sobota, 25 października 2014

106. Lewis Wallace "Ben Hur"


http://ecsmedia.pl/c/ben-hur-b-iext6183092.jpg
"Ben Hur" to powieść amerykańskiego pisarza Lewisa Wallace'a, napisana w 1880 roku, która doczekała się licznych ekranizacji. Dwie pierwsze, powstałe na początku XX wieku, zaliczane są do filmów niemych. Kolejna, tym razem dźwiękowa, z roku 1959 roku, doczekała się jedenastu Oscarów. Następne ekranizacje - z roku 2003, jako film animowany, a także z 2010, jako miniserial telewizyjny, cieszyły się dużą popularnością. Mimo to, sama powieść jest w Polsce właściwie nieznana. A szkoda.... 

Lewis Wallace (1827-1905), podpisujący swe książki jako Lew Wallace, to amerykański pisarz, prawnik, generał i dyplomata. Jest autorem wielu książek, z których największą popularność przyniosła mu, napisana w 1880 roku, powieść "Ben Hur". 

Główny bohater powieści, Ben Hur, to młody żydowski arystokrata, który, wskutek niefortunnego zdarzenia, a także nielojalności ze strony rzymskiego przyjaciela, imieniem Messala, został skazany na dożywotnie galery. Także Jego najbliższych, matkę oraz siostrę Tirsę, dosięgły nieprzyjemności - ich majątek został skonfiskowany, a One same zostały uwięzione w więzieniu, gdzie, wedle zamysłów władzy, miały doczekać się śmierci. Galery, choć wymagające nadludzkiego wysiłku fizycznego, nie okazały się dla bohatera śmiertelne. Co więcej - przetrwał nawet wojnę na morzu, ratując rzymskiego konsula, który, w dowód wdzięczności, uczynił go swoim synem i jedynym spadkobiercą. Ben Hur, wykorzystując swoje możliwości, pobierał lekcje u najlepszych rzymskich wojowników, z myślą, że przydadzą mu się do pomszczenia swojej rodziny, a także, co istotniejsze, w odegraniu się na rzymianach, których, z głębi serca, nienawidził. W tym samym czasie, w okolicach rodzinnych stron bohatera, zaczyna nauczać Jezus Chrystus, w którym ludzie upatrują wyczekiwanego Mesjasza. Ben Hur, pamiętając o swoich zamiarach względem rzymian, pokłada nadzieje w obiecanym przez Chrystusa królestwie. 

Zasiadając do lektury recenzowanej powieści moje odczucia były ambiwalentne. Z jednej strony, zachwycony licznymi rekomendacjami oraz popularnością ekranizacji, byłem pewny, że książka na pewno mnie oczaruje. Jednak, z drugiej strony, wiedziony myślą, że powieści historyczne (a tym bardziej religijne) muszą nużyć, odwlekałem w czasie chwilę, gdy zagłębię się w jej treści. I początkowo, czytając o poszukiwaniach trzech króli - Kacpra, Melchiora i Baltazara, nowo narodzonego króla żydowskiego, odnosiłem wrażenie, że "Ben Hur" zdecydowanie nie jest książką dla mnie. Jednak, moja opinia szybko uległa zmianie, gdy zacząłem wgłębiać się w fascynującą historię głównego bohatera, która wywarła na mnie na tyle silne wrażenie, że z trudem przychodziło mi odrywanie się od niej. I tak, za sprawą mojego silnego zainteresowania, liczącą niemal siedemset stron powieść, pochłonąłem w trzy dni.

W dziele Lewisa Wallace'a mają miejsce długie, bardzo szerokie opisy przyrody, zwyczajów, postaci oraz wnętrz. Dzięki dynamicznemu rozwojowi akcji nie nużą, ale stanowią interesujące rozwinięcie powieści, a także swego rodzaju "stopowniki", pozwalające czytelnikowi na chwilę wytchnienia od szybko rozwijającej się fabuły. Bohaterowie (a jest ich naprawdę wielu) są z góry podzieleni na dobrych albo złych, na białych albo czarnych. Taki zabieg bardzo często jest przeze mnie negatywnie oceniany, jednak, w tym przypadku jest dużą zaletą, gdyż w urodzaju opisów, bohaterów, miejsc akcji oraz mnogości wątków, analiza psychologiczna postaci przytłoczyłaby odbiorcę. To zadanie zostało powierzone czytelnikowi, który na podstawie zachowań wykreowanych postaci, samodzielnie może wywnioskować, jakimi wartościami i zasadami bohaterowie się kierują.

"Ben Hur" zachwyca przede wszystkim wielowątkowością. To zaskakujące, że autorowi udało się połączyć taką liczbę wątków, ostatecznie tworzącą jeden cały, spójny utwór. Zagłębiając się w lekturę niniejszej pozycji poznajemy nie tylko losy głównego bohatera, ale także sytuacje służącej Amry, zamkniętej w dawnej posiadłości żydowskiego arystokraty, trzech króli, Józefa i Maryi, trędowatej matki oraz siostry Ben Hura, przebiegłej córki Baltazara, potajemnie spiskującej z Messalą, zakochanej w Ben Hurze córce kupcy, Jezusie Chrystusie oraz Jego wyznawców. Na uwagę zasługują także interesujące opisy panoramy Jerozolimy, historyczne, polityczne, religijne oraz kulturowe odniesienia. 

6/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

wtorek, 14 października 2014

105. Iga Wiśniewska "Nie wierz w człowieka"

Nie każdy lubi sięgać po opowiadania. Krótka forma, a co za tym idzie różne ograniczenia - w liczbie wątków, bohaterów, długości, wielu czytelników odstrasza. Między innymi mnie. Jednak, na dni, kiedy ma się wrażenie, że doba jest ewidentnie za krótka, a obowiązków zdecydowanie za dużo, opowiadania są idealnym rozwiązaniem. 

Iga Wiśniewska, urodzona w 1994 roku w Kielcach, jest miłośniczką kultury rosyjskiej. Debiutowała w 2013 roku książką "Nocny motyl". Na swoim koncie ma także zbiór opowiadań "Żyli długo i nieszczęśliwie" oraz powieść "Pięć minut".

"Nie wierz w człowieka" to zbiór osiemnastu krótkich opowiadań, traktujących o mrocznej stronie człowieka. W utworach poznajemy między innymi Billa Margera, który zamordował córeczkę swojego przyjaciela, Aarona, zakochanego, bez wzajemności, w  Lydii, którą ostatecznie brutalnie zabija, sprzątacza ulic, Henry'ego, który wysyła paczkę z ładunkiem wybuchowym mordercy swojej żony oraz Alainę Birkin, mającą na sumieniu swojego męża, któremu odebrała życie, gdy wyznał Jej, że zamierza od Niej odejść. Z opowiadań wyłania się także sylwetka pedofila, Thomasa, zmagającego się z lękiem Stephana oraz Michaela, który, za sprawą odrzuconych zaręczyn, popełnia samobójstwo.

Lektura zbioru opowiadań "Nie wierz w człowieka" pobudziła we mnie gamę emocji - od zaskoczenia, przez strach, po przerażenie. Autorka, niczym amerykańscy producenci filmów sensacyjnych, nie oszczędza czytelnikowi brutalnych wydarzeń, takich jak. zamurowywanie żywej bohaterki w ścianie oraz rozstrzeliwanie pracowników banku. Nie bez powodu moje porównanie, gdyż, z ręką na sercu, przyznaję, że większość opowiadań wręcz czeka na to, by przenieść je na duży ekran lub na ich podstawie napisać serial kryminalny, który szybko zyskałby ogromną rzeszę fanów.

Jednak, oprócz płaszczyzny czysto rozrywkowej, opowiadania Igi Wiśniewskiej oferują również coś innego, być może znacznie ważniejszego. Mam na myśli przekrój ludzkiej psychiki. Bohaterowie wykreowani przez autorkę, choć zazwyczaj powierzchownie spełnieni - posiadający stałą prace, zdrowie, rodzinę, są postaciami niezwykle nieszczęśliwymi. Ciąży im przede wszystkim monotonność oraz brak poczucia spełnienia. Są to także postacie tkwiące w wieloletnich nieudanych związkach, kochające nieodwzajemnioną miłością oraz walczące z własnymi lękami. Ich decyzje, choć szokujące, wyrastają nie tyle z danej sytuacji, ale z wieloletnich doświadczeń, przemyśleń oraz trosk: bohater tkwiący w nieudanym związku decyduje się na zdradę, a nieposiadający dziecka (choć o tym marzący) zostaje pedofilem.

Najwięcej uwagi autorka poświęciła zemście. Została ona rozpatrzona na różnych płaszczyznach: motywowana cierpieniem bliskich, miłością, pragnieniem przynależności oraz wyrównaniem krzywd. Mimo to pisarka nie podjęła prób zdefiniowania oraz ocenienia Jej, dzięki czemu odbiorca może samodzielnie rozpatrzyć jej istotę.

Z opowiadań wyłania się nie tylko wizja człowieka słabego, podatnego na zło, ale także zachwycający kunszt pisarski Igi Wiśniewskiej. Autorka bardzo krótkimi tekstami (niekiedy liczącymi jedynie trzy strony!) potrafi nie tylko zainteresować czytelnika, ale także wprawić go w zaskoczenie oraz przerażenie. Opowiadania zaskakują także przewrotnością fabuły oraz niebanalnymi zakończeniami (choćby tym, gdzie bohater, po zamordowaniu obiektu swoich westchnień, wyciąga z Jej klatki piersiowej serce, zauważając, że nareszcie jest we właściwych rękach. Brzmi mrocznie, nieprawdaż? Niczym w ostatniej, fenomenalnej, powieści Witkowskiego).

5/6

Opowiadania przeczytałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Paccoarte.

niedziela, 12 października 2014

104. Alfred Budzyński "Z pamięci"

Opowiadania są dla mnie zupełnie obcym gatunkiem literackim. Rzadko po nie sięgam, gdyż, ze względu na liczne ograniczenia, trudno się zżyć z bohaterami, a tym bardziej samą fabułą. Jednak, zbiór opowiadań Alfreda Budzyńskiego zainteresował mnie z dosyć dziwnego powodu - faktu, że autor debiutuje nim, licząc 77 lat.

Alfred Budzyński, emerytowany nauczyciel Zespołu Szkół Rolniczych w Wysokiej Łańcuckiej, jest autorem kilkunastu publikacji z ochrony środowiska. Został wyróżniony w międzynarodowym konkursie ECO-2000. Pomysłodawca Światowego Rejestru Ochrony Atmosfery. Jego ideę "Ekologicznego Sumienia" profesor Julian Aleksandrowicz ocenił w słowach: "Wcześniej czy później ludzkość będzie musiała przyjąć pana ideę, jeśli wyrazi wolę dalszego rozwoju".

"Z pamięci" to zbiór dziewiętnastu krótkich opowiadań, których trzonem są wspomnienia autora. Alfred Budzyński przedstawia historie, które miały miejsce w Jego życiu - rozmowy z przyjaciółmi, dotyczące wiary, przemijania, spraw egzystencjalnych, sytuacje, których był świadkiem oraz ludzi, których dane było mu spotkać. Jedno z najkrótszych opowiadań, aczkolwiek, w moim przekonaniu, najbardziej wymowne, "Oswojona wrona", przedstawia historię pewnej kobiety, która, podczas rozmowy w parku, wyznaje, że choć żyje samotnie i skromnie, z dala od syna, to nie cierpi na samotność. Jej towarzyszką jest wrona, którą, w zamian za dokarmienie, odwiedza ją dwa razy w roku - wczesną wiosną i późną jesienią. Opowiadanie zostało zakończone intrygującą puentą, mówiącą o tym, że fundamentem życia jest solidarność (autor nazywa ją solidarnością ekologiczną) człowieka z Wszechświatem.

Niestety, nie wszystkie teksty zamieszczone w zbiorze opowiadań "Z pamięci" wywarły na mnie duże wrażenie. Większość, mimo moich starań i wielokrotnych podejść, wywoływało u mnie znużenie. Alfred Budzyński pisze w sposób bardzo sztywny - bez humoru, oryginalności oraz lekkości. Jego bohaterami są postacie jednowymiarowe (choć usprawiedliwić może to lapidarność utworów), których, poza daną sytuacją, czytelnik nie ma szansy szerzej poznać. Opisy przyrody, miejsc oraz ludzi, choć dające do myślenia, skonstruowane są w sposób, w jaki pisze się prace naukowe albo różnego rodzaju formalne pisma - rzeczowo, aż nadto oficjalnie i beznamiętnie. Także sfera mentalna opowiadań, w moim mniemaniu, pozostawia wiele do życzenia. Myśli oraz kwestie, których podejmuje się autor, są poprowadzone w sposób bardzo poważny, a ostateczne konkluzje nie zmuszają do przemyśleń. Najczęściej są oczywiste (przynajmniej dla osób, które na co dzień podejmują refleksje).

W opowiadaniach dużą rolę odgrywają wartości oraz postulaty chrześcijaństwa. Bohaterowie Alfreda Budzyńskiego często o nich rozprawiają, dochodząc do wniosku, że są one najistotniejsze w życiu człowieka, a podążanie drogą wyznaczoną przez Kościół jest bardzo dobrym sposobem, by stać się dobrym człowiekiem oraz żyć szczęśliwie. Nie żebym się nie zgadzał z tymi poglądami, albo żebym negował wartości Kościoła, jednak uważam, że przedstawiane zostały one w utworze w sposób zbyt nachalny, co zdecydowanie utrudnia ich odbiór.


2/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 11 października 2014

103. Jack Sharp "Mężczyzna z tatuażem"

Kilka lat temu dużą przyjemność upatrywałem w czytaniu powieści sensacyjnych. Z czasem, pod wpływem różnych czynników, uległo to zmianie. Dziś praktycznie po nie nie sięgam, jednak, dla powieści Jacka Sharpa "Mężczyzna z tatuażem" postanowiłem zrobić wyjątek. Czy słusznie? Zapraszam do recenzji.

Główny bohater powieści, z zawodu dziennikarz, Paul Lemaitre podczas wygranej wycieczki do Portugalii, staje się świadkiem zrzucenia nieznanego mężczyzny, z klifu Cabo de Roca, w przepaść. Wiedziony dziennikarskim instynktem, na własną rękę, rozpoczyna śledztwo, które ma nie tylko wyjaśnić tajemnicze przestępstwo, ale także odratować Jego pogarszające się relacje z przełożoną, Gabriellą Pelugi, a także zapewnić rozgłos, czyniący go bardzo wziętym i szanowanym dziennikarzem. Śledztwo, które początkowo zdaje się tkwić w martwym punkcie - brak szczegółowych informacji o mężczyźnie, punktów zaczepienia oraz radykalne osłabienie relacji z przełożoną, co zaowocowało przymusowym przejściem na bezpłatny urlop, z czasem niespodziewanie przyśpiesza. Paul Lemaitre, by odkryć prawdę o morderstwie nieznanego mężczyzny, mimochodem odkrywa prawdę o czymś innym - wstrząsających wydarzeniach sięgających czasów II wojny światowej, które, za wszelką cenę, między innymi Watykan, stara się zatuszować.

W poszukiwaniu informacji główny bohater przemierza Europę, w tym Polskę i Niemcy, a nawet kraje Ameryki Południowej - Argentynę i Chile. Niemal każda Jego podróż to nie tylko garść nowych informacji, przybliżających go do poznania prawdy, ale także kolejne ofiary - osoby, z którymi Lemaitre współpracuje, nawet potajemnie, szybko zostają zamordowane. Ale niebezpieczeństwo dotyka także osobiście bohatera - zostaje porwany przez neonazistów, a Jego żona, Jacqueline, prawie staje się ofiarą tajemniczego mężczyzny. Jednak, na przekór osobom dążącym do zlikwidowania niewygodnego dziennikarza, po stronie Paula staje enigmatyczny mężczyzna, który, choć pomaga mu systematycznie, ujawnia się dopiero pod koniec powieści.

Do lektury "Mężczyzny z tatuażem" podchodziłem dosyć niepewnie. Okładka (która po zapoznaniu się z treścią zyskuje) bynajmniej mnie nie zachęcała, a opis, zapewniający, że nie ma co liczyć na szczegółowe opisy bohaterów oraz ich portrety psychologiczne, skutecznie odstraszał. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, książka bardzo szybko, ledwo po kilku stronach, wyraźnie mnie zaciekawiła. Faktycznie, w powieści próżno szukać tego, czego oczekuję od literatury - prawdy o człowieku, o świecie, zapewnia to, co także w niej cenię - ucieczkę od codzienności. Wystarczy chwila lektury, by dać się zaintrygować wykreowanej przez Jacka Sharpa rzeczywistości, nie potrafiąc się od niej oderwać. Autor bardzo umiejętnie buduje atmosferę grozy oraz, za sprawą panującej niepewności, spowodowanej niespodziewanymi zwrotami akcji oraz licznymi ślepymi tropami, których podejmuje się bohater, wodzi czytelnika za nos, ciągle podsycając Jego ciekawość. Pojawiające się wciąż nowe fakty, poszlaki oraz bohaterowie, sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko, zachłannie pochłaniając rozdział za rozdziałem.

Odbierając głównemu bohaterowi osobliwość - nie poświęcając mu rozległych opisów Jego charakteru, przeszłości oraz charakterystycznych zachowań, autor powinien wykreować postać niewyrazistą. Jednak, co jest dla mnie zdecydowanie frapujące, udało mu się stworzyć postać, która przykuwa dużą uwagę odbiorcy. I choć fabuła nie skupia się na nim, uwypuklając przede wszystkim rozwój akcji, między czytelnikiem a głównym bohaterem tworzy się charakterystyczna więź, nacechowana sympatią.

Choć początkowo do "Mężczyzny z tatuażem" podchodziłem sceptycznie, to muszę przyznać, że dawno nie czytałem nic tak porywającego. Powieść czyta się praktycznie jednym tchem, a lekturze towarzyszy ciągłe napięcie oraz ciekawość. Zdecydowanie warta polecenia.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

poniedziałek, 6 października 2014

102. "Słowa i światy" - rozmowy Janiny Koźbiel

http://www.jankawydawnictwo.pl/ph/Slowa_i_swiaty_rozmowy_Janiny_Kozbiel.jpgWielokrotnie powtarzałem, że niezmiennie od lat jestem zainteresowany środowiskami artystycznymi. Zwłaszcza związanymi ze słowem pisanym. I tak, za sprawą tejże sympatii, sięgam po biografie pisarzy, relacje z ich życia, pamiętniki oraz wspomnienia. Od niedawna zacząłem także czytać wywiady, między innymi przeprowadzane przez Janinę Koźbiel, zebrane w książce "Słowa i światy".

Janina Koźbiel, urodzona w Knyszynie, absolwentka filologii polskiej i podyplomowego dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, jest dziennikarką, redaktorką oraz nauczycielką. Pracowała etatowo w "Tygodniku Kulturalnym", a także publikowała reportaże i wywiady w m.in. "Literaturze", "Kobiecie i życiu" oraz "Polityce". Wyróżniona została Nagrodą im. Tadeusza Nocznickiego.

"Słowa i światy" to zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Janinę Koźbiel z ludźmi, którzy na co dzień obcują ze słowem pisanym. Przeprowadzone zostają rozmowy z nie tylko pisarzami czy poetami, ale także z językoznawcami. Rozmowy odbywane zostają z m.in.  Wiesławem Myśliwskim, Dorotą Masłowską, Janem Miodkiem, Piotrem Ibrahimem Kalwasem, Marianem Pilotem oraz Andrzejem Turczyńskim. 

Przeprowadzane wywiady dotyczą przede wszystkim procesu tworzenia, emocji, jakie mu towarzyszą, a także roli pisarza oraz poety w dzisiejszych czasach. Za sprawą szerokiego grona twórców, możemy zapoznać się z bardzo rozbieżnymi opiniami - jedni, na przykład Piotr Ibrahim Kalwas, nie traktują pisarstwa w sposób magiczny, nie czując się artystami, zaś na przeciwko ich przekonaniom wychodzą inni twórcy, twierdząc, że pisanie jest dla Nich czymś wyjątkowym, czymś w rodzaju sacrum, ucieczki. Penetrując głębiej ten temat, starając się przybliżyć czytelnikowi jak najdokładniej proces tworzenia, Janina Koźbiel rozmawia z artystami także o ich inspiracjach, warsztatach pisarskich, powiązaniach rozwiązań literackich z życiem prywatnym oraz ideami.

Recenzowana pozycja zachwyca przede wszystkim wielowymiarowością. Przeprowadzane rozmowy to nie tylko vademecum z procesu tworzenia, ale także rozległe źródło informacji o słowach, twórcach oraz szeroko pojętej kulturze. Bohaterowie wywiadów, za sprawą rzetelnie postawionych pytań, opowiadają nie tylko o swoich podnietach literackich oraz upodobaniach, ale także o prywatnych poglądach (nie tylko na kwestie literackie), tradycjach, przekonaniach religijnych (m.in. w szalenie ciekawej rozmowie z Piotrem Ibrahimem Kalwasem) oraz opiniach na dzisiejszą sztukę i świat. Konwersacje przeprowadzane są na bardzo wysokim poziomie, aczkolwiek zadawane pytania, jak i odpowiedzi, nie trącą patetycznością. Brzmią zaś bardzo naturalnie.

Najbardziej przypadły mi do gustu trzy rozmowy - z Dorotą Masłowską "Mniej człowieka w człowieku", gdzie zostają omawiane takie kwestie jak ewolucja języka oraz tożsamość językowa, z przytoczonym wyżej Piotrem Ibrahimem Kalwasem "W poszukiwaniu domu" oraz z Janem Miodkiem "Pokaż mi swój język". Jestem pod dużym wrażeniem tych rozmów - płynie z nich duża mądrość dotycząca języka, która, jeśli tylko czytelnik wykaże wole rozwoju, może okazać się przydatna (dlatego z mojego egzemplarz, po lekturze, wystaje mnóstwo zakładek).

"Słowa i światy" to zdecydowanie obowiązkowa pozycja dla wszystkich czytelników, którzy, oprócz obcowania ze słowem pisanym, odnajdują także przyjemność w przyglądaniu się procesowi tworzenia oraz artystom. W wywiadach Janiny Koźbiel upatruję także inne zadanie - popularyzacje dzieł młodych pisarzy, z którymi zostały przeprowadzone wywiady. 

6/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 4 października 2014

101. John Geddes "Najemnik"

Bardzo rzadko sięgam po literaturę dotyczącą wojny. Nie należy ona do obszarów moich zainteresowań. I nie dlatego, że razi mnie swoją brutalnością (choć to prawda). Nie zajmuję się nią, gdyż bardzo często pozycje traktujące o niej są bardzo schematyczne, pełne dat oraz suchych faktów. Jednak, gdy tylko pojawiła się okazja, by przeczytać "Najemnika" Johna Geddesa, bez zwątpienia po nią sięgnąłem. 

John Geddes jest byłym chorążym w SAS, obecnie pracujący jako najemnik. Przed wstąpieniem do wojska, co ciekawe, Geddes pragnął zostać aktorem, wobec czego poczynił nawet odpowiednie kroki - uczęszczał do szkoły teatralnej. Jednak, doszedł do wniosku, że wojsko pomoże udoskonalić mu kunszt aktorski. I w ten sposób znalazł się w szeregach wojskowych.

Zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony bezbronnym ludziom, choć często bardzo wpływowym, w jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na ziemi, w Iraku, zdecydowanie nie jest łatwe i przyjemne. Jednak, każdego dnia, niczym chlebem powszednim, zmaga się z tym John Geddes. Jego praca, choć dochodowa, to codzienna walka o przetrwanie, igranie ze śmiercią. Podróżowanie "autostradą do piekła", którą przejeżdża systematycznie wraz ze swoimi klientami, jest niczym igranie ze śmiercią. Brzmi strasznie? Może. Ale to jest właśnie praca Johna Geddesa i wielu innych najemników, o których w tej książce jest mowa.

Zabierając się za lekturę recenzowanej pozycji miałem wrażenie, że zabieram się za biografie autora. I pierwsze strony na to wskazywały. Jednak, bardzo szybko z treści skupionej na jednej postaci, Johnie Geddesie, zaczęły się wyjawiać nowe obrazy - ogólny zarys  konfliktu w Iraku, kultura i zasady życia w tym kraju, mentalność mieszkańców, jak i angielskich oraz amerykańskich żołnierzy, historia religii, codzienne życie obywateli. Książkę zatem nie traktowałbym w kategoriach tylko dotyczących najemników oraz wojny, ale jako ogólne wprowadzenie w obcą Nam, ludziom zachodu, kulturę arabską i konflikt w Iraku.

Wyżej wymieniona szeroka płaszczyzna tematyczna zdecydowanie dobrze świadczy o "Najemniku". Ale nie tylko ona. Zachwyca także sposób w jaki autor przedstawia wybrane przez siebie tematy. Czytając książkę odnosiłem wrażenie, że czytam dobrze skonstruowaną powieść, od której nie sposób się oderwać. John Geddes, ku mojej uciesze, nie proponuje czytelnikowi tuzinów sztywnych faktów, dat oraz opisów przepełnionych wojenną terminologią, tylko przedstawia historie w sposób bardzo luźny, wręcz niezobowiązujący.

Najciekawszym aspektem książki okazały się dla mnie opisy trudu dziennikarzy i filmowców, którzy podejmują wyzwanie pracy na terenach, gdzie toczy się wojna. Okazuje się, że dla własnego bezpieczeństwa, paradoksalnie, w jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie, nie noszą ze sobą żadnej broni. I między innymi dla nich, narażając własne życie, pracują najemnicy.

Należy także wspomnieć, że treść została dopełniona fotografiami, przedstawiającymi sytuacje, z jakimi każdego dnia spotykają się najemnicy. Mowa tutaj o amerykańskich wojskach, wyposażeniu żołnierzy, zniszczonych budynkach oraz rebeliantach.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.