Przejdź do głównej zawartości

Posty

331. Szkoła reżimu. Yi Mun-yol „Nasz skrzywiony bohater”

Yi Mun-yol napisał opowieść ważną i czytelną, bo dotyczącą z jednej strony nas wszystkich, obywateli, ludzi funkcjonujących w różnych społeczeństwach, a z drugiej tego, co wszyscy przeżyliśmy – szkoły. To niebywałe, jak przez pryzmat klasowych, korytarzowych wydarzeń, dotyczących dzieci, autorowi udało się usnuć głęboką opowieść o potrzebie demokracji, wolności i panującym ucisku, który – co ciekawe – okazuje się łatwiejszy do zniesienia niż niezależność.
Najnowsze posty

330. Niekoniecznie mocno o namiętnościach. Arek Borowik „Wnętrza wypalone lodem”

Zupełnie niebywała okazała się dla mnie lektura debiutu Arka Borowika, książki Z góry widać tylko nic, którą miałem okazję przeczytać w ubiegłym roku. Nic więc dziwnego, że z wielkim zainteresowaniem zasiadłem do Wnętrz wypalonych lodem, ostatniej pozycji tego autora.

Wnętrza wypalone lodem, podobnie jak wspomniana wcześniej książka, korzysta z baśniowych motywów, konstrukcji, na których tworzone są nowe historie – z emocjami, namiętnościami i ludzkimi słabościami na pierwszym planie.
To, co przede wszystkim wadzi w czytaniu, to poczucie zupełnego oderwania przedstawianych historii od rzeczywistości.  Trudno w nie uwierzyć, choć nie tak łatwo powiedzieć, z czego ta niemożność właściwie wynika – czy z samej historii, jako ciągu przyczynowo-skutkowego, następujących po sobie wydarzeń, czy raczej z przedstawienia, formy. Nie sposób uwolnić się od wrażenia, że fabularne konstrukcje są nad wyraz naciągane i nieprawdopodobne – nie tylko pod względem rozwoju akcji, ale i kluczowych punktów, s…

329. Barańczak nieoceniony. Stanisław Barańczak „444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku”

O Barańczaku można by mówić długo i dużo, więc myślę, że lepiej powiedzieć krótko, acz treściwie – z jego spuścizną należy się zapoznać. Już abstrahując od wartości artystyczno-estetycznych, należałoby to zrobić choćby po to, by spostrzec, jak szeroki był wachlarz jego umiejętności i talentów, jak niezwykle pracowitym był człowiekiem. Wydawnictwo Znak wydało niedawno 444 wiersze poetów języka angielskiego XX wieku, wielki zbiór poezji, oczywiście w przekładzie Barańczaka, a ja – tak od siebie, z zachwytu i pod wrażeniem – chciałbym zapytać poetę: kiedy?! kiedy znajdował na to wszystko czas?

328. Wymazywanie. Michał Witkowski „Wymazane”

Dużo mógłbym napisać o sympatii do Michała Witkowskiego. To, co pisze, jest dla mnie ważne z kilku powodów, więc ograniczę się może do jednej kwestii – rzeczywistość, którą opisuje, zawsze ucieka, zawsze powoli odchodzi, i właśnie obserwacja tego procesu w jego utworach z jednej strony uzależnia, a z drugiej boli – czy to w Lubiewie, gdzie widzimy, jak jeden, nowoczesny, kapitalistyczny, świat nachodzi na drugi, czy w Fynf und cfancyś, gdzie bohaterowie, wyjeżdżając z biednej Polski, handlując ciałem w zupełnie innych realiach, na bogatym zachodzie, przedstawiają miejsca i czasy, które – jak się zdaje – również przeszły do historii.

327. Między artystami. Agnieszka Stabro „Masz na imię Camille”

Długo trzeba było czekać na polską książkę, która traktowałaby o Camille Claudel – francuskiej rzeźbiarce, zmarłej w połowie poprzedniego wieku. Tego wyzwania podjęła się Agnieszka Stabro, poetka i prozaiczka, pisząc zbeletryzowaną biografię artystki, wydaną nakładem wydawnictwa MG.

Masz na imię Camille to książka pod względem narracyjnym nieco naiwna, żeby nie powiedzieć, że infantylna. Owszem, Agnieszka Stabro opowiada ciekawie, rzeczywiście potrafi czytelnika uwikłać w przedstawianą opowieść, w losy artystki, jednak robi to w sposób – w moim przekonaniu – niezbyt udany. Przede wszystkim ze względu  na prowadzenie narracji w drugiej osobie liczby pojedynczej, ciągle zwracającej się do Claudel. O ile z początku taki sposób opowiadania wydaje się ciekawy i „intymny”, o tyle z czasem – po przeczytaniu większej ilości stron – męczy i zaczyna być postrzegany jako infantylny, sztuczny, nienaturalny. Rozumiem, że celem było zmniejszenie dystansu między czytającym a francuską artystką, nada…

326. W negatywie. Witold Kanicki „Ujemny biegun fotografii”

Szymborska w Lekturach nadobowiązkowych, recenzując jeden z podręczników naukowych, napisała, że ani nie chce, ani nie musi go czytać, a studenci choć też nie chcą, niestety muszą. Smutne, ale tak jest, gdy praca, która powinna coś objaśnić, bynajmniej nie tłumaczy, nie dostarcza wiedzy, a wyłącznie prowadzi przez zawiłe, niepojęte korytarze argumentacji i dochodzi do tylko sobie znanych wniosków. Piszę o tym nie bez powodu, bo Ujemny biegun fotografii Witolda Kanickiego, książka, po którą sięgnąłem raczej z przypadku, ze względu na piękną – naprawdę, niezwykłą! – okładkę, nie tylko objaśnia i szerzej ujmuje zjawisko negatywu, ale także intryguje – czyli przeciwnie do pozycji, którą recenzowała noblistka.

Na początku należy zaznaczyć, że Ujemny biegun fotografii to pozycja, która wypełnia pewną lukę, systematyzuje wiedzę oraz porządkuje to, co dotąd było nieuporządkowane. Nie jestem pasjonatem fotografii, a już osobą, która badałaby zjawiska fotograficzne zwłaszcza, jednak nawet ja z…