poniedziałek, 29 września 2014

100. English Matters nr 48/2014

http://3.bp.blogspot.com/-kdvd4n7l6NA/VAcOzBWkxLI/AAAAAAAAJ6Q/meCVUUVRMJ4/s1600/em-48_www.jpgNareszcie. Nareszcie nastał dzień, kiedy mogę rozsiąść się wygodnie w fotelu, wziąć do ręki, znany wszystkim sympatykom języka angielskiego, magazyn English Matters i rozszerzyć swoje możliwości w zakresie języka angielskiego, bez dużego nakładu pracy. Brzmi kusząco? Zatem zapraszam do poniższej recenzji.

English Matters to bardzo popularny i lubiany dwumiesięcznik, tworzony przez brytyjsko-polki zespół. Odbiorcami magazynu są osoby zainteresowane językiem angielskim, które pragną nie tylko poznać nowe słownictwo i gramatykę, ale także praktykować swój język, gdyż artykuły pisane są w języku angielskim. 

Magazyn rozpoczyna rubryka This and That, w której zapoznać możemy się z garścią różnych informacji, a także z wskazówkami językowymi. I tak, za sprawą bardzo lapidarnego tekstu, możemy przeczytać między innymi o SLI, czyli specyficznym zaburzeniu językowym, dotykającym aż 7% dzieci w przedszkolnym wieku.Tekst został opatrzony krótkim słownikiem, ułatwiającym jego zrozumienie. 

Dział "People and Lifestyle" rozpoczyna artykuł traktujący o popularnym piosenkarzu - Bruno Marsie. Z tekstu płyną informacje dotyczące Jego drogi do sławy, ale także, co ważniejsze, liczne informacje gramatyczno-leksykalne. Artykuł został urozmaicony bardzo praktycznym słowniczkiem,  z którego można przyswoić naprawdę dużą liczbę słów, nie tylko tych popularnych i często używanych. Interesująca jest także analiza piosenki "Grenade", zawierająca różne ciekawostki - angielskie przysłowia, synonimy itp. 

Następny, okładkowy, artykuł, dotyczący oszczędzania, o ile pod względem leksykalnym jest interesujący, to jego płaszczyzna merytoryczna do mnie nie przemawia. Ostatni artykuł z działu "People and Lifestyle" o, dla kobiet interesującym tytule, "More than Shoes", podobnie jak w przypadku poprzedniego, zainteresował mnie słownictwem i gramatyką, natomiast płynące z niego informacje przyswoiłem mimochodem (podobnie jak artykuł z działu Technology). O wiele ciekawszy okazał się dla mnie wywiad "The Secret of Immortality", dotyczący powieści, jak i samej osoby, Jane Austen. Artykuł z działu Travel, dotyczący miejscowości Bath, przypadł mi najbardziej do gustu, gdyż tematycznie trafił najbardziej w moje zainteresowania.

Wydanie na wrzesień/październik jest moim pierwszym spotkaniem z tym magazynem. Słyszałem o nim wiele rekomendacji, które, ku mojej uciesze, mogę dalej podtrzymać. Jest to rzetelnie prowadzony dwumiesięcznik, który nie tylko rozwija umiejętności językowe, ale także oferuje różne ciekawe informacje w wielu kategoriach, a także, wbrew stereotypom, że przyswajanie języka, ze względu na wymogi czasowe, jest nudne, zapewnia godziwą rozrywkę. Na uwagę zasługuje różnorodność tematyczna, dzięki której po niniejszy magazyn sięgnąć może naprawdę szerokie grono odbiorców. Także sposób w jaki zostaje wydawany zachwyca - artykuły drukowane są na bardzo dobrej jakości papierze, urozmaicany jest ciekawymi fotografiami oraz brak w nim nadmiernej liczby reklam.


5/6 

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

99. Urodzinowy konkurs portalu Sztukater

Zaprzyjaźniony, mam nadzieje, że dobrze Wam znany, portal Sztukater obchodzi urodziny. I z tego powodu, ku radości wszystkich bibliofilii, organizuje konkurs, w którym do wygrania są interesujące książki. A jakie? Oto one:
(1) Dziedzictwo von Becków - Jax Joanna
(2) Gdzie Mól i Rdza - Paweł Pollak
(3) Lokator do Wynajęcia - Iwona Banach
(4) Tysiąc Imion - Wexler Django
(5) Życie Charlotte Bronte - Gaskell Elizabeth
(6) Szczęśliwy Pech - Banach Iwona
(7) Serce Kamienia - Sokół Monika
(8) Gotowe na Zmiany - Śmigielska Krystyna
(9) Błąd w Sztuce. Kryminalna Piła - Opracowanie Zbiorowe
(10) Podróż po Miłość. Emilia - Ponińska Dorota
(11) Zielone Kalosze - Wanda Szymanowska
(12) Artysta Zmartwychwstały - Diaków Renata
(13) Proces - Kafka Franz
(14) Kubuś Fatalista i Jego Pan - Diderot Denis
(15) Układ z Panem Bogiem - Ewa Kopsik
(16) Uciec Przd Cieniem - Ewa Kopsik
(17) Zbyt Krótkie Szczęście - Paweł Pollak
(18) Napisz na Priv - Agnieszka Krawczyk
(19) Szepty - Marek Adamkowicz
(20) Zapiski z Annopola - Bancarzewska Wiesława
(21) Milaczek - Magdalena Witkiewicz
(22) Powrót do Nałęczowa - Bancarzewska Wiesława
  
Zachęcająca wizualizacja:


Zasady konkursu brzmią następująco:
 
*Skomentuj na portalu Sztukater.pl min. 10 artykułów, oceń, 
wdaj się w dyskusję, poleć, zachwal lub zniechęć do lektury!

*Udostępnij konkurs, zachęć do wzięcia udziału rodzinę, znajomych!
*Odpowiedz na proste pytanie:
 
Które urodziny obchodzi Portal Sztukater.pl?
 
*Odpowiedź wyślij na: zapisy@sztukater.pl

Więcej informacji na stronie portalu - tutaj - oraz na facebookowym profilu - tutaj.  

Gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału w konkursie, gdyż sam, z wielką radością, zamierzam to uczynić..

sobota, 27 września 2014

98. Renata Diaków "Artysta zmartwychwstały"

Niezmiennie od dłuższego czasu, trudno przychodzi mi się oprzeć wszelakim pozycjom, które traktują o środowiskach artystycznych. Interesują mnie nie tylko biografie twórców, różnego rodzaju wspomnienia, albumy i relacje z ich życia, ale także powieści, których głównymi bohaterami są artyści. I z tego powodu, zahipnotyzowany okładką oraz opisem książki, sięgnąłem po "Artystę zmartwychwstałego", Renaty Diaków.

"Artysta zmartwychwstały" to powieść skonstruowana na bazie drogi krzyżowej. Główny bohater, którego godności nie dane jest czytelnikowi poznać, jest malarzem, permanentnie poszukującym własnego "Ja". Żyje w komunistycznym kraju, w którym odczuwa brak zrozumienia i sympatii wobec własnej osoby. Niezależnie od statusu materialnego oraz społecznego (raz jest przeciętnym pracownikiem wielkiej korporacji, raz cenionym artystą, by za chwilę stać się bezdomnym pijakiem, a w wyniku spontanicznego wyjazdu na zachód, zwykłym emigrantem), niczym Kordian, bohater Juliusza Słowackiego, zmaga się z bólem istnienia. Towarzyszą mu nie tylko cierpienia psychiczne, spowodowane ponadprzeciętną wrażliwością, ale także fizyczne - za sprawą nadużywania alkoholu (w którym topi swoje smutki) oraz innych zdarzeń losowych (między innymi bójek).

Główny bohater recenzowanej pozycji, za sprawą narracji pierwszoosobowej, przedstawia odbiorcy całe swoje życie, w kolejności chronologicznej, od dnia narodzin, przez dzieciństwo, edukację, aż po dorosłość. Jego portret psychologiczny jest zbudowany na fundamencie, który bardzo często pojawia się w literaturze: niezwykle wrażliwa, a wręcz nadwrażliwa, osobowość, żyje w nieczułym, skamieniałym środowisku. Jednak, ta odmienność została wykorzystana w nieco odmienny sposób, niż zazwyczaj. Bowiem nie próbuje ona zmienić rzeczywistości i całego świata, lecz pragnie dostosować się do niego, pozostając w zgodzie z własnymi przekonaniami i własną naturą.

Recenzowana powieść to przede wszystkim mentalna wędrówka w głąb samego siebie, przepełniona zwątpieniem, nihilizmem, lękiem i obawą. Poszukiwanie sensu życia, a także zrozumienie jego praw, to główny cel, jaki wyznaczył sobie bohater debiutu literackiego Renaty Diaków. Tej wewnętrznej podróży towarzyszy nie tylko, również niezmiennie popularna w literaturze, podróż fizyczna, pozwalająca odkryć własną naturę i prawdę o sobie, ale także alkohol, przelotne romanse, użalanie się nad sobą oraz bezsensowna tułaczka. Jednak, zewsząd panujący nihilizm oraz wielobarwna paleta emocji bohatera, od radości i uniesienia, przez konsternacje i powątpiewanie, po wstręt do świata i samego siebie, bynajmniej nie oddziałują na odbiorcę. Podczas lektury trudno utożsamić się z emocjami panującymi w wykreowanej przez autorkę rzeczywistości, a także z emanującą od głównego bohatera energią. Zatem"Artystę zmartwychwstałego" czyta się ot tak, mimochodem.

Dużym zaskoczeniem okazał się dla mnie język, jakim została napisana powieść. Renata Diaków operuje bardzo wdzięcznie słowem, posługując się zazwyczaj lapidarnymi, aczkolwiek niezwykle trafnymi, zdaniami. Charakteryzuje je ogromna spostrzegawczość oraz przenikliwość, a także niebanalna poetyckość i brak niepotrzebnej wzniosłości.

Należy także wspomnieć o pięknym wydaniu książki. Niesamowita okładka, autorstwa Krystiana Żelazo, zdecydowanie przyciąga uwagę, a rysunki, znajdujące się na początku każdego rozdziału, autorstwa Konrada Zawalonki,  urozmaicają "Artystę zmartwychwstałego", a także stanowią ciekawe dopełnienie treści.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

środa, 24 września 2014

97. Piotr Kulpa "Mroczne siedlisko"

Nie ukrywam, że dosyć duże znacznie ma dla mnie okładka. Nie przywiązuję do niej bardzo dużej uwagi, jednakowoż przy wyborze lektury jest istotna. Z przyjemnością sięgam po pozycje, które, niczym klamra, spina ciekawa, niebanalna okładka. I właśnie w ten sposób, zahipnotyzowany i zaintrygowany nią, sięgnąłem po "Mroczne siedlisko" Jana Kulpy.

Jan Kulpa, autor dwóch powieści familijnych "Ciepełko" oraz "Hala i Bas", zajmuje się nie tylko prozą, ale pisze także wiersze, dramaty oraz piosenki. Jest frontmanem zespołu meakulpa. Prowadzi amatorski teatr Trupa Propaganda. Mieszka w Bełchatowie.

Główny bohater, Tymoteusz Smuta, przeprowadza się do tytułowej wsi Wisioły, do odziedziczonej po dziadkach chałupy. Przeprowadza się wraz z żoną Magdą, która zamierza otworzyć tam gabinet dentystyczny oraz z synem Czarusiem, którego zamierzają posłać do lokalnej szkoły. Rodzina w przeprowadzce pokłada duże nadzieje - liczą na ucieczkę w głuszę od zgiełku miast, Tymoteusz zamierza oddać się swojej pasji artystycznej - rzeźbieniu, a pociecha rodziny, w mniemaniu rodziców, w końcu, po kilku latach, odzyska mowę. Na początku wszystko wskazuje na to, że życie na sielskiej wsi przyniesie same korzyści. Jednak, z czasem, wszystko zaczyna toczyć się zupełnie inaczej, niż powinno. Mieszkańcy wsi okazują się inni niż w wyobrażeniach głównych bohaterów, a ich zwyczaje i praktyki, delikatnie mówiąc, zatrważają rodzinę Tymoteusza Smuty.

Powieść rozpoczyna się od prologu, w którym, w nie do końca jasnych okolicznościach, poznajemy głównego bohatera, Tymoteusza Smutę. Znajduje się on w barze "U grubej Stefy"z pętlą sznura zawieszoną na szyi. Zauważa, że zarówno obsługa, jak i klienci baru, rozpoznają go, a On, przestraszony i zdezorientowany, nie potrafi sobie przypomnieć niczego z przeszłości.

Piotr Kulpa, śladami wielu pisarzy, którzy w ostatnim czasie dogłębnie penetrują wiejskie tereny i ludność, osadził akcje swojej powieści na wsi. Dogłębnej analizie poddał mieszkańców wsi Wisioły, przedstawiając ich zwyczaje, tradycje, ludowe wierzenia oraz zabobony. Dużą zaletą recenzowanej pozycji są interesujące portrety psychologiczne bohaterów, Tymoteusz, choć na pierwszy rzut oka przykładowy ojciec i mąż, ciągnie za sobą duży wóz niejasnej i ciężkiej przeszłości, Od lat zmaga się z alkoholem, uczęszczając na spotkania AA, a także jest winien niepełnosprawności Karoliny, którą potrącił w wyniku prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwym. Także Jego syn, dziewięcioletni Czaruś, nosi znamiona choroby taty. Chłopiec przestał się odzywać i zamknął się w sobie kilka lat temu, gdy, podczas nieobecności matki, został definitywnie zaniedbany przez swojego ojca, a także był świadkiem wyżej wymienionego wypadku. Teraz, choć wszystko na pozór wróciło do normy, i mimo licznych starań Tymoteusza, Czaruś nie może nabrać zaufania do ojca, permanentnie traktując go jak powietrze. Interesujące są także portrety psychologiczne innych postaci, takich jak Karol Lipert (ojciec potrąconej dziewczyny) czy Gajgaro Bargieł.

Dużo do życzenia pozostawia natomiast akcja powieści. Jej tempo jest bardzo niestabilne: raz przebiega bardzo szybko, wciąga czytelnika niemal w trans, by za chwilę, momentalnie, zwolnić i toczyć się niezwykle nieśpiesznie, Ponadto akcja jest bardzo, powiedziałbym nawet za bardzo, szeroka, Duży wpływ na jej kształt mają niemal wszyscy bohaterowie, przez co mamy do czynienia z dużym przerostem informacji, Lekturą utrudniają także liczne wątki poboczne - wspomnienia głównego bohatera z terapii alkoholowej, z Jego dawnego miejsca pracy, z wypadku, historia ojca Karoliny, Karola Liperta (Jego problemy z żoną, a także poszukiwania winnego niepełnosprawności swojej jedynej córki), relacje Czarka z nowym, szkolnym otoczeniem i wiele innych. Odnosi się wrażenie, że wszystko, akcja powieści, jej tempo i sens, są bardzo rozmyte i naciągane. Wszystko to sprawia, że główny wątek traci swą moc, a czytelnik może poczuć się zdezorientowany i przytłoczony,

Muszę się także odnieść do kwestii, która mnie osobiście najbardziej zainteresowała. Zgodnie z informacją zawartą na okładce, niniejsza książka powinna być powieścią grozy. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, strach i napięcie, które powinna u odbiorcy wywołać podczas lektury w ogóle się u mnie nie pojawiły. Jedyną sceną, która rzeczywiście miałaby szansę wprawić w osłupienia, a być może i przerażenie, czytelnika, to z scena z lasu, w którym Magda, Tymoteusz i Czarek byli świadkami niecodziennych praktyk nad zwłokami dziadków głównego bohatera.

Nie jestem pewny, czy sięgnę po drugi tom tejże powieści, a także, czy warto ją polecać. Jednak, jeżeli nie macie wygórowanych oczekiwań, to z ręką na sercu polecam niniejszą książkę. W sam raz na jedno deszczowe popołudnie,

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 20 września 2014

96. Nathan Belofsky "Jak dawniej leczono"

Jak dawniej leczono - KsiążkiHistoria nie musi być nudna. Zdecydowanie. Nie musi być wyniosła, sztywna oraz patetyczna. Nie musi być szeregiem nic nie mówiących dat oraz suchych faktów. Może być szalenie interesująca, a nawet i zabawna. Właśnie w ten, niezwykle ciekawy, sposób Nathan Belofsky, autor niniejszej książki, oprowadza czytelnika po przeszłości medycyny, która, paradoksalnie, częściej szkodziła, niż pomagała.

Książka "Jak dawniej leczono" została podzielona na cztery rozdziały: "Narastający ból", "Medycyna średniowieczna", "Epoka tak zwanego "odrodzenia"" oraz "Era "medycyny heroicznej"". W każdym z rozdziałów, według porządku chronologicznego, od starożytności do XIX wieku,  poznajemy powszechnie panujące koncepcje medyczne. Przywołani zostają liczni uczeni, znani lekarze, cenieni myśliciele, a także zasady leczenia oraz obowiązujące przy tym zwyczaje.

Wśród podanych sposobów walki z bólami i chorobami zdecydowanie intryguje kwestia radzenia sobie z bólami zębów. Historyk Pliniusz Starszy zalecał nacieranie ust lewym zębem hipopotama oraz zjadanie popiołu ze spalonego wilczego łba. Ot, cała recepta na bóle w jamie ustnej. Z kolei w średniowieczu, profesorowie medycyny z Sorbony, poproszeni przez króla Francji Filipa VI, w 1348 roku, mieli za zadanie wyjaśnić przyczyny masowych śmierci spowodowanych epidemią dżumy. Ci, po dokładnych badaniach, stwierdzili, że jest to wina niekorzystnego układy trzech planet w znaku Wodnika. Sama astrologia, wedle opinii uczonych, pod koniec średniowiecza miała nieopisany wpływ na ludzkie zdrowie i sposoby leczenia. Właśnie ona ustalała tok leczenia oraz jego procedurę, a także uściślała, kiedy można wykonać daną operację.

Inną średniowieczną zasadą, w moim mniemaniu słuszną, było wkraczanie do pokoju chorego z "wesołą miną", a także sugerowanie mu, że Jego sytuacja wygląda lepiej, niż mu się wydawało.

W przeszłości dużą popularnością cieszyły się publiczne sekcje zwłok oraz operacje, które wykonywano na całkowicie przytomnych pacjentach. Zabiegi, zamiast w bezpiecznych salach operacyjnych, przeprowadzane były w wielkich salach widowiskowych, na wyraźne życzenie protestujących tłumów. Lekarze, przeprowadzający zabieg, opisywał zebranym charakter operacji, po czym otrzymywał oklaski. Oczywiście, by móc uczestniczyć w takim wydarzeniu, należało zakupić bilet.

Inną ciekawą informacją jest fakt, że dziewiętnastowieczni lekarze wzbraniali się przed dotykaniem, a nawet przyglądaniem się, pacjentom. Kobiety w trakcie badań przeważnie były w pełni odziane, a diagnozy stawiało się na podstawie opowiadań pacjentki oraz "badania Jej oblicza". Na początku XIX wieku jedynie pięciu lekarzy (!!!) w całym Paryżu badało przez dotyk.

 "Jak dawniej leczono", mimo swoich niewielkich wymiarów, to rzetelne kompendium informacji z zakresu przeszłości medycyny. Sięgając po recenzowaną książkę oczekiwałem czegoś innego - dokładnych opisów sposobów walki z chorobami w przeszłości, a także ich ewolucji na przestrzeni lat. Liczyłem na rozległe opisy podparte licznymi faktami, a także szerokim spektrum odwołań naukowych. Jednak, koncepcja autora - by zapoznać czytelnika z wieloma (bardzo wieloma!) faktami, za pomocą bardzo lapidarnych informacji, zdecydowanie przypadła mi do gustu. Dzięki niej możemy stworzyć ogólny zarys dawnej medycyny w bardzo krótkim czasie. Treść, mimo licznych (ale także skrótowych) odwołań historycznych, bynajmniej nie nuży. Wręcz przeciwnie... z każdą kolejną stroną odczuwa się coraz większą ciekawość, a każdy nowy rozdział przynosi kolejne ciekawe informacje. Książka została napisana bardzo przystępnym językiem, a w jej treści próżno szukać niezrozumiałej medycznej terminologii, która utrudniałaby lekturę.

Recenzowana pozycja wzbudzała we mnie dwa, skrajnie różne, emocje: lęk i radość. Niektóre sposoby walki z chorobami rozbawiały, tak jak wymienione wyżej leczenie bólu zęba za pomocą zęba hipopotama, inne, naprawdę mocno, przerażały (choćby stosowanie żegadła do cucenia ze śpiączki oraz leczenia bólu głowy i udarów słonecznych). Z wielkim przejęciem, co mi się rzadko zdarza, opowiadałem znajomym o niniejszej książce, gorąco ją polecając.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 18 września 2014

95. "Życie to podróż, to ocean" z Julią Hartwig rozmawia Artur Cieślar


Otwarcie, choć niechętnie, przyznaje się do tego, że z poezją mam bardzo rzadko do czynienia. Powód? Wiersze należy czytać powoli, podchodzić do nich z dużym bagażem wrażliwości, winni jesteśmy poświęcić im dłuższą chwilę. Niestety, na co dzień nie jestem w stanie wygospodarować dla niej należytego czasu, więc moment, gdy sięgam po tomik wierszy, jest dla mnie chwilą szczególną. Jednak,jestem niezmiennie zainteresowany środowiskami artystycznymi, więc rozmowa Artura Cieślara z damą poezji, Julią Hartwig, okazała się dla mnie pozycją obowiązkową.       

Julia Hartwig - urodzona w 1921 roku w Lublinie. Wybitna poetka, eseistka, tłumaczka. Stypendystka rządu francuskiego w latach 1957-1950. Debiutowała tomikiem wierszy "Pożegnania" (1956). Wykładowczyni na Uniwersytecie Ottawy i Carlton University w Kanadzie.

Artur Cieślar - urodzony w 1967 roku. Filolog, romanista. Pisarz, reportażysta, podróżnik, fotografik. Autor m.in: "Kobiety metafizycznej", "Czarnego kota nocą", "Tajemniczej Wyspy Wielkanocnej", "Wschodu i zachodu. Spotkania".

"Życie to podróż, to ocean" to zapis niebanalnej rozmowy, przeprowadzonej z cenioną polską poetką, Julią Hartwig, przez Artura Cieślara. Rozmowa została podzielona na kilka rozdziałów, w których konwersacja dotyczy innych tematów. Poruszane zostają między innymi takie kwestie jak rola artysty we współczesnym świecie, przemijanie, miłość, wartość podróży, malarstwo, wiara w boga, relacje międzyludzkie itd. Szeroko zostają omawianie początki życia artystycznego poetki - Jej pierwsze wiersze, znajomości z artystami, pierwsze wspomnienia, natchnienia. Autorka wspomina ważne chwile w Jej życiu m.in. wyjazd do Francji oraz podróż do Ameryki Północnej. Rozmowie towarzyszą liczne refleksje dotyczące nie tylko sztuki i spraw egzystencjalnych, ale także życia codziennego.

Recenzowana pozycja to publikacja, która z całą pewnością zachwyca mądrością. Rozmawiający - Artur Cieślar oraz Julia Hartwig, to osoby, które zdecydowanie charakteryzuje dojrzałość. Rozmawiają o sprawach ważnych, jednak, ich konwersacja nie trąci zbędną podniosłością. Rozmowa toczy się w sposób bardzo naturalny i nieśpieszny. Prowadzący rozmowę, Artur Cieślar, nie goni z pytaniami, dokładnie (jeżeli to możliwe) penetruje dany temat, a Jego zagadnienia są pozbawione schematyczności. Konwersacja nie jest prowadzona na sztywnej zasadzie pytanie-odpowiedź, a ma charakter bardziej intymny, kameralny. Zagłębiając się w rozmowę, zapomina się o tym, że jest prowadzona na zasadzie rozmowy-rzeki, a odnosi się wrażenie, że jest to inteligentna dyskusja dwóch, długo się znających, przyjaciół.

Dodatkiem, doskonale dopełniającym treść, są interesujące fotografie Juli Hartwig, a także, często pojawiające się, fragmenty Jej wierszy.

 5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 13 września 2014

94. Michał Koliński "Święty od ćpunów"

http://www.jankawydawnictwo.pl/ph/michal_kotlinski_swiety_od_cpunow.jpgNarkomania. Temat niezmiennie popularny w literaturze. Półki w księgarniach i bibliotekach uginają się pod ciężarem związanych z tym tematem pozycji - powieści, wspomnień, zapisów, biografii, różnego rodzaju poradników oraz książek popularnonaukowych. Wśród bogatej oferty czytelniczej, zawsze wybieram te pozycje, które pozwolą, choć spróbować, zagłębić się w świadomości osób uzależnionych. I właśnie z tego powodu, postanowiłem sięgnąć po powieść Michała Kotlińskiego, o intrygującym tytule "Święty od ćpunów".

Michał Kotliński, urodzony w 1985 roku, jest mieszkańcem Olsztyna. Ukończył studia licencjackie z dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Zadebiutował w 2008 roku książką "Miłość zwija się w bibułkę", za którą otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie na powieść dla młodzieży wydawnictwa TELBIT. 

Na recenzowaną książkę Michała Kotlińskiego składają się trzy, z pozoru niewiążące się ze sobą, opowiadania. Tytułowe opowiadanie - "Święty od ćpunów" traktuje o Kruku, głównym bohaterze, Jego uzależnieniu od marihuany, ale także o Jego relacjach z otaczającą go rzeczywistością oraz innymi postaciami. Bohater jest artystą, zajmującym się słowem pisanym (między innymi pisze teksty piosenek dla raperów). Jednakowoż,  Kruk jest przede wszystkim ostoją, oparciem, a także, co czytelnik może wywnioskować z treści, czymś w rodzaju bytu wyższego, nieucieleśnionego, aczkolwiek niezmiennie ważnego, dla wszystkich narkomanów. Towarzyszy im zazwyczaj wtedy, kiedy starają się uciec od codzienności, za sprawą używek, a także w sytuacjach wymagających pomocy duchowej. Za sprawą tej enigmatycznej obecności, w jednym opowiadaniu, poznajemy szereg postaci, uzależnionych od narkotyków oraz ich powody, dla których sięgają po używki.

Bohaterowie drugiego opowiadania, "A. i E.", pochodzący z zamożnych domów, z podobnych powodów, porzucają wygodne i dostanie życie, przeprowadzając się.... na wysypisko śmieci. Tam, w miejscu, które Nam, ludziom XXI. wieku, kojarzy się z marginesem cywilizacji, prowadzą życie na bazie tego, co społeczeństwo uznało za niepotrzebne, zbędne i nienadające się do użytku. A także na bazie własnych wartości oraz przekonań. Pewnego dnia Adam, bohater opowiadania, odnajduje na wysypisku wymięty zeszyt, w którym zapisana jest historia ich życia.... kto i w jakim celu ją spisał? Tego czytelnik winien jest domyślić się samodzielnie

Z kolei trzecie opowiadanie, o intrygującym tytule "Igła", to zapis z życia Józka, głównego bohatera, w którym dominuje rutyna i przypadek. Józek jest z wykształcenia teologiem, a na co dzień prowadzi antykwariat. Swój czas spędza głównie na czytaniu książek oraz słuchaniu muzyki. Przynajmniej od poniedziałku do piątku, gdyż w weekend, wraz ze swoim przyjacielem Andrzejem, wybywa na podbój Olsztyńskich klubów. Jest jednak coś, co przełamuje tą rutynę - tajemniczy sen, powracający w każdą sobotnią noc...

"Święty od ćpunów" to zdecydowanie niebanalna pozycja. Jestem pod dużym wrażeniem kunsztu pisarskiego autora, który pozwolił mu na ciągłe utrzymywanie czytelnika w niepewności, a także w swoistym lęku i obawie. Powieść została napisana dojrzałym, niekiedy wulgarnym, pełnym ironii i wyolbrzymień, a także oryginalnych porównań i metafor, językiem. Michał Kotliński wykreował niebanalne postacie, pełne sprzeczności, osobliwych pragnień i cech, a umiejscowił je w rzeczywistości niezmiernie schematycznej i codziennej. Bohaterowie powieści, choć niejednoznaczni, dziwni i, mówiąc kolokwialnie, pokręceni, żyją w świecie, który pod każdym względem przypomina Nasz. W recenzowanej pozycji nie brak złotych i cennych refleksji, myśli, uwag dotyczących codziennej egzystencji, a także spraw metafizycznych. Bohaterowie toczą dyskusje dotyczące istnienia siły wyższej, powątpiewając w Boga, sensu życia oraz wartości.

Istotnym elementem opowiadań jest zewsząd panujący nihilizm. Bohaterowie Kotlińskiego to postacie noszące w sobie niewyczerpane złoża żalu, bólu i tęsknoty. Podważają wszystkie cele i prawdy, marząc jedynie o ucieczce oraz o byciu kimś innym. Permanentnie mocują się z otaczającą rzeczywistością, a także, nienazwanym wewnętrznym bólem.

Opowiadania są przepełnione licznymi alegoriami i symbolami, których odczytanie leży w gestii czytelnika. Należy także wspomnieć, że mają one formę otwartą - autor nie przedstawia ich sensu odbiorcy wprost . Należy do niego dojść samodzielnie. Drogą własnych refleksji.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

środa, 10 września 2014

93. Stosik - wrzesień 2014

Śmiało można powiedzieć, że coroczna bitwa, tocząca się między latem a jesienią, właśnie ma miejsce. Poranki zaczęły się robić coraz chłodniejsze, dni coraz krótsze, a w okno częściej pukają krople deszczu. I słońce, choć jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa, rzadziej do Nas dociera z taką mocą, jaką do niedawna jeszcze docierało. By przetrzymać i przejść spokojnie tą walkę, można zrobić tylko jedno - zagłębić się w lekturze. I właśnie z tego powodu, rozpocząłem miesiąc z poniższymi tytułami:


Egzemplarze recenzenckie od Sztukatera:

1. "Artysta zmartwychwstały"  Renata Diaków
2. "Życie To Podróż, To Ocean Z Julią Hartwig Rozmawia Artur Cieślar
3. "Jak dawniej leczono" Nathan Belofsky
4. "Słowa i światy"  Janina Koźbiel
5. "Święty od ćpunów" Michał Kotliński
6. "Z pamięci" Alfred Budzyński
7. "Najemnik" John Geddes
8.   " Pan Na Wisiołach. Mroczne Siedlisko" Piotr Kulpa
9. "Mężczyzna z tatuażem" Jack Sharp


 Książki wygrane w konkursie, a także zakupy własne:

1. "Emocjany wybrane" Katarzyna Grzyb
2. ("Otwórz oczy, zaraz świat" Mateusz Czarnecki - recenzja  (egzemplarz recenzencki)
3. "City Dharmakaja" Bogusław Duch
4. "Promienie życia" Teresa Irena Strycharz
5. "Pieśni bez nut" Jacek Różycki-Robinson
6. "Rozdroże proroków" Jocelyne J. Award
7. "Kawaler D'Harmental Aleksander Dumas
8. "Statek" Stefan Mani
9. "Wyścig z czasem" John Lescroart

Jak widać, co czytać mam, a czas, mam nadzieję, także się znajdzie.


Czytaliście którąś z tych książek? Polecacie?

niedziela, 7 września 2014

92. Tadeusz Płużański "Lista opawców"

http://www.wydawnictwofronda.pl/wp-content/uploads/2014/03/lista-oprawcow_big.jpgBardzo rzadko, nad czym ubolewam, sięgam po literaturę historyczną. Powód? Obawiam się, że zostanę przytłoczony datami i suchymi faktami, które szybko sprawią, że lektura zamieni się w koszmar. I zamiast przyswoić oraz zrozumieć historię, będę mógł się jej jedynie nauczyć na pamięć, a tego zdecydowanie bym nie chciał. Jednak, ostatnio, pod wpływem świętowania 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, zapragnąłem poszerzyć swoją wiedzę historyczną, sięgając po "Listę oprawców" Tadeusza Płużańskiego.

Tadeusz Płużański, dziennikarz, historyk i publicysta, jest synem prof. Tadeusza Płużańskiego, byłego naukowca i więźnia stalinowskiego.  Jest autorem m.in. "Bestii. Morderców polaków" oraz "Bestii 2".

"Lista oprawców" to swoista próba przywrócenia harmonii w świecie sprawiedliwości. Była wina, więc powinna mieć miejsce i kara. Ale niestety, wielu zbrodniarzy jej nie zaznało, pobierając do dziś wysokie, resortowe emerytury, ciesząc się powszechnym uznaniem czy autorytetem, który pozwala im na opowiadanie o tamtych latach, a nawet pisanie książek! Niegdyś skazywali na śmierć, oskarżali, torturowali i zabijali żołnierzy wyklętych, a dziś cieszą się szacunkiem, a w najgorszym wypadku popadli w niepamięć. Jednak, na przeciw obłudzie wychodzi Tadeusz Płużański, przywołując 118 bezwzględnych oprawców, uwypuklając ich winy i demonstrując niegodziwe zachowania. Robi to w sposób niezwykle rzetelny i nie ogranicza się jedynie do opisów ich poczynań w tamtych latach, ale udowadnia, że sprawiedliwości nie stało się zadość, pokazując, co stało się z dawnymi zbrodniarzami i jak odnaleźli się w nowej Polsce, o którą walczyli, opluwani przez Nich, patrioci.

"Lista oprawców" to 118 historii bezwzględnych oprawców, do których, jeżeli było to możliwe, dołączone są fotografie, a także dalsze losy. Opisane zostają m.in. takie postacie jak: Stefan Michnik, Józef Światło, Anatol Fejgin, Jacek Różański, Czesław Kiszczak, Mieczysław Moczar oraz Helena Wolińska. Tadeusz Płużański pisze o ich postępowaniach bez żadnych uogólnień, przypatrując się każdej z postaci z osobna, co zdecydowanie jest dużą zaletą recenzowanej pozycji.

Mimo moich początkowych obaw, że nie udźwignę tak poważnego tematu historycznego, a mnogość postaci, dat i historycznych faktów sprawi, że szybko odłożę z powrotem na półkę niniejszą książkę, muszę przyznać, że lektura "Listy oprawców" wywarła na mnie bardzo silne wrażenie. Uważam, że nie jest to zasługa konkretnych biogramów, a ogólnej myśli, z jaką zostawił mnie Tadeusz Płużański po lekturze swojej najnowszej pozycji. Niewyobrażalne są zachowania tytułowych oprawców.... zabijanie, torturowanie, poniżanie niewinnych ludzi, walczących jedynie w imię nowego ustroju, lepszego jutra. Toż to nieludzkie! I choć od dawna zdawałem sobie z tego sprawę, to tak naprawdę dopiero "Lista oprawców" otworzyła mi oczy na tą kwestię, zmuszając do głębokiej i przykrej refleksji. Związku z tym uważam, że oprócz symbolicznego przywrócenia wyżej wymienionej harmonii, "Lista oprawców" może spełniać zadanie pokrzepiania patriotyzmu wśród Polaków. Zwłaszcza młodych, którzy, co pokazały ostatnie rocznice, pragną poszerzać swoje informacje o historii Naszego narodu i Naszych przodków.

Jedynym mankamentem, o którym chciałbym wspomnieć, jest brak spisu treści oraz spisu materiałów źródłowych, z których korzystał autor. Jest to dosyć duże niedopatrzenie i naprawdę istotne.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 6 września 2014

91. Mateusz Czarnecki "Otwórz oczy, zaraz świt" (recenzja przedpremierowa)

W literaturze cenię sobie przede wszystkim wiedzę, jaką można z niej wyłuskać. Jeżeli odnoszę wrażenie, że dana książka jest w stanie mi ją zaoferować, a także zmusić do dyskusji intelektualnej z samym sobą, pobudzić różne zmysły, nakłonić do refleksji, a także zapewnić godziwą rozrywkę, to bez zwątpienia po nią sięgam. Podobnie było w przypadku "Otwórz oczy, zaraz świt", pierwszej powieści Mateusza Czarneckiego, której lektura całkowicie mnie pochłonęła, porywając w niesamowitą podróż w głąb ludzkiej psychiki.

Mateusz Czarnecki jest podróżnikiem mieszkającym w Warszawie. By napisać swoją debiutancką powieść udał się w podróż po Indiach i Nepalu, robiąc ponad 8000 km. W tym czasie m.in. zagrał w filmie w Bollywood, zamknął się w klasztorze buddyjskim w Himalajach, a także spędził kilka dni w dżungli Sunderbans na granicy z Bangladeszem.

Głównym bohaterem powieści jest Teo, zamożny mieszkaniec Warszawy. Jego życie, według wielu osób, mogłoby nosić miano perfekcyjnego. Bowiem bohater, niemal na wszystkich płaszczyznach życiowych, zdecydowanie mógłby być spełniony - dobrze zarabia, prowadząc własną, bardzo dochodową, działalność, prowadzi drogie, dobre auto, mieszka w luksusowym mieszkaniu, spotyka się z piękną, równie bogatą, kobietą, posiada szerokie grono wpływowych znajomych, a także jest wspieranych przez kochających, choć wymagających, rodziców. Jednak, pewnego dnia, niespodziewanie, coś w Nim ulega radykalnej zmianie, i wszystko to, co do tej pory uważał za normalne i istotne, traci dla Niego wartość. Wyjeżdża, choć właściwie ucieka, do Indii, gdzie poznaje piękną  muzułmankę, Amirę, w której szybko się zakochuje. Niestety, by móc dzielić życie z wybranką serca, musi wrócić do Polski, by rozliczyć się z przeszłością, a także załatwić rozmaite sprawy, związane ze swoją firmą, która zaczyna coraz bardziej mu ciążyć. Nie wszystko toczy się po Jego myśli, a w rezultacie traci swoją działalność gospodarczą, a także, ze względów finansowych, zmuszony jest do wynajęcia swojego mieszkania. Jako, że nieszczęścia lubią chodzić parami, także w miłości czeka na głównego bohatera zawód. Ojciec Amiry, na złość córce, postanawia wydać ją za obcego mężczyznę. Zrozpaczony Teo, za namową napotkanych turystów, wyrusza w podróż wgłąb Indii, która na zawsze odmieni Jego życie, uczynniając go szczęśliwym.

Jestem pod bardzo dużym wrażeniem debiutu literackiego Mateusza Czarneckiego. Wykreowane przez Niego losy bohatera zaskakują, a także, przede wszystkim, zmuszają do refleksji. Autor, wzorem pisarzy z romantyzmu, wyprawia swojego bohatera w podróż, która oprócz płaszczyzny fizycznej, zawiera płaszczyznę mentalną. Zrozpaczony, rozbity wewnętrznie Teo, niczym Kordian, bohater Juliusza Słowackiego, wyrusza w podróż, która pozwala mu odnaleźć sens życia, a także odszukać i zrozumieć wartości, którymi powinien kierować się człowiek. Poruszający jest opis rozpadu osobowości głównego bohatera, który, za sprawą wymienianej już podróży, buduje ją od nowa, inspirując się podstawowymi prawami, marzeniami oraz własnymi przemyśleniami. Z człowieka zaganianego, martwiącego się jedynie sumą pieniędzy na koncie, staje się osobą wrażliwą, otwartą na świat, podejmującą refleksję i wsłuchującą się w swój wewnętrzny głos. To przeobrażenie jest zdecydowanie imponujące, ale także uzmysławia odbiorcy, jak istotne jest w życiu budowanie swojej osobowości i zasad moralnych, nie na bazie przyjętych norm i standardów, ale na zgodzie z samym sobą i światem. Jedynym mankamentem, związanym z płaszczyzną psychologiczną i mentalną, są, niekiedy pojawiające się, zanadto sentymentalne myśli, które, przynajmniej w moim odczuciu, balansują na granicy oczywistości, a czasem kiczu

"Otwórz oczy, zaraz świt" jest książką, która zdecydowanie zostaje na długo w pamięci, a wartości, jakie można z niej odczytać, przy odrobinie chęci, pozwalają na spojrzenie na swoje życie z zupełnie innej perspektywy, co zmusza do refleksji. Niniejsza powieść to także solidna dawka cennych informacji o Indiach, tradycji muzułmańskiej oraz buddyzmie. Niezmiernie cieszy fakt, że Mateusz Czarnecki rozpoczął prace nad drugą książką, po którą zdecydowanie sięgnę.

5,5/6

Za książkę dziękuję autorowi oraz wydawnictwu AL REVÉS.

Premiera książki zaplanowana jest na 4 października 2014