piątek, 13 stycznia 2017

287. Maciej Lewandowski "Splątanie"

Są książki, które chce się przeczytać, do końca poznać przedstawiane historie, rozsupłując poszczególne wątki i tropy, zostawiając tym literacki świat zamkniętym i poznanym. Niestety, nie zawsze jest to możliwe – z różnych powodów. Splątanie Lewandowskiego trzymało mnie w swoich objęciach dość długo, wiele dni, ale nie dlatego, że tak wielce mnie zaintrygowało. Wręcz odwrotnie – znużyło, o czym zdałem sobie sprawę dopiero po lekturze. Chcąc dotrwać do rozwiązania, tkwiłem w świecie, który niekoniecznie mi odpowiadał, wśród wydarzeń, które niekoniecznie mnie pociągały.

Jakub Kempner, przeniesiony z Warszawy do Wrocławia policyjny śledczy, zajmuje się niełatwą sprawą samobójstwa. Wszystko, co początkowo wskazywało na okoliczności jakich wiele, z czasem zaczyna przybierać niejasne kształty, a kolejne wątki i enigmatyczne tropy jeszcze bardziej komplikują dochodzenie. Prędko wychodzą na jaw przerażające fakty i zdarzenia, które zagrażają nie tylko bezpieczeństwu czy życiu obywateli, ale również prowadzącym śledztwo funkcjonariuszom. 

Książka Macieja Lewandowskiego intryguje czytelnika przede wszystkim – a być może wyłącznie – klimatem. Cała atrakcyjność tej pozycji wynika z jej nastrojowości oraz zdolności wpływania na odbiorcę. Trzeba przyznać, że pod tym względem autor wykazuje niemałe umiejętności, proponując pozycję, która zdecydowanie roztacza aurę grozy i tajemnicy, w której stany lękowe bohaterów czy wydźwięk poszczególnych wydarzeń udzielają się czytającemu, czyniąc go nie tylko na swój sposób urobionym, tożsamym z istotą kreowanej historii, ale również mocno zaintrygowanym. Splątanie zaprasza bowiem w świat, który zdeterminowany jest przez tężejący mrok i nieprzebycie, niejasność oraz taki strach i podniecenie, które nie pozwalają oderwać się od czytania. Niestety, do czasu, Nie wiem dlaczego, ale autor zdecydował się na taką narrację, taki rozwój wydarzeń, które momentami porywają, zaskakując, a w innych miejscach odpychają i nużą. Niby dzieje się wiele, niby policyjne interwencje bohaterów obfitują w niebezpieczne sytuacje i okrutne zdarzenia, niby śledztwo jest kręte, jednocześnie sukcesywnie podsycane kolejnymi poszlakami, trupami oraz groźnymi wpływami, jednak za sprawą swoistego przegadania, zwracania uwagi przez narratora na rozmaite nieistotne detale, ze względu na rozlewanie się między zdarzeniami niekontrolowanego potoku słów i opisów, rozwleczonych i zbędnych relacji, akcja chwilami znacznie spowalnia, powodując tym nie tylko brak potoczystości czy niegasnącego napięcia, ale przede wszystkim liczne zwątpienia oraz poczucie nieatrakcyjności na płaszczyźnie fabularnej. Owszem, to pozycja, która prezentują taką historię, która istotnie wydaje się pociągająca i na swój sposób ożywcza, jednak wszystko zatraca się w rozwoju akcji. 

Bohaterowie Splątania to osobowości ciekawe i nudne, złożone i niezłożone, głębokie i płytkie. Jednym postaciom Lewandowski poświęca więcej uwagi, inne wyłącznie nazywa, szczędząc portretu psychologicznego czy obrazu jakiejkolwiek relacji. Tak, ma do tego prawo, ale ciągle przebywanie przy Kempnerze, nieustanne obserwowanie jego zachowań (nieprzepuszczonych zresztą szerzej przez przeszłość, pragnienia, naturę czy różne zażyłości) po pewnym czasie rozczarowuje, wywołując poczucie niemożności – głębszego poznania zarówno samego Jakuba, jak i innych, którzy również współtworzą kreowany świat. Podobnie sytuacja wygląda z Wrocławiem, miastem, w którym rozgrywa się akcja. Gdzieniegdzie przewijają się jakieś oszczędne opisy, nazwy miejsc czy rejonów, jednak dalekie jest to intrygującemu obrazowi czy mapie, która pozwalałaby zwiększyć możliwości poznawcze i orientacyjne.

Trudno powiedzieć, czy polecam, czy odradzam lekturę tej powieści. Dla mnie ta książka nie okazała się ani porywcza, ani odkrywcza, jednak przez jej większą część nie miałem wrażenia, że tracę czas. Ma swoje gorsze i lepsze miejsca, chwilowo potrafi zachwycić i wciągnąć, by niedługo potem znużyć i nie tyle rozczarować, ile nie spełnić wszystkich oczekiwań. Myślę jednak, że Splątanie może przypaść do gustu tym czytelnikom, którzy od tego gatunku powieściowego oczekują przede wszystkim atmosfery grozy i poczucia strachu. Z kolei dla tych, którzy liczą na rześką akcję, propozycja Lewandowskiego może okazać się niewystarczająca. 

3/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.

czwartek, 29 grudnia 2016

286. Arkadiusz Rączka "Herezja"

Moje zainteresowanie tą książką okazało się strzałem w dziesiątkę. Choć nie byłem przekonany, czy to na pewno pozycja dla mnie, czy zainteresuję się jej treścią, prędko nabrałem przekonania, że fabuła i bohaterowie intrygują równie wielce, co okładkowy opis, a świat przedstawiony tak silnie wciąga, że na czas lektury zapomina się o własnym – niezależnie od okoliczności. 

Herezja to średniowieczna powieść drogi, prowadząca przez katarską i mandejską herezję, przynosząca szereg obrazów i niezliczonych wydarzeń, skupionych wokół poszukiwań słynnego, mitycznego wręcz, Świętego Graala.

To, co w moim przekonaniu stanowi nadrzędną cechę recenzowanej powieści, to swoista mistyczność, objawiająca się na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim uchwytna jest w wymiarze klimatu oraz w nastrojowości, sugestywności i obrazowości tekstu. Bo jest to, co pogrubioną czcionką należałoby podkreślić, utwór, który niezwykle mocno oddziałuje na czytelnika, głównie na jego wyobraźnię i poczucie przynależności do innego, poznawanego, świata. To jedna z tych książek, które frapują, które nie pozwalają na odejście od siebie, nim nie przebrnie się przez znaczną część historii. Wszystko, co składa się na płaszczyznę obrazu, zostało przez autora poprowadzone z niebywałą wzorcowością i starannością. Tekst jest wdzięczny i wymiernie oddaje nastrój epoki oraz realia, w których toczy się akcja utworu, a wszelakie opisy – zarówno bohaterów, jak i miejsc czy sytuacji – wydają się pełne i na tyle wymowne, by można było odbierać je jako coś więcej – jako przyczynek do szerszego poznania czy zrozumienia kreowanej rzeczywistości. W związku z gatunkiem, który reprezentuje Herezja, czyli powieść drogi, bohaterowie utworu przemieszczają się, a wraz z nimi uwaga narratora, obiekt jego zainteresowań. W ich skład wchodzą oczywiście rzeczy wymagane, takie jak miejsca, rozgrywające się sytuacje, pojawiające się postacie, ale również rozmaite kurioza i błahostki – definiowane tak w odniesieniu do rozwiązania utworu – które stanowią niemałe smaczki, możliwe do odczytania wyłącznie przy uważnej lekturze. Dzieje się bowiem dużo, zarówno bezpośrednio w akcji, jak i poza nią, a mianowicie we wszystkim tym, czym raczy nas narrator. Mam na myśli przede wszystkim szereg zjawisk, koncepcji, idei, postaw i warunków, które są tożsame z czasami, w których dzieje się akcja utworu, którymi w sposób płynny została ubogacona opowieść. Ścieranie się wartości, tendencji, poglądów, systemów moralnych, podejść i zapatrzeń, w tym niby jednolitym okresie, zajmują i autora, i bohaterów, co sprawia, że książka Arkadiusza Rączki oferuje znacznie więcej, niż porządną, wartą uwagi rozrywkę. Powieść niesie bowiem ze sobą wymierną wiedzę, dotyczącą i tego, co przyziemne, powiedzmy historii czy społeczeństwa, jak i czegoś istotniejszego, nadrzędnego, m.in. filozofii czy środowiskowej mentalności. 

Opisowość utworu stanowi również niebywałą zaletę w odniesieniu do ukazywania postaci, ich psychologizacji czy takiego kreowania osoby, obrazu, które polega na wplątywaniu bohatera w różne zażyłości, zdarzenia czy prądy, i na podstawie tych relacji generowaniu wizji jego natury i osobowości. To absolutnie ciekawe, zwłaszcza że w recenzowanej powieści rozmaitych różnic, kontrastów oraz odmiennych typów m.in. ideologicznych jest niemało, więc czytelnik może obserwować różne zachowania i różne postawy, dokonując tym niezwykle szerokiej panoramy. Dotyczy ona również tego, co stanowi o przedstawionym świecie jako takim – o jego prawidłach, wartościach, zasadach oraz historyczności. Także pod tym względem Herezja intryguje, gdyż zapewnia opowieść, która realizuje się na wielu polach i w wielu wymiarach, mocno wykraczającą poza ramy fabularne, wkraczającą w subiektywne pola interpretacyjne i poznawcze.

Recenzowana książka to powieść ciekawa i magiczna, idealna zarówno do niezobowiązującej lektury i rozrywki, jak i zaspokojenia potrzeb bardziej wymagającego odbiorcy. To powieść, która prezentuje ciekawą historię poszerzoną o liczne plany, konteksty, idee i niedopowiedzenia. Utwór Arkadiusza Rączki to niebywała okazja do podróży w odległe czasy, do zatopienia się w ich klimacie, pejzażu i wszystkim tym, co stanowi o ich wyjątkowości.

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.