem widzenia tytułowego bohatera. To on, mając świadomość zależności, według której zwycięzcy piszą historię, opowiada. Opowiada przedstawiając własną wizję w sposób niezwykle współczesny – przede wszystkim pod względem językowym. Narrator posługuje się ironią, bezpośrednimi zwrotami do czytelnika, pytaniami retorycznymi oraz określeniami nieprzystającymi do ukazywanej rzeczywistości. Drugie źródło, wokół którego tym razem skonstruowana jest wyłącznie akcja, to przepowiednia wyroczni.

Książka Joanne M. Harris to subiektywne i uwspółcześnione spojrzenie na mitologię nordycką, porywające szybkim rozwojem akcji i interesująco wykreowaną postacią głównego bohatera. To książka pełna przygód i osobliwych wydarzeń, ukazująca przekoloryzowany i przejaskrawiony obraz bogów. To porywająca awanturnicza powieść fantasy, przedstawiająca bohaterów w zaskakujących sytuacjach i relacjach, zapewniająca nie tylko rozrywkę na wysokim poziomie, ale również powierzchowną wiedzę dotyczącą mitologii nordyckiej. To książka niezwykle interesująca i wciągająca, zachwycająca przygodami bohaterów oraz specyficznym humorem. Pozycja idealna dla tych czytelników, którzy poszukują odprężającej i ciekawej lektury osadzonej w mitologicznym świecie.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture

niedziela, 1 listopada 2015

179. Marek Suchar "Jerozolima. Miasto i ludzie"

Źródło
Są miasta, które za sprawą historii, odbicia w sztuce i literaturze stają się miejscowościami mistycznymi, przenoszącymi w inne – na przykład historyczne – wymiary. Do takich miejsc należy niewątpliwie Jerozolima.

Miasto, o którym traktuje książka Marka Suchara, to miejscowość ważna dla wielu religii i kultur. Miejsce to – naznaczone biblijnymi wydarzeniami, historycznymi uwarunkowaniami oraz religijnymi pobudkami – stanowi dziś namacalny dowód przeszłości (nie tylko dotyczącej wyznań). Nie bez przyczyny jest tak często odwiedzane. Autor – dyplomowany przewodnik po Ziemi Świętej – przedstawia te miejsca Jerozolimy, które są rzadziej zwiedzane, o których podróżujący nierzadko zapominają.

Jerozolima. Miasto i ludzie to pozycja merytorycznie obszerna. Traktuje w sposób szeroki o tym, co składa się na to wyjątkowe miejsce, przedstawiając nie tylko walory historyczno–kulturowe, ale również rozmaite społeczności. Gdyż to właśnie one – co można wyczytać z treści książki – stanowią istotę tego miasta, integralny element, nie tylko współgrający z budynkami i tradycją, ale definiujący i tworzący istotę, a być może narzucający formę. Marek Suchar przytacza wiele rozmów, które nakreślają zarys szerszych grup społecznych zamieszkujących Jerozolimę, ukazując jej bogactwo kulturowe i społeczne. Te rozmowy – którym zazwyczaj towarzyszą opisy zwyczajów, zachowań i tradycji rozmówców – są bogate w informacje i spostrzeżenia, dotyczące między innymi religii, wartości, obserwacji oraz codziennego życia. Bo Jerozolima – jak każde miasto, zarówno często odwiedzanie, jak i nie – stanowi nie tylko miejsce pielgrzymek i wycieczek, ale również obszar, na którym mieszkają, pracują i funkcjonują ludzie. Autor ukazując ich codzienny, zwyczajny rytm życia, przywołuje pełny, rzeczywisty obraz biblijnej miejscowości, wyzbyty z patosu, sakralnego i mistycznego postrzegania. 

Jerozolima to miasto osobliwe pod wieloma względami. Zachwyca przede wszystkim wielokulturowością, łącząc pokolenia, społeczności, wyznania oraz nowoczesność z tradycją. Marek Suchar przedstawia w pełnej krasie ten wielobarwny patchwork, którego najwymowniejszym odzwierciedleniem jest podział Starego Miasta – obszar, na którym znajduje się Bazylika Grobu oraz święte budowle muzułmańskie – na cztery główne dzielnice: muzułmańską, żydowską, ormiańską i chrześcijańską, a także m.in. na rosyjską, niemiecką, amerykańską, bucharską, polską i marokańską. Wszystkie te dzielnice – na co dzień współtworzące jedną miejscowość – mówią wiele o historii tego obszaru, a spacerując po nich – zarówno po obszarach częściej odwiedzanych przez turystów, jak i zapomnianych – można doszukać się nie tylko informacji dotyczących przeszłości Jerozolimy, ale również poszczególnych narodowości.

Marek Suchar w niniejszej książce stroni jednak od miejsc popularnych, będących stałym elementem wycieczek i pielgrzymek, zabierając czytelnika w te rejony i obszary, które nie stanowią o popularności miasta z kilku względów: są zapomniane, zniszczone, trudne do zlokalizowania albo pomijane przez przewodników. Są to jednak miejsca, które zobaczyć warto, o których przy zwiedzaniu powinniśmy pamiętać. Autor opisuje na przykład Machane Yehuda, lokalne targowisko, na którym – oczywiście oprócz zakupów – można podejrzeć rzeczywiste tempo życia ludzi mieszkających w Jerozolimie, nawiązać osobliwe znajomości oraz zobaczyć takie oblicze miasta, jakie – według samych mieszkańców – odzwierciedla i symbolizuje ich wyjątkową tożsamość. Przedstawione zostają również takie miejsca jak Polski Cmentarz, Ulica Proroków oraz wymagający względem klienta Hotel Hashimi, w którym między innymi nie można spożywać alkoholu, a także współdzielić pokoju z osobą, z którą nie jest się w związku małżeńskim.

Recenzowana książka to pozycja, która pozwala poznać Jerozolimę żywą, tętniącą życiem i wielokulturowością, przede wszystkim za sprawą intrygujących rozmów i ciekawych spostrzeżeń, charakteryzujących się dociekliwością oraz przenikliwością. To książka ukazująca relację między miastem a mieszkańcami, tworzącą integralność. To pozycja ciekawa, zaspokajająca nie tylko ciekawość i fascynację tym osobliwym miejscem, ale również niosąca wymierną wiedzę. Marek Suchar roztacza obrazy frapujące i  porywające, odmalowując nie tylko przestrzeń najbardziej oczywistą – społeczność, odwiedzane miejsca i historię – ale również klimat i osobliwość omawianego miejsca. Jerozolima. Miasto i ludzie to książka warta uwagi. Prezentuje bowiem to oblicze biblijnego miasta, które podczas zwiedzania może umknąć, a którego istnienie jest niezwykle ciekawe i warte poznania.


5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

wtorek, 27 października 2015

178. Mikołaj Milcke "Różowe kartoteki"


Ksawery Downar – główny bohater recenzowanej książki – to wybitna postać sceny politycznej, ciesząca się niebywałą popularnością i poparciem społecznym. Przyszłe wybory prezydenckie mają należeć do niego – przewiduje się, że właśnie on obejmie to stanowisko, stanie się głową państwa. W dniu ogłoszenia kandydatury władze partii, z której Ksawery się wywodzi, dostają dokumenty, które dyskwalifikują go jako osobę ubiegającą się o stanowisko prezydenta. Na jaw wychodzą informację, według których Downar był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL, zwerbowanym wskutek akcji "Hiacynt". Bohater – obawiając się o przyszłość – rozpaczliwie poszukuje osoby, która dostarczyła kompromitujące informacje, zmierzając się z niechlubną przeszłością i niewygodną prawdą.

Różowe kartoteki to książka przedstawiająca niebywale krótką historię upadku. Upadku, który staje się owocem, zwieńczeniem życia wbrew sobie, własnej naturze i prawdziwemu obliczu, skrywanemu przez lata. Losy Ksawerego Downara to losy tragiczne, naznaczone cierpieniem wynikającym z własnego wyboru, strachu przed utratą szacunku, stanowiska i pozycji. Jego życie – na pozór naznaczone sukcesem: zarówno zawodowym, jak i rodzinno-społecznym – jest podręcznikowym przykładem upadku moralnego, wynikającego z niepogodzenia się z własną immanentnością, prawdą o samym sobie. Sposób, w jaki postępuje, decyzje, jakie podejmuje, pobudki, jakimi się kieruje, oraz opinie, jakie wygłasza, stanowią nie tylko o jego wewnętrznej sprzeczności czy niezdecydowaniu, ale przede wszystkim o braku odwagi, niemożności otwartego definiowania własnej istoty oraz strachu przed tym, jak zareagują ludzie, co powiedzą bliscy i współpracownicy. W jego postępowaniach i zajmowanych pozycjach ma miejsce ciągła sprzeczność, knucie na pozór przeciwko innym (środowiskom homoseksualnym), a tak naprawdę przeciwko samemu sobie. Czyniąc to – być może nieświadomie, a może z nadzieją na odwrócenie kłamstwem biegu rzeczy, zatarcie prawdy o własnej tożsamości, wmówienie sobie pożądanych cech – sprowadza na siebie jeszcze większe nieszczęścia, topiąc się we własnej hipokryzji i dwulicowości, co doprowadza do funkcjonowania w dwóch kontrastujących ze sobą światach: prawdy i iluzji. Dopiero wtedy, gdy obie te rzeczywistości – po kilkudziesięciu latach względnie spokojnego funkcjonowania – zaczną się przenikać, tworząc spójny obraz życia Ksawerego, bohater podejmujee decyzje, które przez dekady odwlekał, obawiając się skutków.

Postępowanie Downara skazuje nie tylko jego na życiowe niepowodzenia i przykrości, ale również otoczenie, nie wyłączając z  niego rodziny. Mikołaj Milcke wyraźnie ukazuje relacje i wpływ decyzji głównego bohatera na życie jego najbliższych, uwypuklając przede wszystkim poczucie poniżenia, które miesza się ze wstrętem i rozpaczą. Zarówno żona – okłamywana, oszukiwana, traktowana jako maska, służąca do kreowania nieprawdziwego wizerunku tudzież tuszowania prawdy i gorzkiej rzeczywistości – jak i partnerzy – których Ksawery traktuje instrumentalnie – ponoszą razem z nim swoistą klęskę, wynikającą z rozczarowania. Wraz z nimi postawieni w niekomfortowej sytuacji zostają współpracownicy, syn oraz znajomi. Jednym słowem: wszyscy ci, którzy mieli coś wspólnego z Downarem. Przez te relacje, powiązania, bohaterowie czują się oszukani (nierzadko zgoła różnych powodów), co obrazuje, że życie jednostki determinuje również – w różnych miarach – losy innych. Jest to więc powieść bogata w portrety psychologiczne, ukazujące stany emocjonalne wielu grup społecznych.

Choć książka prezentuje losy bohatera fikcyjnego, to wydarzenia historyczne – jakże istotne w powieści – są prawdziwe. Autor osadza wykreowane postacie w różnych realiach, z których pierwsze skrzypce gra niewątpliwie akcja "Hiacynt", prowadzona w PRL, mająca na celu gromadzenie informacji o polskich społecznościach homoseksualnych. Te wydarzenia, a także ich następstwa – szantaże, przemoc, zatrzymania – nie tylko kształtują postawy bohaterów Różowych kartotek, ale także naświetlają czytelnikowi niedawną sytuację polityczną tych społeczności, oburzając podejściem oraz cynizmem przedstawicieli prawa.

Różowe kartoteki to książka, która wyraźnie pokazuje, że nie da się żyć w konflikcie z własnymi potrzebami, własną cielesnością i naturą, której nie można zmienić oraz uciszyć. Udawanie, brnięcie w kłamstwa, tworzenie pozorów oraz oszukiwanie własnego sumienia i tak ostatecznie zwieńcza upadek, nie tylko demaskujący i odkrywający prawdę, ale również pozostawiający piętno, przynoszący ból i cierpienie zarówno osobie ponoszącej klęskę, jak i jej otoczeniu. To książka ukazująca w pełni problem oraz skutki nietolerancji samego siebie. Ksawery Downar ponosi porażkę w kilkanaście godzin, obrazując nią skutki życia w kłamstwie, życia na pozór. To książka o zgubnym pragnieniu ukrycia własnej tożsamości, o tym, do czego prowadzi strach przed pokazaniem światu prawdziwego oblicza. Opisania historia pokazuje, że dwulicowość i zakłamanie kroczą przed upadkiem. Upadkiem, z którego można już się nie podnieść.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 24 października 2015

177. Wisława Szymborska "Wszystkie lektury nadobowiązkowe"

Wszystkie lektury nadobowiązkowe
Wszystko zaczęło się od rubryk "Książki nadesłane" – znajdujących się w każdym piśmie literackim – w których próżno szukać było pozycji wspomnieniowych, monografii, antologii, leksykonów, książek popularnonaukowych oraz poradników. Wychodząc na przekór tej sytuacji, uważając czytanie za najpiękniejszą zabawę, jaką ludzkość sobie wymyśliła, Wisława Szymborka rozpoczęła regularne pisanie felietonów – choć początkowo zamierzała pisać recenzje – dotyczących książek pominiętych i zapomnianych przez recenzentów, a docenianych i kupowanych przez czytelników. 

W tytule recenzowanej książki nie bez przyczyny pojawia się wyraz "wszystkie", gdyż stanowi kompletny zbiór felietonów Szymborskiej, zawierający każdy znany tekst. Jest to pierwsza pozycja, która prezentuje wszystkie Lektury nadobowiązkowe, liczące 562 teksty. Pierwszy z nich pojawił się 11 czerwca 1967 roku w "Życiu literackim", stanowiąc opozycję do Lektur obowiązkowych, w których uniwersyteccy badacze zajmowali się kanonicznymi tekstami polskiej literatury.

Wszystkie lektury nadobowiązkowe to pozycja wyjątkowa z wielu względów. Przedstawia fascynujący portret Wisławy Szymborskiej, utkany z jej poglądów, wiedzy, ideologii i humoru, ukazujący w pełnej krasie jej zainteresowania, ciekawość świata oraz przenikliwość. To książka wielowymiarowa, gdyż realizuje się na kilku płaszczyznach: krytycznoliterackiej, opiniotwórczej i biograficznej. Pisząc o poszczególnych pozycjach wydawniczych, poetka – zgodnie z początkowym założeniem – nie skupia się na krytyce literackiej – choć taka siłą rzeczy ma miejsce – a używa omawianego tytułu do snucia myśli, tworząc frapujący patchwork minionych lat, czytelniczych zainteresowań artystki i rynku wydawniczego. Szymborska pisze w sposób luźny, pozwalający na płynne przenikanie i dopełnianie się myśli, refleksji oraz spostrzeżeń, tworzących teksty, które zaskakują zarówno mnogością tematyczną, jak i wyrafinowaną retoryką. Felietony osnute są wokół różnych elementów omawianej pozycji – niekiedy konkretnego (np. opisywanej rzeczywistości, problematyki, tytułu, okładki, przekazu), a czasem szczegółu, który mógłby czytelnikowi umknąć, a wokół którego – za sprawą skojarzeń, powiązań i konceptu – poetka buduje treść. Teksty – co jest znamienne dla twórczości Wisławy Szymborskiej – nacechowane są osobliwym humorem, ironią oraz zaskakującymi puentami, które zachwycają przenikliwością i świadomością literacką.

Niezwykle istotną płaszczyzną recenzowanej książki są wątki biograficzne, które nie tyle wprost wyłaniają się z felietonów – poza Onieśmieleniem, gdzie Szymborska pisze otwarcie o poznaniu Miłosza – a możliwe są do wychwycenia wyłącznie przez czytelnika, który choć trochę odnajduje się w lirycznej spuściźnie poetki. Świadomość przekuwania przyswajanych treści, zdobywanych doświadczeń, przeżywanych chwil i wspomnień, wszystkiego, co się w życiu przydarza, przez artystów na twórczość, teksty kultury – w procesie sublimacji – przenosi lekturę na zupełnie inny, bardziej sakralny, mistyczny i rozszerzający percepcje poziom, skupiający uwagę na detalach i tematach, których doszukiwać można się w wierszach poetki. Czytając felieton dotyczący książki Geografia osadnictwa, której autorką jest Maria Karczewska-Zalewska, można doszukać się zbieżności tematycznej z wierszem Psalm, a przyswajając teksty traktujące o faunie i florze, można dostrzec zainteresowanie naturą, która przecież tak często pojawia się w tomikach Szymborskiej. 

Zbiór felietonów to także subiektywny zarys literatury, spojrzeń na zjawiska, historię i poszczególne tytuły, uwydatniający nie tylko podejście i stanowisko poetki, ale również ogólny zarys tej dziedziny sztuki. Noblistka pisze o swoich i naukowych obserwacjach, poruszając takie zagadnienia, jak spuścizna antyczna (zajmując się Antologią poezji nowogreckiej), powieść gotycka, istota pozycji autobiograficznych, biograficznych, naukowych oraz wydawanych dziennikach i pamiętnikach. Zajmuje się również pozycjami dotyczącymi nauczania (podręcznikami, pomocami naukowymi) oraz książkami popularnonaukowym. 

Wszystkie lektury nadobowiązkowe to książka, którą czyta się z nieopisaną przyjemnością, z poczuciem, że ma się do czynienia z kimś niezwykle światłym, o wysokiej świadomości literackiej i zachwycającej przenikliwości. Felietony naszpikowane są cennymi uwagami i spostrzeżeniami, których lektura przynosi nie tylko satysfakcję intelektualną, ale również wymierną wiedzę i punkt wyjściowy do rozważań. Wisława Szymborską za sprawą zabawnych i ironicznych puent nierzadko rozbawia i zachwyca trafnością, intrygując czytelnika. To książka warta rekomendacji, pozycja – dla sympatyków twórczości poetki – obowiązkowa. 

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 17 października 2015

176. Sabaa Tahir "Ember in the Ashes. Imperium Ognia"


Akcja powieści toczy się dwutorowo: z perspektywy Laii –
wstępującej w podziemne szeregi buntowników, stającej się niewolnicą komendantki, kobiety zarządzającej Akademią na Czarnym Klifie – oraz Eliasa, ucznia, przyszłego żołnierza Imperium. Drogi życiowe tych bohaterów konsolidują się, prowadząc ich do zatrważających wydarzeń i sytuacji. Ona – walcząca w imię swojego brata, zatrzymanego za zdradę – i on – przewartościowujący swoje życie – stworzą duet, który odmieni nie tylko ich życie, ale również wielu osób.

Imperium ognia ujmuje przede wszystkim niebywale dobrze skrojonym wątkiem obyczajowym, który właściwie dominuje w całej powieści. Bohaterowie zostają ukazani w pełnej krasie, sportretowano ich naturę w sposób niezwykle dogłębny i szeroki, ukazujący wszystko to, co determinuje ich postępowanie i losy. Nie sposób większości z nich jednoznacznie podzielić na prawych i lewych, dobrych i złych, gdyż ich negatywne cechy w ostatecznym rozrachunku zostają przyćmione przez słuszne, humanitarne i wartościowe decyzje, pozwalające postaciom cierpiącym i walczącym ziścić plany i marzenia. Bohaterowie recenzowanej pozycji zmagają się z różnymi przeciwnościami losu, starają się o realizację odmiennych – niekiedy ostatecznie łączących się – celów. Charakteryzują ich niejednakowe systemy wartości, w których prym wiodą różnorodne postawy tudzież idee: jedni traktują honor i waleczność jako pryncypium, drudzy stawiają na piedestale rodzinę i uczucia, trzeci zaś bezpieczeństwo i przetrwanie. Książka ukazuje więc zastępy osobowości i charakterów, postacie wyznające skrajne idee oraz poglądy, których walka – wynikająca z rozmaitych pobudek – ma charakter nie tylko rozrywkowy, ale również moralizatorski.

Bohaterowie powieści to postacie wielowymiarowe, o niezgłębionej psychice i niejednotorowym toku ideologicznym. Ich działania wyrastają z różnych założeń, każdy z nich obdarzony jest traumatyczną przeszłością, która definiuje ich postępowania lub stanowiska. Główna bohaterka, Laia, została pozbawiona najbliższej rodziny – uprowadzony zostaje Jej brat, a dziadkowie zostają zamordowani – dąży więc do przywrócenia wolności jedynemu żyjącemu krewnemu. Elias, główny męski bohater powieści, zobligowany zostaje do zbrojnej walki o pozycję i tytuł, co kłóci się z jego przekonaniami i potrzebami, co ostatecznie doprowadza do wewnętrznego konfliktu i wyboru między oczekiwaniami przyjaciół i rodziny a własnymi poglądami i wartościami. Na drodze tych postaci – jakże wspólnej w zaawansowanym etapie powieści – stają inne, starające się uniemożliwić lub pomóc w realizacji tych pragnień. Nad losami bohaterów ciąży swoiste fatum, bliższe lub dalsze pierwotnej definicji. Elias poznaje swoją przyszłość, dokładnie widząc ludzi – w tym przyjaciół i znajomych – których zgładzi. Z kolei Laii, będącej niewolnicą srogiej komendantki, grozi rychła śmierć (podobnie jak jej poprzedniczkom). Jednak za sprawą uporu, niezachwianego systemu wartości oraz odpowiedniego postępowania – wpisującego się w istotę etyki conradowskiej – bohaterom udaje się osiągnąć założone cele.

Sabaa Tahir buduje w czytelniku napięcie nie tylko dynamicznie toczącą się akcją i licznymi wybiegami, ale również ekspresywnym językiem. Bohaterowie powieści prowadzą wewnętrzne monologi, traktujące o moralności, hierarchii wartości oraz podejmowanych przez siebie decyzjach. Narracja korzysta z pytań retorycznych, poszukujących odpowiedzi nie tylko do zagadnień o rozwiązania fabularne, ale również o kwestie ideologiczne. Wykreowane osobowości są niezwykle niestabilne i silnie powątpiewające zarówno w otaczający ich świat, jak i we własne postępowanie. Imperium ognia ukazuje bohaterów nadzwyczaj ludzkich, obdarzonych tymi cechami, które stanowią o naszej istocie, o naszych ułomnościach i zaletach. To powieść o honorze, miłości i trudnych wyborach, które decydują nie tylko o naszych losach, ale również o przyszłości innych. To porywająca opowieść o odpowiedzialności za drugiego człowieka, ilustrująca skutki upadku wartości i nieposzanowania bliźniego. To wreszcie książka o potędze dobra, bezinteresownej i bezgranicznej miłości, która wyzwala i czyni szczęśliwym. Roztaczana przed czytelnikiem rzeczywistość zachwyca i zasysa w siebie, porywając w fascynującą podróż realizującą się na wielu płaszczyznach. To książka kompletna pod każdym względem.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture.