Przejdź do głównej zawartości

54. Mariusz Szczygieł "Niedziela, która zdarzyła się w środę"


Reportaż jest jednym z tych gatunków, o których wiem mało.Nigdy mnie nie ciekawił, więc nigdy po niego nie sięgałem. Jednak wszystko się zmieniło, gdy dowiedziałem się, że pod redakcją Mariusza Szczygła wychodzi antologia polskiego reportażu XX wieku. Postanowiłem, że muszę ją jak najszybciej zakupić. Niestety, nie zawsze chcieć to móc... to dwutomowe dzieło kosztuje ok. 150 zł. Muszę więc z tym zakupem się wstrzymać, wypatrując okazji, na którą mógłbym zażyczyć sobie tę pozycję.

"Niedziela, która zdarzyła się w środę" wpadła w moje ręce zupełnie przypadkiem, gdyż natrafiłem na nią w księgarni, w której dowiadywałem się o "100/XX". Nie mogąc kupić najnowszej pozycji Szczygła, zaopatrzyłem się w inną, znacznie tańszą. Zainteresowany piórem autora, jak i pięknym wydaniem (!), od razu zasiadłem do lektury.

"Niedziela, która zdarzyła się w środę" traktuje o polskiej rzeczywistości lat 90. XX wieku. Jest to zbiór reportaży poruszający szeroki wachlarz tematów - od szarej codzienności, przez bezrobocie, ludzką naturę, ogłoszenia, aż po kulturę. Szczygieł zaskakuje lekkością pióra i trafnością słów. Pisze w sposób autentyczny, używając ironii, nie narzucając czytelnikowi opinii.

Jedną z opisywanych historii jest los ludzi "dobrowolnie" zwolnionych (zdaje sobie sprawę, że brzmi to irracjonalnie) z wrocławskiego zakładu sprzętu komputerowego, Elwro. Jedną z postaci jest Grażyna Ozimek, która "na pożegnanie" dostała 25 pensji, około 41 milionów złotych.  Zakład Elwro został wykupiony przez niemiecko koncern Siemens, jeden z największych producentów systemów telekomunikacyjnych na świecie. Choć nowi właściciele zobowiązali się do nie zwolnienia starych pracowników, to zaraz po przejęciu zakładu zaproponowali większości układ - wy piszecie podanie o "zwolnienie na własną prośbę", my Wam dajemy 25 miesięcznych pensji. Ci, którzy nie zgodzili się na tę ofertę, byli szykanowani i straszeni, co w rezultacie doprowadzało do przyjęcia oferowanej propozycji. Jedną z tych osób była Grażyna Ozimek. Zwolnienie przyniosło ze sobą katastrofalne skutki; po 19 latach rutyny: dom - przystanek - Elwro - dom, nie może  odnaleźć się w rzeczywistości. Elwro powraca do Niej nawet w snach. Teraz, jako bezrobotna, mówi o sobie Jestem człowiekiem likwidacji, gdyż do emerytury zostało Jej pięć lat, a na utrzymaniu ma męża i osiemnastoletniego syna. My jesteśmy do likwidacji - powtarza.

Na kolejnych stronach pojawiają się historie innych byłych pracowników - Aliny Maciąg oraz Jej rodziny, Ryszarda Karolak, księgowej, kierowcy, pani z działu zaopatrzenia, mechanika oraz tych, którzy nie mieli nic wspólnego z zakładem z Wrocławia. Poznajemy "Polskę w ogłoszeniach", czyli jak zarobić milion w minutę, poszukujących pracy, sprzedających kamienie żółciowe, sposób na dorobienie się, sprzedających zużyte koperty... spotykamy się także z pokrzywdzonymi, walczącymi ze słowem pedał, kryzysem w stosunkach narzeczeńskich oraz z niepokojącą pieczątką. Dalsza lektura przynosi nam podróż po placu budowy Lichenia, kulturze lat 90. i po wielu chwilach tamtych lat.

Spotkałem się z opinią, że Mariusz Szczygieł to od ponad 10 lat najwybitniejszy reporter swojej generacji.... Za krótko obcuję z reportażem, by móc odnieść się do tej opinii, ale lektura "Niedzieli, która zdarzyła się w środę" pozwala mi wierzyć, że tak naprawdę jest. Pióro Szczygła jest niesamowite! Lekkie, płynne, pełne ironii i wyczucia. Pisze o przykrej rzeczywistości, pełnej kurzu i szarości, z intrygującego punktu widzenia. Czytając odnosi się wrażenie, że Szczygieł jest rzetelny i obiektywny. A to jest niezbędne w pisaniu reportaży. Podziw wzbudza także spostrzegawczość autora; "Niedziela, która zdarzyła się w środę" to leksykon osobowości. Poznajemy postacie o przeróżnych temperamentach, charakterach i postrzeganiu rzeczywistości.

Bardzo dobrym tekstom towarzyszą zdjęcia  Witolda Krassowskiego, który dokumentował aparatem Polskę w tym samym czasie, co Szczygieł piórem. "Niedziela, która zdarzyła się w środę" zachwyca nie tylko treścią, ale i wydaniem - duży format, piękna okładka, zdjęcia dopełniające reportaże. Pozycja zdecydowanie godna polecenia. 


10/10


Komentarze

  1. Przyznam, że również mam niewiele wspólnego z reportażem, jedynie co w tym momencie sobie przypominam z tego gatunku, to Kapuściński. Ale tak ładnie opowiedziana recenzja, zdecydowanie zachęca.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nazwisko też mi coś mówi, aczkolwiek nie potrafię wymienić żadnego tytułu ;) Rozwiązanie jest jedno - powinniśmy się zaprzyjaźnić z reportażem.

      Usuń
  2. Lat opisywanych przez autora nie pamiętam, gdyż byłam małą dziewczynką, z tym większą więc ciekawością przeczytałabym te reportaże, by zobaczyć, jak dorośli widzieli to, co dla mnie było skakanką i gumami do żucia za 10 groszy. Zainteresował mnie już sam styl autora, który tak wychwalasz, gdyż jestem ogromną fanką talentów literackich...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tych lat też nie pamięta, nawet nie mam prawa. Więc jeszcze z większą ciekawością połykałem kolejne reportaże. A pozycje gorąco polecam.

      Usuń
    2. Spróbuję o niej nie zapomnieć w czytelniczym ferworze ;)

      Usuń
  3. o rany! weszłam tutaj i zastanawiałam się, gdzie trafiłam. co za zmiana! jak jasno :)
    zupełnie inaczej, nie wiem czy sie odnajdę ;p
    co do książki, to reportaży nie czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniłem wygląd, gdyż tamten prawdę mówiąc mi się znudził. A ten wygląda tak nowocześnie i estetycznie ;)

      Usuń
  4. Bardzo wysoka oceną, może wartą po nią sięgnąć? Myślę, że tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spowodowana tym, że nie jestem czytelnikiem reportaży, więc mam, póki co, małe wymagania. "Niedziela, która zdarzyła się w środę" jest naprawdę dobra, i to nie tylko według mnie - recenzenci i czytelnicy też rekomendują.

      Usuń
  5. Reportaży nie czytam, ale skoro oceniasz na maxa, to coś w tej książce musi być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja reportaży też nie czytam, aczkolwiek ta pozycja wywarła na mnie duże wrażenie, więc myślę, że znacznie częściej będę sięgał po ten gatunek.

      Usuń
  6. Weszłam i się zastanawiam, GDZIE JA JESTEM ???? jest ładnie, biały szablon to jednak dobry wybór, sama również miałam wcześniej brąz i poszukiwałam czegoś innego. Na plus. Jeśli trafię na książkę Pana Mariusza, będę miała ją na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog faktycznie wygląda zupełnie inaczej, aczkolwiek też uważam, że na plus ;) A co do książki - jak już pisałem, polecam!

      Usuń
  7. Słyszałam o tej książce, i widząc Twój zachwyt, już wiem, że muszę sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam się sobie dziwię, jak mogłem nie słyszeć o tym autorze. Jest przecież tak popularny...

      Usuń
  8. To dwutomowe dzieło i mnie się marzy. Trzeba zaangażować w sprawę świnkę-skarbonkę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to się chyba nie sprawdzi, za często bym ją rozbijał, więc pozostaje tylko czekać na jakąś okazję, na którą mógłbym sobie zażyczyć to dzieło.

      Usuń
  9. Bardzo wysoko cenię twórczość Mariusza Szczygła. Szczególnie podobało mi się "Láska nebeská". Tej książki jeszcze nie znam, mam nadzieję, że wkrótce to nadrobię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam nadzieje, ze poznam pozostałe pozycje tego autora.

      Usuń

Prześlij komentarz