niedziela, 25 września 2016

271. Marcin Szczygielski "Poczet królowych polskich. Powieść i klucz"

To, co ujęło mnie w książce Szczygielskiego, to przede wszystkim klarowność ciągłości czasu i istnienia, rozumianego jako integralny związek między tym, co minione, a tym, co dzisiejsze. Poczet królowych polskich to bowiem powieść, w której czas i teraźniejszość jawią się zupełnie szerzej, zahaczając swoim zasięgiem o płaszczyzny i wydarzenia rzekomo tak odległe i nieistotne, a w rzeczywistości tak naznaczające i determinujące. 

Powieść Szczygielskiego to utwór, w którym jednostka mierzy się z niezmierzonym ogromem przeżyć, wydarzeń, postaci, zjawisk i historii, które miały miejsce w przeszłości – zarówno w tej, która w sposób bezpośredni dotknęła bliskich czy rodziny, jak i tej, która dotyczyła ludzkości. Bohaterowie książki – na czele z główną bohaterką – zagłębiają się w niej, próbując nie tyle rozwiązać zagwozdki, nadać sens nierozstrzygniętym sprawom czy odnaleźć odpowiedzi na nurtujące lub przemilczane pytania. Czynią to, by odnaleźć się w tym, co ma miejsce teraz, teoretycznie z dala od tego, co dotknęło niegdyś żyjących. Pojęcie aktualnie rozgrywających się wydarzeń wymaga bowiem od nich szerszego – znacznie szerszego – spojrzenia na własne położenie, które – co idzie wręcz lawinowo, konieczna perspektywa niesie niezbędność kolejnej – w sposób immanentny poszerzane jest o kolejne okresy, kolejne postacie, kolejne wydarzenie. Wszystko, co następuje teraz, ma swą genezę w przeszłości, mocno zakorzenione powody i argumenty. I piszę o tym nie bez powodu, bo to istotny klucz do zrozumienia recenzowanego utworu. W świecie, w którym toczy się akcja powieści, w rzeczywistości, w której żyją  jej bohaterowie, każda decyzja niesie za sobą szereg skutków i owoców, które następują niekoniecznie bezpośrednio po sytuacji, której dotyczą – niekiedy rozłożone są w czasie, dając o sobie znać dopiero w dalekiej przyszłości, dotykając tym potomnych, kolejne pokolenia. Poczet królowych polskich dotyczy bowiem historii jako tej, która jest dziedziczna, ciągnąca się latami, następująca w czasie, a przy tym zupełnie poza nim – nie podlega upływowi, wciąż jest obecna i permanentnie determinuje. Widać to również po wydarzeniach najświeższych, dopiero nabierających wymiaru – bodziec lub sytuacja popychają bohaterów do decyzji, które definitywnie generują dalszy tok wydarzeń, zmuszając np. do podejmowania granicznych postanowień. 

Poczet królowych polskich to powieść z kluczem, dotyczy bowiem realnych postaci i prawdziwych wydarzeń, poddanych fikcji literackiej oraz takim wybiegom i zabiegom, by uzyskały interesujący dla czytelnika wymiar. Cała ta opowieść rozgrywa się na kilku zasadniczych płaszczyznach, a wielotorowa narracja umożliwia znacznie szerszą obserwację, głębsze przeniknięcie i poznanie. Dostajemy powieść, w której jedna opowiadania historia, przedstawiana jest z kilku perspektyw – zarówno personalnych (dotyczących punktu widzenia poszczególnych bohaterów), jak i czasowych. To znaczące, gdyż zgłębiając powieść, możemy dostrzec jej niejednoznaczność interpretacyjną, realizującą się w sposób relatywny. Każdy bohater, każda decyzja i każdy ciąg przyczynowo-skutkowy, który możemy w niej dostrzec, możliwy jest do odczytania na wiele sposobów, zależnych od punktu wyjścia. W rzeczywistości wykreowanej przez Szczygielskiego ma miejsce bowiem to, co tak wielce dotyczy nas – niejednoznaczność decyzji, zwłaszcza tych, które są tak głęboko zakorzenione w przeszłości. To, co dla bohaterów, którzy żyją podczas akcji właściwej, jawi się jako niezrozumiałe, głupie czy błędne, dla tych, którzy postępowali w sposób oceniany, wydawało się klarowne i oczywiste. Nie ma tutaj, w tym świecie, dogmatów, a relacje międzyludzkie, niekiedy tak ociężałe i niezbadane, zdają się fundamentem, punktem, wobec którego toczy się cała opowieść. Bo to bohaterowie są oczkiem w głowie autora, to im przygląda się najbardziej, to ich stawia wyżej niż akcję powieści. Czytelnik ma świadomość tego, obserwuje ich znaczenie zupełnie naturalnie, dostrzegając wszystko to, co ich spotyka zarówno w wymiarze następujących wydarzeń, jak i kreacji literackiej rzeczywistości. Zostają bowiem uwikłani w rozmaite zjawiska i sytuacje, takie jak wojna, prześladowania na tle narodowościowym, zdrady, rozstania, emigracje czy codzienne życie, ale również niezwykle mocno obsadzeni są w pajęczej sieci relacji. Funkcjonując, obijają się swoimi pragnieniami i decyzjami o innych, niekiedy stojących w kontrze, innym razem działających zgodnie z oczekiwaniami, prezentując czytającemu niezwykle frapujący portret – jednostki w różnych kontekstach.

Recenzowana książka to utwór, który czyta się z dużą przyjemnością, bardzo płynnie. To mimo to powieść naznaczona smutkiem, rozczarowaniem i bólem, spowodowanym odejściami i rozstaniami. Braki, jakich doświadczają bohaterowie, determinują nastrój czytelnika. A dotyczą potrzeb różnych, wynikających z wielu płaszczyzn człowieczeństwa. Cierpią na niedostatek, na brak informacji oraz niezrozumienie własnego położenia, smucą się ze względu na brak akceptacji i poczucie wyalienowania, zamartwia ich to, co ukrywają przed nimi inni, oraz to, co zasłoną tajemnicy potraktował czas. Zdają się jednak przede wszystkim cierpieć wskutek odejść. Książka Szczygielskiego to utwór, który naznaczony jest odchodzeniem i samotnością. Nic, na czele z czasem i ludźmi, nie jest w tej rzeczywistości stałe, wszystko płynie, wszystko przemija, ubywa. Związki, relacje, prawdy, informacje, pozorna stałość, pamięć – wszystko to zatraca, zamazuje się każdego dnia, tracąc własne kontury i znaczenie. Przed tym rozpadem, przed tą nieuchronnością upływu, próbują bronić się bohaterowie, walcząc lub starając się nie zwracać uwagi na przemijanie. Zwodzi ich to jednak na manowce, prowadzi do ostatecznej klęski, a determinujące nas zjawisko stanowi dla nich graniczne doświadczenie. Poczet królowych polskich to książka, w której przemijanie przenika się z ciągłością, a przeszłość z tym, co obecne. To powieść, którą warto przeczytać.
5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

sobota, 17 września 2016

270. Heinz Heger "Mężczyźni z różowym trójkątem"

Trudno pisać o tej książce, zachowując neutralną postawę. Właściwie – nie sposób. Mężczyźni z różowym trójkątem to bowiem pozycja, którą czyta się w przerażeniu i przekonaniu, że obcuje się z opisem czegoś, co nie może być prawdziwe, co nie mogło mieć miejsca – ze względu na brutalność obrazu, jaki przedstawia. Ta pozycja nie pozostawia czytelnika w obojętności, złudzeniu – całkowicie odkrywa okrucieństwo wydarzeń, o których traktuje, bezwzględnie ukazując przerażającą prawdę.

Mężczyźni z różowym trójkątem dotyczą przede wszystkim jednostki w kontekście wydarzenia tak tragicznego i granicznego, jakim jest obóz koncentracyjny. To przerażająca relacja z miejsca, w którym realizował się odwrócony dekalog, stanowiąca rozwinięcie tematu obozowego – dotyczy bowiem sytuacji i społeczności, które – nawet w powojennej europie – zostały schowane za zasłonę milczenia, zepchnięte w niebyt oraz świadomą alienację. To pozycja o tych, którzy stanowili temat tabu – ludziach, którzy zostali wepchnięci w piekło ze względu na odmienną – homoseksualną – orientację. Na mocy Paragrafu 175. Okrucieństwo wynikające z uprzedzeń i poczucia wyższości, a także mniemanie, że można decydować o cudzych losach, naznaczone nienawiścią i brutalnością, skontrastowane z niezrozumieniem i niewinnością, tworzą szeroki obraz historii społeczności, której odebrano człowieczeństwo w ramach rzekomego wymiaru sprawiedliwości za przestępstwo – nieodpowiednią miłość.

Przez całą opowieść o zagładzie przetacza się jedna kluczowa myśl, zdeterminowana dezorientacją oraz rozpaczą – jak można karać ludzi, którzy niczego złego nie zrobili, a jedynym zarzutem, który został wobec nic wystosowany, to uczucie do przedstawiciela tej samej płci? To pytanie, na które ani czytelnik, ani autor, nie znajduje odpowiedzi, rozrywa serca – zarówno opowiadającego, jak i czytającego. Konfrontuje bowiem w swojej istocie dwie skrajne natury, dwie kontrastujące płaszczyzny, zjawiska – niezmierną nienawiść i pogardę z czystą miłością i niewinnością. Ten obraz – dwutorowości opisywanych wydarzeń – zdaje się rozlewać na wszystkie składowe relacji, ukazując, jak niezrozumiałe jest czynienie krzywdy przez zbrodniarzy, jak niezawinione jest cierpienie tych, które przedstawiane piekło dotyczy. Jest to bowiem opowieść o jednym z najokrutniejszych okresów w historii ludzkości, czasie, w którym upadły wszystkie wartości, a człowiek stał się bestią, sędzią i katem. Ukazuje jednak ten okres narracją nieco odmienną, bardziej szczegółową, gdyż dotyczy konkretnej społeczności – homoseksualnej. W ten sposób rzuca nie tylko światło na losy konkretnej grupy społecznej, ale również całego okrucieństwa obozowego – robi to jednak w kontekście tych, którzy obsadzeni zostali  w nim na bazie Paragrafu 175.

Charakterystyczna dla Mężczyzn z różowym trójkątem – oraz dla innych relacji (nie tylko związanych z obozami zagłady), które dotyczą wydarzeń determinujących ludzką naturę tudzież postawę – jest niemożność ocenienia, jednomyślnego zakwalifikowania postępowania więźniów, opartego na podstawie powszechnie panujących systemów moralnych lub tradycyjnych hierarchii wartości. Wspomina o tym przede wszystkim Heger, opisując swoje kontakty i relacje z nazistowskimi wojskowymi, sprawującymi władzę nad przebywającymi w obozach. Mowa przede wszystkim o bliskich, zażyłych, intymnych – chciałoby się rzec: niemoralnych – powiązaniach, zapewniających protekcję oraz ochronę przed wieloma sytuacjami – śmiercią, niezwykle trudną pracą oraz przemocą. Takie relacje – będące w powszechnej pogardzie, wyraźnie naznaczające jednostkę, która się im poddaje – w świetle opisywanych wydarzeń nie jawią się w sposób tak oczywisty, wymagają znacznie szerszej interpretacji, głębszego zastanowienia. Autor nie bez powodu ukazuje je w takim kontekście, gdyż obrazuje nie tylko jedną z metod, za których sprawą możliwe było polepszenie sobie warunków w obozach koncentracyjnych, ale przede wszystkim uwypukla wolę życia oraz determinacje, która generuje zachowania i postawy. W obliczu śmierci – jak wspomina sam Heger – człowiek potrafi zrobić wiele, wyzbywając się niekiedy samego siebie, własnego człowieczeństwa, by uniknąć ostateczności. To książka, która ukazuje wolę życia nadzwyczajnie wprost, bezpośrednio, naocznie. Porusza bowiem jej jądra, kontrastując pragnienie trwania, istnienia, które determinuje różne niejednoznaczne zachowania, z łatwością i powszechnością odbierania życia.

Relacja Hegera to w dużej mierze opisy okrucieństwa i zła, które wydarzyło się w przedstawianym obozie zagłady. To książka, w której dobitnie i brutalnie widać to, co stanowiło codzienność tego miejsca – niewymowne cierpienie za niezawinione krzywdy. To opowieść o tych, którzy doznali piekła na ziemi, którym odebrano człowieczeństwo i podstawowe prawa, których pozbawiono życia. Mężczyźni z różowym trójkątem opowiadają historię społeczności – ukazaną na przykładzie poszczególnych losów – której życie zdeterminowały cudze uprzedzenia, cudze poczucie wyższości. Oni – ludzie, którzy przypisali sobie prawo do decydowania o innych – naznaczyli granicznymi przeżyciami całe rzesze osób, traktując je w sposób nieludzki, przedmiotowy. Autor roztacza opisy sytuacji, podczas których ciało i wszystko to, co związane z istnieniem, traktowano bez szacunku, bez żadnego poszanowania i moralności. Mamy do czynienia z obrazami tortur, śmierci, oderwania od życia całej sfery sacrum oraz wyjątkowości. Człowiek – zwłaszcza ten prześladowany, m.in. za orientację homoseksualną – nie znaczy tutaj nic, nie ma żadnej wartości, a jego istnienie jest uwarunkowane od woli lub uprzedzeń innych – rzekomo lepszych, wartościowszych – społeczności. Tytułowych mężczyzn pozbawiono prawa do życia, potraktowano jako niegodnych przebywania wśród "normalnych". Wszystko to w imię niezrozumiałych przekonań, motywowanych nienawiścią. To książka, w której śmierć – jakże powszechna, obecna – miesza się z niezmierzonym pragnieniem życia, a przynależność do pewnej grupy społecznej tożsama jest z alienacją, brakiem szacunku. To relacja o świecie, w którym wszystkie wartości sięgnęły bruku, a odwrócony dekalog realizuje się w każdej chwili, każdego dnia. Pozycja absolutnie wstrząsająca, niewątpliwie warta uwagi.

6/6