środa, 31 grudnia 2014

122. Abigail Anne Gibbs "Mroczna bohaterka. Jesienna róża"

http://sm2.muza.com.pl/1402-thickbox_default/mroczna-bohaterka-jesienna-roza.jpgPo "Kolacji z wampirem" (recenzja - KLIK), pierwszej części cyklu Mroczna bohaterka, książki, której lektura nie przyniosła w pełni tego, czego potajemnie, mimo intensywnej antypatii wobec historii o wampirach, oczekiwałem, nadszedł czas na kolejną powieść, kontynuacje serii, "Jesienną różę".

Abigail Gibbs, obecnie studiująca literaturę na Oxfordzie, zyskała dużą popularność w internecie, publikując w fragmentach powieść "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem", którą zaczęła pisać w wieku piętnastu lat.

Jesienna Róża jest Mędrcem, a zarazem zwyczajną piętnastolatką, uczennicą prowincjonalnej szkoły średniej w hrabstwie Devon. Na co dzień, mimo swojego szlachetnego pochodzenia, bowiem dziewczyna jest dziedziczką tytułu książęcego, ponad Jej rodem znajduje się wyłącznie ród Athena, prowadzi normalne życie. W szkole, w której jest strażniczką, uchodzi za normalną dziewczynę, ponieważ ukrywa swoje pochodzenie. Wszystko się zmienia, gdy przybywa Fallon, książę, drugi kandydat w kolejce do tronu, który nie tylko ujawnia Jej pochodzenia, ale także nie chcę podzielić się informacjami, które według Jesiennej Róży posiada, co do śmierci Jej babci. Ponadto, w tym samym czasie, w mieście dochodzi do zabójczych ataków Extermino, którym zapobiec musi bohaterka.

Historia opisana w drugim, recenzowanym, tomie toczy się równolegle z wydarzeniami z tomu pierwszego. Obie bohaterki - Viloet Lee i Jesienną różę, łączą szczególne więzi, których czytelnik może się domyślać, a które zostaną potwierdzone podczas lektury drugiej części Mrocznej bohaterki. Postacie, podobnie jak w "Kolacji z wampirem", są niestety mało wyraziste. Autorka poskąpiła im skomplikowanej, niebanalnej osobowości, na rzecz ogólnego, powierzchownego, lapidarnego zarysu, co jest jednym z największych mankamentów powieści. Akcja toczy się tym samym tempem, co w pierwszym tomie, czyli nieśpiesznym, rekreacyjnym truchcikiem. Szczególnie uwiera to podczas czytania pierwszych rozdziałów, kiedy bohaterka dosyć ospale i niechętnie poznaje Fallona, rytmicznie zmieniając co do Niego opinie.

Niewyrazistość i powierzchowność objawiają się nie tylko w postaciach. Cała wykreowana rzeczywistość (miejsca, w których żyją bohaterowie, magiczne istoty itd.), nie została potraktowana w sposób osobliwy. Została zrealizowana w sposób bardzo powierzchowny, nieudany i wtórny. Język, jakim posługuje się autorka, także nie jest godny uwagi. Brak w nim polotu i oryginalności. Odnosi się wrażenie, że ma się do czynienia z luźno prowadzonym blogiem, na którym ktoś zamieszcza fragmenty swojej prozy (sic - Abigail Anne Gibbs zasłynęła publikując "Kolacje z wampirem" w internecie), a nie z bestsellerową powieścią.

Z szerokiej oferty wydawnictw, proponujących różne powieści o istotach nadprzyrodzonych, nie jestem pewien, czy warto wybierać tą. Być może jest to moja wina - może za wiele oczekiwałem, może nie jest to literatura dla mnie. Niemniej jednak ja kontynuować przygody z tą serią nie zamierzam, a Wam ją zdecydowanie odradzam. 

2/6

Za książkę serdecznie dziękuję Business & Culture.

niedziela, 28 grudnia 2014

121. David M. Buss "Morderca za ścianą. Zabójcze skłonności ludzkiego umysłu"

Morderstwo jest jednym z tych przestępstw, które najbardziej porusza i szokuje opinie publiczną. Wizerunek zbrodniarzy powielany w mediach, jako bezwzględnych, przebiegłych, prowadzonych na rozprawę sądową, niczym na rzeź, zakutych w kajdanki, otoczonych asystą policji, osób, sugeruje, że mordercą nie może być każdy, a jedynie jednostki zdemoralizowane. Jednak, czy to aby na pewno prawda?

David M. Buss, profesor psychologii na Uniwersytecie Teksańskim w Austin, jest światowej sławy ekspertem w dziedzinie emocji, płci, psychologii rozwojowej i psychologii relacji. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród, autorem ponad 200 artykułów i wielu książek (m.in. "Ewolucji pożądania. Jak ludzie dobierają się w pary" i "Psychologii ewolucyjnej").

Wielu specjalistów, zajmujących się agresywnymi zachowaniami, zwłaszcza u dzieci, uważa, że wszechobecna przemoc, mająca miejsce w grach, telewizji oraz kinie, popycha niektórych ludzi ku morderstwu. Z kolei inni są przekonani, że odpowiedzialne jest za to otoczenie, a przede wszystkim bieda, narkotyki i przemoc. David M. Buss, autor niniejszej książki, jest odmiennego zdania, uważając, że by zrozumieć, dlaczego ktoś zabija, należy wniknąć w głąb umysłu mordercy, z którego odczytać można racjonalną logikę morderstwa. Badania, przeprowadzone przez zespół badawczy, pod kierownictwem autora, wykazały, że 91% mężczyzn i 84% kobiet przynajmniej raz w życiu doświadczyło realistycznych fantazji o zabiciu innej osoby. Kolejne, siedmioletnie, badania przyniosły szokujące wnioski, z których wynika, że w ludzkim umyśle są ukształtowane adaptacyjne mechanizmy zabijania, współwystępujące z wewnętrznym dialogiem i zakorzenione w silnych emocjach.

Teoria, sformułowana przez autora, pozwala wyjaśnić niemal wszystkie rodzaje morderstwa, odwołując się do bezwzględnej logiki oraz procesu ewolucji. Nie ulega wątpliwości, że z aktem zabójstwa mamy do czynienia niemal od początku naszej historii ewolucyjnej, czego dowodem są analizy szkieletów, odnalezionych broni prehistorycznych: maczug, włóczni, noży i mieczów. Powody, dla jakich tak wcześnie staliśmy się skłonni do przemocy, także wydają się oczywiste - możliwość osiągnięcia wielorakich korzyści w walce o przetrwanie i reprodukcję. Ta świadomość, związana z koniecznością zmagania się z śmiertelnymi zagrożeniami ze strony przedstawicieli własnego gatunku, tak mocno wrosła w Naszą naturę, że wykształciła doskonale dopracowane mechanizmy obronne chroniące przed morderstwem (choćby czujność, z jaką przemierzamy nocą ciemne ulice). Związku z tym, wielu ekspertów uważa, że większość morderstw ma miejsce wtedy, gdy wściekłość przeważa nad rozsądkiem, a namiętność nad logiką. Pozwala to wierzyć, że większość morderców zmaga się z różnego rodzaju zaburzeniami. Jednak, z badań wynika, że większość z nich to ludzie zdrowi psychicznie, a ich postępowanie można wytłumaczyć dzięki opracowanej przez autora ewolucyjnej teorii morderstwa. 

Rzadko sięgam po tego typu pozycje, choć psychologia niezmiernie mnie interesuje. "Mordercą za ścianą" zainteresowałem się przede wszystkim ze względu na nowatorskie podejście do tematu, a także intrygujący tytuł i mroczną okładkę. Książkę, mimo dużego formatu i dużej ilości stron, czyta się naprawdę szybko, niemal jak powieść. Opisy i relacje, odzwierciedlające w rzeczywistości poszczególne elementy przedstawianej teorii, nie tylko utrzymują czytelnika w przekonaniu co do jej słuszności, ale także ożywiają i czynią bardziej zrozumiałą niniejszą pozycję. Autor, by uzasadnić swoją koncepcję, korzysta z szerokiego spektrum źródeł i informacji, do których zaliczyć możemy zaliczyć bazy danych FBI, rozmowy z oficerami śledczymi i zabójcami, liczne badania oraz zeznania. Bardzo dużą zaletą są również odwołania historyczno-społeczno-kulturowe, które pozwalają na szerszą penetracje omawianego zagadnienia i możliwość wyłuskania interesujących informacji z wielu dziedzin. Dobrym pomysłem okazało się również umieszczanie różnych statystycznych informacji, pozwalających na imaginację częstotliwości poszczególnych zjawisk czy wydarzeń oraz podzielenie treści na przejrzyste, tematyczne działy.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

środa, 24 grudnia 2014

Życzenia świąteczne

Kochani, 

my, blogosfera, a zwłaszcza ta, publikująca o literaturze i sztuce, jesteśmy jak jedna, wielka rodzina. Dlatego, w tym magicznym dniu, posyłam Wam najlepsze i najszczersze życzenia, podpisując się pod każdym dobrym słowem, jakie usłyszycie dziś podczas dzielenia się opłatkiem. Ponadto, jako sympatyk słowa pisanego, życzę Wam samych dobrych książek pod choinką ;) 

Moc życzeń posyłam także portalowi Sztukater oraz wydawnictwom ze mną współpracującym. 


A u mnie właśnie zakończyły się świąteczne porządki, które przeprowadzałem w swojej biblioteczce. Teraz tylko wyczekiwać pierwszej gwiazdki....


PS
Serdecznie dziękuje za ponad sto tysięcy wejść.  

sobota, 20 grudnia 2014

120. Charlie Stella "Johnny Porno"

http://sklep.zysk.com.pl/product/image/5737/978-83-7785-320-7.jpgMafia, rynek pornograficzny, przestępcy, zabójstwa - wszystko to, skumulowane w jednej powieści, powinno zapewnić wciągającą, pasjonującą lekturę. I takie było moje początkowe nastawienie wobec książki "Johnny Porno", które szybko zniknęło, ustępując miejsca znużeniu.

Charlie Stella, urodzony w 1956 roku, jest autorem kilkunastu książek, w tym bestsellerowych powieści "Mafiya", "Charlie opera" i "Johnny Porno"

Główny bohater powieści, Johnny "Porno" Albano, dzielący swój czas pomiędzy pracę w taksówce, a opiekę nad dzieckiem, której, ze względu na zaległe alimenty, uniemożliwić chce była żona, dorabia licząc widzów i zbierając utarg z nielegalnych projekcji zakazanego filmu pornograficznego "Głębokie gardło" dla mafiosa Eddiego Vento. Jego życie, za sprawą niecnych planów byłej żony i Jej przebiegłego męża, a także niebezpiecznych mafiosów, którzy coraz częściej pojawiają się na drodze bohatera, powoli zaczyna zmieniać się w koszmar...

Podobnie do losów głównego bohatera, którego wciąż napotykały kolejne, piętrzące się problemy, lektura recenzowanej pozycji nie przebiegała u mnie płynnie. Wręcz przeciwnie. Mimo mojego początkowego entuzjazmu, wywołanego obiecującym opisem, licznymi rekomendacjami (umieszczonymi między innymi na skrzydełkach książki), a także pięknym wydaniem powieści, "Johnny Porno" okazało się dla mnie dużym wyzwaniem. Rzeczywistość wykreowana przez bestsellerowego autora, mimo powierzchownej oryginalności, niezwykle mnie nużyła. Sam koncept, na osadzenia akcji powieści wokół nielegalnego filmu pornograficznego, wydawał się naprawdę interesujący, jednak jego realizacja pozostawiła wiele do życzenia.

Jednym z największych mankamentów recenzowanej pozycji jest jednowymiarowość, która objawia się na wielu płaszczyznach. Bohaterowie, choć uwikłani w rozmaite intrygi i spleceni ze sobą różnorodnymi relacjami, pozbawieni są jakiejkolwiek osobowości. Ich postępowanie bynajmniej nie wynika ze znajomej dla odbiorcy ludzkiej natury i logiki, a z określonego przez autora rozwoju wydarzeń. Mimo wyraźnie zarysowanych dążeń i planów bohaterów, a także naturalistycznego sposobu przedstawiania rzeczywistości, postacie są czytelnikowi tak samo obce na początku, jak i na końcu utworu.

Akcja powieści toczy się bardzo nieśpiesznie, co, w moim mniemaniu, jest kolejną wadą niniejszej książki. Pojawiające się liczne zawirowania i zwroty akcji, a także poboczne wątki, morderstwa i przybywające drugoplanowe postacie, nie są w stanie "utrzymać" czytelnika przy lekturze. Cały czas odnosi się wrażenie, że serwowana przez autora historia ma miejsce gdzieś daleko, za grubą warstwą mgły.

Jednak, jak każda książka, "Johnny Porno" ma pewne zalety. Niewątpliwie należy do nich przedstawienie środowiska mafijnego - sposobów ich działalności, praw, jakimi się rządzą oraz konsekwencji w ich działaniach. Autorce, za sprawą stosowania ostrego języka (licznych wulgaryzmów, sprowadzenia aktu seksualnego jedynie do fizycznej czynności itd.), brutalnych opisów (przemocy, zachowań), umieszczenia wątków sensacyjnych (pościgów, dochodzeń), udało się stworzyć klimat iście mafijny, rażący naturalizmem oraz realizmem.

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 14 grudnia 2014

119. dr Andrea Flemmer "Walcz z rakiem!"

http://www.esprit.com.pl/images/okladka/500/1/0/0/0/325.jpgJak każdy odpowiedzialny człowiek, staram się kontrolować to, co jem. Nie prowadzę żadnej rygorystycznej diety, choć wielu produktów unikam, jednak próbuję dostarczać organizmowi pożądanych witamin, minerałów oraz składników odżywczych. By poszerzać swoją wiedzę w tej materii, regularnie sięgam po prasę i książki, traktujące o tematyce zdrowotnej.

Mówi się, że nowotwór jest chorobą cywilizacyjną. Dotyka coraz więcej osób, niezależnie od wieku, płci czy poziomu społecznego. Zachorować mogą na niego nie tylko osoby starsze, ale i, coraz częściej, młode. Słowem "rak" określane jest około trzystu różnych schorzeń, w wyniku których w organizmie pojawiają się zwyrodnienia o charakterze złośliwym. Dr Andrea Flemmer, ceniona biolożka i dietetyczka, niniejszą książką zwraca uwagę, że organizm jest w stanie samodzielnie się przed nim bronić, za sprawą odpowiedniej diety, aktywności fizycznej oraz naturalnych specyfików i kuracji.

Według badań naukowych powstawanie raka dzieli się na trzy etapy: inicjację (pierwsze stadium, podczas którego w zdrowej komórce organizmu dochodzi do uszkodzenia genomu regulującego rozwój komórek), promocję (drugie stadium, w którym dzielą się uszkodzone komórki) oraz progresję (trzecie stadium, w którym mniejsze komórki lub zespół komórek odrywają się od pierwotnego nowotworu i przez krew oraz naczynia limfatyczne rozprzestrzeniają się po całym organizmie). Według opinii ekspertów 90-95 procent chorób nowotworowych spowodowanych jest niewłaściwą dietą, niezdrowym stylem życia i zanieczyszczeniem środowiska. Profesor Bruce Ames, prowadzący badania nad rakiem, stwierdził, że Żyjemy w morzu substancji rakotwórczych. To prawda. Do zewnętrznych czynników odpowiedzialnych za zgony w wyniku chorób nowotworowych należą m.in. nikotyna, niewłaściwa dieta, infekcje, nadwaga, alkohol, emisja radonu, leki, dodatki do żywności. Paradoksalnie, nawiązując do powyższego cytatu, żyjemy także w morzu substancji, które pozwalają nowotworowi zapobiec. Do nich zaliczyć możemy z całą pewnością owoce i warzywa (allicyna, zawarta w czosnku, wykazuje działanie przeciwdrobnoustrojowe; antyoksydanty, występujące w granatach, są skuteczne w przypadku hormozależnych rodzajów raka; jarmuż zawierający bardzo dużo karotenoidów (powszechnie występujące barwniki); jabłka, chroniące przed rakiem jelit; rośliny strączkowe, zawierające kwas fitowy, utrudniający powstawanie i rozwój raka jelita grubego).

"Walcz z rakiem!" zawiera także wiele cennych informacji, traktujących o sposobach walki z zaistniałym nowotworem. Autorka prezentuje łagodne terapie oparte na składnikach zaczerpniętych z przyrody, które nie tylko pomagają w zmaganiach z chorobą, ale także łagodzą jej skutki uboczne. Ku temu służą m.in. żeń-szeń brazylijski, drzewo copaiba, flaszowiec miękkociernisty czy koci pazur (roślina należąca do rodziny marzanowatych lub liliowatych). Do każdego z wymienionych specyfików natury, został podany prosty przepis, który można śmiało dołączyć do codziennej diety.

Jestem pod dużym wrażeniem recenzowanej pozycji. Autorka, w sposób bardzo przejrzysty i rzetelny, przybliża kwestie związane z nowotworem (od jego rozwoju, przez przebieg po sposoby walki), skupiając się na naturalnych możliwościach zapobiegania i leczenie. To zaskakujące, ile produktów, o które ocieramy się każdego dnia, jest w stanie uchronić Nas przed rakiem. Czytając niniejszą pozycję, wciąż przychodziły mi do głowy następujące sentencje: Przyroda jest lekarzem dla wszelkich chorób oraz Wszystkie choroby przychodzą do człowieka przez usta z pożywieniem Hipokratesa, a także Jesteś tym, co jesz. To intrygujące, że tyle prawdy i dróg do zdrowego i długiego życia, kryje się w tych trzech, na pozór błahych, myślach. Autorka, dr Andrea Flemmer, nie tylko wskazuje odpowiednie sposoby do walki z nowotworem, ale także inspiruje do prowadzenia zdrowego trybu życia. Lista prostych przepisów, dołączona do książki, na takie potrawy jak spaghetti z sosem pomidorowo-cukinowym, sałatka z jarmużem czy zupa z brokułów, pozwala wcielić w życie przyswojone informację, które z pewnością poszerzą wiedzę związaną z nowotworami. Pozycja zdecydowanie godna uwagi.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater. 

środa, 10 grudnia 2014

118. Kacper Śledziński "Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych"

Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernychKsiążki historyczne, od kiedy pamiętam, omijałem szerokim łukiem. Przyległa do nich, w mojej świadomości, łatka nużących. Jednak, za sprawą kilku pozycji przeczytanych w tym roku, zmieniłem wobec nich podejście, a owocem tej zmiany jest między innymi lektura książki Kacpra Śledzińskiego, "Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych".

Kacper Śledziński - historyk i publicysta, autor bestsellerowych książek historycznych ("Cichociemni. Elita polskiej dywersji", "Odwaga straceńców. Polscy bohaterowie wojny podwodnej", "Czarna kawaleria. Bojowy szlak pancernych Maczka"), pisze "takie książki, jakie sam chciałby przeczytać".

Polacy, którzy znaleźli się po 1939 roku na radzieckich ziemiach, za sprawą wywózek (m.in. w ciasnych, zamkniętych wagonach towarowych, o zupie i kipiatokach (przegotowanej wodzie)), w 1941 roku zapałali nadzieją. 30 lipca 1941 roku podpisano w Londynie umowę Sikorski-Majski, która otworzyła cele oraz bramy łagrów dla polaków. Kolejne podpisy, złożone 14 sierpnia 1941 roku, pod umową wojskową, przesądziły o utworzeniu na terenach ZSRR armii polskiej, pod przewodnictwem generał dywizji Władysława Andersa. Tym samym alianci zyskali nowego sojusznika wobec Niemiec, które 22 czerwca 1941 zaatakowały ZSRR. Armia polska, składająca się między innymi z wygłodzonych i schorowanych żołnierzy, znajdujących się w nieprzystosowanych do zimy obozach, dla której zabrakło żywności, broni i mundurów, ostatecznie została przeniesiona do Iranu i Iraku.

6 maja 1943 Państwowy Komitet Obrony ZSRR podjął decyzje o utworzeniu 1. Dywizji Piechoty pod dowództwem Zygmunta Berlinga. Tym razem, w przeciwieństwie do szeregów pod przewodnictwem Andersa, w skład wojska wchodziły jedynie osoby w wieku poborowym. Na terenie całego Związku Radzieckiego rozpoczęły się szkolenia i przygotowania żołnierzy. W sierpniu 1943 rozpoczęło się formowanie 1. Brygady Pancernej, której nadano imię Bohaterów Westerplatte.

Nie ukrywam, że niniejszą książką zainteresowałem się ze względu na niezmiennie popularny polski serial, "Czterej pancerni i pies", emitowany nieprzerwanie od niemal 50 lat, którego popularność skłoniła Śledzińskiego do spisania losów 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Autor, w sposób rzetelny i bardzo przejrzysty, przybliża historię pancernych, od Lenino poprzez Studzianki, Warszawę po Wał Pomorski , która nie została w pełni przedstawiona w serialu. Książka, mimo obszernych rozmiarów - dużego formatu oraz dużej ilości stron, zdecydowanie nie nuży, gdyż treść została staranie wyselekcjonowana, a autor nie zarzuca czytelnika lawiną dat, faktów oraz postaci. Historyczne relacje zostały okraszone intrygującymi opisami przyrody i miejsc, których poetyckość oraz wysublimowanie sprawia, że odnosi się wrażenie, że ma się do czynienia z powieścią. Również zachowanie ciągłości historycznej (nie przeplatanie jej pobocznymi, mającymi nikłe znaczenie, faktami czy historiami) sprawia, że "Tankistów" czyta się tak, jak czyta się dobrą powieść - nieprzerwanie, z pasją i zaciekawieniem.

Godne uwagi jest również interesujące oddanie rzeczywistości przedstawianych lat - problemów w medycynie (beznadziejnego poziomu obsługi szpitalnej), warunków klimatycznych, poziomu zaawansowania wyposażenia wojskowego, a także liczne fotografie, przedstawiające nie tylko żołnierzy, ale także sprzęt wojskowy oraz przełomowe wydarzenia (takie jak podpisanie układu Sikorski-Majki).

Choć "Tankiści. Prawdziwa historia czterech pancernych" po części traktuje o wydarzeniach zawartych w popularnym serialu, a sam autor kilkakrotnie się do niego odwołuje, to, w zestawieniu nim, stanowi jedyne źródło informacji. Na potrzeby scenariuszu niektóre fakty zostały przemilczane, jeszcze inne dopowiedziane, zaś książka Śledzińskiego przedstawia historię pancernych w pełni, z której pozyskiwać można rzetelne informacje.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

117. Rhonda Byrne "Bohater"

http://www.rebis.com.pl/rebis/public/news/pictures.html?co=show1&id=4931&instance=1000&parent=4810&lang=plBardzo rzadko sięgam po pozycje dotyczące rozwoju osobistego. Za sprawą kilku takich literackich spotkań, utrwaliła mi się myśl, że tego typu książki są powierzchowne, pełne banałów i pseudofilozoficznego bełkotu. Jednak, zafrapowany enigmatycznym opisem, a także spektakularnymi sukcesami poprzednich pozycji Rhondy Byrne, postanowiłem zapoznać się z treścią "Bohatera".

Rhonda Byrne zasłynęła za sprawą filmu "Sekret", który obejrzało miliony ludzi na całym świecie. Sukces odniosła również książka o tym samym tytule, którą przetłumaczono na 50 języków, a jej łączny nakład przekroczył 25 milionów egzemplarzy. Byrne kontynuowała swoje dzieło, pisząc "Siłę" oraz "The Magic".

"Bohater,", w lapidarnym skrócie, jest książką-drogowskazem. Autorka, na przykładzie kilku ludzi sukcesu, m.in.  G.M. Rao, założyciela i prezesa GMR Group, Anastasi Soare, ikony branży kosmetycznej, Paula Orfalea, czołowego producenta artykułów biurowych i sieci usług kserograficznych, motywuje Czytelnika do realizacji własnych pragnień i marzeń, udowadniając, że przy przestrzeganiu odpowiednich zasad, osiągnięcie wyznaczonych celów jest możliwe. Posługując się przykładem kilku cenionych postaci, z różnych branż, stara się zobrazować odbiorcy, że nie ma ludzi wybranych, dla których przewidziany jest lepszy los. Każdy jest w stanie osiągnąć szczęście, a potrzebne do tego jest jedynie postępowanie zgodne z własnymi pragnieniami.

Dzięki zastosowaniu bezpośrednich zwrotów, ("Spełniając swoje marzenia, osiągniesz daną Ci wielkość", "Marzenia wzywają Cie, abyś żył na ich miarę" itp.), podczas lektury odnosi się wrażenie, że książka jest kierowana tylko i wyłącznie do aktualnie czytającej osoby. Powoduje to wrażenie intymności między odbiorcą a treścią, co w tego rodzaju literaturze jest pożądane. Rady Rhondy Byrne, choć na pierwszy rzut oka powierzchowne i dobrze znane, spełniają swoją rolę, gdyż naprawdę motywują do działania, a także uzmysławiają odbiorcy, że szczęście jest w zasięgu ręki.

Wydawnictwo Rebis dołożyło wszelkich starań, by książka zachwyciła czytelnika pod względem wizualnym. Intrygująca obwoluta, stylizowana na starą mapę, pod którą znajduje się twarda, czerwona okładka, obszyta materiałem, to tylko wierzchołek góry, jaką stanowi dzieło Rhondy Byrne. Samo wnętrze, stylizowane na starą księgę, również zachwyca - gruby, śliski papier, wypełniony licznymi ilustracjami, podpisami oraz mapami rzetelnie dopełniającymi treść.

"Bohater", mimo moich początkowych obaw, ma silne predyspozycje do tego, by powtórzyć sukces "Sekretu", a także zagościć na dłużej w mojej świadomości. Książka nie tylko zachwyca walorami fizycznymi, ale także zawartością tekstową. Autorka rzetelnie wypełnia założone cele, napawając odbiorce pozytywną energią oraz chęcią do działania.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 6 grudnia 2014

116. Abigail Anne Gibbs "Mroczna bohateterka. Kolacja z wampirem"

http://sm3.muza.com.pl/1026-thickbox_default/mroczna-bohaterka-kolacja-z-wampirem.jpgWszelkiego rodzaju książki o wampirach wywołują u mnie przerażenie. I nie ze względu na fantastycznych bohaterów, pijących ludzką krew, lecz na przewidywalność, banalność i powierzchowność treści oraz brak umiejętności pisarskich autorów, których, po sukcesie kilku serii i ekranizacji, na półkach sklepowych pojawiło się wielu. Jednakowoż, skuszony intrygującą okładką oraz obiecującym opisem, postanowiłem sięgnąć po "Kolacje z wampirem" Abigail Gibbs.

Abigail Gibbs, obecnie studiująca literaturę na Oxfordzie, zyskała dużą popularność w internecie, publikując w fragmentach powieść "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem", którą zaczęła pisać w wieku piętnastu lat.

Główna bohaterka powieści, Violet Lee, staje się świadkiem wstrząsającej masakry na Trafalgar Square, w trakcie której dochodzi do śmiertelnej konfrontacji dwóch grup tajemniczych mężczyzn. Jako świadek niecodziennych wydarzeń, zostaje porwana do okazałej rezydencji, w której zmuszona jest rozpocząć nowe życie. Mimowolne opuszczenie rodziny i znajomych, w niniejszej sytuacji, zdaje się być najmniejszym problemem bohaterki, gdyż postacie, które zabierają Jej wolność, okazują się być jednostkami nadludzkimi, których Violet do tej pory nie posądzała o istnienie. Sytuacja komplikuje się o wiele bardziej, gdy okazuje się, że losy tajemniczych istot są splecione z rodziną bohaterki, a ich przyszłość zależy od decyzji uprowadzonej dziewczyny.

"Kolacja z wampirem" to pierwsza część serii "Mroczna bohaterka". Akcja powieści rozwija się bardzo szybko już od pierwszych stron. Seria wstrząsających wydarzeń (m.in. wspomniana wyżej masakra na Trafalgar Square, liczne próby odebrania życia głównej bohaterce, bójki) przeplatana jest wydarzeniami z życia wewnętrznego Violet Lee, dotyczącymi różnego rodzaju dylematów (moralnych, uczuciowych itp.), które, dzięki pierwszoosobowej narracji, umożliwiają czytelnikowi głębszy odbiór treści.

Fundamenty, na których została wykreowana powieść, są dobrze znane w świecie literatury. Główna bohaterka zmuszona jest do wyboru pomiędzy dobrem a złem, uczuciem a rozsądkiem, stabilizacją a zmianą. Intrygi,w które została uwikłana (choćby odpowiedzialność za utrzymanie dobrych relacji między światem wampirów, a światem ludzi) także nie zostały poprowadzone w sposób innowacyjny. Początkowa niechęć Violet wobec świata wampirów, pod wpływem wielu czynników, między innymi uczuć, stopniowo ulega zmianie, by ostatecznie, nie tylko odrzucić szanse na powrót do własnej rodziny, do dobrze znanej codzienności, ale także zakochać się w jednym z nich, w Kasparze. Dużym mankamentem powieści jest powierzchowne przedstawienie bohaterów, świata wampirów oraz relacji między postaciami. Autorka, Abigail Gibbs, nie przypisała bohaterom żadnej wyrazistej osobowości, żadnej znaczącej przeszłości oraz nie pozwoliła czytelnikom zgłębić ich psychikę. Wykreowane przez Nią postacie są jednowymiarowe i płytkie, zaś relacje jednoznaczne i przewidywalne.

Przedstawienie wampirów, jak i ich świata, najbardziej uwierało mnie podczas lektury. Tym ponadludzkim istotom nie zostały przypisane żadne nowe cechy oraz nie zostały potraktowane w sposób odkrywczy czy świeży. Autorka powieliła wyświechtany zarys ich sylwetek, dobrze znanych z innych książek czy filmów. Poza tym, że żywią się krwią, że są niemal nieśmiertelni i kilku innych cech, czytelnikowi nie jest dane dowiedzieć się na ich temat niczego nowego. A szkoda...

Niemniej jednak jest to powieść, której lektura przynosi wytchnienie. Dzięki dynamicznemu rozwojowi akcji, nieskomplikowanej fabule i jednowątkowości, "Kolacje z wampirem" przyswaja się bardzo szybko. Książka powinna spodobać się przede wszystkim laikom utworów traktujących o wampirach, zaś obeznanym w tym temacie, a także czytelnikom poszukujących w literaturze rozrywki intelektualnej, debiut Abigail Gibbs może pozostawić wiele do życzenia.

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję Business & Culture.

sobota, 29 listopada 2014

115. John Conroy "Tortury. Ofiary. Prześladowcy. Świadkowie"

http://www.gandalf.com.pl/o/tortury-ofiary-przesladowcy-swiadkowie,big,481240.jpg
Źródło
Tortury są tematem, o którym niewątpliwie trudno jest mówić. Zarówno o tych, które miały miejsce w przeszłości, jak i o tych, które dzieją się obecnie. John Conroy, recenzowaną pozycją, zabiera Czytelnika w świat tortur, tłumacząc jego skomplikowany mechanizm i prawa, jakim się rządzi, a także losy oprawców i torturowanych.

John Conroy - absolwent Uniwersytetu Illinois, były redaktor naczelny "Chicago Magazine", autor książki poświęconej problemom Irlandii Północnej "Belfast diary: War as a way of life" oraz wielu artykułów, publikowanych w czołowych magazynach.

Nie trudno sobie wyobrazić, jakie jest zadanie i jaka jest istota tortur. Przeprowadzane są z wielu różnych powodów, wśród których najczęściej pojawiają się uzyskanie cennych informacji, karanie, zastraszanie oraz wymuszanie zmiany przekonań. Sam Arystoteles i święty Augustyn opowiadali się za torturami, jako skutecznymi środkami do zdobywanie wiarygodnych dowodów. Z kolei w starożytnym Rzymie istniały ściśle ustalone zasady określające, które warstwy społeczne mogą być torturowane. Jak się nie trudno domyślić, pierwotnie torturom byli poddani tylko niewolnicy, których chłostano, bito drągami lub łańcuchami oraz przypalano rozgrzanym metalem. Kościół katolicki, mimo początkowego sprzeciwu, przejął wiele tego typu praktyk, co zaskutkowało decyzją z 1252 roku, umożliwiającą torturowanie podejrzanych o herezję. W Europie późnego średniowiecza tortury były przeprowadzane na porządku dziennym, jako preferowana metoda karań. Dopiero XVIII wiek, za sprawą głoszonych przez filozofów negatywnych opinii, przyniósł poszukiwania nowych rozwiązań, które zastąpiłyby torturowanie.

Jednak, mimo narastającego sprzeciwu społeczeństw wobec tego typu praktyk, tortury mają miejsce do dziś. I nie są stosowane tylko w krajach totalitarnych, ale również w demokratycznych, szczycących się humanitarnością. Jednym z takich przykładów, poruszonych w niniejszej książce, jest postać Andrewa Wilsona, oskarżonego o zabójstwo, który, podczas pobytu w jednej z chicagowskich komend, został brutalnie pobity, przypiekany (początkowo papierosem, następnie kaloryferem) oraz rażony prądem. Mimo licznych skarg Wilsona, sytuacja bynajmniej nie uległa zmianie. Prowadzony w tej sprawie proces (nie mającego żadnego wpływu na proces dotyczący domniemanego zabójstwa) także nie rozstrzygnął kwestii dotyczących oskarżeń Wilsona, gdyż sędzia unieważnił postępowanie. Co ciekawe, nie jest to żaden tragiczny ewenement, gdyż oprawcy bardzo rzadko stają przed sądem, nie mówiąc już o poniesionych odszkodowaniach i rekompensatach względem poszkodowanych.

Ciekawą kwestią poruszoną przez autora są etapy, niekoniecznie według następującej kolejności, potwierdzenia prowadzonych tortur w krajach demokratycznych. Pierwszym etapem jest zdecydowane i całkowite zaprzeczenia (towarzyszą mu ataki na osoby, które ujawniły fakt tortur), drugim umniejszanie ich znaczenia, trzecim uwłaczanie ofiarom i przedstawienie ich w złym świetle, czwartym uzasadnienie maltretowania (na przykład za pomocą zaistniałych sytuacji, braku innych rozwiązań itp.), piątym postawienie zarzutu, według którego wszyscy, którzy stają po stronie torturowanych pomagają wrogom państwa, szóstym upowszechnienie stwierdzenia, że do tego typu aktów przemocy już nie dochodzi i dochodzić nie będzie. Ostatnimi trzema etapami są obarczanie winy kilku czarnych owiec, stwierdzenia, że inni dopuszczają się znacznie gorszych rzeczy oraz głoszenie, że ofiara w końcu dojdzie do siebie.

"Tortury. Ofiary. Prześladowcy. Świadkowie" to książka, po którą niezaprzeczalnie warto sięgnąć. Powinna zainteresować nie tylko znawców tego tematu, ale także czytelników interesujących się historią, więziennictwem, politologią, psychologią oraz otaczającą go rzeczywistością. Książka dostarcza nie tylko informacji z zakresu sposobów prowadzenia tortur, wydobywania informacji oraz związanych z tymi zagadnieniami tematami, ale także portretów psychologicznych ofiar. Wielogodzinne, nierzadko wielotygodniowe, akty bestialstwa (choćby uniemożliwianie snu, nakazanie długiego stania) doprowadzają nie tylko do nieodwracalnych zmian w organizmie, ale także w psychice poszkodowanego. Z upływem czasu ofiary nie dostrzegają winy swojego cierpienia w katach (bo tak należy mówić o osobach zadających komuś cierpienie), ale w samych sobie. Bo czy przyznanie się do winy, zmienienie poglądów czy zastosowanie się do poleceń osoby przetrzymującej, nie umożliwi zaspokojenia podstawowych potrzeb? Snu? Kontaktu z lekarzem? Takie pytania, co udowadnia autor, niewątpliwie towarzyszą osobie torturowanej, dzięki którym postrzega siebie jako wroga. Zadziwiające jest również to, że samo uwolnienie, a nawet pozytywny wyrok wymiaru sprawiedliwości, nie gwarantuje spokoju. Osoba, która została poddana torturom już na zawsze obarczona jest doznanymi nieprzyjemnościami, co objawia się myślami samobójczymi, depresjami, koszmarami sennymi, lękami itp.

John Conroy, by udowodnić, że do tortur dochodzi na całym świecie, a nie tylko w krajach totalitarnych, jak niektórzy uważają, zabiera odbiorcę w podróż do Stanów Zjednoczonych, Izraela oraz Irlandii. Jego przekonująca oraz rzetelna narracja, mimo licznych odwołań historycznych i społecznych, świadków, faktów oraz relacji, sprawia, że, zgodnie z opisem wydawnictwa, książkę czyta się jak dobrą powieść. Zdecydowanie warta polecenia.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater

piątek, 28 listopada 2014

114. Stosik październik-listopad


W tym roku jesień mnie zaskoczyła. Przyszła i odeszła. Nagle. Nie uraczyła kolorami, barwnymi porankami, pastelowymi zachodami... nie, nie. Ciężkimi kroplami strąciła z drzew wszystkie liście, wiatrem przegoniła je z ogrodów, a do Nas,w ramach wymiany, przytargała do sklepów wszystko to, co powinno pojawić się dopiero w okolicach Bożego Narodzenia. O czym mówię? O choinkach, bombkach, światełkach, prezentach.... By ustrzec się przed tym marketingowym, jakże przedwczesnym, podejściem do świąt, a także deszczową i zimną pogodą, jak pewnie wielu z Was, uciekam w książkę. A mam w czym wybierać, bo ostatnie dni okazały się dla mnie pod tym względem łaskawe....


Egzemplarze recenzenckie od portalu Sztukater:
1. Mateusz M. Lemberg "Patron" - recenzja
2. Melvin R. Starr "Ślad atramentu"- recenzja
3. Jeffrey Archer "Ostrożnie z marzeniami" - recenzja
4. Lewis Wallace "Ben Hur" - recenzja
5. Modris Eksteins "Święto wiosny" - recenzja
6. Józef Baran, Sławomir Mrożek "Scenopis od wieczności" - recenzja
7. Kacper Śledziński "Tankiści"
8. John Conroy "Tortury" - recenzja niebawem
9. David M. Buss "Morderca za ścianą"

Stosik mieszany: 
a) egzemplarze recenzenckie od portalu Sztukater:
10.Rhonda Byrne "Bohater"
11. dr Andrea Flemmer "Walcz z rakiem!" - recenzja niebawem
12. Adam Cioczek "Koniec gry" - recenzja
13. Charlie Stella "Johnny Porno"
 b) egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa Muza:
14. Abigail Gibbs "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem"
15. Abigail Gibbs "Mroczna bohaterka. Jesienna róża"

 Zakypy własne:
16. Carlos Maria Dominguez "Dom z papieru" - przeczytane
17. Ludmiła Ulicka "Daniel Stein, tłumacz" - muszę przyznać, że jestem szalenie ciekawy tej książki
18..James Canon "Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn"
19. Władysław St. Reymont "Chłopi"
20. Sławomir Wyspiański "Wesele"
21. Joseph Conrad "Jądro ciemności"
22. Tristram Hunt "Komunista we fraku". 

 Wszystkie książki razem prezentują się mniej więcej tak:
Jak więc widzicie, rozbieżność tematyczna jest dosyć duża - od powieści obyczajowych, przez kryminały, biografie reportaże, pozycje historyczne i klasykę, aż po fantastykę.Widzicie coś dla siebie? A może którąś z powyższych pozycji czytaliście?

(Tradycyjnie przepraszam Was za jakość zdjęć)

czwartek, 27 listopada 2014

113. Adam Cioczek "Koniec gry"

Jednym z najistotniejszych elementów dobrego kryminału jest niewątpliwie przewrotna intryga. To ona sprawia, że lektura staje się pełna emocji i napięcia, a także nie pozwala na odłożenie książki na bok. Skonstruowanie jej, wbrew pozorom, nie jest łatwe, czego dowodem są liczne powieści, w których rozwój akcji, zamiast intrygować, męczy. Do takich zdecydowanie nie należy powieść Adama Cioczka, "Koniec gry".

Adam Cioczek, urodzony w 1982 roku w Lublinie, jest absolwentem studiów scenariopisarskich w Warszawskiej Szkole Filmowej. Jest także absolwentem filozofii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pisał scenariusze m.in. do seriali "Samo życie", "Pierwsza miłość" oraz "Malanowski i partnerzy". Aktualnie pracuje nad kolejną książką.

W Lublinie, w centrum miasta, w jednej z małych kawiarni, z rąk Edwarda Chojara, zostaje zastrzelony Piotr Wójtowicz. Obrońcą oskarżonego zostaje adwokat Adam Getz, zaś prokuratorem Tomasz Bracki. Początkowo całe dochodzenie, mimo licznych nieścisłości, toczy się w sposób bardzo schematyczny, jednak, z czasem, na jaw wychodzą kolejne fakty oraz intrygi, które zamieniają rolami obu mężczyzn - prokurator winien jest bronić oskarżonego, zaś adwokat oskarżać. Przeszłość, która łączy trzech mężczyzn, staje się fundamentem niecodziennej rozgrywki, w której karty rozdaje zbrodniarz, Edward Chojara.

Debiutancka powieść Adama Cioczka zaskakuje przede wszystkim skomplikowaną, aczkolwiek dobrze poprowadzoną, niebanalną intrygą. Na rozwój wydarzeń nie wpływają nowe fakty czy badane poszlaki, jak to zwykle bywa w powieściach kryminalnych, ale informacje i rozwiązania podsuwane przez oskarżonego. Centralnym miejscem utworu staje się sala widzeń, w której Piotr Wójtowicz, stopniowo obnaża całą prawdę o swojej przeszłości, która prowadzi nie tylko do rozwiązania kwestii sądowych, związanych z popełnionym morderstwem i jego następstwami prawnymi, ale także do osobistych rozważań i zawirowań w życiu prywatnym, zarówno prokuratora, jak i adwokata. Autor, nie tylko zespolił losy wszystkich bohaterów, obdarzając ich wspólną przeszłością, ale również przypisał im intrygujące osobowości. Każda z postaci, oprócz zagmatwanej sytuacji aktualnej - w życiu prywatny, zawodowym, rodzinnym, zmaga się także z nierozwiązanymi zagadkami z przeszłości, które cały czas rzutują na teraźniejszość.

Akcja powieści toczy się dosyć nieśpiesznie, choć samą książkę czyta się naprawdę szybko. W utworze nie mają miejsca rozbudowane i częste dialogi, zaś pojawiają się inteligentne, długie opisy i refleksje narratora, w których rozpatrzone zostają nie tylko losy głównych bohaterów i ich życie wewnętrzne, ale także złożoność ludzkiej natury, kwestie egzystencjalne oraz wnioski dotyczące codziennego życia. Pod tym względem, choć z pewnością jest to porównanie dosyć nieadekwatne i na wyrost, powieść przypomina mi "Zbrodnie i karę" Fiodora Dostojewskiego. W obu utworach zbrodnia jest tylko powodem i bodźcem ku temu, by obnażyć całą ludzką naturę oraz jej zagmatwanie. I choć w powieści Dostojewskiego zostało to przeprowadzone w sposób niemal idealny, to w debiucie Adama Cioczka, mimo kilku mankamentów, płaszczyzna psychologiczna jest również zdecydowanie warta uwagi.

"Koniec gry" nie jest typową powieścią kryminalną. Mimo wyraźnie zarysowanego wątku sensacyjnego, na pierwszy plan wysuwają się bohaterowie, a z nimi analiza psychologiczna, co każe mi traktować utwór w kategoriach powieści obyczajowej. Jednak, mam wrażenie, że wykreowana przez autora rzeczywistość jest na tyle wielowymiarowa, że każdy czytelnik odnajdzie w niej coś innego, co przykuje Jego uwagę.

4,5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

niedziela, 23 listopada 2014

112. Pisarze po godzinach

Do tej pory stroniłem od wpisów niedotyczących konkretnych książek. Jednak, w ostatnim czasie, kiedy dzień radykalnie się skurczył, a czasu na czytanie, jak i na refleksje, coraz więcej, przyszedł mi do głowy pewien, mam nadzieje interesujący, pomysł.

Zapewne, jako sympatycy słowa pisanego, zastanawialiście się, jak wygląda oraz jak tworzy autor, którego dzieła czytacie. Wszelkiego rodzaju spotkania - wieczory autorskie, wieczorki poetyckie, spotkania na różnych książkowych wydarzeniach (promocjach, targach, wywiadach) pozwalają wygenerować takową świadomość. Jednak, dziś chciałem skonfrontować Was z postacią, którą oprócz lekkiego pióra, charakteryzuje coś jeszcze. Coś skandalizującego, łamiącego stereotypy i wyobrażenia, nie pozwalającego na obojętność...

Panuje głęboko zakorzeniona myśl, co do wyglądu i stylu życia pisarzy. Wielu wyobraża sobie ich, jako panów, pod muszką czy krawatem, zasiadujących w dużym, wygodnym fotelu, z fajką w ustach, przed ogromnym, mahoniowym biurkiem, z ogromną książką na kolanach. Wynika to zapewne z faktu, że autorzy książek zazwyczaj sami utrzymują ten stereotyp, a także są wycofani z życia publicznego, nie mieszają się w sprawy aktualne i interesujące opinie publiczną, a wypowiadają się dopiero za sprawą kolejnej książki, albo rozmowy dotyczącej nowego dzieła. Są jednak postacie, nawet na polskim rynku, które łamią ten stereotyp. O kim mowa? Dziś o Michale Witkowskim, autorze głośnego "Lubiewa".

 Jeżeli nie znacie żadnej z książek Michała Witkowskiego, to odsyłam Was do moich recenzji:
"Lubiewo bez cenzury" - KLIK 
"Drwal" - KLIK 
"Zbrodniarz i dziewczyna" - KLIK
Drwal
Zbrodniarz i dziewczynaLubiewo bez cenzury (e-book)Michał Witkowski, urodzony 1975, jest jednym z najgłośniejszych polskich pisarzy. Jest finalistą Nagrody Literackiej NIKE 2006 oraz laureatem Nagrody Literackiej GDYNIA 2006. W 2007 roku otrzymał Paszport "Polityki". Jego utwory przetłumaczone są na 30 języków, a każda kolejna powieść staje się w Polsce bestselerem (tak jak "Drwal" (2011), który sprzedał się w około 50 tys. nakładzie). Witkowski od niedawna zajmuje się także.... modą. Oprócz prowadzonego bloga, bywa także na salonach, pozując na niecieszących się dobrą opinią ściankach.

Jak sam podkreśla, bawi się modą, bo się nią interesuje, a ponadto nie chce być kojarzony tylko jako pisarz. W swojej działalności modowej jest postacią niezwykle wyrazistą, nie tylko ze względu na kompletowane przez siebie stylizacje, ale także na wyrażane przez siebie opinię. Skrytykował już między innymi znaną bloggerkę modową (co odbiło się dużym echem na portalach plotkarskich), a także recenzuje pokazy mody (w których bierze udział) oraz różnego rodzaju imprezy modowe.

Dodam tylko, że w przyszłym roku, pod skrzydłami wydawnictwa Znak, ukaże się nowa powieść Witkowskiego - "Fynf und cwancyś".

Aby nie przedłużać, zaprezentuje Wam kilka stylizacji Witkowskiego:
https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/t31.0-8/p526x296/10629298_1503453953236213_5691787340982930400_o.jpghttps://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xaf1/t31.0-8/p526x296/10750372_1503076003274008_6600709836727666525_o.jpghttps://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/v/t1.0-9/1483341_1512553462326262_5139960374548250517_n.jpg?oh=25f83a61354771034346ab4b82d967f3&oe=551F8378
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/10801704_1514517485463193_5390540818197437405_n.jpg?oh=287380218bb0c0b7567877840118bcc5&oe=54E1B069&__gda__=1427249667_a89718a9efa68e75684265591641312f
Zdjęcia pochodzą z facebooka Witkowskiego

W internecie można także obejrzeć splash pisarza:

Wiele osób (w tym ja) uważa, że cała przygoda Witkowskiego z modą to performance, który ma na celu uwydatnienie wszystkich wad oraz płytkości polskiego show-biznesu. Jednak są zdania, że Michał traktuje to w sposób jak najbardziej poważny.... a Wy co o tym sądzicie?

piątek, 21 listopada 2014

111. Mateusz M. Lemberg "Patron"

http://www.proszynski.pl/images/media/products//Patron.jpgNa początku był kryminał. Tak, tak - kryminał. Początek mojej przygody z literaturą, który miał miejsce kilka lat temu, zaczął się właśnie od tego rodzaju powieści. Z wypiekami na twarzy śledziłem losy bohaterów, uwikłanych w niebezpieczne i mroczne intrygi. Choć obecnie częściej sięgam po inne gatunki powieści, to sympatia do kryminałów we mnie została. I z tego powodu, zahipnotyzowany intrygującą okładką oraz obiecującym opisem książki, postanowiłem sięgnąć po "Patrona" Mateusza M. Lemberga.

Mateusz M. Lemberg, urodzony w 1971 roku, ukończył studia medyczno-weterynaryjne. Amatorsko realizował filmy, podróżował na Wschód, a także rysował komiksy. Zarabia na życie jako lekarz. Jest autorem powieści "Zasługa nocy".

W Starym Brodzie, w klasztornym kościele, zostaje odnalezione zmasakrowane ciało biskupa - pozbawione głowy, która została umieszczona w tabernakulum. Śledztwo w tej sprawie zostaje przydzielone zmagającemu się ze schizofrenią komisarzowi Witczakowi, przygotowującej się do zmiany płci aspirantce Cynowskiej oraz sfrustrowanemu sierżantowi Tymańskiemu. Witczak, który niedawno wyszedł z zamkniętego oddziału Instytutu Psychiatrii i Neurologii, postanawia pozostać w starobrodzkim klasztorze, by uporać się z własnymi problemami, a także bliżej przyjrzeć się prowadzonemu śledztwu. Grono ofiar szybko się powiększa, gdyż giną kolejne osoby, w jakiś sposób związane z klasztorem w Starym Brodzie, których morderstwa przypominają męczeńską śmierć kilku świętych.... W tym samym czasie Cynowska i Tymański poszukują nekrofila, profanującego w sposób bestialski uprowadzone zwłoki.

Powieść Mateusza M. Lemberga opiera się na tradycyjnym schemacie - serii brutalnych morderstw, popełnianych z zrozumiałych tylko dla mordercy powódek. Prowadzone śledztwo jest już mniej oczywiste, gdyż przewodniczą mu bohaterowie, których autor obdarzył nie tylko różnorodnymi i wyrazistymi osobowościami, ale także osobliwymi problemami i życiem prywatnym. W "Patronie" mamy między innymi do czynienia z schizofrenikiem, którego choroba znacznie postępuje, homoseksualną aspirantkę, której planowaną zmianę płci uniemożliwia ciąża, będąca owocem gwałtu, a także ogólny, acz bardzo wyraźny, zarys istoty i konserwatyzmu Kościoła. Podczas lektury, gdy zaczęły z treści wyłaniać się pojedyncze osobowości, odniosłem wrażenie, że nadanie indywidualnych rysów wielu bohaterom, w połączeniu z urodzajem wątków oraz intryg, będzie przemawiać tylko na niekorzyść książki. Jednak, szybko się okazało, że indywidualizm postaci jest tylko powierzchowny, że autor nie wgłębia się w psychikę bohaterów oraz sens ich postępowań. 

Akcja "Patrona" rozwija się nieregularnie. Momentami toczy się bardzo nieśpiesznie, pozwalając czytelnikowi przyjrzeć się dokładniej bohaterom oraz wątkom dotyczącym ich życia prywatnego, by za chwilę radykalnie zmienić tempo, porywając w prowadzone śledztwo. Dochodzeniu towarzyszą licznie nieścisłości i ślepe zaułki, dzięki czemu czytelnik jest wodzony rozwojem wydarzeń, przez zwroty akcji, nowe poszlaki, wątki oraz intrygi. W powieści Lemberga mają miejsca liczne brutalne opisy (choćby zbrodni, jakich dokonał poszukiwany morderca), które, bardziej niż szokują i mrożą krew w żyłach, zadziwiają. Niektóre z nich brzmią także mało prawdopodobnie, jednak nie zakłóca to odbioru treści.

Dużym zaskoczeniem okazała się dla mnie jednowymiarowość powieści. Mimo licznych okazji, by uczynić "Patrona" nie tylko utworem sprzyjającym rozrywce i napięciu, autor wykreował rzeczywistość, która bynajmniej nie oddziałuje na emocje. Niechciana ciąża bohaterki, będąca owocem gwałtu, nie została w żadnym kontekście szerzej rozpatrzona, została zarówno autorowi, jak i odbiorcy, obojętna, a motyw, jakim kierował się zabójca, nie został skonfrontowany z żadną myślą, która zmusiłaby czytelnika do podjęcia szerszej refleksji.

4/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 15 listopada 2014

110. "Scenopis od wieczności (listy)" Józef Baran - Sławomir Mrożek

http://sklep.zysk.com.pl/product/image/5729/978-83-7785-559-1.jpgWielokrotnie powtarzałem, że od lat niezmiennie interesują mnie środowiska artystyczne. Z przyjemnością sięgam nie tylko po biografie i relacje z życia twórców, ale także po różnego rodzaju pozycje, pozwalające wgłębić się w ich prywatność - pamiętniki, dzienniki czy, tak jak w tym wypadku, zbiory prywatnej korespondencji.

Sławomir Mrożek (ur. 29 czerwca 1930, zm. 15 sierpnia 2013) - polski dramatopisarz, prozaik oraz rysownik. Autor m.in. "Tanga", "Indyka", "Miłości na Krymie". Jako dramaturg zaliczany do nurtu teatru absurdu.

Józef Baran (ur. 17 stycznia 1947) - polski poeta, absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Debiutował w 1969 na łamach "Życia Literackiego". Tłumaczony na wiele języków (m.in. angielski, niemiecki, czeski).

"Scenopis od wieczności" to zbiór korespondencji Sławomira Mrożka i Józefa Barana, powstałej na przestrzeni osiemnastu lat (od 1974 do 1992). Wymiana listów pomiędzy dwoma twórcami - wówczas młodym, poszukującym swojej drogi poetą, a doświadczonym i cenionym, przebywającym poza ojczyzną, artystą, to inteligentny dialog, traktujący o sztuce, roli artysty, drodze twórczej, otaczającej rzeczywistości, kobietach, ludzkiej natrze oraz sensie życia.

Wszystko zaczęło się od listu (którego przytoczenie pełnej treści jest niemożliwe, gdyż zaginął) Sławomira Mrożka do Józefa Barana, w których dramaturg wyraża zachwyt nad zbiorem wierszy "Nasze najszczersze rozmowy" swojego adresata. Od tego wydarzenia rozpoczęła się wieloletnia korespondencja, która realizowała się na wielu płaszczyznach: od kwestii przyziemnych, po egzystencjalne. Twórcy wyrażali swoje opinie i poglądy (zazwyczaj spójne lub zbliżone) nie tylko na ogólne tematy (takie jak śmierć, przemijanie, rola sztuki), ale także o konkretnych osobach lub dziełach. Mieszkający w Polsce Józef Baran stanowił dla Mroczka "łącznik" z Polską, gdyż informował stale podróżującego dramaturgach o aktualnych sytuacjach w kraju oraz o reakcjach czytelników i recenzentów na utwory Stanisława, wysyłając różnego rodzaju artykuły, felietony oraz recenzje.

Najczęściej powracającym tematem w listach jest niewątpliwie sztuka. Artyści zastanawiali się nie tylko nad jej sensem, ale także nad istotą jej podziałów - na literaturę "dobrą" i "złą", na autorów "wielkich" i "mniejszych",  rolą recenzentów (których Mrożek z ironią nazywa Istotami Najwyższymi) oraz dojrzewaniem artystycznym. Z tekstów wyłaniają się dwie sylwetki twórców - jednego, w pełni pogodzonego ze światem, pełniącego rolę doradcy oraz drugiego, szukającego własnej ścieżki, budowanej na podstawie rad Doświadczonego.

"Scenopis od wieczności" powinien zainteresować nie tylko sympatyków twórczości Sławomira Mrożka i Józefa Barana, ale także czytelników skłonnych do refleksji oraz pragnących posiadania szerokiej wiedzy w zakresie sztuki oraz samego procesu tworzenia. Niniejsza pozycja stanowi interesujące rozwinięcie dzieł twórców, umożliwiająca spojrzenie na nie z innej perspektywy, a także dostrzeżenie w nich niedostrzeżonych wcześniej płaszczyzn i szczegółów (Co mam na myśli? Choćby to, że w jednym z listów do Stanisława Mrożka pojawia się zdanie "Gdyby kazano takiemu człowiekowi "nieistniejącemu" zaistnieć, toby pewnie też odmówił", które po trzydziestu trzech latach, w 2011 roku, powróciło w niemal identycznej postaci w wierszu poety). Listy zachwycają trafnymi spostrzeżeniami, a także zmuszają do refleksji. Warte uwagi jest także posłowie Wojciecha Ligęzy, stanowiące rzetelne rozwinięcie niebanalnej korespondencji twórców.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

poniedziałek, 10 listopada 2014

109. Modris Eksteins "Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku"

http://www.sklep.zysk.com.pl/product/image/5741/978-83-7785-294-1.jpgRok 1914 definitywnie kończy XIX wiek - "piękną epokę", rozpoczynając, w krwawy sposób, wiek XX. Modris Eksteins, w niezwykle wyważony sposób, balansuje na cienkiej granicy pomiędzy początkiem a końcem, przybliżając czytelnikowi nie tylko schyłek XIX wieku i początek XX, ze wszystkimi okolicznościami, powodami oraz tłem kulturowo-historycznym, ale także sam moment przełomu.

Modris Eksteins, urodzony w 1943 roku w Rydze, jest historykiem, pisarzem oraz profesorem na University of Toronto. Jego bestsellerowa książka Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku była wielokrotnie nagradzana jako pionierska praca z zakresu historii kultury. Jego kolejna pozycja, będąca kontynuacją Święta wiosny, Taniec słońca ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Wybuch I Wojny Światowej, mający miejsce w 1914 roku, a także jej przebieg, według autora, ma integralny związek z radykalnymi przemianami w sztuce oraz świadomości społeczeństwa XIX wieku. W Niemczech, będących w tamtych latach kolebką europejskiej awangardy, miejscem negującym wszelakie zasady sztuki oraz życia, ostoją poszukiwania nowych form niezgodnych z przyjętymi kryteriami, ogniskiem pragnień zerwania ze zwyczajami oraz obecnymi porządkami świata, zarówno w wymiarze kulturowym, jak i politycznym, I Wojna Światowa została przyjęta w sposób zaskakujący. Ludność, bez znaczenia na wyznawaną wiarę, pochodzenie, orientacje seksualną i poziom społeczny, zjednoczyła się, urządzając huczne manifestacje, przetaczające się nie tylko przez ulice największych miast, ale w całym państwie. Większość Niemców traktowała konflikt zbrojny w kategoriach duchowych, upatrując w nim ideę, a nie sposob ekspansji terytorialnej. Wojna miała okazać się dla Nich poszukiwaniem autentyczności, prawdy, samospełnienia, wyzwoleniem od konwenansów, przymusu oraz próby ingerencji krajów ościennych w ich życie. Z kolei dla społeczeństw krajów takich jak Francja, Wielka Brytania czy USA wojna nie miała wymiaru duchowego, a jedynie polityczno-militarny, mający na celu ustosunkowanie odpowiednich relacji, zakończenie wszystkich konfliktów oraz zagwarantowanie wiecznego pokoju i harmonii w Europie, jak i na świecie.

Przebieg I Wojny Światowej, w różnych nacjach, świadczy odpowiednio o opisanym wyżej postrzeganiu prowadzonego konfliktu. W trakcie świąt Bożego Narodzenia, na froncie niemiecko-angielskim, doszło do wydarzeń, które do dziś brzmią nieprawdopodobnie. Żołnierze niemieccy, podchodzący do wojny w aspekcie duchowym, nie tylko wymieniali się między sobą prezentami (podarowanymi od rodziny), śpiewali kolędy oraz posiadali drzewka, na których paliły się świeczki, ale także spotykali się na ziemiach niczyich z żołnierzami innych narodowości. Sytuacja ta miała miejsce przede wszystkim na froncie we Flandrii, gdzie Brytyjczycy wraz z Niemcami, na czas świąt, prowadzili niespisany rozjem oraz stosowali się do niespisanego aktu o nieagresji, wymieniali się podarunkami (tytoniem, czekoladą, herbatnikami, papierosami itd.), a nawet, według niektórych źródeł, rozegrali mecz piłki nożnej! Wydarzenia te są osobliwie nie tylko ze względu na czas i sytuacje, w jakich miały miejsce, ale także na sposób patrzenia danych narodowości na inne - Niemcy uważali Anglików i Francuzów za materialistów i konserwatystów, zaś Anglicy i Francuzi myśleli o Niemcach jako o barbarzyńcach niezdolnych do współczucia oraz przyjaźni. Modris Eksteins dużą uwagę poświęcił także tragicznym warunkom w jakich żyli żołnierze - w zewsząd panującym błocie, brudzie, w zmaganiach z problemem robactwa, chorób, szczurów oraz obniżających się morale (oraz sposobów władz, które miały je podnieść).

Nadejście I Wojny Światowej, a wraz z nią wszelkich nowych zasad oraz kanonów piękna, według autora, miał zwiastować balet Igora Strawińskiego, Święto wiosny, który zaszokował nie tylko krytyków teatralnych, ale także całą francuską społeczność. Paryż, wyłaniający się z opisów Modrisa Eksteinsa, w przeciwieństwie do łamiącego stereotypy Berlina, był miastem iście konserwatywnym. W trakcie spektaklu publiczność poczuła się na tyle obrażona innowacyjną muzyką, odmiennym sposobem tańczenia oraz pojmowania sztuki, że zaczęła gwizdać i szydzić, a następnie wystawiać negatywne opinie spektaklowi. Za sprawą tych wydarzeń premiera Święta wiosny stała się symbolem swojej epoki, a także kamieniem milowym w rozwoju modernizmu.

Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku wywarło na mnie niezaprzeczalnie silne wrażenie. Autor w sposób bardzo płynny operuje faktami z zakresu historii i kultury, niezwykle wyważając omawiane wydarzenia. Mimo licznych odwołań historycznych - do dat, faktów, miejsc, następstw oraz postaci, treść bynajmniej nie sprawia wrażenie przeciążonej, a już z całą pewnością nie nuży. Modris Eksteins wykreował dzieło (bo tak należy mówić o recenzowanej pozycji), które zachwyca monumentalnością. Rozbieżność tematyczna jest niesamowita - przedstawione zostają nie tylko konkretne sytuacje (takie jak wybuch I Wojny Światowej, premiera baletu Igora Strawińskiego, sytuacje na froncie brytyjsko-angielskim, reakcja społeczeństwa na powieść Na zachodzie bez zmian), szeroko pojęte tło historyczno-kulturowe (światopogląd społeczeństw, sytuacje polityczne i militarne w różnych krajach, nasilające się napięcia między krajami, panujące zwyczaje, mody i przekonania w kulturze, dominujące prądy artystyczne), konkretne sylwetki istotnych postaci (przywoływany już Strawiński, Adolf Hitler itd.), ale skupia się także na empirycznej sferze, przedstawiając dominujące idee, przemyślenia żołnierzy oraz myśli w sztuce Niemieckiej czy Francuskiej. Duże wrażenie wywarły na mnie także opisy doznań żołnierzy niemieckich, którzy pod wpływem walk przeszli radykalną zmianę - nie tylko przyzwyczaili się do śmierci, a być może i ją zaakceptowali, ale całe swoje człowieczeństwo zamknęli w sobie, odcinając się od okrucieństwa świata i tworząc, wewnątrz siebie, osobną, odrealnioną rzeczywistość. Bliższe poznanie przeżyć żołnierzy jest możliwe dzięki licznym subiektywnym tekstom, pochodzących z prywatnych listów, pamiętników, notatników oraz dzienników, które przywołuje autor.

W swojej książce, w sposób niezwykle trafny i rzetelny, autor uchwycił schyłek XIX wieku, a z nim jego wartości, poglądów, ideologii, a narodziny wieku XX. Na uwagę zasługuje szeroka rozbieżność czasowa, o której traktuje Święto wiosny - od wczesnych lat XIX wieku, przez wydarzenia kulturalne w Paryżu w drugiej połowie XIX wieku, przez demonstracje w Niemczech i I Wojnę Światową, po niesamowitą popularność Lindbergha, premierę "Na zachodzie bez zmian", okoliczności powstania i popularności nazizmu, zawrotną karierę Hitlera oraz przebieg II Wojny Światowej. To bogactwo tematyczne zdecydowanie stanowi o wyjątkowości Święta wiosny oraz atrakcyjności dla potencjalnego odbiorcy.

6/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

piątek, 7 listopada 2014

108. Melvin R. Starr "Ślad atramentu"

http://wydawnictwo.pl/userdata/gfx/fb2549f0dfb5707a6e081003f7701775.jpg"Ślad atramentu" jest kolejną, trzecią już, książką, z cyklu autorstwa Melvina R. Starra, o Mistrzu Hugh z Singleton, średniowiecznym chirurgu. Do lektury podchodziłem z dużą obawą, gdyż nigdy nie miałem do czynienia z tym autorem, a także, co istotniejsze, z poprzednimi powieściami z cyklu. Obawiałem się, że ta nieznajomość nie pozwoli mi w pełni zrozumieć treści i będzie płodzić powracającą wciąż dezorientacje. Jednak, szybko okazało się, że "Ślad atramentu" można czytać jako odrębny utwór, niewymagający znajomości poprzednich pozycji.

Melvin R. Starr, urodzony w Kalamazoo w USA, w 1970 roku ukończył historię na Western Michigan University, po czym przez niemal 40 lat uczył jej w szkole średniej. Od wielu lat interesuje się średniowieczną chirurgią, a także zawiłościami języka dawnej Anglii.

Główny bohater powieści, Hugh z Singleton, prowadzi śledztwo w sprawie zaginionych ksiąg rektora Canterburry Hall, mistrza Johna Wycliffe'a. Tomy (w liczbie dwudziestu dwóch) zniknęły w tajemniczych okolicznościach w czasie, gdy uczony odbywał kolacje. Poszukiwania poczęte przez lokalnego szeryfa, polegające na obserwacji składów z artykułami piśmiennymi, gdzie rzekomo powinni się udać ze skradzionymi księgami złodzieje, zdają się nie przynosić żadnych rezultatów. Również śledztwo prowadzone przez Hugha początkowo zdaje się tkwić w miejscu, jednak bohater szybko uzmysławia sobie, że jest na dobrej drodze do odkrycia prawdy, gdyż coraz więcej osób próbuje mu zaszkodzić - zostaje między innymi niesłusznie wtrącony do więzienia, a następnie skazany na śmierć, napadnięty przez nieznanych mężczyzn, a także uprowadzony z własnego pokoju.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowiecznej Anglii, a dokładniej w roku 1365, kiedy to, za sprawą poszukiwań kandydatki na żonę, przybywa do Oksfordu Hugh z Singleton. Czas, w jakim została osadzona powieść, dosyć widocznie dociera do świadomości odbiorcy. W tekście mają miejsce liczne odwołania historyczne, jednak, nierealizujące się na tle faktów historycznych i dat, a za sprawą realiów życia oraz zwyczajów tamtych lat. Razem z bohaterem czytelnik przemieszcza się średniowiecznymi ulicami, przygląda się codziennemu życiu mieszkańców Oksfordu oraz takim detalom, jak stroje zakonników, rycerzy czy spożywanym posiłkom. Dzięki odpowiedniemu tłu historycznemu, a także umiejętnej stylizacji językowej, autorowi udało się trafnie odzwierciedlić klimat średniowiecznej Anglii, który, już od pierwszych stron, udziela się odbiorcy.

Choć "Ślad atramentu" to ciepła oraz przyjemna w odbiorze powieść, to tak naprawdę jest kryminałem, co, w dzisiejszym pojmowaniu tego gatunku, nie zawsze idzie ze sobą w parze. Obecnie kryminały przesączone są krwią, przestępstwami, licznymi zwrotami akcji, a wszystko po to, by jak najintensywniej zainteresować czytelnika. Recenzowana pozycja zdaje się stawać w opozycji do wypełnionych po brzegi zwłokami kryminałów, oferując interesującą i porywającą, acz bardzo stonowaną i oszczędną w liczbie bohaterów i wątków, powieść kryminalną, której akcja toczy się nieśpiesznie.

W dziele Melvina R. Starra realizują się zasadniczo dwa wątki - jeden, związany z poszukiwaniem zaginionych tomów, oraz drugi - związany ze staraniami Hugha o względy córki właściciela składu, Kate Caxton. Intrygi ostatecznie łączą się ze sobą, gdyż wybranka bohatera odgrywa znaczną rolę w śledztwie. Rozwiązanie wątków zostało zrealizowane w sposób dosyć oczywisty - nagły, pod koniec utworu, bez żadnych zawiłych zwrotów akcji oraz niespodzianek. Jednak, należy zaznaczyć, że do samego końca rozwój wydarzeń odbiera się z żarliwym zainteresowaniem i wypiekami na twarzy.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

poniedziałek, 3 listopada 2014

107. Jeffrey Archer "Ostrożnie z marzeniami"

"Ostrożnie z marzeniami' to czwarty tom bestsellerowej "Kroniki Cliftonów", jednego z najbardziej poczytnych współczesnych pisarzy, Jeffreya Archera. Choć nie miałem nigdy do czynienia z tym autorem, a tym bardziej z poprzednimi książkami z wyżej wymienionego cyklu, zasiadłem do lektury z wielkim zaciekawieniem, spowodowanym intrygującym opisem powieści.

Jeffrey Archer, który debiutował, dobrze przyjętą w Wielkiej Brytanii, powieścią "Co do grosza", w 1992 roku otrzymał tytuł szlachecki, a także zasiadał jako poseł w Izbie Gmin i w Izbie Lordów. Jego powieści (z których dwie doczekały się ekranizacji) szybko stają się dużymi bestsellerami. Do najbardziej znanych pozycji Archera można zaliczyć "Kane i Abel" oraz, wchodzące w skład cyklu "Kroniki Cliftonów", "Czas pokaże", "Za grzechy ojca"oraz "Sekret najpilniej strzeżony".

Akcja powieści rozpoczyna się tragicznym wypadkiem samochodowym, w którym udział bierze między innymi Sebastian, syn Emmy Clifton, aspirującej do roli funkcji prezesa Spółki Żeglugowej Barringtona oraz Harry'ego Cliftona, cieszącego się dużą popularnością pisarza. Bohaterowie udają się do szpitala w celu identyfikacji ciała, które ostatecznie okazuje się nie należeć do ich syna. W wypadku zaś ginie wieloletni przyjaciel Sebastiana, dziecko Don Pedra Martineza, wpływowego i zamożnego gangstera. Zrozpaczony ojciec, nie mogący się pogodzić ze stratą syna, postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, odbierając życie leżącemu w szpitalu dziecku Cliftonów. Gdy to się nie udaję, postanawia zniszczyć rodzinną firmę Barringtonów, planującą właśnie budowę nowoczesnego, luksusowego statku pasażerskiego o nazwie Buckingham, którego budowa, w zależności od rezultatów oraz wielu innych czynników, może przynieść potężne zyski i sławę, albo doprowadzić wieloletnią firmę do bankructwa, wymagając potężnych nakładów pieniężnych.

Lekturę "Ostrożnie z marzeniami" bardzo utrudniała mi oszałamiająca ilość bohaterów, zarówno pierwszoplanowych, jak i drugoplanowych. Autor powołał do życia niezliczoną ilość postaci, które łączą się ze sobą zawiłymi relacjami (rodzinnymi, uczuciowymi, zawodowymi), a także naznaczone są wyrazistą przeszłością, dążeniami do wyznaczonych celów oraz pragnieniami. Każdy z bohaterów posiada własną tożsamość, a co, biorąc pod uwagę ilość wykreowanych postaci, odciąga uwagę od akcji powieści oraz powoduje mętlik i utrudnia odbiór utworu, gdyż czytelnik zostaje zasypany potężną lawiną informacji, którą trudno mu przyswoić. Także rozwój akcji pozostawia wiele do życzenia. Zazwyczaj, sięgając po tego typu książki, oczekuje się, że przedstawiona rzeczywistość szybko zainteresuje dynamicznie toczącym się rozwojem wydarzeń. Jednak, w przypadku recenzowanej powieści, ponownie ma miejsce przesyt. Akcja cały czas toczy się oszałamiającym tempem, nie pozostawiając odbiorcy chwili ani na złapanie oddechu, ani na refleksję. Również liczne zwroty akcji (pojawiające się już od pierwszych stron utworu!) wywołują u odbiorcy poczucie znużenia i bezsilności.

Także jeden z motywów powieści - dotyczący zemsty, nie przekonał mnie do siebie. Próba zaszkodzenia firmie Barringtonów przez Martineza, choć efektowna, jest bardzo naciągana na potrzeby fabuły. Czytając powieść, wywierała na mnie naprawdę duże wrażenie, jednak w chwili zakończenia lektury, zastanawiałem się na ile jest realna i rzeczywista.

W powieści "Ostrożnie z marzeniami" zostały poruszone również rozmaite uczucia - miłość, żądza zemsty, przyjaźń, jednak żadne z nich nie zostało potraktowane w sposób innowacyjny i zmuszający do przemyśleń, a jedynie powielający dawno znane standardy i schematy.

W recenzowanej powieści zabrakło mi przede wszystkim opisów reali życia w drugiej połowie dwudziestego wieku, w której rozgrywa się akcja. Rezygnując z dokładnej penetracji tożsamości wszystkich bohaterów, autor mógłby niesamowicie wzbogacić tym swój utwór, co uczyniłoby Jego powieść bardziej klimatyczną i wartościową.

3/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 25 października 2014

106. Lewis Wallace "Ben Hur"


http://ecsmedia.pl/c/ben-hur-b-iext6183092.jpg
"Ben Hur" to powieść amerykańskiego pisarza Lewisa Wallace'a, napisana w 1880 roku, która doczekała się licznych ekranizacji. Dwie pierwsze, powstałe na początku XX wieku, zaliczane są do filmów niemych. Kolejna, tym razem dźwiękowa, z roku 1959 roku, doczekała się jedenastu Oscarów. Następne ekranizacje - z roku 2003, jako film animowany, a także z 2010, jako miniserial telewizyjny, cieszyły się dużą popularnością. Mimo to, sama powieść jest w Polsce właściwie nieznana. A szkoda.... 

Lewis Wallace (1827-1905), podpisujący swe książki jako Lew Wallace, to amerykański pisarz, prawnik, generał i dyplomata. Jest autorem wielu książek, z których największą popularność przyniosła mu, napisana w 1880 roku, powieść "Ben Hur". 

Główny bohater powieści, Ben Hur, to młody żydowski arystokrata, który, wskutek niefortunnego zdarzenia, a także nielojalności ze strony rzymskiego przyjaciela, imieniem Messala, został skazany na dożywotnie galery. Także Jego najbliższych, matkę oraz siostrę Tirsę, dosięgły nieprzyjemności - ich majątek został skonfiskowany, a One same zostały uwięzione w więzieniu, gdzie, wedle zamysłów władzy, miały doczekać się śmierci. Galery, choć wymagające nadludzkiego wysiłku fizycznego, nie okazały się dla bohatera śmiertelne. Co więcej - przetrwał nawet wojnę na morzu, ratując rzymskiego konsula, który, w dowód wdzięczności, uczynił go swoim synem i jedynym spadkobiercą. Ben Hur, wykorzystując swoje możliwości, pobierał lekcje u najlepszych rzymskich wojowników, z myślą, że przydadzą mu się do pomszczenia swojej rodziny, a także, co istotniejsze, w odegraniu się na rzymianach, których, z głębi serca, nienawidził. W tym samym czasie, w okolicach rodzinnych stron bohatera, zaczyna nauczać Jezus Chrystus, w którym ludzie upatrują wyczekiwanego Mesjasza. Ben Hur, pamiętając o swoich zamiarach względem rzymian, pokłada nadzieje w obiecanym przez Chrystusa królestwie. 

Zasiadając do lektury recenzowanej powieści moje odczucia były ambiwalentne. Z jednej strony, zachwycony licznymi rekomendacjami oraz popularnością ekranizacji, byłem pewny, że książka na pewno mnie oczaruje. Jednak, z drugiej strony, wiedziony myślą, że powieści historyczne (a tym bardziej religijne) muszą nużyć, odwlekałem w czasie chwilę, gdy zagłębię się w jej treści. I początkowo, czytając o poszukiwaniach trzech króli - Kacpra, Melchiora i Baltazara, nowo narodzonego króla żydowskiego, odnosiłem wrażenie, że "Ben Hur" zdecydowanie nie jest książką dla mnie. Jednak, moja opinia szybko uległa zmianie, gdy zacząłem wgłębiać się w fascynującą historię głównego bohatera, która wywarła na mnie na tyle silne wrażenie, że z trudem przychodziło mi odrywanie się od niej. I tak, za sprawą mojego silnego zainteresowania, liczącą niemal siedemset stron powieść, pochłonąłem w trzy dni.

W dziele Lewisa Wallace'a mają miejsce długie, bardzo szerokie opisy przyrody, zwyczajów, postaci oraz wnętrz. Dzięki dynamicznemu rozwojowi akcji nie nużą, ale stanowią interesujące rozwinięcie powieści, a także swego rodzaju "stopowniki", pozwalające czytelnikowi na chwilę wytchnienia od szybko rozwijającej się fabuły. Bohaterowie (a jest ich naprawdę wielu) są z góry podzieleni na dobrych albo złych, na białych albo czarnych. Taki zabieg bardzo często jest przeze mnie negatywnie oceniany, jednak, w tym przypadku jest dużą zaletą, gdyż w urodzaju opisów, bohaterów, miejsc akcji oraz mnogości wątków, analiza psychologiczna postaci przytłoczyłaby odbiorcę. To zadanie zostało powierzone czytelnikowi, który na podstawie zachowań wykreowanych postaci, samodzielnie może wywnioskować, jakimi wartościami i zasadami bohaterowie się kierują.

"Ben Hur" zachwyca przede wszystkim wielowątkowością. To zaskakujące, że autorowi udało się połączyć taką liczbę wątków, ostatecznie tworzącą jeden cały, spójny utwór. Zagłębiając się w lekturę niniejszej pozycji poznajemy nie tylko losy głównego bohatera, ale także sytuacje służącej Amry, zamkniętej w dawnej posiadłości żydowskiego arystokraty, trzech króli, Józefa i Maryi, trędowatej matki oraz siostry Ben Hura, przebiegłej córki Baltazara, potajemnie spiskującej z Messalą, zakochanej w Ben Hurze córce kupcy, Jezusie Chrystusie oraz Jego wyznawców. Na uwagę zasługują także interesujące opisy panoramy Jerozolimy, historyczne, polityczne, religijne oraz kulturowe odniesienia. 

6/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

wtorek, 14 października 2014

105. Iga Wiśniewska "Nie wierz w człowieka"

Nie każdy lubi sięgać po opowiadania. Krótka forma, a co za tym idzie różne ograniczenia - w liczbie wątków, bohaterów, długości, wielu czytelników odstrasza. Między innymi mnie. Jednak, na dni, kiedy ma się wrażenie, że doba jest ewidentnie za krótka, a obowiązków zdecydowanie za dużo, opowiadania są idealnym rozwiązaniem. 

Iga Wiśniewska, urodzona w 1994 roku w Kielcach, jest miłośniczką kultury rosyjskiej. Debiutowała w 2013 roku książką "Nocny motyl". Na swoim koncie ma także zbiór opowiadań "Żyli długo i nieszczęśliwie" oraz powieść "Pięć minut".

"Nie wierz w człowieka" to zbiór osiemnastu krótkich opowiadań, traktujących o mrocznej stronie człowieka. W utworach poznajemy między innymi Billa Margera, który zamordował córeczkę swojego przyjaciela, Aarona, zakochanego, bez wzajemności, w  Lydii, którą ostatecznie brutalnie zabija, sprzątacza ulic, Henry'ego, który wysyła paczkę z ładunkiem wybuchowym mordercy swojej żony oraz Alainę Birkin, mającą na sumieniu swojego męża, któremu odebrała życie, gdy wyznał Jej, że zamierza od Niej odejść. Z opowiadań wyłania się także sylwetka pedofila, Thomasa, zmagającego się z lękiem Stephana oraz Michaela, który, za sprawą odrzuconych zaręczyn, popełnia samobójstwo.

Lektura zbioru opowiadań "Nie wierz w człowieka" pobudziła we mnie gamę emocji - od zaskoczenia, przez strach, po przerażenie. Autorka, niczym amerykańscy producenci filmów sensacyjnych, nie oszczędza czytelnikowi brutalnych wydarzeń, takich jak. zamurowywanie żywej bohaterki w ścianie oraz rozstrzeliwanie pracowników banku. Nie bez powodu moje porównanie, gdyż, z ręką na sercu, przyznaję, że większość opowiadań wręcz czeka na to, by przenieść je na duży ekran lub na ich podstawie napisać serial kryminalny, który szybko zyskałby ogromną rzeszę fanów.

Jednak, oprócz płaszczyzny czysto rozrywkowej, opowiadania Igi Wiśniewskiej oferują również coś innego, być może znacznie ważniejszego. Mam na myśli przekrój ludzkiej psychiki. Bohaterowie wykreowani przez autorkę, choć zazwyczaj powierzchownie spełnieni - posiadający stałą prace, zdrowie, rodzinę, są postaciami niezwykle nieszczęśliwymi. Ciąży im przede wszystkim monotonność oraz brak poczucia spełnienia. Są to także postacie tkwiące w wieloletnich nieudanych związkach, kochające nieodwzajemnioną miłością oraz walczące z własnymi lękami. Ich decyzje, choć szokujące, wyrastają nie tyle z danej sytuacji, ale z wieloletnich doświadczeń, przemyśleń oraz trosk: bohater tkwiący w nieudanym związku decyduje się na zdradę, a nieposiadający dziecka (choć o tym marzący) zostaje pedofilem.

Najwięcej uwagi autorka poświęciła zemście. Została ona rozpatrzona na różnych płaszczyznach: motywowana cierpieniem bliskich, miłością, pragnieniem przynależności oraz wyrównaniem krzywd. Mimo to pisarka nie podjęła prób zdefiniowania oraz ocenienia Jej, dzięki czemu odbiorca może samodzielnie rozpatrzyć jej istotę.

Z opowiadań wyłania się nie tylko wizja człowieka słabego, podatnego na zło, ale także zachwycający kunszt pisarski Igi Wiśniewskiej. Autorka bardzo krótkimi tekstami (niekiedy liczącymi jedynie trzy strony!) potrafi nie tylko zainteresować czytelnika, ale także wprawić go w zaskoczenie oraz przerażenie. Opowiadania zaskakują także przewrotnością fabuły oraz niebanalnymi zakończeniami (choćby tym, gdzie bohater, po zamordowaniu obiektu swoich westchnień, wyciąga z Jej klatki piersiowej serce, zauważając, że nareszcie jest we właściwych rękach. Brzmi mrocznie, nieprawdaż? Niczym w ostatniej, fenomenalnej, powieści Witkowskiego).

5/6

Opowiadania przeczytałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Paccoarte.

niedziela, 12 października 2014

104. Alfred Budzyński "Z pamięci"

Opowiadania są dla mnie zupełnie obcym gatunkiem literackim. Rzadko po nie sięgam, gdyż, ze względu na liczne ograniczenia, trudno się zżyć z bohaterami, a tym bardziej samą fabułą. Jednak, zbiór opowiadań Alfreda Budzyńskiego zainteresował mnie z dosyć dziwnego powodu - faktu, że autor debiutuje nim, licząc 77 lat.

Alfred Budzyński, emerytowany nauczyciel Zespołu Szkół Rolniczych w Wysokiej Łańcuckiej, jest autorem kilkunastu publikacji z ochrony środowiska. Został wyróżniony w międzynarodowym konkursie ECO-2000. Pomysłodawca Światowego Rejestru Ochrony Atmosfery. Jego ideę "Ekologicznego Sumienia" profesor Julian Aleksandrowicz ocenił w słowach: "Wcześniej czy później ludzkość będzie musiała przyjąć pana ideę, jeśli wyrazi wolę dalszego rozwoju".

"Z pamięci" to zbiór dziewiętnastu krótkich opowiadań, których trzonem są wspomnienia autora. Alfred Budzyński przedstawia historie, które miały miejsce w Jego życiu - rozmowy z przyjaciółmi, dotyczące wiary, przemijania, spraw egzystencjalnych, sytuacje, których był świadkiem oraz ludzi, których dane było mu spotkać. Jedno z najkrótszych opowiadań, aczkolwiek, w moim przekonaniu, najbardziej wymowne, "Oswojona wrona", przedstawia historię pewnej kobiety, która, podczas rozmowy w parku, wyznaje, że choć żyje samotnie i skromnie, z dala od syna, to nie cierpi na samotność. Jej towarzyszką jest wrona, którą, w zamian za dokarmienie, odwiedza ją dwa razy w roku - wczesną wiosną i późną jesienią. Opowiadanie zostało zakończone intrygującą puentą, mówiącą o tym, że fundamentem życia jest solidarność (autor nazywa ją solidarnością ekologiczną) człowieka z Wszechświatem.

Niestety, nie wszystkie teksty zamieszczone w zbiorze opowiadań "Z pamięci" wywarły na mnie duże wrażenie. Większość, mimo moich starań i wielokrotnych podejść, wywoływało u mnie znużenie. Alfred Budzyński pisze w sposób bardzo sztywny - bez humoru, oryginalności oraz lekkości. Jego bohaterami są postacie jednowymiarowe (choć usprawiedliwić może to lapidarność utworów), których, poza daną sytuacją, czytelnik nie ma szansy szerzej poznać. Opisy przyrody, miejsc oraz ludzi, choć dające do myślenia, skonstruowane są w sposób, w jaki pisze się prace naukowe albo różnego rodzaju formalne pisma - rzeczowo, aż nadto oficjalnie i beznamiętnie. Także sfera mentalna opowiadań, w moim mniemaniu, pozostawia wiele do życzenia. Myśli oraz kwestie, których podejmuje się autor, są poprowadzone w sposób bardzo poważny, a ostateczne konkluzje nie zmuszają do przemyśleń. Najczęściej są oczywiste (przynajmniej dla osób, które na co dzień podejmują refleksje).

W opowiadaniach dużą rolę odgrywają wartości oraz postulaty chrześcijaństwa. Bohaterowie Alfreda Budzyńskiego często o nich rozprawiają, dochodząc do wniosku, że są one najistotniejsze w życiu człowieka, a podążanie drogą wyznaczoną przez Kościół jest bardzo dobrym sposobem, by stać się dobrym człowiekiem oraz żyć szczęśliwie. Nie żebym się nie zgadzał z tymi poglądami, albo żebym negował wartości Kościoła, jednak uważam, że przedstawiane zostały one w utworze w sposób zbyt nachalny, co zdecydowanie utrudnia ich odbiór.


2/6

Za książkę serdecznie dziękuje portalowi Sztukater.

sobota, 11 października 2014

103. Jack Sharp "Mężczyzna z tatuażem"

Kilka lat temu dużą przyjemność upatrywałem w czytaniu powieści sensacyjnych. Z czasem, pod wpływem różnych czynników, uległo to zmianie. Dziś praktycznie po nie nie sięgam, jednak, dla powieści Jacka Sharpa "Mężczyzna z tatuażem" postanowiłem zrobić wyjątek. Czy słusznie? Zapraszam do recenzji.

Główny bohater powieści, z zawodu dziennikarz, Paul Lemaitre podczas wygranej wycieczki do Portugalii, staje się świadkiem zrzucenia nieznanego mężczyzny, z klifu Cabo de Roca, w przepaść. Wiedziony dziennikarskim instynktem, na własną rękę, rozpoczyna śledztwo, które ma nie tylko wyjaśnić tajemnicze przestępstwo, ale także odratować Jego pogarszające się relacje z przełożoną, Gabriellą Pelugi, a także zapewnić rozgłos, czyniący go bardzo wziętym i szanowanym dziennikarzem. Śledztwo, które początkowo zdaje się tkwić w martwym punkcie - brak szczegółowych informacji o mężczyźnie, punktów zaczepienia oraz radykalne osłabienie relacji z przełożoną, co zaowocowało przymusowym przejściem na bezpłatny urlop, z czasem niespodziewanie przyśpiesza. Paul Lemaitre, by odkryć prawdę o morderstwie nieznanego mężczyzny, mimochodem odkrywa prawdę o czymś innym - wstrząsających wydarzeniach sięgających czasów II wojny światowej, które, za wszelką cenę, między innymi Watykan, stara się zatuszować.

W poszukiwaniu informacji główny bohater przemierza Europę, w tym Polskę i Niemcy, a nawet kraje Ameryki Południowej - Argentynę i Chile. Niemal każda Jego podróż to nie tylko garść nowych informacji, przybliżających go do poznania prawdy, ale także kolejne ofiary - osoby, z którymi Lemaitre współpracuje, nawet potajemnie, szybko zostają zamordowane. Ale niebezpieczeństwo dotyka także osobiście bohatera - zostaje porwany przez neonazistów, a Jego żona, Jacqueline, prawie staje się ofiarą tajemniczego mężczyzny. Jednak, na przekór osobom dążącym do zlikwidowania niewygodnego dziennikarza, po stronie Paula staje enigmatyczny mężczyzna, który, choć pomaga mu systematycznie, ujawnia się dopiero pod koniec powieści.

Do lektury "Mężczyzny z tatuażem" podchodziłem dosyć niepewnie. Okładka (która po zapoznaniu się z treścią zyskuje) bynajmniej mnie nie zachęcała, a opis, zapewniający, że nie ma co liczyć na szczegółowe opisy bohaterów oraz ich portrety psychologiczne, skutecznie odstraszał. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, książka bardzo szybko, ledwo po kilku stronach, wyraźnie mnie zaciekawiła. Faktycznie, w powieści próżno szukać tego, czego oczekuję od literatury - prawdy o człowieku, o świecie, zapewnia to, co także w niej cenię - ucieczkę od codzienności. Wystarczy chwila lektury, by dać się zaintrygować wykreowanej przez Jacka Sharpa rzeczywistości, nie potrafiąc się od niej oderwać. Autor bardzo umiejętnie buduje atmosferę grozy oraz, za sprawą panującej niepewności, spowodowanej niespodziewanymi zwrotami akcji oraz licznymi ślepymi tropami, których podejmuje się bohater, wodzi czytelnika za nos, ciągle podsycając Jego ciekawość. Pojawiające się wciąż nowe fakty, poszlaki oraz bohaterowie, sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko, zachłannie pochłaniając rozdział za rozdziałem.

Odbierając głównemu bohaterowi osobliwość - nie poświęcając mu rozległych opisów Jego charakteru, przeszłości oraz charakterystycznych zachowań, autor powinien wykreować postać niewyrazistą. Jednak, co jest dla mnie zdecydowanie frapujące, udało mu się stworzyć postać, która przykuwa dużą uwagę odbiorcy. I choć fabuła nie skupia się na nim, uwypuklając przede wszystkim rozwój akcji, między czytelnikiem a głównym bohaterem tworzy się charakterystyczna więź, nacechowana sympatią.

Choć początkowo do "Mężczyzny z tatuażem" podchodziłem sceptycznie, to muszę przyznać, że dawno nie czytałem nic tak porywającego. Powieść czyta się praktycznie jednym tchem, a lekturze towarzyszy ciągłe napięcie oraz ciekawość. Zdecydowanie warta polecenia.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.