środa, 24 września 2014

97. Piotr Kulpa "Mroczne siedlisko"

Nie ukrywam, że dosyć duże znacznie ma dla mnie okładka. Nie przywiązuję do niej bardzo dużej uwagi, jednakowoż przy wyborze lektury jest istotna. Z przyjemnością sięgam po pozycje, które, niczym klamra, spina ciekawa, niebanalna okładka. I właśnie w ten sposób, zahipnotyzowany i zaintrygowany nią, sięgnąłem po "Mroczne siedlisko" Jana Kulpy.

Jan Kulpa, autor dwóch powieści familijnych "Ciepełko" oraz "Hala i Bas", zajmuje się nie tylko prozą, ale pisze także wiersze, dramaty oraz piosenki. Jest frontmanem zespołu meakulpa. Prowadzi amatorski teatr Trupa Propaganda. Mieszka w Bełchatowie.

Główny bohater, Tymoteusz Smuta, przeprowadza się do tytułowej wsi Wisioły, do odziedziczonej po dziadkach chałupy. Przeprowadza się wraz z żoną Magdą, która zamierza otworzyć tam gabinet dentystyczny oraz z synem Czarusiem, którego zamierzają posłać do lokalnej szkoły. Rodzina w przeprowadzce pokłada duże nadzieje - liczą na ucieczkę w głuszę od zgiełku miast, Tymoteusz zamierza oddać się swojej pasji artystycznej - rzeźbieniu, a pociecha rodziny, w mniemaniu rodziców, w końcu, po kilku latach, odzyska mowę. Na początku wszystko wskazuje na to, że życie na sielskiej wsi przyniesie same korzyści. Jednak, z czasem, wszystko zaczyna toczyć się zupełnie inaczej, niż powinno. Mieszkańcy wsi okazują się inni niż w wyobrażeniach głównych bohaterów, a ich zwyczaje i praktyki, delikatnie mówiąc, zatrważają rodzinę Tymoteusza Smuty.

Powieść rozpoczyna się od prologu, w którym, w nie do końca jasnych okolicznościach, poznajemy głównego bohatera, Tymoteusza Smutę. Znajduje się on w barze "U grubej Stefy"z pętlą sznura zawieszoną na szyi. Zauważa, że zarówno obsługa, jak i klienci baru, rozpoznają go, a On, przestraszony i zdezorientowany, nie potrafi sobie przypomnieć niczego z przeszłości.

Piotr Kulpa, śladami wielu pisarzy, którzy w ostatnim czasie dogłębnie penetrują wiejskie tereny i ludność, osadził akcje swojej powieści na wsi. Dogłębnej analizie poddał mieszkańców wsi Wisioły, przedstawiając ich zwyczaje, tradycje, ludowe wierzenia oraz zabobony. Dużą zaletą recenzowanej pozycji są interesujące portrety psychologiczne bohaterów, Tymoteusz, choć na pierwszy rzut oka przykładowy ojciec i mąż, ciągnie za sobą duży wóz niejasnej i ciężkiej przeszłości, Od lat zmaga się z alkoholem, uczęszczając na spotkania AA, a także jest winien niepełnosprawności Karoliny, którą potrącił w wyniku prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwym. Także Jego syn, dziewięcioletni Czaruś, nosi znamiona choroby taty. Chłopiec przestał się odzywać i zamknął się w sobie kilka lat temu, gdy, podczas nieobecności matki, został definitywnie zaniedbany przez swojego ojca, a także był świadkiem wyżej wymienionego wypadku. Teraz, choć wszystko na pozór wróciło do normy, i mimo licznych starań Tymoteusza, Czaruś nie może nabrać zaufania do ojca, permanentnie traktując go jak powietrze. Interesujące są także portrety psychologiczne innych postaci, takich jak Karol Lipert (ojciec potrąconej dziewczyny) czy Gajgaro Bargieł.

Dużo do życzenia pozostawia natomiast akcja powieści. Jej tempo jest bardzo niestabilne: raz przebiega bardzo szybko, wciąga czytelnika niemal w trans, by za chwilę, momentalnie, zwolnić i toczyć się niezwykle nieśpiesznie, Ponadto akcja jest bardzo, powiedziałbym nawet za bardzo, szeroka, Duży wpływ na jej kształt mają niemal wszyscy bohaterowie, przez co mamy do czynienia z dużym przerostem informacji, Lekturą utrudniają także liczne wątki poboczne - wspomnienia głównego bohatera z terapii alkoholowej, z Jego dawnego miejsca pracy, z wypadku, historia ojca Karoliny, Karola Liperta (Jego problemy z żoną, a także poszukiwania winnego niepełnosprawności swojej jedynej córki), relacje Czarka z nowym, szkolnym otoczeniem i wiele innych. Odnosi się wrażenie, że wszystko, akcja powieści, jej tempo i sens, są bardzo rozmyte i naciągane. Wszystko to sprawia, że główny wątek traci swą moc, a czytelnik może poczuć się zdezorientowany i przytłoczony,

Muszę się także odnieść do kwestii, która mnie osobiście najbardziej zainteresowała. Zgodnie z informacją zawartą na okładce, niniejsza książka powinna być powieścią grozy. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, strach i napięcie, które powinna u odbiorcy wywołać podczas lektury w ogóle się u mnie nie pojawiły. Jedyną sceną, która rzeczywiście miałaby szansę wprawić w osłupienia, a być może i przerażenie, czytelnika, to z scena z lasu, w którym Magda, Tymoteusz i Czarek byli świadkami niecodziennych praktyk nad zwłokami dziadków głównego bohatera.

Nie jestem pewny, czy sięgnę po drugi tom tejże powieści, a także, czy warto ją polecać. Jednak, jeżeli nie macie wygórowanych oczekiwań, to z ręką na sercu polecam niniejszą książkę. W sam raz na jedno deszczowe popołudnie,

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

7 komentarzy:

  1. Ta okładka mnie też zaintrygowała!
    Zaskoczyłeś mnie tą opinią. Spodziewałam się, że lepiej ocenisz tę książkę. Mam nadzieję, że moje wrażenia będą nieco inne. Choćby dlatego, że lubię wielowątkowość. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już tak wiele opinii o tej książce, że już sama nie wiem czy ją czytać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka jest przerażająca. Kurczę, szkoda, że cała historia już jednak znacznie mniej przeraża, liczyłam po cichu na ciarki i gęsią skórkę. Zobaczymy, może mnie się jednak bardziej spodoba książka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba pierwsa, tak niejednoznaczna recenzja tej książki, jaką czytam. Jestem jej bardzo ciekawa. A okładka jest bardzo mroczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie czytam inne recenzje tej książki i muszę przyznać, że jestem jednym z nielicznych, którym ta książka nie spodobała się w 100%.

      Usuń
  5. Łoł, ładnie skwitowane :D Powieści grozy często nie są powieściami grozy, ale co poradzić? Może to też kwestia ilości "strasznych" historii, które już znamy i zawyżenia poprzeczki? Mnie lektura nie przekonuje, może dlatego, że jest polska? Nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  6. O, słyszałam o tej ksiązce sporo, ale poprzedni recenzent był zachwycony :) teraz to ja się jednak zastanowię, czy sięgnę...

    OdpowiedzUsuń