Przejdź do głównej zawartości

96. Nathan Belofsky "Jak dawniej leczono"

Jak dawniej leczono - KsiążkiHistoria nie musi być nudna. Zdecydowanie. Nie musi być wyniosła, sztywna oraz patetyczna. Nie musi być szeregiem nic nie mówiących dat oraz suchych faktów. Może być szalenie interesująca, a nawet i zabawna. Właśnie w ten, niezwykle ciekawy, sposób Nathan Belofsky, autor niniejszej książki, oprowadza czytelnika po przeszłości medycyny, która, paradoksalnie, częściej szkodziła, niż pomagała.

Książka "Jak dawniej leczono" została podzielona na cztery rozdziały: "Narastający ból", "Medycyna średniowieczna", "Epoka tak zwanego "odrodzenia"" oraz "Era "medycyny heroicznej"". W każdym z rozdziałów, według porządku chronologicznego, od starożytności do XIX wieku,  poznajemy powszechnie panujące koncepcje medyczne. Przywołani zostają liczni uczeni, znani lekarze, cenieni myśliciele, a także zasady leczenia oraz obowiązujące przy tym zwyczaje.

Wśród podanych sposobów walki z bólami i chorobami zdecydowanie intryguje kwestia radzenia sobie z bólami zębów. Historyk Pliniusz Starszy zalecał nacieranie ust lewym zębem hipopotama oraz zjadanie popiołu ze spalonego wilczego łba. Ot, cała recepta na bóle w jamie ustnej. Z kolei w średniowieczu, profesorowie medycyny z Sorbony, poproszeni przez króla Francji Filipa VI, w 1348 roku, mieli za zadanie wyjaśnić przyczyny masowych śmierci spowodowanych epidemią dżumy. Ci, po dokładnych badaniach, stwierdzili, że jest to wina niekorzystnego układy trzech planet w znaku Wodnika. Sama astrologia, wedle opinii uczonych, pod koniec średniowiecza miała nieopisany wpływ na ludzkie zdrowie i sposoby leczenia. Właśnie ona ustalała tok leczenia oraz jego procedurę, a także uściślała, kiedy można wykonać daną operację.

Inną średniowieczną zasadą, w moim mniemaniu słuszną, było wkraczanie do pokoju chorego z "wesołą miną", a także sugerowanie mu, że Jego sytuacja wygląda lepiej, niż mu się wydawało.

W przeszłości dużą popularnością cieszyły się publiczne sekcje zwłok oraz operacje, które wykonywano na całkowicie przytomnych pacjentach. Zabiegi, zamiast w bezpiecznych salach operacyjnych, przeprowadzane były w wielkich salach widowiskowych, na wyraźne życzenie protestujących tłumów. Lekarze, przeprowadzający zabieg, opisywał zebranym charakter operacji, po czym otrzymywał oklaski. Oczywiście, by móc uczestniczyć w takim wydarzeniu, należało zakupić bilet.

Inną ciekawą informacją jest fakt, że dziewiętnastowieczni lekarze wzbraniali się przed dotykaniem, a nawet przyglądaniem się, pacjentom. Kobiety w trakcie badań przeważnie były w pełni odziane, a diagnozy stawiało się na podstawie opowiadań pacjentki oraz "badania Jej oblicza". Na początku XIX wieku jedynie pięciu lekarzy (!!!) w całym Paryżu badało przez dotyk.

 "Jak dawniej leczono", mimo swoich niewielkich wymiarów, to rzetelne kompendium informacji z zakresu przeszłości medycyny. Sięgając po recenzowaną książkę oczekiwałem czegoś innego - dokładnych opisów sposobów walki z chorobami w przeszłości, a także ich ewolucji na przestrzeni lat. Liczyłem na rozległe opisy podparte licznymi faktami, a także szerokim spektrum odwołań naukowych. Jednak, koncepcja autora - by zapoznać czytelnika z wieloma (bardzo wieloma!) faktami, za pomocą bardzo lapidarnych informacji, zdecydowanie przypadła mi do gustu. Dzięki niej możemy stworzyć ogólny zarys dawnej medycyny w bardzo krótkim czasie. Treść, mimo licznych (ale także skrótowych) odwołań historycznych, bynajmniej nie nuży. Wręcz przeciwnie... z każdą kolejną stroną odczuwa się coraz większą ciekawość, a każdy nowy rozdział przynosi kolejne ciekawe informacje. Książka została napisana bardzo przystępnym językiem, a w jej treści próżno szukać niezrozumiałej medycznej terminologii, która utrudniałaby lekturę.

Recenzowana pozycja wzbudzała we mnie dwa, skrajnie różne, emocje: lęk i radość. Niektóre sposoby walki z chorobami rozbawiały, tak jak wymienione wyżej leczenie bólu zęba za pomocą zęba hipopotama, inne, naprawdę mocno, przerażały (choćby stosowanie żegadła do cucenia ze śpiączki oraz leczenia bólu głowy i udarów słonecznych). Z wielkim przejęciem, co mi się rzadko zdarza, opowiadałem znajomym o niniejszej książce, gorąco ją polecając.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

Komentarze

  1. Plomby z mchu - brzmi prawie jak sci-fi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie są moje klimaty, ale moja mama coś takiego lubi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypuszczam, że to książka pełna różnych ciekawostek, o których nie miałam pojęcia. Jestem zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
  4. To musi być wspaniała książka! Chcę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O rajuniu!
    Co za fascynująca książka. "nacieranie ust lewym zębem hipopotama oraz zjadanie popiołu ze spalonego wilczego łba" - wzbudza to we mnie dośc skrajną konsternację....a "lekarze, przeprowadzający zabieg, opisywał zebranym charakter operacji, po czym otrzymywał oklaski." - niczym dzisiejsze reality show. Jak widać, od dawna krojenie ludzi "na ekranie" masowo kusiło widzów. Tylko że w ówczesnych czasach pozwolić sobie na to mogli jedynie ci zamożniejsi, nie to co dziś... ;) Przeczytałabym. Naprawdę brzmi ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialna pozycja, naprawdę, takie niecodzienne kompendium wiedzy. Już sam motyw oglądania na żywo wykonywanych operacji mnie przeraża:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz