czwartek, 29 maja 2014

68. Stefan Jaksch "Czas przeznaczenia"



Mimo upływu czasu, rozwoju nauk, zmian kulturowych i obyczajowych, są kwestie, które pozostają niezmienne. Jedną z nich jest wiara w przeznaczenie.  Kiedyś wierzono, że ludzkie życie jest z góry zaplanowane, że wszystkie utrapienia, tudzież radości, są efektem woli bożej, z którą utożsamiano między innymi Fatum, Fortunę czy Tyche.  Dziś, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, w tej materii nie zmieniło się absolutnie nic. W dalszym ciągu wiele osób wierzy w przeznaczenie, upatrując w nim powody swojego szczęścia czy nieszczęścia. Tyle, że obecnie, by ustrzec się przed złym losem, zamiast składać modły i ofiary na ołtarzach, kontaktujemy się z wróżbitami, na przykład telefonując do programów oferujących podobne usługi. Osobiście nie wierzę w przeznaczenie, uważając, że wszystko co zdarza się w życiu, jest wynikiem przypadku albo ludzkich starań, w związku z czym lektura "Czasu przeznaczenia" zapowiadała się wyjątkowo interesująco. Nie mogłem się wręcz doczekać, by zasiąść do czytania, rozpoczynając z autorem żywą dyskusję, wymieniając poglądy.

"Do zatytułowania tej książki zainspirowały mnie losy bohatera, które nie mogły być dziełem przypadków, gdyż przypadków nie ma". W ten sposób, przedmową, autor wprowadza czytelnika w wykreowaną przez siebie rzeczywistość, podważając istnienie zbiegów okoliczności. Losy głównego bohatera, Andrzeja, mają być dla czytelnika drogą ku przekonaniu, że przypadki nie istnieją. Zmartwiony poważnymi problemami w pracy, powszechnymi strajkami, śmiercią matki oraz nieodwzajemnioną miłością do Barbary, która niespodziewanie, z dnia na dzień, znika, główny bohater postanawia wyemigrować z Polski. Udaje się do Austrii, gdzie obecnie przebywa Jego przyjaciel. Andrzej zamieszkuje w obozie dla uchodźców, gdzie przypadkiem spotyka zaginioną Barbarę. Ich miłość na nowo ożywa. Z czasem stabilizują się finansowo, kupują mieszkanie i wiodą spokojne, ustabilizowane życie. Niestety, bohaterka dowiaduje się o śmiertelnej chorobie swojej matki, która niedługo później umiera. Decyduje się na powrót do Polski, zostawiając na obczyźnie Andrzeja. Ostatecznie Barbara spędza w ojczyźnie kilka lat, opiekując się schorowanym, samotnym ojcem. Gdy w końcu dochodzi do upragnionego spotkania między zakochanymi, bohaterkę, na oczach mężczyzny, potrąca samochód. Zrozpaczony Andrzej wraca do Austrii, gdzie niedługo później poznaje kobietę, z którą rozpoczyna kolejny rozdział życia. 

Tłem akcji "Czasu spełnienia" są wydarzenia, jakie miały miejsce w Polsce w latach 70. i 80. XX wieku: zamieszki, strajki oraz stan wojenny. Choć są tylko tłem, ustępując miejsca refleksji nad przeznaczeniem, to z całą pewnością można stwierdzić, że są integralną częścią powieści. Lektura recenzowanej pozycji przyniosła mi wyraźny niedosyt, gdyż uważam, że dzieło Stefana Jakscha powinno zawierać szerszą retrospekcje oraz liczne przywołania historyczne tamtych lat.

Moim głównym zastrzeżeniem wobec "Czasu przeznaczenia" jest brak refleksji nad naturą głównego bohatera. Czy w szczęśliwym związku, czy po śmierci matki, czy po stracie miłości - cały czas jest taki sam; nie targają nim żadne emocje. Jego natura zdaje się być płytka, prawdę mówiąc mało interesująca. Choć domniemane przeznaczenie nie szczędzi mu rozczarowań i przykrości, to bohater zdaje się być obojętny na to. Czytając "Czas przeznaczenia" można odnieść wrażenie, że wykreowany przez autora bohater, oprócz swojej fizyczności, nie posiada absolutnie nic innego; żadnych emocji, żadnych myśli, żadnych refleksji. Lekturę powieści utrudniały mi także liczne rozdziały ;krótka, bowiem 250-stronnicowa książka dzieli się na cztery duże części, a także na 53 (!!!) rozdziały, co zdecydowanie burzy skupienie i zainteresowanie czytelnika. Sama akcja także pozostawia wiele do życzenia, gdyż jest bardzo niespójna i "rwana". Raz toczy się dynamicznie, raz nieśpiesznie...
 
Podsumowując, książka mnie nie nużyła, momentami była naprawdę interesująca, aczkolwiek nie wydaje mi się, abym pamiętał o niej za kilka lat. Nie jestem pewien, czy jest warta polecenia, ale uważam, że osoby wierzące w przeznaczenie, powinny po nią sięgnąć.


3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater

4 komentarze:

  1. Zaintrygowała mnie fabuła ale obawiam się odrobinę Twojej oceny....

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że kreacja głównego bohatera nie urzeka. Ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo Twojej niezbyt wysokiej oceny dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń