sobota, 29 listopada 2014

115. John Conroy "Tortury. Ofiary. Prześladowcy. Świadkowie"

http://www.gandalf.com.pl/o/tortury-ofiary-przesladowcy-swiadkowie,big,481240.jpg
Źródło
Tortury są tematem, o którym niewątpliwie trudno jest mówić. Zarówno o tych, które miały miejsce w przeszłości, jak i o tych, które dzieją się obecnie. John Conroy, recenzowaną pozycją, zabiera Czytelnika w świat tortur, tłumacząc jego skomplikowany mechanizm i prawa, jakim się rządzi, a także losy oprawców i torturowanych.

John Conroy - absolwent Uniwersytetu Illinois, były redaktor naczelny "Chicago Magazine", autor książki poświęconej problemom Irlandii Północnej "Belfast diary: War as a way of life" oraz wielu artykułów, publikowanych w czołowych magazynach.

Nie trudno sobie wyobrazić, jakie jest zadanie i jaka jest istota tortur. Przeprowadzane są z wielu różnych powodów, wśród których najczęściej pojawiają się uzyskanie cennych informacji, karanie, zastraszanie oraz wymuszanie zmiany przekonań. Sam Arystoteles i święty Augustyn opowiadali się za torturami, jako skutecznymi środkami do zdobywanie wiarygodnych dowodów. Z kolei w starożytnym Rzymie istniały ściśle ustalone zasady określające, które warstwy społeczne mogą być torturowane. Jak się nie trudno domyślić, pierwotnie torturom byli poddani tylko niewolnicy, których chłostano, bito drągami lub łańcuchami oraz przypalano rozgrzanym metalem. Kościół katolicki, mimo początkowego sprzeciwu, przejął wiele tego typu praktyk, co zaskutkowało decyzją z 1252 roku, umożliwiającą torturowanie podejrzanych o herezję. W Europie późnego średniowiecza tortury były przeprowadzane na porządku dziennym, jako preferowana metoda karań. Dopiero XVIII wiek, za sprawą głoszonych przez filozofów negatywnych opinii, przyniósł poszukiwania nowych rozwiązań, które zastąpiłyby torturowanie.

Jednak, mimo narastającego sprzeciwu społeczeństw wobec tego typu praktyk, tortury mają miejsce do dziś. I nie są stosowane tylko w krajach totalitarnych, ale również w demokratycznych, szczycących się humanitarnością. Jednym z takich przykładów, poruszonych w niniejszej książce, jest postać Andrewa Wilsona, oskarżonego o zabójstwo, który, podczas pobytu w jednej z chicagowskich komend, został brutalnie pobity, przypiekany (początkowo papierosem, następnie kaloryferem) oraz rażony prądem. Mimo licznych skarg Wilsona, sytuacja bynajmniej nie uległa zmianie. Prowadzony w tej sprawie proces (nie mającego żadnego wpływu na proces dotyczący domniemanego zabójstwa) także nie rozstrzygnął kwestii dotyczących oskarżeń Wilsona, gdyż sędzia unieważnił postępowanie. Co ciekawe, nie jest to żaden tragiczny ewenement, gdyż oprawcy bardzo rzadko stają przed sądem, nie mówiąc już o poniesionych odszkodowaniach i rekompensatach względem poszkodowanych.

Ciekawą kwestią poruszoną przez autora są etapy, niekoniecznie według następującej kolejności, potwierdzenia prowadzonych tortur w krajach demokratycznych. Pierwszym etapem jest zdecydowane i całkowite zaprzeczenia (towarzyszą mu ataki na osoby, które ujawniły fakt tortur), drugim umniejszanie ich znaczenia, trzecim uwłaczanie ofiarom i przedstawienie ich w złym świetle, czwartym uzasadnienie maltretowania (na przykład za pomocą zaistniałych sytuacji, braku innych rozwiązań itp.), piątym postawienie zarzutu, według którego wszyscy, którzy stają po stronie torturowanych pomagają wrogom państwa, szóstym upowszechnienie stwierdzenia, że do tego typu aktów przemocy już nie dochodzi i dochodzić nie będzie. Ostatnimi trzema etapami są obarczanie winy kilku czarnych owiec, stwierdzenia, że inni dopuszczają się znacznie gorszych rzeczy oraz głoszenie, że ofiara w końcu dojdzie do siebie.

"Tortury. Ofiary. Prześladowcy. Świadkowie" to książka, po którą niezaprzeczalnie warto sięgnąć. Powinna zainteresować nie tylko znawców tego tematu, ale także czytelników interesujących się historią, więziennictwem, politologią, psychologią oraz otaczającą go rzeczywistością. Książka dostarcza nie tylko informacji z zakresu sposobów prowadzenia tortur, wydobywania informacji oraz związanych z tymi zagadnieniami tematami, ale także portretów psychologicznych ofiar. Wielogodzinne, nierzadko wielotygodniowe, akty bestialstwa (choćby uniemożliwianie snu, nakazanie długiego stania) doprowadzają nie tylko do nieodwracalnych zmian w organizmie, ale także w psychice poszkodowanego. Z upływem czasu ofiary nie dostrzegają winy swojego cierpienia w katach (bo tak należy mówić o osobach zadających komuś cierpienie), ale w samych sobie. Bo czy przyznanie się do winy, zmienienie poglądów czy zastosowanie się do poleceń osoby przetrzymującej, nie umożliwi zaspokojenia podstawowych potrzeb? Snu? Kontaktu z lekarzem? Takie pytania, co udowadnia autor, niewątpliwie towarzyszą osobie torturowanej, dzięki którym postrzega siebie jako wroga. Zadziwiające jest również to, że samo uwolnienie, a nawet pozytywny wyrok wymiaru sprawiedliwości, nie gwarantuje spokoju. Osoba, która została poddana torturom już na zawsze obarczona jest doznanymi nieprzyjemnościami, co objawia się myślami samobójczymi, depresjami, koszmarami sennymi, lękami itp.

John Conroy, by udowodnić, że do tortur dochodzi na całym świecie, a nie tylko w krajach totalitarnych, jak niektórzy uważają, zabiera odbiorcę w podróż do Stanów Zjednoczonych, Izraela oraz Irlandii. Jego przekonująca oraz rzetelna narracja, mimo licznych odwołań historycznych i społecznych, świadków, faktów oraz relacji, sprawia, że, zgodnie z opisem wydawnictwa, książkę czyta się jak dobrą powieść. Zdecydowanie warta polecenia.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater

piątek, 28 listopada 2014

114. Stosik październik-listopad


W tym roku jesień mnie zaskoczyła. Przyszła i odeszła. Nagle. Nie uraczyła kolorami, barwnymi porankami, pastelowymi zachodami... nie, nie. Ciężkimi kroplami strąciła z drzew wszystkie liście, wiatrem przegoniła je z ogrodów, a do Nas,w ramach wymiany, przytargała do sklepów wszystko to, co powinno pojawić się dopiero w okolicach Bożego Narodzenia. O czym mówię? O choinkach, bombkach, światełkach, prezentach.... By ustrzec się przed tym marketingowym, jakże przedwczesnym, podejściem do świąt, a także deszczową i zimną pogodą, jak pewnie wielu z Was, uciekam w książkę. A mam w czym wybierać, bo ostatnie dni okazały się dla mnie pod tym względem łaskawe....


Egzemplarze recenzenckie od portalu Sztukater:
1. Mateusz M. Lemberg "Patron" - recenzja
2. Melvin R. Starr "Ślad atramentu"- recenzja
3. Jeffrey Archer "Ostrożnie z marzeniami" - recenzja
4. Lewis Wallace "Ben Hur" - recenzja
5. Modris Eksteins "Święto wiosny" - recenzja
6. Józef Baran, Sławomir Mrożek "Scenopis od wieczności" - recenzja
7. Kacper Śledziński "Tankiści"
8. John Conroy "Tortury" - recenzja niebawem
9. David M. Buss "Morderca za ścianą"

Stosik mieszany: 
a) egzemplarze recenzenckie od portalu Sztukater:
10.Rhonda Byrne "Bohater"
11. dr Andrea Flemmer "Walcz z rakiem!" - recenzja niebawem
12. Adam Cioczek "Koniec gry" - recenzja
13. Charlie Stella "Johnny Porno"
 b) egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa Muza:
14. Abigail Gibbs "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem"
15. Abigail Gibbs "Mroczna bohaterka. Jesienna róża"

 Zakypy własne:
16. Carlos Maria Dominguez "Dom z papieru" - przeczytane
17. Ludmiła Ulicka "Daniel Stein, tłumacz" - muszę przyznać, że jestem szalenie ciekawy tej książki
18..James Canon "Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn"
19. Władysław St. Reymont "Chłopi"
20. Sławomir Wyspiański "Wesele"
21. Joseph Conrad "Jądro ciemności"
22. Tristram Hunt "Komunista we fraku". 

 Wszystkie książki razem prezentują się mniej więcej tak:
Jak więc widzicie, rozbieżność tematyczna jest dosyć duża - od powieści obyczajowych, przez kryminały, biografie reportaże, pozycje historyczne i klasykę, aż po fantastykę.Widzicie coś dla siebie? A może którąś z powyższych pozycji czytaliście?

(Tradycyjnie przepraszam Was za jakość zdjęć)

czwartek, 27 listopada 2014

113. Adam Cioczek "Koniec gry"

Jednym z najistotniejszych elementów dobrego kryminału jest niewątpliwie przewrotna intryga. To ona sprawia, że lektura staje się pełna emocji i napięcia, a także nie pozwala na odłożenie książki na bok. Skonstruowanie jej, wbrew pozorom, nie jest łatwe, czego dowodem są liczne powieści, w których rozwój akcji, zamiast intrygować, męczy. Do takich zdecydowanie nie należy powieść Adama Cioczka, "Koniec gry".

Adam Cioczek, urodzony w 1982 roku w Lublinie, jest absolwentem studiów scenariopisarskich w Warszawskiej Szkole Filmowej. Jest także absolwentem filozofii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pisał scenariusze m.in. do seriali "Samo życie", "Pierwsza miłość" oraz "Malanowski i partnerzy". Aktualnie pracuje nad kolejną książką.

W Lublinie, w centrum miasta, w jednej z małych kawiarni, z rąk Edwarda Chojara, zostaje zastrzelony Piotr Wójtowicz. Obrońcą oskarżonego zostaje adwokat Adam Getz, zaś prokuratorem Tomasz Bracki. Początkowo całe dochodzenie, mimo licznych nieścisłości, toczy się w sposób bardzo schematyczny, jednak, z czasem, na jaw wychodzą kolejne fakty oraz intrygi, które zamieniają rolami obu mężczyzn - prokurator winien jest bronić oskarżonego, zaś adwokat oskarżać. Przeszłość, która łączy trzech mężczyzn, staje się fundamentem niecodziennej rozgrywki, w której karty rozdaje zbrodniarz, Edward Chojara.

Debiutancka powieść Adama Cioczka zaskakuje przede wszystkim skomplikowaną, aczkolwiek dobrze poprowadzoną, niebanalną intrygą. Na rozwój wydarzeń nie wpływają nowe fakty czy badane poszlaki, jak to zwykle bywa w powieściach kryminalnych, ale informacje i rozwiązania podsuwane przez oskarżonego. Centralnym miejscem utworu staje się sala widzeń, w której Piotr Wójtowicz, stopniowo obnaża całą prawdę o swojej przeszłości, która prowadzi nie tylko do rozwiązania kwestii sądowych, związanych z popełnionym morderstwem i jego następstwami prawnymi, ale także do osobistych rozważań i zawirowań w życiu prywatnym, zarówno prokuratora, jak i adwokata. Autor, nie tylko zespolił losy wszystkich bohaterów, obdarzając ich wspólną przeszłością, ale również przypisał im intrygujące osobowości. Każda z postaci, oprócz zagmatwanej sytuacji aktualnej - w życiu prywatny, zawodowym, rodzinnym, zmaga się także z nierozwiązanymi zagadkami z przeszłości, które cały czas rzutują na teraźniejszość.

Akcja powieści toczy się dosyć nieśpiesznie, choć samą książkę czyta się naprawdę szybko. W utworze nie mają miejsca rozbudowane i częste dialogi, zaś pojawiają się inteligentne, długie opisy i refleksje narratora, w których rozpatrzone zostają nie tylko losy głównych bohaterów i ich życie wewnętrzne, ale także złożoność ludzkiej natury, kwestie egzystencjalne oraz wnioski dotyczące codziennego życia. Pod tym względem, choć z pewnością jest to porównanie dosyć nieadekwatne i na wyrost, powieść przypomina mi "Zbrodnie i karę" Fiodora Dostojewskiego. W obu utworach zbrodnia jest tylko powodem i bodźcem ku temu, by obnażyć całą ludzką naturę oraz jej zagmatwanie. I choć w powieści Dostojewskiego zostało to przeprowadzone w sposób niemal idealny, to w debiucie Adama Cioczka, mimo kilku mankamentów, płaszczyzna psychologiczna jest również zdecydowanie warta uwagi.

"Koniec gry" nie jest typową powieścią kryminalną. Mimo wyraźnie zarysowanego wątku sensacyjnego, na pierwszy plan wysuwają się bohaterowie, a z nimi analiza psychologiczna, co każe mi traktować utwór w kategoriach powieści obyczajowej. Jednak, mam wrażenie, że wykreowana przez autora rzeczywistość jest na tyle wielowymiarowa, że każdy czytelnik odnajdzie w niej coś innego, co przykuje Jego uwagę.

4,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 23 listopada 2014

112. Pisarze po godzinach

Do tej pory stroniłem od wpisów niedotyczących konkretnych książek. Jednak, w ostatnim czasie, kiedy dzień radykalnie się skurczył, a czasu na czytanie, jak i na refleksje, coraz więcej, przyszedł mi do głowy pewien, mam nadzieje interesujący, pomysł.

Zapewne, jako sympatycy słowa pisanego, zastanawialiście się, jak wygląda oraz jak tworzy autor, którego dzieła czytacie. Wszelkiego rodzaju spotkania - wieczory autorskie, wieczorki poetyckie, spotkania na różnych książkowych wydarzeniach (promocjach, targach, wywiadach) pozwalają wygenerować takową świadomość. Jednak, dziś chciałem skonfrontować Was z postacią, którą oprócz lekkiego pióra, charakteryzuje coś jeszcze. Coś skandalizującego, łamiącego stereotypy i wyobrażenia, nie pozwalającego na obojętność...

Panuje głęboko zakorzeniona myśl, co do wyglądu i stylu życia pisarzy. Wielu wyobraża sobie ich, jako panów, pod muszką czy krawatem, zasiadujących w dużym, wygodnym fotelu, z fajką w ustach, przed ogromnym, mahoniowym biurkiem, z ogromną książką na kolanach. Wynika to zapewne z faktu, że autorzy książek zazwyczaj sami utrzymują ten stereotyp, a także są wycofani z życia publicznego, nie mieszają się w sprawy aktualne i interesujące opinie publiczną, a wypowiadają się dopiero za sprawą kolejnej książki, albo rozmowy dotyczącej nowego dzieła. Są jednak postacie, nawet na polskim rynku, które łamią ten stereotyp. O kim mowa? Dziś o Michale Witkowskim, autorze głośnego "Lubiewa".

 Jeżeli nie znacie żadnej z książek Michała Witkowskiego, to odsyłam Was do moich recenzji:
"Lubiewo bez cenzury" - KLIK 
"Drwal" - KLIK 
"Zbrodniarz i dziewczyna" - KLIK
Drwal
Zbrodniarz i dziewczynaLubiewo bez cenzury (e-book)Michał Witkowski, urodzony 1975, jest jednym z najgłośniejszych polskich pisarzy. Jest finalistą Nagrody Literackiej NIKE 2006 oraz laureatem Nagrody Literackiej GDYNIA 2006. W 2007 roku otrzymał Paszport "Polityki". Jego utwory przetłumaczone są na 30 języków, a każda kolejna powieść staje się w Polsce bestselerem (tak jak "Drwal" (2011), który sprzedał się w około 50 tys. nakładzie). Witkowski od niedawna zajmuje się także.... modą. Oprócz prowadzonego bloga, bywa także na salonach, pozując na niecieszących się dobrą opinią ściankach.

Jak sam podkreśla, bawi się modą, bo się nią interesuje, a ponadto nie chce być kojarzony tylko jako pisarz. W swojej działalności modowej jest postacią niezwykle wyrazistą, nie tylko ze względu na kompletowane przez siebie stylizacje, ale także na wyrażane przez siebie opinię. Skrytykował już między innymi znaną bloggerkę modową (co odbiło się dużym echem na portalach plotkarskich), a także recenzuje pokazy mody (w których bierze udział) oraz różnego rodzaju imprezy modowe.

Dodam tylko, że w przyszłym roku, pod skrzydłami wydawnictwa Znak, ukaże się nowa powieść Witkowskiego - "Fynf und cwancyś".

Aby nie przedłużać, zaprezentuje Wam kilka stylizacji Witkowskiego:
https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/t31.0-8/p526x296/10629298_1503453953236213_5691787340982930400_o.jpghttps://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xaf1/t31.0-8/p526x296/10750372_1503076003274008_6600709836727666525_o.jpghttps://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/v/t1.0-9/1483341_1512553462326262_5139960374548250517_n.jpg?oh=25f83a61354771034346ab4b82d967f3&oe=551F8378
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/10801704_1514517485463193_5390540818197437405_n.jpg?oh=287380218bb0c0b7567877840118bcc5&oe=54E1B069&__gda__=1427249667_a89718a9efa68e75684265591641312f
Zdjęcia pochodzą z facebooka Witkowskiego

W internecie można także obejrzeć splash pisarza:

Wiele osób (w tym ja) uważa, że cała przygoda Witkowskiego z modą to performance, który ma na celu uwydatnienie wszystkich wad oraz płytkości polskiego show-biznesu. Jednak są zdania, że Michał traktuje to w sposób jak najbardziej poważny.... a Wy co o tym sądzicie?

piątek, 21 listopada 2014

111. Mateusz M. Lemberg "Patron"

http://www.proszynski.pl/images/media/products//Patron.jpgNa początku był kryminał. Tak, tak - kryminał. Początek mojej przygody z literaturą, który miał miejsce kilka lat temu, zaczął się właśnie od tego rodzaju powieści. Z wypiekami na twarzy śledziłem losy bohaterów, uwikłanych w niebezpieczne i mroczne intrygi. Choć obecnie częściej sięgam po inne gatunki powieści, to sympatia do kryminałów we mnie została. I z tego powodu, zahipnotyzowany intrygującą okładką oraz obiecującym opisem książki, postanowiłem sięgnąć po "Patrona" Mateusza M. Lemberga.

Mateusz M. Lemberg, urodzony w 1971 roku, ukończył studia medyczno-weterynaryjne. Amatorsko realizował filmy, podróżował na Wschód, a także rysował komiksy. Zarabia na życie jako lekarz. Jest autorem powieści "Zasługa nocy".

W Starym Brodzie, w klasztornym kościele, zostaje odnalezione zmasakrowane ciało biskupa - pozbawione głowy, która została umieszczona w tabernakulum. Śledztwo w tej sprawie zostaje przydzielone zmagającemu się ze schizofrenią komisarzowi Witczakowi, przygotowującej się do zmiany płci aspirantce Cynowskiej oraz sfrustrowanemu sierżantowi Tymańskiemu. Witczak, który niedawno wyszedł z zamkniętego oddziału Instytutu Psychiatrii i Neurologii, postanawia pozostać w starobrodzkim klasztorze, by uporać się z własnymi problemami, a także bliżej przyjrzeć się prowadzonemu śledztwu. Grono ofiar szybko się powiększa, gdyż giną kolejne osoby, w jakiś sposób związane z klasztorem w Starym Brodzie, których morderstwa przypominają męczeńską śmierć kilku świętych.... W tym samym czasie Cynowska i Tymański poszukują nekrofila, profanującego w sposób bestialski uprowadzone zwłoki.

Powieść Mateusza M. Lemberga opiera się na tradycyjnym schemacie - serii brutalnych morderstw, popełnianych z zrozumiałych tylko dla mordercy powódek. Prowadzone śledztwo jest już mniej oczywiste, gdyż przewodniczą mu bohaterowie, których autor obdarzył nie tylko różnorodnymi i wyrazistymi osobowościami, ale także osobliwymi problemami i życiem prywatnym. W "Patronie" mamy między innymi do czynienia z schizofrenikiem, którego choroba znacznie postępuje, homoseksualną aspirantkę, której planowaną zmianę płci uniemożliwia ciąża, będąca owocem gwałtu, a także ogólny, acz bardzo wyraźny, zarys istoty i konserwatyzmu Kościoła. Podczas lektury, gdy zaczęły z treści wyłaniać się pojedyncze osobowości, odniosłem wrażenie, że nadanie indywidualnych rysów wielu bohaterom, w połączeniu z urodzajem wątków oraz intryg, będzie przemawiać tylko na niekorzyść książki. Jednak, szybko się okazało, że indywidualizm postaci jest tylko powierzchowny, że autor nie wgłębia się w psychikę bohaterów oraz sens ich postępowań. 

Akcja "Patrona" rozwija się nieregularnie. Momentami toczy się bardzo nieśpiesznie, pozwalając czytelnikowi przyjrzeć się dokładniej bohaterom oraz wątkom dotyczącym ich życia prywatnego, by za chwilę radykalnie zmienić tempo, porywając w prowadzone śledztwo. Dochodzeniu towarzyszą licznie nieścisłości i ślepe zaułki, dzięki czemu czytelnik jest wodzony rozwojem wydarzeń, przez zwroty akcji, nowe poszlaki, wątki oraz intrygi. W powieści Lemberga mają miejsca liczne brutalne opisy (choćby zbrodni, jakich dokonał poszukiwany morderca), które, bardziej niż szokują i mrożą krew w żyłach, zadziwiają. Niektóre z nich brzmią także mało prawdopodobnie, jednak nie zakłóca to odbioru treści.

Dużym zaskoczeniem okazała się dla mnie jednowymiarowość powieści. Mimo licznych okazji, by uczynić "Patrona" nie tylko utworem sprzyjającym rozrywce i napięciu, autor wykreował rzeczywistość, która bynajmniej nie oddziałuje na emocje. Niechciana ciąża bohaterki, będąca owocem gwałtu, nie została w żadnym kontekście szerzej rozpatrzona, została zarówno autorowi, jak i odbiorcy, obojętna, a motyw, jakim kierował się zabójca, nie został skonfrontowany z żadną myślą, która zmusiłaby czytelnika do podjęcia szerszej refleksji.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 15 listopada 2014

110. "Scenopis od wieczności (listy)" Józef Baran - Sławomir Mrożek

http://sklep.zysk.com.pl/product/image/5729/978-83-7785-559-1.jpgWielokrotnie powtarzałem, że od lat niezmiennie interesują mnie środowiska artystyczne. Z przyjemnością sięgam nie tylko po biografie i relacje z życia twórców, ale także po różnego rodzaju pozycje, pozwalające wgłębić się w ich prywatność - pamiętniki, dzienniki czy, tak jak w tym wypadku, zbiory prywatnej korespondencji.

Sławomir Mrożek (ur. 29 czerwca 1930, zm. 15 sierpnia 2013) - polski dramatopisarz, prozaik oraz rysownik. Autor m.in. "Tanga", "Indyka", "Miłości na Krymie". Jako dramaturg zaliczany do nurtu teatru absurdu.

Józef Baran (ur. 17 stycznia 1947) - polski poeta, absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Debiutował w 1969 na łamach "Życia Literackiego". Tłumaczony na wiele języków (m.in. angielski, niemiecki, czeski).

"Scenopis od wieczności" to zbiór korespondencji Sławomira Mrożka i Józefa Barana, powstałej na przestrzeni osiemnastu lat (od 1974 do 1992). Wymiana listów pomiędzy dwoma twórcami - wówczas młodym, poszukującym swojej drogi poetą, a doświadczonym i cenionym, przebywającym poza ojczyzną, artystą, to inteligentny dialog, traktujący o sztuce, roli artysty, drodze twórczej, otaczającej rzeczywistości, kobietach, ludzkiej natrze oraz sensie życia.

Wszystko zaczęło się od listu (którego przytoczenie pełnej treści jest niemożliwe, gdyż zaginął) Sławomira Mrożka do Józefa Barana, w których dramaturg wyraża zachwyt nad zbiorem wierszy "Nasze najszczersze rozmowy" swojego adresata. Od tego wydarzenia rozpoczęła się wieloletnia korespondencja, która realizowała się na wielu płaszczyznach: od kwestii przyziemnych, po egzystencjalne. Twórcy wyrażali swoje opinie i poglądy (zazwyczaj spójne lub zbliżone) nie tylko na ogólne tematy (takie jak śmierć, przemijanie, rola sztuki), ale także o konkretnych osobach lub dziełach. Mieszkający w Polsce Józef Baran stanowił dla Mroczka "łącznik" z Polską, gdyż informował stale podróżującego dramaturgach o aktualnych sytuacjach w kraju oraz o reakcjach czytelników i recenzentów na utwory Stanisława, wysyłając różnego rodzaju artykuły, felietony oraz recenzje.

Najczęściej powracającym tematem w listach jest niewątpliwie sztuka. Artyści zastanawiali się nie tylko nad jej sensem, ale także nad istotą jej podziałów - na literaturę "dobrą" i "złą", na autorów "wielkich" i "mniejszych",  rolą recenzentów (których Mrożek z ironią nazywa Istotami Najwyższymi) oraz dojrzewaniem artystycznym. Z tekstów wyłaniają się dwie sylwetki twórców - jednego, w pełni pogodzonego ze światem, pełniącego rolę doradcy oraz drugiego, szukającego własnej ścieżki, budowanej na podstawie rad Doświadczonego.

"Scenopis od wieczności" powinien zainteresować nie tylko sympatyków twórczości Sławomira Mrożka i Józefa Barana, ale także czytelników skłonnych do refleksji oraz pragnących posiadania szerokiej wiedzy w zakresie sztuki oraz samego procesu tworzenia. Niniejsza pozycja stanowi interesujące rozwinięcie dzieł twórców, umożliwiająca spojrzenie na nie z innej perspektywy, a także dostrzeżenie w nich niedostrzeżonych wcześniej płaszczyzn i szczegółów (Co mam na myśli? Choćby to, że w jednym z listów do Stanisława Mrożka pojawia się zdanie "Gdyby kazano takiemu człowiekowi "nieistniejącemu" zaistnieć, toby pewnie też odmówił", które po trzydziestu trzech latach, w 2011 roku, powróciło w niemal identycznej postaci w wierszu poety). Listy zachwycają trafnymi spostrzeżeniami, a także zmuszają do refleksji. Warte uwagi jest także posłowie Wojciecha Ligęzy, stanowiące rzetelne rozwinięcie niebanalnej korespondencji twórców.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

poniedziałek, 10 listopada 2014

109. Modris Eksteins "Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku"

http://www.sklep.zysk.com.pl/product/image/5741/978-83-7785-294-1.jpgRok 1914 definitywnie kończy XIX wiek - "piękną epokę", rozpoczynając, w krwawy sposób, wiek XX. Modris Eksteins, w niezwykle wyważony sposób, balansuje na cienkiej granicy pomiędzy początkiem a końcem, przybliżając czytelnikowi nie tylko schyłek XIX wieku i początek XX, ze wszystkimi okolicznościami, powodami oraz tłem kulturowo-historycznym, ale także sam moment przełomu.

Modris Eksteins, urodzony w 1943 roku w Rydze, jest historykiem, pisarzem oraz profesorem na University of Toronto. Jego bestsellerowa książka Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku była wielokrotnie nagradzana jako pionierska praca z zakresu historii kultury. Jego kolejna pozycja, będąca kontynuacją Święta wiosny, Taniec słońca ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Wybuch I Wojny Światowej, mający miejsce w 1914 roku, a także jej przebieg, według autora, ma integralny związek z radykalnymi przemianami w sztuce oraz świadomości społeczeństwa XIX wieku. W Niemczech, będących w tamtych latach kolebką europejskiej awangardy, miejscem negującym wszelakie zasady sztuki oraz życia, ostoją poszukiwania nowych form niezgodnych z przyjętymi kryteriami, ogniskiem pragnień zerwania ze zwyczajami oraz obecnymi porządkami świata, zarówno w wymiarze kulturowym, jak i politycznym, I Wojna Światowa została przyjęta w sposób zaskakujący. Ludność, bez znaczenia na wyznawaną wiarę, pochodzenie, orientacje seksualną i poziom społeczny, zjednoczyła się, urządzając huczne manifestacje, przetaczające się nie tylko przez ulice największych miast, ale w całym państwie. Większość Niemców traktowała konflikt zbrojny w kategoriach duchowych, upatrując w nim ideę, a nie sposob ekspansji terytorialnej. Wojna miała okazać się dla Nich poszukiwaniem autentyczności, prawdy, samospełnienia, wyzwoleniem od konwenansów, przymusu oraz próby ingerencji krajów ościennych w ich życie. Z kolei dla społeczeństw krajów takich jak Francja, Wielka Brytania czy USA wojna nie miała wymiaru duchowego, a jedynie polityczno-militarny, mający na celu ustosunkowanie odpowiednich relacji, zakończenie wszystkich konfliktów oraz zagwarantowanie wiecznego pokoju i harmonii w Europie, jak i na świecie.

Przebieg I Wojny Światowej, w różnych nacjach, świadczy odpowiednio o opisanym wyżej postrzeganiu prowadzonego konfliktu. W trakcie świąt Bożego Narodzenia, na froncie niemiecko-angielskim, doszło do wydarzeń, które do dziś brzmią nieprawdopodobnie. Żołnierze niemieccy, podchodzący do wojny w aspekcie duchowym, nie tylko wymieniali się między sobą prezentami (podarowanymi od rodziny), śpiewali kolędy oraz posiadali drzewka, na których paliły się świeczki, ale także spotykali się na ziemiach niczyich z żołnierzami innych narodowości. Sytuacja ta miała miejsce przede wszystkim na froncie we Flandrii, gdzie Brytyjczycy wraz z Niemcami, na czas świąt, prowadzili niespisany rozjem oraz stosowali się do niespisanego aktu o nieagresji, wymieniali się podarunkami (tytoniem, czekoladą, herbatnikami, papierosami itd.), a nawet, według niektórych źródeł, rozegrali mecz piłki nożnej! Wydarzenia te są osobliwie nie tylko ze względu na czas i sytuacje, w jakich miały miejsce, ale także na sposób patrzenia danych narodowości na inne - Niemcy uważali Anglików i Francuzów za materialistów i konserwatystów, zaś Anglicy i Francuzi myśleli o Niemcach jako o barbarzyńcach niezdolnych do współczucia oraz przyjaźni. Modris Eksteins dużą uwagę poświęcił także tragicznym warunkom w jakich żyli żołnierze - w zewsząd panującym błocie, brudzie, w zmaganiach z problemem robactwa, chorób, szczurów oraz obniżających się morale (oraz sposobów władz, które miały je podnieść).

Nadejście I Wojny Światowej, a wraz z nią wszelkich nowych zasad oraz kanonów piękna, według autora, miał zwiastować balet Igora Strawińskiego, Święto wiosny, który zaszokował nie tylko krytyków teatralnych, ale także całą francuską społeczność. Paryż, wyłaniający się z opisów Modrisa Eksteinsa, w przeciwieństwie do łamiącego stereotypy Berlina, był miastem iście konserwatywnym. W trakcie spektaklu publiczność poczuła się na tyle obrażona innowacyjną muzyką, odmiennym sposobem tańczenia oraz pojmowania sztuki, że zaczęła gwizdać i szydzić, a następnie wystawiać negatywne opinie spektaklowi. Za sprawą tych wydarzeń premiera Święta wiosny stała się symbolem swojej epoki, a także kamieniem milowym w rozwoju modernizmu.

Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku wywarło na mnie niezaprzeczalnie silne wrażenie. Autor w sposób bardzo płynny operuje faktami z zakresu historii i kultury, niezwykle wyważając omawiane wydarzenia. Mimo licznych odwołań historycznych - do dat, faktów, miejsc, następstw oraz postaci, treść bynajmniej nie sprawia wrażenie przeciążonej, a już z całą pewnością nie nuży. Modris Eksteins wykreował dzieło (bo tak należy mówić o recenzowanej pozycji), które zachwyca monumentalnością. Rozbieżność tematyczna jest niesamowita - przedstawione zostają nie tylko konkretne sytuacje (takie jak wybuch I Wojny Światowej, premiera baletu Igora Strawińskiego, sytuacje na froncie brytyjsko-angielskim, reakcja społeczeństwa na powieść Na zachodzie bez zmian), szeroko pojęte tło historyczno-kulturowe (światopogląd społeczeństw, sytuacje polityczne i militarne w różnych krajach, nasilające się napięcia między krajami, panujące zwyczaje, mody i przekonania w kulturze, dominujące prądy artystyczne), konkretne sylwetki istotnych postaci (przywoływany już Strawiński, Adolf Hitler itd.), ale skupia się także na empirycznej sferze, przedstawiając dominujące idee, przemyślenia żołnierzy oraz myśli w sztuce Niemieckiej czy Francuskiej. Duże wrażenie wywarły na mnie także opisy doznań żołnierzy niemieckich, którzy pod wpływem walk przeszli radykalną zmianę - nie tylko przyzwyczaili się do śmierci, a być może i ją zaakceptowali, ale całe swoje człowieczeństwo zamknęli w sobie, odcinając się od okrucieństwa świata i tworząc, wewnątrz siebie, osobną, odrealnioną rzeczywistość. Bliższe poznanie przeżyć żołnierzy jest możliwe dzięki licznym subiektywnym tekstom, pochodzących z prywatnych listów, pamiętników, notatników oraz dzienników, które przywołuje autor.

W swojej książce, w sposób niezwykle trafny i rzetelny, autor uchwycił schyłek XIX wieku, a z nim jego wartości, poglądów, ideologii, a narodziny wieku XX. Na uwagę zasługuje szeroka rozbieżność czasowa, o której traktuje Święto wiosny - od wczesnych lat XIX wieku, przez wydarzenia kulturalne w Paryżu w drugiej połowie XIX wieku, przez demonstracje w Niemczech i I Wojnę Światową, po niesamowitą popularność Lindbergha, premierę "Na zachodzie bez zmian", okoliczności powstania i popularności nazizmu, zawrotną karierę Hitlera oraz przebieg II Wojny Światowej. To bogactwo tematyczne zdecydowanie stanowi o wyjątkowości Święta wiosny oraz atrakcyjności dla potencjalnego odbiorcy.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

piątek, 7 listopada 2014

108. Melvin R. Starr "Ślad atramentu"

http://wydawnictwo.pl/userdata/gfx/fb2549f0dfb5707a6e081003f7701775.jpg"Ślad atramentu" jest kolejną, trzecią już, książką, z cyklu autorstwa Melvina R. Starra, o Mistrzu Hugh z Singleton, średniowiecznym chirurgu. Do lektury podchodziłem z dużą obawą, gdyż nigdy nie miałem do czynienia z tym autorem, a także, co istotniejsze, z poprzednimi powieściami z cyklu. Obawiałem się, że ta nieznajomość nie pozwoli mi w pełni zrozumieć treści i będzie płodzić powracającą wciąż dezorientacje. Jednak, szybko okazało się, że "Ślad atramentu" można czytać jako odrębny utwór, niewymagający znajomości poprzednich pozycji.

Melvin R. Starr, urodzony w Kalamazoo w USA, w 1970 roku ukończył historię na Western Michigan University, po czym przez niemal 40 lat uczył jej w szkole średniej. Od wielu lat interesuje się średniowieczną chirurgią, a także zawiłościami języka dawnej Anglii.

Główny bohater powieści, Hugh z Singleton, prowadzi śledztwo w sprawie zaginionych ksiąg rektora Canterburry Hall, mistrza Johna Wycliffe'a. Tomy (w liczbie dwudziestu dwóch) zniknęły w tajemniczych okolicznościach w czasie, gdy uczony odbywał kolacje. Poszukiwania poczęte przez lokalnego szeryfa, polegające na obserwacji składów z artykułami piśmiennymi, gdzie rzekomo powinni się udać ze skradzionymi księgami złodzieje, zdają się nie przynosić żadnych rezultatów. Również śledztwo prowadzone przez Hugha początkowo zdaje się tkwić w miejscu, jednak bohater szybko uzmysławia sobie, że jest na dobrej drodze do odkrycia prawdy, gdyż coraz więcej osób próbuje mu zaszkodzić - zostaje między innymi niesłusznie wtrącony do więzienia, a następnie skazany na śmierć, napadnięty przez nieznanych mężczyzn, a także uprowadzony z własnego pokoju.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowiecznej Anglii, a dokładniej w roku 1365, kiedy to, za sprawą poszukiwań kandydatki na żonę, przybywa do Oksfordu Hugh z Singleton. Czas, w jakim została osadzona powieść, dosyć widocznie dociera do świadomości odbiorcy. W tekście mają miejsce liczne odwołania historyczne, jednak, nierealizujące się na tle faktów historycznych i dat, a za sprawą realiów życia oraz zwyczajów tamtych lat. Razem z bohaterem czytelnik przemieszcza się średniowiecznymi ulicami, przygląda się codziennemu życiu mieszkańców Oksfordu oraz takim detalom, jak stroje zakonników, rycerzy czy spożywanym posiłkom. Dzięki odpowiedniemu tłu historycznemu, a także umiejętnej stylizacji językowej, autorowi udało się trafnie odzwierciedlić klimat średniowiecznej Anglii, który, już od pierwszych stron, udziela się odbiorcy.

Choć "Ślad atramentu" to ciepła oraz przyjemna w odbiorze powieść, to tak naprawdę jest kryminałem, co, w dzisiejszym pojmowaniu tego gatunku, nie zawsze idzie ze sobą w parze. Obecnie kryminały przesączone są krwią, przestępstwami, licznymi zwrotami akcji, a wszystko po to, by jak najintensywniej zainteresować czytelnika. Recenzowana pozycja zdaje się stawać w opozycji do wypełnionych po brzegi zwłokami kryminałów, oferując interesującą i porywającą, acz bardzo stonowaną i oszczędną w liczbie bohaterów i wątków, powieść kryminalną, której akcja toczy się nieśpiesznie.

W dziele Melvina R. Starra realizują się zasadniczo dwa wątki - jeden, związany z poszukiwaniem zaginionych tomów, oraz drugi - związany ze staraniami Hugha o względy córki właściciela składu, Kate Caxton. Intrygi ostatecznie łączą się ze sobą, gdyż wybranka bohatera odgrywa znaczną rolę w śledztwie. Rozwiązanie wątków zostało zrealizowane w sposób dosyć oczywisty - nagły, pod koniec utworu, bez żadnych zawiłych zwrotów akcji oraz niespodzianek. Jednak, należy zaznaczyć, że do samego końca rozwój wydarzeń odbiera się z żarliwym zainteresowaniem i wypiekami na twarzy.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

poniedziałek, 3 listopada 2014

107. Jeffrey Archer "Ostrożnie z marzeniami"

"Ostrożnie z marzeniami' to czwarty tom bestsellerowej "Kroniki Cliftonów", jednego z najbardziej poczytnych współczesnych pisarzy, Jeffreya Archera. Choć nie miałem nigdy do czynienia z tym autorem, a tym bardziej z poprzednimi książkami z wyżej wymienionego cyklu, zasiadłem do lektury z wielkim zaciekawieniem, spowodowanym intrygującym opisem powieści.

Jeffrey Archer, który debiutował, dobrze przyjętą w Wielkiej Brytanii, powieścią "Co do grosza", w 1992 roku otrzymał tytuł szlachecki, a także zasiadał jako poseł w Izbie Gmin i w Izbie Lordów. Jego powieści (z których dwie doczekały się ekranizacji) szybko stają się dużymi bestsellerami. Do najbardziej znanych pozycji Archera można zaliczyć "Kane i Abel" oraz, wchodzące w skład cyklu "Kroniki Cliftonów", "Czas pokaże", "Za grzechy ojca"oraz "Sekret najpilniej strzeżony".

Akcja powieści rozpoczyna się tragicznym wypadkiem samochodowym, w którym udział bierze między innymi Sebastian, syn Emmy Clifton, aspirującej do roli funkcji prezesa Spółki Żeglugowej Barringtona oraz Harry'ego Cliftona, cieszącego się dużą popularnością pisarza. Bohaterowie udają się do szpitala w celu identyfikacji ciała, które ostatecznie okazuje się nie należeć do ich syna. W wypadku zaś ginie wieloletni przyjaciel Sebastiana, dziecko Don Pedra Martineza, wpływowego i zamożnego gangstera. Zrozpaczony ojciec, nie mogący się pogodzić ze stratą syna, postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, odbierając życie leżącemu w szpitalu dziecku Cliftonów. Gdy to się nie udaję, postanawia zniszczyć rodzinną firmę Barringtonów, planującą właśnie budowę nowoczesnego, luksusowego statku pasażerskiego o nazwie Buckingham, którego budowa, w zależności od rezultatów oraz wielu innych czynników, może przynieść potężne zyski i sławę, albo doprowadzić wieloletnią firmę do bankructwa, wymagając potężnych nakładów pieniężnych.

Lekturę "Ostrożnie z marzeniami" bardzo utrudniała mi oszałamiająca ilość bohaterów, zarówno pierwszoplanowych, jak i drugoplanowych. Autor powołał do życia niezliczoną ilość postaci, które łączą się ze sobą zawiłymi relacjami (rodzinnymi, uczuciowymi, zawodowymi), a także naznaczone są wyrazistą przeszłością, dążeniami do wyznaczonych celów oraz pragnieniami. Każdy z bohaterów posiada własną tożsamość, a co, biorąc pod uwagę ilość wykreowanych postaci, odciąga uwagę od akcji powieści oraz powoduje mętlik i utrudnia odbiór utworu, gdyż czytelnik zostaje zasypany potężną lawiną informacji, którą trudno mu przyswoić. Także rozwój akcji pozostawia wiele do życzenia. Zazwyczaj, sięgając po tego typu książki, oczekuje się, że przedstawiona rzeczywistość szybko zainteresuje dynamicznie toczącym się rozwojem wydarzeń. Jednak, w przypadku recenzowanej powieści, ponownie ma miejsce przesyt. Akcja cały czas toczy się oszałamiającym tempem, nie pozostawiając odbiorcy chwili ani na złapanie oddechu, ani na refleksję. Również liczne zwroty akcji (pojawiające się już od pierwszych stron utworu!) wywołują u odbiorcy poczucie znużenia i bezsilności.

Także jeden z motywów powieści - dotyczący zemsty, nie przekonał mnie do siebie. Próba zaszkodzenia firmie Barringtonów przez Martineza, choć efektowna, jest bardzo naciągana na potrzeby fabuły. Czytając powieść, wywierała na mnie naprawdę duże wrażenie, jednak w chwili zakończenia lektury, zastanawiałem się na ile jest realna i rzeczywista.

W powieści "Ostrożnie z marzeniami" zostały poruszone również rozmaite uczucia - miłość, żądza zemsty, przyjaźń, jednak żadne z nich nie zostało potraktowane w sposób innowacyjny i zmuszający do przemyśleń, a jedynie powielający dawno znane standardy i schematy.

W recenzowanej powieści zabrakło mi przede wszystkim opisów reali życia w drugiej połowie dwudziestego wieku, w której rozgrywa się akcja. Rezygnując z dokładnej penetracji tożsamości wszystkich bohaterów, autor mógłby niesamowicie wzbogacić tym swój utwór, co uczyniłoby Jego powieść bardziej klimatyczną i wartościową.

3/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.