niedziela, 30 marca 2014

52. Stosik - marzec 2014


 Zrecenzowałem:
1. Michał Witkowski - "Lubiewo bez cenzury"
3. Mariusz Maślanka "Na imię mam Jestem"

"Trucizna" Andrzeja Pilipiuka przeczytana, aczkolwiek nie uważam abym miał coś do powiedzenia na temat tej książki. 

"Pamiętnik z przyszłości" czeka w kolejce, a pozycje Sienkiewicza czekają do wakacji. Wtedy, wstępnie, się za nie zabiorę. 

W marcu przeczytałem:

1. Michał Witkowski "Lubiewo bez cenzury"
2. Michał Witkowski "Drwal"
3. Mariusz Maślanka "Na imię mam Jestem"
4. Harlan Coben "Sześć lat później"
5. Agnieszka Szygenda "Kupię rękę".

Na blogu pojawiło się się sześc recenzji (powyższych pozycji + "...będzie gorzej" J.Pelca).

środa, 26 marca 2014

51. Harlan Cobe "Sześć lat później"

Sześć lat później - Harlan CobenHarlana Cobena nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeden z najbardziej popularnych autorów literatury sensacyjnej, laureat prestiżowych nagród - w tym Edgar Poe Award, ekranizowany, autor serii książek o Myronie Bolitarze, jeden z najczęściej czytanych pisarzy. Wszystko to wpłynęło na to, że każda kolejna pozycja Cobena jest wypatrywana z utęsknieniem przez czytelnika. Temu wypatrywaniu towarzyszy pewność... pewność, że Coben napisał kolejną zaskakującą powieść, od której nie sposób się oderwać. Czy "Sześć lat później" to właśnie taka pozycja? Tego nie jestem pewien...

Coben bez wątpienia jest moim ulubionym autorem powieści sensacyjnych. Jego książki to swoiste majstersztyki: genialnie skonstruowane intrygi, wciągająca i wartka akcja, niebanalni bohaterowie, zaskakujące zwroty akcji, niespodziewane zakończenia; takie dzieła jak "Bez pożegnania", "W głębi lasu", "Wszyscy mamy tajemnice" czy "Zostań przy mnie" uczyniły go megagwiazdą gatunku. Co za tym idzie - oczekiwania czytelnika względem Jego książek stały się większe. Każdą kolejną pozycją podnosił sobie poprzeczkę. Czytając "6 lat później" miałem wrażenie, że Coben o tym zapomniał... zapomniał do czego Nas przyzwyczaił. Stworzył powieść dobrą, ale zbyt słabą na Jego możliwości. Dlaczego? 

Głównym bohaterem powieści jest wykładowca na uniwersytecie w Massapusie, Jake Fisher. Lubiany przez studentów, szanowany przez innych wykładowców prowadzi życie, jakie uchodzi za "normalne". A jednak jest coś, co go wyróżnia - żyje tęsknotą i nieodwzajemnioną miłością. Zakochany w Natalie Avery, która sześć lat temu zostawiła go, wychodząc za mąż za Todda Sandersona, każdego dnia próbuje wypełnić pustkę obowiązkami zawodowymi. Wszystko zdaje się funkcjonować w miarę normalnie, aż do czasu, gdy Jake natrafia w internecie na nekrolog Todda Sandersona. Bohater postanawia spotkać się z Natalie, przybywając na pogrzeb mężczyzny. Tam dowiaduje się wstrząsającej informacji - żoną Todda nie jest miłość wykładowcy, ale inna kobieta. Co więcej - od dziesięciu lat. Fisher próbuję odnaleźć Natalie, co wcale nie jest łatwe, gdyż nikt nie wie gdzie może przebywać - rodzina, znajomi, przyjaciele. Bohater rozpoczyna śledztwo, w którym musi zmierzyć się z historią. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a czasu zostało coraz mniej - gdyż  Natalie szuka także mafia.

Muszę przyznać, że recenzowanie tej książki jest dla mnie nie lada problemem;  powieść nie jest zła, jest naprawdę dobra, ale jak na Cobena, to dzieło niskich lotów. Może wyolbrzymiam, ale w moich oczach jest On mistrzem gatunku. Niestety, tym razem coś poszło nie tak... akcja powieści jest bardzo przewidywalna. Książek czy filmów typu, uwaga - SPOILER, "rozgryzanie tajnej organizacji, która odpowiada za znikanie ludzi", trochę już było; i każda z nich opierała się dokładnie na tym samym schemacie. Nie inaczej jest teraz... a jest to dziwne, bo Coben zawsze zaskakiwał nieprzewidywalnością. "Sześć lat później" razi też językiem - choć jest lekki i płyny, to pozbawiony jest charakterystycznej ironii i humoru. Brak też charakterystycznego "przyglądania" się bohaterom. Przedstawieni są w sposób płytki, autor nie pozwala nam się przyjrzeć ich naturze, tak jak w "W głębi lasu". Czytając śledzimy biernie poczynania bohaterów - nic więcej. Sama akcja wciąga, choć nie jest zaskakująca. Wszystko przebiega bardzo zwinnie, treść jest nawet interesująca, ale źle wykorzystana; tym razem autor poszedł na skróty, a szkoda, bo poszukiwania Natlie mogły mieć zupełnie inny finał, który zaskoczyłby czytelnika.

6/10

wtorek, 25 marca 2014

50. Michał Witkowski "Drwal"


Drwal - Michał WitkowskiMichał Witkowski jest niewątpliwie jednym z najgłośniejszych polskich pisarzy; Jego nazwisko gości nie tylko w "sferze" dla  literatury, ale pojawia się często w rubrykach towarzyskich czy poświęconych modzie Pisarz, blogger modowy, celebryta...  ale zdecydowanie przede wszystkim pisarz, co udowodnił między innymi świetnie przyjętym "Lubiewem"(moja recenzja: TUTAJ). 

"Drwal" to specyficzna powieść, którą wydawnictwo zakwalifikowało jako kryminał.  Co ciekawe - dzieło Witkowskiego zdecydowanie nie jest kryminałem; wątek sensacyjny przewija się jedynie gdzieś w tle, uwydatniając poczynania głównego bohatera - znudzonego miejską rzeczywistością, poszukującego natchnienia do napisanie powieści, zmagającego się z niemocą twórczą. Witkowski (tak, tak - Witkowski jest bohaterem swojego dzieła) wyrusza w podróż do posezonowych Międzyzdrojów, by na nowo zaprzyjaźnić się z pisaniem. Zatrzymuje się w oddalonej od miasta, położonej głęboko w lesie, drewnianej leśniczówce należącej do enigmatycznego drwala. Miejsce wydaje się bohaterowi idealne do tworzenia: pełne antyków, dzieł sztuki, starych książek oraz lekarstw psychotropowych, które początkowo spędzają Witkowskiemu sen z powiek, lecz z czasem wydają się interesujące: samotny drwal mieszkający w drewnianej chatce, żyjący z dala od ludzi, zmagający się z depresją. Historia żywcem wyjęta z powieści! Bohater rozpoczyna obserwację mężczyzny, co doprowadza go do intrygującej przeszłości bohatera, z której wynika powód Jego depresji i izolacji od świata. Na kartach książki pojawia się oczywiście legendarny luj (odsyłam do "Lubiewa"), interesujący kompan poczynań głównego bohatera.

Sięgałem po "Drwala" ze świadomością, że sięgam po kryminał. Jak się okazało, mimo zapewnień wydawcy, dzieło Witkowskiego zawiera śladowe ilości kryminału; odnaleźć w nim można za to masę innych gatunków (między innymi powieść obyczajową, psychologiczną). Podczas lektury odnosiłem wrażenie, że autor starał się napisać pozycję uniwersalną - taką, po którą sięgnie każdy. I w ten sposób w "Drwalu" mamy do czynienia z próbą refleksji nad ludzką naturą, z wątkami miłosnymi, z krwią i przestępstwami, z ckliwą historią typu "Pokojówka z Manhattanu", z pościgami i z pseudo-filozoficznym bełkotem. Nadmiar "dobroci" doprowadził do znudzenia, przez co lektura powieści przebiegała znacznie dłużej niż powinna. Ponadto można odnieść wrażenie, że i autor miał problem z przedobrzoną treścią: wszystkie wątki zostały zamknięte w najprostszy sposób - przez retrospekcję: główny bohater podsłuchuję rozmowę, której treść jest istotą całej powieści. Warto jednak zwrócić uwagę na interesujący język - lekki, pozbawiony patosu, aczkolwiek inteligentny i ironiczny. Zaletą dzieła Witkowskiego są również bohaterowie - niebanalni, interesujący. 

5/10

środa, 19 marca 2014

49. Jan Pelc "...będzie gorzej"

Recenzja jest laureatem konkursu szkolnego na recenzje wybranej książki. 


http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/190000/190539/221375-352x500.jpgJan Pelc wydając „…będzie gorzej” w 1985 roku został okrzyknięty undergroundowym artystą. Ta powieść to rarytas dla wszystkich tych, którzy cenią sobie realizm; dla tych, co lubią świat przedstawiony bez lukru i zbędnego potoku słów. Napisana dosadnym językiem przedstawia rzeczywistość, którego pryncypium jest wolność. Rzeczywistość przykrą, pełną alkoholu, tułaczki, gniewu i buntu, aczkolwiek pełną nadziei, wiary i prawdy. 

Pragnienie wolności jest tematem bardzo często pojawiającym się w literaturze; ma miejsce w odniesieniu do grup społecznych, często nawet całych narodów – pragnienie odzyskania niepodległości, uwolnienia się spod rządów zaborcy, czy w odniesieniu do pojedynczych jednostek, które najczęściej buntują się przeciwko przyjętym normom lub zachowaniom. W dziele Jana Pelca, bo tak należy mówić o recenzowanej pozycji, główny bohater, Olin, przeciwstawia się otaczającej rzeczywistości, odrzucając klarowne i wygodnie życie, na rzecz tułaczki. A wszystko to w imię wolności…

Świat przedstawiony w undergroundowej powieści „..będzie gorzej” jest światem brutalnym i drastycznym, a jednocześnie pięknym i pełnym wrażliwości; główny bohater, Olin, przeciwstawia się ogólno przyjętym normom, wybiera niezależność, a za największą wartość uznaje wolną wolę. Buntuje się zasadom i nakazom, najpierw w szkole, a następnie w pracy, odrzuca wszystko to, co zostało przyjęte za „normalne”, by rozpocząć życie, którego symbolem jest wolność. Olin z impetem odrzuca wszystko co ogranicza swobodę – karierę zawodową, rodzinę itd. Rozpoczyna życie, którego stałym kompanem jest alkohol; życie bez celów, ambicji. Liczy się tylko chwila obecna; przeszłość i przyszłość nie odgrywają istotnej roli. Alkohol, tułaczka, znajomi – to wszystko zastępuje „normalny świat”. Przypadkowi znajomi zastępują przyjaciół, tułaczka stabilność, alkohol całą resztę. Cena, jaką musi płacić to odrzucenie przez społeczeństwo i permanentne zatargi z prawem. Mimo wszystkich problemów, gra jest warta świeczki; Olin do przegrania nie ma nic, a do wygrania wiele – wolność. 

Powieść Pelca nie jest dla wszystkich; nie jest dla czytelników ceniących wygładzoną rzeczywistość, w której postępowanie bohaterów jest racjonalne i zrozumiałe; nie jest dla tych, co boją się spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy; i nie dla  szukających w sztuce odskoczni od rzeczywistości. „…będzie gorzej” kipi szarą codziennością. Kipi rutyną oraz dekadentyzmem. Ale razi także wrażliwością oraz poszukiwaniem sensu życia. Bohaterowie stworzeni przez Pelca to postacie, które pod maską obojętności skrywają delikatność i subtelność. Olin, który na pierwszy rzut oka wydawać się może wyprutym z empatii pijaczyną, posiada wrażliwość, która pozwala mu dostrzec to, co dla innych jest nieistotne. Uważam, że autorowi, w sposób doskonały, udało się uchwycić ludzką naturę. „…będzie gorzej” to podróż w głąb człowieka. To wyprawa, której celem jest zrozumienie samych siebie, ale także tych, którzy odważyli się sprzeciwić rzeczywistości. To dzieło pozwalające dostrzec piękno świata, tkwiące w prostocie. 

 „…będzie gorzej” to jedna z najważniejszych pozycji, jakie ukazały się na polskim rynku wciągu ostatnich lat. Choć książka pojawiła się w Polsce w 1989 roku, to została wydana niepełnie – zawierała jedynie dwie z trzech części. Recenzowany przekład Jana Stachowskiego, to pełne wydanie brawurowej powieści, wydanej dwadzieścia osiem lat temu. Pojawienie się pełnej wersji na naszym rynku, to niewątpliwie wydarzenie warte uwagi.   

9/10

sobota, 15 marca 2014

48. Mariusz Maślankowsi "Na imię mam Jestem"

Na imię mam Jestem - Mariusz MaślankaJestem Jestem - tak przedstawia się główny bohater powieści "Na imię mam Jestem". Dzieło Mariusza Maślanki traktuje o samotności oraz potrzebie bliskości.

Główny bohater powieści, Igor, jest studentem filologi angielskiej. Na ostatnim, piątym, roku studiów dowiaduje się, że jest ojcem dziecka. Prawdopodobnie... potencjalnych ojców jest trzech. Z ciężarna kobietą, Magdą, łączyła go przelotna znajomość. Wieść o rzekomym ojcostwu wydaje się Igorowi nieprawdopodobna; prowadzi życie samotnika. Każdego dnia ucieka od przykrej rzeczywistości, wczytując się w  książki. "Pożera" je masowo; Jego życie toczy się w książkach i we śnie. Kontakt z rzeczywistością nawiązuje tylko wtedy, gdy zaczyna cnić za ludźmi - wtenczas na jakiś czas powraca do świata prawdziwego, który wydaje mu się obcy i trywialny. Podobnie jak życie bohatera, tak i sama powieść toczy się na dwóch płaszczyznach - w teraźniejszości i w przeszłości. Główny bohater, na wskutek informacji o ciąży, wyrusza w sentymentalną podróż po Krakowie, odwiedzając dom dziecka, w którym się wychował, miejsca istotne dla Jego przeszłości; przywołuje postacie, wydarzenia, miejsca, okoliczności, daty, które miały wpływ na ukształtowanie Jego osobowości. Ów podróż skutkuje położeniem podwalin pod nowe życie bohatera; życie, w którym jest miejsce na miłość, na relacje międzyludzkie; życie pełne nadziei i uśmiechu. Podróż przynosi także ukojenie i pogodzenie się z otaczającym światem.

Mariusz Maślanka wykreował świat, który jest mi obcy; nie należę do osób nieśmiałych, choć cenię sobie samotność. Tak zwani "outsiderzy", osoby pozostające na uboczu społeczeństwa, często nieśmiali, od zawsze przykuwali moje zainteresowanie; lektura "Na imię mam Jestem" miała oprowadzić mnie po ich świecie, pozwolić na zgłębienie ludzkiej natury i poszerzyć wiedzę na temat samego siebie. Krótka powieść, bo licząca zaledwie niecałe 150 stron, początkowo uchodziła za taką, która zaspokoi wszystkie moje oczekiwania. Pierwszoosobowa narracja przyczyniła się do powstanie intymnej atmosfery miedzy mną, a bohaterem; lekki i ciekawy język autora potęgował przyjemność z czytania, a przedstawiona historia z każdą kolejną stroną wciągała coraz mocniej.  Wszystko zaczęło się psuć, gdy zmierzałem ku końcowi powieści; cały czas oczekiwałem jakiś prawd, zdań, które na zawsze zostaną w mojej świadomości. Liczyłem na potok słów, który rozszerzy moją  wiedzę o świecie; liczyłem na coś wartościowego. Mariusz Maślanka powieścią "Na imię mam Jestem" pozwolił mi jedynie na bierną obserwację poczynań głównego bohatera. Umożliwił mi jedynie podglądanie przemiany Igora. A szkoda... podróż sentymentalna bohatera mogła być również podróżą czytelnika. Przez bierność odbiorcy wobec powieści, dzieło wydaje się płytkie i jednowymiarowe. A szkoda...



5/10

sobota, 8 marca 2014

47. Michał Witkowski "Lubiewo bez cenzury"

Lubiewo bez cenzury - Michał WitkowskiMichał Witkowski jest jednym z najgłośniejszych polskich pisarzy. Wydana w 2005 roku powieść "Lubiewo" przyniosła mu dużą sławę, czego namacalnym dowodem jest nominacja do Nagrody Literackiej Nike oraz otrzymanie Literackiej Nagrody Gdynia. "Lubiewo" zostało przetłumaczone na dwadzieścia języków, a angielski przekład został nominowany do The Independent Foregin Fiction Prize).

"Lubiewo bez cenzury" jest poprawioną wersją "Lubiewa", wydanego w 2005 roku. Autor dokonał szeregu poprawek redakcyjnych, dopisał dalsze ciągi historii bohaterów, dodał nowy rozdział, słownik oraz fragmenty, które nie pojawiły się w pierwszym wydaniu powieści.

Dzieło Witkowskiego powinno mieć ostrzeżenie na okładce (takie jak na papierosach), które informowałoby czytelnika, że książka nie jest przeznaczona dla osób wrażliwych, nietolerancyjnych i ceniących  wygładzoną rzeczywistością. "Lubiewo bez cenzury" to odważna, dosadnie napisana powieść, która albo zachwyci, albo zaszokuje. W każdym razie - nie sposób przejść obok niej obojętnie.

W pierwszej części powieści, w "Księdze ulicy", poznajemy dwóch homoseksualistów, mówiących o sobie w rodzaju żeńskim, używających damskich kosmetyków i udających kobiety - Patrycję i Lukrecję. Bohaterowie opowiadają mroczne historie o gejowskiej stronie Wrocławia z lat 70. i 80. Opisują swoje życie erotyczne, "polowania" na heteroseksualnych mężczyzn, a w szczególności na "luji", kontakty z żołnierzami, pijakami, miejsca, do których schodziły się "cioty". Druga część powieści, "Ciotowski bicz", ma miejsce współcześnie na gejowskiej plaży w Lubiewie. Stanowią ją rozmowy, których narratorami są Paula i Michaśka, na temat upodobań, przeżyć, pragnień i obyczajów "ciot". Przytoczone zostają historię, w których główną rolę, podobnie jak w części pierwszej, stanowią poszukiwania "luja". Luj to heteroseksualny mężczyzna, nie zdający sobie sprawy ze swojej seksualności. "Luj" jest obiektem westchnień każdej "cioty" przedstawionej w powieści Witkowskiego.

Wobec recenzowanej pozycji posypało się wiele opinii - od zachwytu, przez obrzydzenie, po zarzucanie nietolerancji i przedstawianie środowiska homoseksualnego od negatywnej strony. Sam autor w przedmowie informuje czytelnika, że lektura "Lubiewa" jest lekturą traumatyczną, wstrętną i miłą naraz. I ja się z tymi słowami zgadzam! Dzieło Witkowskiego z całą pewnością kipi obrzydliwością; i nie wynika to z nastawienia czytelnika do homoseksualizmu. Ale jest w niej także coś takiego, co sprawia, że lektura przebiega z przyjemnością. Wynika to chyba z niebanalności postaci; choć chciałoby się uciec od przedstawionego świata, omijać go szerokim łukiem, to nie sposób odmówić sobie ponownego wejścia w obrzydliwą, wstrętną i szokującą rzeczywistość.

Choć główną zaletą "Lubiewa" jest treść, to największą wadą jest również ona; po lekturze powieści nie wiedziałem, co mam zrobić z przyswojoną materią. Nie miałem pojęcia w jakiej szufladce ją umiejscowić, nie wiedziałem w jakich kategoriach oceniać. Choć szokuje, choć obrzydza, choć traktuje temat  marginalizowany, to zdaje się być wypruta z wartości i prawd.  Treść wydaje się płytka, jednowymiarowa. Poza kontrowersyjnym potokiem słów "Lubiewo" nie oferuje nic interesującego; mimo to uważam, że warto zapoznać się z pozycją Witkowskiego, gdyż wiele osób uważa tę powieść za milowy kamień polskiej literatury.

6/10

niedziela, 2 marca 2014

46. Agnieszka Szygenda "Kupię rękę"

Kupię rękę - Agnieszka SzygendaSięgając po "Kupię rękę" niczego nadzwyczajnego nie oczekiwałem. Prawdę mówiąc - nie wiedziałem za co się biorę. Autorka była mi nieznana, opis książki niewiele mówił; jedynie tytuł intrygował. I właśnie dzięki niemu zabrałem się za lekturę.

Agnieszka Szygenda, z wykształcenia filozofka, autorka tomiku wierszy "Pozdrowienia z Arki", laureatka wielu ogólnopolskich konkursów poetyckich i literackich, autorka trzech powieści stworzyła w tejże pozycji literackiej świat, który wydaje się być lustrzanym odbiciem naszego; postacie oraz ich postępowanie, reguły rządzące w powieści nie są nam obce - mamy z nimi styczność każdego dnia.

Tomek, zdesperowany z powodu braku pieniędzy, z chęci pomocy łożenia na swoją edukacje, postanawia w sposób szybki zarobić dużą kwotę pieniędzy - wystawia na aukcji internetowej swoją rękę. Pomysłem, który wydaje się absurdalny, interesuje się Olgierd, sfrustrowany, pełen kompleksów i gniewu, wysoko postawiony pracownik, przyszły właściciel, dobrze prosperującej firmy swojego teścia. Olgierda życie, które na pierwszy rzut oka zdaje się przypominać życie szczęśliwej rodzinki z reklamy proszku do prania, daleko odbiega od ideału - nie dzieli życia z osobą, którą kocha, a z osobą, która jest w stanie pomóc mu w karierze zawodowej, nie może dostać wymarzonego awansu, dopóki żyje obecny właściciel korporacji, co jest powodem Jego niezadowolenia. Rzeczywistość zawodowo-rodzinna tak bardzo frustruje Olgierda, że postanawia dać upust swoim emocjom w internecie - kupuje na aukcjach różne części ciała, na których postanawia wykonywać tatuaże, których treść mocno oddziałuje na życie właścicieli. Nieskłonny do refleksji i obojętny na miłość bohater zmienia się pod wpływem tragicznej śmierci rodziców i pobytu z dziadkiem, na którego prośbę odwiedza najbliższą rodzinę. Podczas tych odwiedzin dostrzega sens życia i docenia więzy rodzinne. Te odkrycia zmieniają Jego sposób patrzenia na wiele istotnych kwestii istnienia.

Zabierając się za lekturę powieści Agnieszki Szygendy nie spodziewałem się, że tak pozornie niezobowiązująca powieść, zawiera w sobie tyle prawd, o których często zapominamy. Losy bohaterów zdają się mówić czytelnikowi, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Autorka ustawia na piedestale więzy rodzinne, twierdząc, że życie bez niej jest życiem nic nie wartym. Bohater powieści dopiero po stracie najbliższych docenia tę wartość, odrzucając te, które prędzej uważał za istotne - pieniądze, stanowiska, pozycja społeczna. "Kupię rękę" to idealny przykład książki-drogowskazu, której lektura wskazuje czytelnikowi dobrą drogę.

Dużym plusem powieści jest jej język - autorka zrezygnowała ze zbędnych ozdobników i opisów, dzięki czemu cała uwaga czytającego skupiona jest na treści. Zazwyczaj jest tak, że wartościowe książki, z których płyną prawdy o życiu, wymagają skupienia i odpowiednich warunków; "Kupię rękę" tego nie wymaga - prosty język, szybko rozwijająca się akcja, wciągająca fabuła sprawiają, że treść i racje przyswajane są mimochodem.

8/10