Przejdź do głównej zawartości

Posty

360. Fryderyk, Fryderyczek, Frycek. Michał Rusinek „Mały Chopin”

Czytanie i słuchanie Michała Rusinka to za każdym razem niemała przyjemność. Wynika to oczywiście z tego, że autor książek Pypcie na języku i Nic zwyczajnego to wielki erudyta, posiadający – z racji zainteresowań badawczych – dużą wiedzę o retoryce. O niej zresztą traktuje nowa, wydana w tym roku, książka, jednak ta recenzja poświęcona będzie utworowi dla dzieci – pozycji Mały Chopin.
Książka wydaje się bardzo ciekawa. Wynika to z kilku rzeczy, jednak najmocniejsza okazuje się płaszczyzna graficzna – wszak najmłodsi czytelnicy to w dużej mierze wzrokowcy. Ilustracje, za które odpowiada Joanna Rusinek, bez wątpienia przyczyniają się z jednej strony do uatrakcyjnienia samej treści, a z drugiej do wzbudzenia i podtrzymania dziecięcego zainteresowania. Autorka wiernie oddaje kolejne zwrotki i przedstawione w nich wydarzenia, prezentując na przykład Chopina siedzącego pod drzewem ([...] A tam, pod takim krzywym drzewem/ i nad sadzawką dość płytką,/ siedzi pan z głową przekrzywioną,/ jakby …
Najnowsze posty

359. Piłkarski ciąg. Michał Piedziewicz „Ćwierćfinał to już coś!”

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że Michał Piedziewicz, autor powieściDżoker, Domino i Dakota, napisze książkę dla dzieci. Ćwierćfinał to już coś!, bo o niej mowa, to opowieść o kilku bohaterach, których połączyła pasja do piłki nożnej i chęć zawalczenia o wysokie miejsce w rankingu.
To, co zasługuje przede wszystkim na pochwałę, to równe traktowanie odbiorcy – w tym wypadku dzieci. Narrator Piedziewicza daleki jest od tego, by „podchodzić” młodego czytelnika, mamić go pseudomłodzieżowym językiem i skrajnie uproszczonym sposobem opowiadania. Owszem, narracja jest prosta, a i po sposobie konstrukcji rozdziałów widać, do kogo książka jest adresowana (mam na myśli na przykład częste podsumowania), jednak autor wykazuje się podejściem, w myśl którego czytelnik bez problemu dostrzeże i zrozumie różnego rodzaju aluzje, nawiązania czy gry językowe (niekiedy oparte na przykład na brzmieniu wyrazów), niezależnie od wieku. Dzięki temu książka okazuje się nie tylko ciekawa ze względu na …

358. Metoda na szaleństwo. Michaił Bułhakow „Fatalne jaja. Diaboliada”

Ciekawie sięga się po te nowele, czytając wcześniej Artystów w cieniu Stalina. Przywołuję tę książkę jako kontekst, bo zajmuje się ona problematyką cenzorsko-kulturalnej polityki Związku Radzieckiego, której podlegał jeden z największych mistrzów rosyjskiej prozy – Michaił Bułhakow. Z kolei w tej pozycji, zbiorze dwóch nowel, właśnie z perspektywy narracji Bułhakowa poznajemy ten okres.
Na recenzowany tom składają się dwa tytułowe teksty: Fatalne jaja oraz Diaboliada. W obu Bułhakow porusza problematykę ściśle związaną z realiami Związku Radzieckiego – w pierwszym utworze wynikającą z niedokładności i rywalizacji z krajami zachodu, w drugim z nadmiernej biurokratyzacji. Narracje przedstawiają dość groteskowe, w niektórych momentach nierealistyczne, rzeczywistości, a ich ostateczny wydźwięk okazuje się satyryczny oraz wyraźnie prześmiewczy.
Bułhakow w obu nowelach podejmuje się wymienionej wyżej problematyki za sprawą dwóch środków: ruchu i anonimowości. Pierwszy, widoczny zwłaszcza w…

357. Matka Rosja. Kinga Lityńska „Rosja poza Rosją”

Naprawdę dobrze dopasowano tytuł do tej książki. Rosja poza Rosją to w gruncie rzeczy opowieść o Rosji, tylko tej poza granicami – o miejscach, w których kultura, polityka, kuchnia czy tożsamość kraju Dostojewskiego nie tyle znaczą dużo, ile wyraźnie determinują codzienne życie, a sam język rosyjski nierzadko stanowi jedyną drogę komunikacji. Spuścizna Związku Radzieckiego wciąż, wbrew upływowi czasu, bardzo mocno daje w wielu regionach o sobie znać, a Lityńska to umiejętnie pokazuje, opowiadając o Kirgistanie, Kazachstanie i samej Rosji. 
Autorka wydaje się podróżniczką bardzo aktywną nie tylko pod względem ilości czy długości odbywanych (a także opisywanych!) wypraw, ale również intensywności w przekazywaniu i przeżywaniu doświadczeń. Rosja poza Rosją to książka, która wydaje się na tyle szczera, surowa, naturalna i prawdziwa, o ile pierwotne na wielu płaszczyznach wydają nam się miejsca, które autorka odwiedza. W tej opowieści kipi od smaków, zapachów i doznań, a ich odrębność ora…

356. Fair play. James Montague „Klub miliarderów. Jak bogacze ukradli nam piłkę nożną”

Dobiegło końca jedno z najważniejszych wydarzeń w piłkarskim świecie. Mowa oczywiście o Mistrzostwach Świata. Gdy kolejne zespoły rywalizowały ze sobą, a stadiony wypełniały się kibicami, warto było zastanowić się nad tym, w czym tak naprawdę wszyscy uczestniczymy. Uogólniam, bo nie sposób nie dostrzec, że wszyscy, niezależnie od poziomu zaangażowania, śledzimy każdy mundial. To, co kiedyś było wyłącznie sportową rozrywką, dziś jest wielką marketingową machiną, za którą stoją nie tylko spece od reklamy i duże pieniądze, ale także – jak się okazuje – nieczyste interesy.
Klub miliarderów. Jak bogacze ukradli nam piłkę nożną to reportaż, który bardzo przejrzyście ukazuje proces przemiany piłki nożnej na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. James Montague zajmuje się wieloma stronami tego zatrważającego procesu, skupiając się jednak na kilku najważniejszych aspektach, poziomach podejmowanego problemu – powiązaniami z majętnymi postaciami lub firmami (których finansowanie pozwala wywindow…

355. Król jest nagi? Szczepan Twardoch „Król”

Szczepan Twardoch jest postacią bez wątpienia interesującą. I mam na myśli głównie jego pozycję na rynku wydawniczym, gdzie poza szerokimi kampaniami promocyjnymi, które związane są z premierami kolejnych książek, pisarz wydaje się nieustannie obecny i aktywny – czy to za sprawą felietonów, czy uczestnictwa w różnych nie tak oczywistych dla świata literatury wydarzeniach (na przykład ambasadorowanie marce Mercedes Benz-Poland), czy brania udziału w rozmaitych publicznych dyskusjach. Dlatego też wielu czytelników i krytyków, przede wszystkim za sprawą skutecznej promocji, wiele oczekiwało od wydanego w 2016 roku Króla. Niepotrzebnie. 
Pisanie recenzji niemal dwa lata po premierze książki związane jest z jednej strony z pytaniem o zasadność tej czynności (bo co nowego można dodać, gdy tak wiele z tak wielu stron już powiedziano?), a z drugiej z wyraźnym komfortem, wynikającym najpewniej z tego, że wszelkie, choćby najgorętsze, dyskusje albo jakiś czas temu wygasły, albo powoli wygasa…