niedziela, 25 maja 2014

67. Krzysztof Wiczanowski "Kilka krótkich opowiadań"

http://www.dobreksiazki.pl/okladki/duze/kilka-krotkich-opowiadan-o648177i.jpg
Opowiadania omijam szerokim łukiem, wypatrując tekstów, które porwą mnie wciągającą fabułą i licznymi zwrotami akcji, szeroką analizą natury i postępowań bohaterów oraz ciekawymi, licznymi wątkami. Opowiadania, ze względu na swoją zwięzłość, nie są w stanie zaspokoić wyżej wymienionych potrzeb, więc z tego powodu bardzo rzadko po nie sięgam.

Zasiadając do zbioru opowiadań Krzysztofa Wiczanowskiego, o bardzo minimalistycznym i rzeczowym tytule, "Kilka krótkich opowiadań", nie oczekiwałem niczego, co mogłoby mnie wprowadzić w zachwyt. Jak się okazało - moje przeczucia okazały się prawdziwe.

"Kilka krótkich opowiadań" to zbiór pięciu opowiadań, traktujących o człowieku: o Jego uczuciach, problemach, potrzebach, relacjach z otoczeniem. Bohaterowie opowiadań Wiczanowskiego żyją w bliżej nieokreślonej przestrzeni, w miastach lub wsiach, pozbawionych nazw własnych. Autor zastosował ten zabieg, by uzmysłowić Czytelnikowi, że los, jaki dotknął bohaterów, może dotknąć każdego z Nas.

Pierwszym, a zarazem najdłuższym, opowiadaniem jest "Ballada o Kulawym". Głównym bohaterem jest starszy, utykający mężczyzna o imieniu Jan, postrach wszystkich dzieci, które uciekają na Jego widok, głośno krzycząc "Kulawy idzie! Uciekajcie!". Ów bohater prowadzi życie w małym miasteczku, do którego przeprowadził się z nieznanych przyczyn, przez co mieszkańcy traktują go w sposób nieufny. Mieszka w opuszczonej, starej, drewnianej chatce pod miastem. Wrogie nastawienie ludności wobec bohatera szybko przeradza się w akceptacje, a nawet zaufanie, gdyż w zamian za pieniądze lub resztki z obiadu, zlecano mu różne zadania i prace (takie jak ostrzenie noży, porządkowanie piwnic, wywożenie niepotrzebnych rzeczy). Szybko nawiązuje wiele znajomości, między innymi z gospodyniami, które obdarowują go wysłużonymi przedmiotami, typu wyszczerbiona miednica czy pęknięte lustro. Ku zaskoczeniu mieszkańców, Jan nawiązuje także znajomość z nauczycielem, z którym prowadzi inteligentne konwersacje o tematach "mniej przyziemnych", takich jak sztuka. Wszystko wskazuje na to, że utykający mężczyzna stał się pełnoprawnym mieszkańcem, akceptowanym przez sąsiadów. Jednak, gdy ginie córka Gebertów, ośmioletnia Emilka, głównym podejrzanym staje się właśnie Jan. Niewinny bohater musi zmierzyć się z niesłusznymi oskarżeniami, a nawet z próbą ataku na swoje życie.

Bohaterem innego opowiadania, o tytule "Droga do miasta", jest Wiera Aleksandrowna, kobieta w podeszłym wieku. Bohaterkę poznajemy w momencie, gdy czyta list od swojego wnuka, Miszy, mieszkającego w domu dziecka. Jest synem Jej trzeciej córki Swiety, prowadzącej niezobowiązujące życie. Wiera, stęskniona za dawno niewidzianym wnukiem, postanawia wyruszyć w podróż, by się z Nim spotkać. Niestety, do spotkania ostatecznie nie dochodzi, gdyż kobieta umiera na przystanku.

Opowiadania Krzysztofa Wiczanowskiego to teksty, które poza swoim dosłownym, ukazanym sensem, nie oferują nic innego. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że są zwykłymi "czytadłami". Autor, w moim mniemaniu, chciał napisać zbiór opowiadań, który zachwyciłby mądrością, wartościowością oraz formą. Niestety, nie udało mu się to. Teksty są pisane mało oryginalnym językiem, brak w nim polotu i finezji. Zdają się być napompowane zbędnym patosem. Bohaterowie nie są wyraziści, powielają liczne schematy, a ich postępowania nie zmuszają odbiorcy do żadnych refleksji.  Na uwagę nie zasługują także wartości i prawdy, jakie płyną, a raczej miały płynąć, z opowiadań. Autor oferuje czytelnikowi wyświechtane przemyślenia, których systematycznie podejmowali się pisarze w przeszłości.

Choć "Kilka krótkich opowiadań" przeczytałem raptem kilka dni temu, to dziś potrafię przypomnieć sobie tylko trzy z nich. Nie są to teksty, które zapadają w pamięć, prowokują do refleksji czy zaskakują. Są to średnio interesujące historie, napisane "ciężkim" piórem, nie wnoszące nic nowego w życie czytelnika.

2/6


Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater

7 komentarzy:

  1. Podobnie jak Ty, nie lubię opowiadań. I chyba nikogo nie zaskoczę tym, że po takiej recenzji, raczej nie sięgnę po ten zbiór. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja z kolei lubię opowiadania. kiedy mam zabiegany tydzień, to jedna z najlepszych form na lekturę do poduszki. nie wiem czy kiedykolwiek sięgnę do Wiczanowskiego, ale do formy literackiej, jako tako nic nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że to słabe opowiadania. Nie każdy umie tworzyć krótkie formy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię czytać opowiadania, jednak Twoja recenzja i niezbyt wysoka ocena tej pozycji spowodowały, że niestety raczej jej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Od czasu do czasu sięgam po opowiadania, jednak widzę, że te zbytnio Cię nie zachwyciły, więc odpuszczę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również nie przepadam za opowiadaniami i bardzo rzadko do nich zaglądam. A jak już się skuszę, to musi mieć w sobie dana pozycja, ten magiczny pierwiastek, który zachęci mnie do czytania. Jak widzę, ten tytuł tego nie posiada, dlatego raczej podziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sięgam czasami po opowiadania, jednak te nie są w kręgach moich zainteresowań.

    OdpowiedzUsuń